ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (519-520) / 2025

Patryk Szaj,

KAPITAŁOCEN W PIGUŁCE (RAJ PATEL, JASON W. MOORE: 'HISTORIA ŚWIATA W SIEDMIU TANICH RZECZACH. PRZEWODNIK PO KAPITALIZMIE, NATURZE I PRZYSZŁOŚCI NASZEJ PLANETY')

A A A
Tytuł książki Raja Patela i Jasona W. Moore zawiera dwa przekłamania. Pierwsze mieści się w przymiotniku „tanie”, drugie – w słowie „rzeczy”. Ani jedno, ani drugie nie pochodzi jednak od samych autorów, ale od systemu, jaki opisują. I właściwie od przyswojenia ich obu zależy zrozumienie reszty argumentacji amerykańskich badaczy. Po pierwsze, żadne z opisywanych przez nich siedmiu dóbr – Natura, Pieniądz, Praca, Opieka, Żywność, Energia i Życie – nie jest „rzeczą”, ale raczej zbiorem relacji, które podlegają urzeczowieniu alienującemu je z sieci życia, w jakiej się one odbywają. W ten sposób elementy ludzkich i pozaludzkich natur zostają zaprzęgnięte do pracy na rzecz kapitału. Zaprzęganie to odbywa się – po drugie – jak najtańszym kosztem, to jest za sprawą traktowania zniewolonych ludzi o niebiałym kolorze skóry, pracy reprodukcyjnej kobiet, pracy metabolicznej zwierząt hodowlanych, paliw kopalnych i reszty planetarnych zasobów jako „darmowego daru” (jak to nieco tautologicznie określił Fryderyk Engels).

Złośliwi mogliby powiedzieć, że tytuł „Historii świata w siedmiu tanich rzeczach” zawiera i trzecie przekłamanie, za które należałoby już obwinić Patela i Moore’a. Tak naprawdę nie opowiadają oni „historii świata” od zarania ani nawet od narodzin ludzkich cywilizacji, ale raczej historię ostatnich siedmiu-ośmiu wieków, czyli „długiego trwania” systemu kapitalistycznego – od jego narodzin z kryzysu feudalizmu, przez ruch grodzeń, proletaryzację i podboje kolonialne, po współczesną katastrofę klimatyczną, która w interpretacji autorów stanowi bezpośrednie następstwo strategii „potaniania”. Natura, jak raz po raz przypominają Patel i Moore, nigdy bowiem nie jest tania ani tym bardziej darmowa. Należy ją dopiero taką uczynić. Tu zaś powracamy do dwóch przekłamań z pierwszego akapitu: „Taniość to strategia, praktyka, forma przemocy mobilizująca wszelkie typy pracy – ludzkiej i zwierzęcej, botanicznej i geologicznej – za jak najniższym wynagrodzeniem. (…) Potanianie wyznacza przejście od niepoliczalnych relacji wytwarzania życia do najniższej możliwej wartości pieniężnej” (s. 45).

Patel i Moore w kolejnych rozdziałach śledzą te przejścia w odniesieniu do każdej z siedmiu tanich „rzeczy”, i od razu trzeba napisać, że ich spojrzenie ogarnia imponujący zakres historycznych wydarzeń oraz stojących za nimi strategii, filozofii, a nierzadko również… przypadków. Być może najbardziej złowieszczym elementem ich rozważań jest właśnie to, że wiele z omawianych przez nich zjawisk nie miało charakteru sterowanego czy intencjonalnego – wyłaniało się przypadkiem, wskutek relacji systemowych, nad którymi nikt nie sprawował nadrzędnej kontroli. Kapitalizm przypomina więc w ujęciu autorów Foucaultowską władzę: nikt go nie posiada, za to on posiada nas wszystkich.

„Historię świata w siedmiu tanich rzeczach” trudno przy tym uznać za książkę „przełomową”. Kto zna inne prace Moore’a, ten nie znajdzie nic nowego w argumentacji, by pojęcie antropocenu zastąpić kapitałocenem. Kto zdążył już przeczytać wydanego niedawno po polsku „Kalibana i czarownicę” Silvii Federici, tego nie olśni teza, że reprodukcja systemu kapitalistycznego w znacznej mierze zależy od nieodpłatnej pracy opiekuńczej kobiet. Kto śledzi debaty z zakresu ekonomii ekologicznej (np. te dotyczące dewzrostu), ten zdaje sobie sprawę, że strategia Taniego Pieniądza jest na dłuższą metę samobójcza (nie wspominając o tym, że i na krótszą metę służy jedynie górnemu „Jednemu Procentowi”, a nie większości ludzi). I tak dalej. Siła Patela i Moore’a polega raczej na umiejętności syntetyzowania rozmaitych opowieści historycznych i wyciągania z nich odpowiednich wniosków. Syntezę tę ułatwia też rozbudowany aparat pojęciowy, jakim posługują się autorzy.

