KIM NAPRAWDĘ JESTEM? POGRANICZA KOBIECOŚCI I MĘSKOŚCI (PIOTR SZAROTA: 'FELICITA! PSYCHOBIOGRAFIA FELICITY VESTVALI')
A
A
A
„Vestvali the Magnificent” – taki przydomek nadano Marii Karolinie Annie Emilii Stegemann znanej publiczności jako Felicita (von) Vestvali. Jeśli to nazwisko nic Państwu nie mówi – nie szkodzi. To właśnie jej nieobecność w zbiorowej świadomości, a także wśród osób zainteresowanych muzyką, operą czy teatrem, skłoniła Piotra Szarotę do podjęcia próby rekonstrukcji jej losów. W książce „Felicita! Psychobiografia Felicity Vestvali” autor mierzy się z zadaniem przywrócenia pamięci zapomnianej artystce, tworząc wnikliwą psychobiografię.
Vestvali to postać zdumiewająco aktualna, jak zauważa sam autor: „(…) bohaterka bardziej przystaje do naszej współczesności niż do XIX stulecia” (s. 8). I faktycznie, zaskakuje zarówno zachowaniem, jak i sposobem bycia, ale przede wszystkim pytaniami, które stawia wobec własnej tożsamości. Psychobiografia Szaroty to nie tylko portret zapomnianej śpiewaczki, ale również opowieść o osobie mierzącej się z fundamentalnym pytaniem: „Kim jestem – kobietą czy mężczyzną?”. To pytanie wyrasta z wielu kontekstów wpływających na życie Vestvali. Po pierwsze, z androgynicznej urody, po drugie, z doświadczenia życiowego, które wykraczało poza oczekiwania stawiane kobietom XIX wieku. Próby odnalezienia odpowiedzi w literaturze nie przynosiły satysfakcjonujących rezultatów, ale pozwalały bohaterce uświadomić sobie, że nie jest osamotniona w przeżywaniu stanów i emocji trudnych do jednoznacznego nazwania, a przez to nieprzystających do ówczesnych norm. Doświadczenie „podwójności”, czyli rozpięcia między biegunami tożsamości, doprowadziło bohaterkę do potrzeby wyrażenia tej ambiwalencji także językowo. Początkowo funkcjonowała pod dwoma imionami, Felicity i Felix, aby ostatecznie przyjąć skrót „Feli”. Jak tłumaczy Szarota, „Feli jest (…) zarówno Felicitą, jak i Felixem” (s. 111), a zatem imię to pozwala na afirmację niebinarnej tożsamości Vestvali.
Opisywana bohaterka zrobiła oszałamiającą karierę jako śpiewaczka operowa. Występowała w Londynie, Paryżu, Hawanie, stolicy Meksyku oraz w licznych miastach Stanów Zjednoczonych, gdzie nadano jej przydomek przytoczony na początku tekstu. Przedstawiała się jako Polka. Vestvali dysponowała niezwykle rzadkim głosem – kontraltem – specjalizowała się w rolach en travesti, czyli męskich partiach operowych. Na scenie wcielała się m.in. w Hamleta, Romea i Petruchia – bohaterów dramatów Williama Szekspira. W przypadkach, gdy grała postacie kobiece, były to zazwyczaj role obciążone doświadczeniem, pozwalające jej wyjść poza konwencjonalny obraz kobiety słabej i podporządkowanej. Dobór ról scenicznych nie był przypadkowy. Zarówno na scenie, jak i poza nią, Vestvali świadomie przekraczała normy społeczne narzucane kobietom. Przez niemal dwie dekady pozostawała w związku z niemiecką aktorką, Elise Lund, z którą wspólnie wychowywały córkę Felicity, Marię. Felicita i Elise również występowały wspólnie w teatrze, m.in. w roli Romea i Julii. Vestvali nigdy nie zdecydowała się na małżeństwo. Co więcej, była kobietą finansowo niezależną, która samodzielnie kierowała swoją karierą artystyczną (zob. s. 210-211).
Książka Szaroty podzielona została na dwie części. Pierwsza koncentruje się na karierze operowej Felicity Vestvali, druga na jej działalności jako aktorki dramatycznej, dzięki której, jak sugeruje autor, bohaterka mogła poniekąd narodzić się na nowo. Autor z imponującą drobiazgowością rekonstruuje losy Vestvali, prowadząc czytelników i czytelniczki przez złożoną narrację, w której prawda splata się z konfabulacją, a fakt – z kreacją. W istocie, to właśnie zmyślenia w istotny sposób przyczyniły się do rozwoju kariery scenicznej bohaterki książki. Szarota nie ulega jednak pokusie stworzenia historii o wzorze do naśladowania – nie idealizuje Vestvali, ale też nie portretuje jej w negatywnym świetle. Chciałoby się ulec pokusie i zadać pytanie, czy dla kariery nie poświęciła zbyt wiele, ale to również nie tego rodzaju opowieść. Felicita od pierwszych stron budzi sympatię. To nie historia o „złym charakterze”, który dla sukcesu rezygnuje z tego, co istotne. To raczej opowieść o kobiecie, która, jak pisze autor, „potrafiła przeciwstawić się mężczyznom i walczyć o swoje interesy” (s. 211). Tym samym staje się nie tyle symbolem swojej epoki, ile figurą zadziwiająco aktualną, rezonującą ze współczesnością i toczonymi dziś debatami. Książka Szaroty ukazuje się w szczególnie znaczącym momencie: w czasie intensywnej debaty o tożsamości, granicach społecznej normy i uzurpowanym prawie do określania, kim ktoś „może” być, kogo „powinien” kochać, a także ile płci jesteśmy gotowi uznać.