Przede wszystkim kapitalizm nie jest dla nich zwykłym systemem gospodarczym czy gospodarczo-politycznym, ale „ekologią-światem”. Patel i Moore bezpośrednio nawiązują tu do koncepcji systemów-światów Immanuela Wallersteina, która każe nam przyglądać się raczej szerszym (zarówno przestrzennie, jak i czasowo) systemom historycznym niż np. pojedynczym państwom i krótkim okresom. Ekologia-świat jest więc całościową organizacją władzy, kapitału i natury, relacyjnym polem procesów geofizycznych oraz historii społecznej i ekonomicznej. Chodzi o to, by ukazać, jak stosunki władzy, produkcji i reprodukcji działają w sieci życia, jak wpisują się w relacje więcej-niż-ludzkie, jak je przekształcają i jak same – zwrotnie – są przez nie przekształcane. Pozwala to nie tylko zdynamizować nasze myślenie (a więc przywrócić relacyjność i splątania tam, gdzie kapitalizm od nich abstrahuje, by zaprząc poszczególne tanie rzeczy do pracy), ale przede wszystkim służy wymknięciu się podstawowej kapitalistycznej opozycji binarnej: dualizmowi Społeczeństwa i Natury.

Dualizm Natura–Społeczeństwo polega na traktowaniu procesów społecznych i naturalnych jako zasadniczo niezależnych od siebie. Teza ta wydaje się zrazu banalna, ale Patelowi i Moore’owi zależy, byśmy wyciągnęli z niej daleko posunięte wnioski. Natura i Społeczeństwo – podobnie jak pozostałe tanie rzeczy – nie są dla nich po prostu istniejącymi obiektywnie bytami ani nawet pojęciami jak każde inne, ale czymś, co za Karolem Marksem nazywają rzeczywistymi abstrakcjami (dlatego konsekwentnie zapisują te słowa od wielkich liter) – sfetyszyzowanymi, ustabilizowanymi, hipostazowanymi punktami odniesienia naszych działań i refleksji, które „pracują” z ukrycia za każdym razem, gdy wypowiadamy jakiekolwiek zdania ontologiczne („co istnieje?”) i epistemologiczne („jak możemy poznać to, co istnieje?”). Rzeczywiste abstrakcje wyznaczają granice tego, co w ogóle daje się pomyśleć, a tym samym sprzyjają utrzymaniu status quo: „Abstrakcje rzeczywiste nie są niewinne, odzwierciedlają bowiem interesy tych, którzy mają władzę, i nadają im prawo do reorganizowania świata” (s. 79).

Dualizm Natura–Społeczeństwo nie tylko jednak pozwala dewaluować świat pozaludzki – bezkarnie go eksploatować, nie uwzględniać w kalkulacjach ekonomicznych tzw. kosztów zewnętrznych, grodzić planetarne dobra wspólne albo traktować je jako śmietnik na odpady cywilizacyjne. Służył on także, i do dziś służy, uzasadnieniami wywłaszczeń, proletaryzacji czy kolonizacji, które odbywały się pod szczytnym hasłem „cywilizowania”. Historycznie rzecz biorąc, do wspólnoty Ludzkości (kolejnej rzeczywistej abstrakcji) należeli jedynie ci, którzy mogli się mienić racjonalnymi podmiotami liberalnymi: uprzywilejowani mężczyźni-Europejczycy. Całą resztę „ludzi” – kobiety, niewolników, chłopów pańszczyźnianych, ludy rdzenne… – traktowano właśnie jak Tanią Naturę. To bardzo ważna teza, pozwala ona bowiem zrozumieć, że granica między Ludzkością a Tanią Naturą nie oddziela dwóch odmiennych grup bytów, jest raczej cięciem przebiegającym wewnątrz Społeczeństwa. Mówiąc jeszcze inaczej, choć kapitalizm formalnie oddziela Społeczeństwo od Natury, realnie działa tylko dlatego, że są one od siebie nieoddzielne. Praca najemna, za którą kapitaliści muszą płacić, zależy od niezliczonych pokładów pracy nieodpłatnej, znajdującej się poza obiegiem pieniężnym, ale wciąż w zasięgu władzy kapitału. Wyzysk siły roboczej w systemie towarowym nie istnieje bez zawłaszczania – a właściwie kradzieży – nieodpłatnej pracy kobiet, natury i kolonii: to one pozwalają utrzymywać wynagrodzenia z pracy najemnej na względnie niskim poziomie.