Warto zwrócić uwagę na wątek rodzinny, który łączy Piotra Szarota z Felicitą Vestvali. To właśnie ich pokrewieństwo stało się impulsem do podjęcia żmudnych poszukiwań biograficznych, dotyczących losów artystki, niekiedy trudnych do odtworzenia. Jak sam autor zaznacza we wstępie książki: „[m]oje zaangażowanie w rozwiązywanie zagadek życia dawno zapomnianej artystki może budzić zdziwienie, a nawet podejrzliwość” (s. 10), po czym wyjaśnia, że Felicita była jego krewną, a „dokładnie siostrą (…) prapraprababki, Emmy Spitzbarth” (s. 10). Jak wspominałam wcześniej, Felicita miała skłonność do konfabulacji, a jednocześnie należała do, jak to się dzisiaj określa, gwiazd wielkiego formatu. Sprawiło to, że źródła dotyczące jej życia były rozproszone i sporządzone aż w siedmiu językach, co postawiło przed autorem poważne wyzwanie: każda informacja wymagała skrupulatnej weryfikacji, wielokrotnego sprawdzenia oraz uważnej analizy (zob. s. 288-289).
Jak podkreśla Szarota, dostępne materiały źródłowe silnie mitologizują zarówno postać Vestvali, jak i jej biografię. Jednym z największych wyzwań stało się więc ukazanie rzeczywistości możliwie najbliższej faktom. W tym zakresie autor odnosi niewątpliwy sukces. Bez trudu zachowuje dystans wobec swojej krewnej i kreśli portret artystki, która wspinała się po szczeblach kariery, nie zawsze postępując zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Vestvali była postacią, która z niezwykłą łatwością sięgnęła po to, czego pragnęła, i zdobywała to, a w razie zagrożenia nie wahała się bronić swojego dobrego imienia, czy to na łamach prasy, czy też w sądzie. Jej determinacja ujawniała się zwłaszcza w momentach kryzysu. Mimo że osiągnęła to, o czym marzyła, czyli międzynarodowy sukces, to musiała mierzyć się z licznymi przeciwnościami, w tym z opinią publiczną, często nieprzychylną kobiecie grającej role męskie. Tego rodzaju występy postrzegano wówczas jako „wykroczenie wobec naturalnego porządku” (s. 220). Warto pamiętać, że w XIX wieku dominowało przekonanie o biegunowej opozycji między płciami: kobieta utożsamiana była z uczuciowością, biernością i słabością, a mężczyzna z rozumem, aktywnością i siłą. Felicita łączyła w sobie cechy obu tych modeli – pozostając gdzieś pomiędzy nimi. Przebieranie się w męskie stroje sceniczne nie oznaczało jednak, że czuła się mężczyzną. Jak zauważa Szarota, bohaterka książki nie odcięła się „też całkowicie od własnej kobiecości” (s. 8). Z dzisiejszej perspektywy można byłoby określić ją mianem osoby niebinarnej.
Vestvali nie bała się ryzyka. Wiedziała, do czego dąży, i trudno było ją zatrzymać. To właśnie dzięki determinacji przemierzała świat, występując na kolejnych scenach. Jeśli w danym miejscu nie potrafiła się odnaleźć, nie osiągnęła zamierzonego celu lub czuła, że jej potencjał się wypala – szukała nowej przestrzeni, w której mogłaby odzyskać siebie na nowo. W każdym z miejsc, do których przybywała, Felicita musiała konfrontować się z odmienną kulturą, a więc i z różnymi spojrzeniami na tzw. role spodenkowe oraz na kobiety „przebierające się” w męski strój. Jak sama przekonała się niejednokrotnie, to, kim można być, jaką tożsamość wolno przyjąć, zależy w dużej mierze od polityki. Dlatego też Felicita często musiała zachowywać szczególną ostrożność.