Elementem całej tej kapitalistycznej układanki są też przestrzenie perykapitalistyczne, usytuowane na obrzeżach relacji gotówkowych, ale decydujące o tym, że relacje te w ogóle mogą się dokonywać. Moore i Patel nazywają takie obszary pograniczami. Pogranicza to takie miejsca/wyobrażenia/relacje/życia, w których kapitalizm testuje nowe strategie czerpania zysku – strefy spotkania kapitału i rozmaitych natur (w tym ludzi). Ten pierwszy sprawuje w nich władzę nad tymi drugimi. Jak tłumaczą autorzy „Historii świata w siedmiu tanich rzeczach”, „dzięki pograniczom kapitalizm może podłączać się do rozległych sieci relacji wytwarzania życia – czego nie widać w rachunku zysków i strat – i kontrolować je” (s. 41). W praktyce więc to właśnie w pograniczach dokonuje się potanianie natury. Rzecz w tym, że brutalne zaprzęganie natur do pracy w przestrzeniach pogranicza bardzo szybko prowadzi do ich wyczerpania. Kapitalizm potrzebuje więc nowych pograniczy, do których ucieka przed spowodowanymi przez siebie kryzysami. Wyczerpawszy jedno pogranicze, zaczyna wysysać życie z innego.

Mogłoby się wydawać, że jest to opowieść o odległej prehistorii kapitalizmu. Ale nie przypadkiem angielskie słowo „plant” oznaczające fabrykę wzięło się od plantacji – systemu monokulturowych upraw, który wynaleziono w 1419 roku na Maderze, a następnie przeniesiono do tzw. Nowego Świata, gdzie uprawiano np. trzcinę cukrową czy bawełnę. Plantacje były bowiem laboratoriami rewolucji przemysłowej – to na nich wykuwały się relacje władzy, organizacji pracy i specjalizacji, które zapanowały później w fabrykach. To, co najpierw przetestowano w warunkach kolonialnych, następnie przenoszono do „cywilizowanej” Europy. Ponadto pogranicza do dziś nie przestały pełnić swej funkcji pozaekonomicznych filarów, na których wznosi się gmach kapitalizmu. Jak piszą Moore i Patel: „Każda globalna fabryka potrzebuje globalnej farmy” (s. 158).

Natura, konsekwentnie powtarzają autorzy, nigdy jednak nie jest tania. Potanianie, które opiera się na konstytutywnym uzewnętrznieniu wszelkich kosztów mieszczących się poza obiegiem monetarnym, działa jedynie w perspektywie krótkoterminowej. Dlatego kapitalizm nieustannie potrzebuje nowych pograniczy – gdy już ziemia całkowicie wyjałowieje, zwierzęta przestaną się nadawać do dalszego wyzyskiwania na mięso albo mleko, zniewoleni ludzie staną się mało produktywni, trzeba odnaleźć nowe źródła Taniej Natury. Tak oto docieramy do współczesnej katastrofy klimatycznej. Z każdym kolejnym pograniczem wzrasta bowiem kryzysogenność kapitalizmu. W dłuższej perspektywie ten tryb działania prowadzi do czegoś, co Marks nazwał pęknięciem metabolicznym. Metabolizm w sensie marksowskim możemy utożsamić po prostu z wymianą materii i energii w przyrodzie, w której uczestniczą rzecz jasna również ludzie. Działalność kapitalistyczna zakłóca ów obieg, wprowadza do niego fundamentalną nierównowagę – zabiera z ziemi więcej, niż jej oddaje.

Katastrofa klimatyczna oznacza dla Moore’a moment, gdy tych wewnętrznych sprzeczności nie da się już dłużej ukrywać, gdy pęknięcie metaboliczne wychodzi na jaw i kapitał utracił możliwość jego dalszego eksternalizowania. Mówiąc potocznie: kapitalizmowi skończyła się Ziemia. Innymi słowy, strategia Taniej Natury przestała działać. Podczas gdy „wszystkie poprzednie wielkie ekspansje finansowe mogły liczyć na to, że imperializm rozszerzy w przyszłości szanse czerpania zysków na nowe pogranicza taniej natury, (…) dziś rubieże te są mniejsze niż kiedykolwiek, a ilość kapitału poszukującego nowych inwestycji – większa niż kiedykolwiek” (s. 133).

Lekcja, jaką Moore i Patel czerpią z historii, nie napawa optymizmem. Jak dotąd każdy cykl akumulacji, w którym po boomie (czerpaniu zysków z zawłaszczania zasobów i produkcji) następował okres finansjalizacji (wykorzystywania uzyskanych dochodów do ich pomnażania nie drogą produkcji, ale spekulacji), kończył się wojną. W jej następstwie porządek światowy się reorganizował – jedne potęgi i imperia upadały, inne się wyłaniały. Mamy niepokojąco wiele sygnałów, że współczesny, sfinansjalizowany do granic możliwości neoliberalny kapitalizm zmierza w podobnym kierunku. Jeśli jednak spekulacje finansowe są zakładami o przyszłość – stawianiem na przyszłość – to w sytuacji wyczerpania się pograniczy, a także polikryzysu biologicznego, klimatycznego i społecznego, przyszłość ta stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Ostatecznie więc stawką rozważań Patela i Moore’a jest to, co wyłoni się z nieuchronnej implozji kapitalistycznej ekologii-świata. Trzeba napisać, że ów „przyszłościowy” aspekt jest najsłabszym, pozostawiającym spory niedosyt elementem ich analiz. Owszem, stawiają oni ze wszech miar słuszny postulat intersekcjonalny: „Zrozumienie – piszą Moore i Patel – że zarówno miejsca pracy, jak i środowiska wytwarzane są za pośrednictwem kapitalizmu, może pomóc nam w znalezieniu podstaw solidarności i stać się zarówno dla ekologów, jak i dla ruchów pracowniczych szansą na przemyślenie własnych założeń” (s. 153). Projektują też świat, który będzie sprawiedliwy dla wszystkich zamieszkujących go istot. Skoro Tania Natura jako strategia kapitalistyczna opiera się na dewaluacji całego życia planetarnego i skoro ludzkie działania są osadzone w sieci życia, to czymś, czego nam potrzeba, jest – jak bym to określił – socjalizm międzygatunkowy. Jeśli podział pracy w kapitalizmie jest w istocie nie dwoisty (jak u Marksa), ale troisty: obok pracy najemnej i pracy reprodukcyjnej istnieje także praca całokształtu natury, a wszystkie one wzajemnie od siebie zależą, to znaczy, że posiadamy – ludzie i nie-ludzie, ludzki i pozaludzki wyklęty lud ziemi – wspólne interesy.

„Socjalizm będzie socjalizmem dla wszystkich istot albo nie będzie go wcale” (Moore 2019: 21) – mówił Moore w jednym z wywiadów. Wraz z Patelem przytacza też słowa radykalnego duchownego Thomasa Münzera z 1524 roku: „Trzeba wyzwolić również stworzenia” (s. 114). Autorzy „Historii świata w siedmiu tanich rzeczach” zatrzymują się jednak na poziomie ogólnikowych, hasłowych postulatów. Nie proponują konkretnego całościowego projektu przeorganizowania relacji naturokulturowych. Po tego rodzaju śmiałe wizje musimy się zwracać ku innym osobom autorskim.

LITERATURA:

Moore J.W.: „World-ecology: a global conversation” [z Jasonem W. Moorem rozmawia Gennaro Avallone]. „Sociologia urbana e rurale” 2019, nr 120. https://jasonwmoore.com/wp-content/uploads/2021/04/Moore-World-Ecology-a-Global-Conversation-2019.pdf.
Raj Patel, Jason W. Moore: „Historia świata w siedmiu tanich rzeczach. Przewodnik po kapitalizmie, naturze i przyszłości naszej planety”. Przeł. Joanna Bednarek, Anna Opara. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.