Od samego początku miała jednak świadomość ograniczeń, którym podlegają kobiety (zob. s. 45), i równie konsekwentnie stawiała im opór – bez wahania i bez kompromisów. Psychobiografia Felicity Vestvali to z jednej strony opowieść inspirująca, zachęcająca do działania i walki o własne marzenia, a z drugiej zaś Szarota podejmuje w niej refleksję nad płcią i niebinarnością, ukazując, że nie są to zjawiska nowe, lecz obecne w społeczeństwie od dawna – jeśli nie od zawsze, to z pewnością od wielu stuleci. Trudno bowiem mówić o jednoznacznym podziale świata na czerń i biel, jak wyobrażają to sobie niektórzy, kiedy życie obfituje w niezliczone odcienie szarości. To właśnie te odcienie starała się uchwycić Felicita na scenie, przekraczając granice między tym, co męskie, a tym, co kobiece. Bohaterka zrozumiała, że najlepszą „reakcją na opresyjną rzeczywistość jest bezwarunkowy sprzeciw” (s. 45).
Czy warto sięgnąć po najnowszą książkę Piotra Szaroty? Zdecydowanie tak. Autor psychobiografii wciąga czytelniczki i czytelników w intrygującą grę, przypominającą śledztwo detektywistyczne, w której kolejne fakty zostają ujawniane, zweryfikowane i skonfrontowane z różnorodnymi źródłami. Wszystko to prowadzi do momentu, w którym autor odsłania najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Lektura wymaga uważności. Nietrudno się w niej zgubić (lub dać się zwieść), zwłaszcza że sama bohaterka niejednokrotnie zastawia na czytelnika i czytelniczkę swoiste pułapki. Nie należy się jednak zrażać, jeśli czasem chcielibyśmy, aby pewne informacje na temat bohaterki okazały się prawdziwe. Jak zauważa Szarota, wielu badaczy piszących o Vestvali ulegało jej urokowi, utrwalonemu na kartach memuarów. Felicity Vestvali to postać bez wątpienia fascynująca (i niepokojąco aktualna). Jej biografia przekonuje, że tożsamość płciowa wykracza poza sztywne, tradycyjne kategorie, a każda próba ich utrzymania prowadzi raczej do ograniczenia jednostki niż do jej zrozumienia. Nie każdy bowiem potrafi przeciwstawić się społecznym normom i oczekiwaniom tak odważnie, jak czyniła to bohaterka tej książki.
Vestvali to postać zdumiewająco aktualna, jak zauważa sam autor: „(…) bohaterka bardziej przystaje do naszej współczesności niż do XIX stulecia” (s. 8). I faktycznie, zaskakuje zarówno zachowaniem, jak i sposobem bycia, ale przede wszystkim pytaniami, które stawia wobec własnej tożsamości. Psychobiografia Szaroty to nie tylko portret zapomnianej śpiewaczki, ale również opowieść o osobie mierzącej się z fundamentalnym pytaniem: „Kim jestem – kobietą czy mężczyzną?”. To pytanie wyrasta z wielu kontekstów wpływających na życie Vestvali. Po pierwsze, z androgynicznej urody, po drugie, z doświadczenia życiowego, które wykraczało poza oczekiwania stawiane kobietom XIX wieku. Próby odnalezienia odpowiedzi w literaturze nie przynosiły satysfakcjonujących rezultatów, ale pozwalały bohaterce uświadomić sobie, że nie jest osamotniona w przeżywaniu stanów i emocji trudnych do jednoznacznego nazwania, a przez to nieprzystających do ówczesnych norm. Doświadczenie „podwójności”, czyli rozpięcia między biegunami tożsamości, doprowadziło bohaterkę do potrzeby wyrażenia tej ambiwalencji także językowo. Początkowo funkcjonowała pod dwoma imionami, Felicity i Felix, aby ostatecznie przyjąć skrót „Feli”. Jak tłumaczy Szarota, „Feli jest (…) zarówno Felicitą, jak i Felixem” (s. 111), a zatem imię to pozwala na afirmację niebinarnej tożsamości Vestvali.
Opisywana bohaterka zrobiła oszałamiającą karierę jako śpiewaczka operowa. Występowała w Londynie, Paryżu, Hawanie, stolicy Meksyku oraz w licznych miastach Stanów Zjednoczonych, gdzie nadano jej przydomek przytoczony na początku tekstu. Przedstawiała się jako Polka. Vestvali dysponowała niezwykle rzadkim głosem – kontraltem – specjalizowała się w rolach en travesti, czyli męskich partiach operowych. Na scenie wcielała się m.in. w Hamleta, Romea i Petruchia – bohaterów dramatów Williama Szekspira. W przypadkach, gdy grała postacie kobiece, były to zazwyczaj role obciążone doświadczeniem, pozwalające jej wyjść poza konwencjonalny obraz kobiety słabej i podporządkowanej. Dobór ról scenicznych nie był przypadkowy. Zarówno na scenie, jak i poza nią, Vestvali świadomie przekraczała normy społeczne narzucane kobietom. Przez niemal dwie dekady pozostawała w związku z niemiecką aktorką, Elise Lund, z którą wspólnie wychowywały córkę Felicity, Marię. Felicita i Elise również występowały wspólnie w teatrze, m.in. w roli Romea i Julii. Vestvali nigdy nie zdecydowała się na małżeństwo. Co więcej, była kobietą finansowo niezależną, która samodzielnie kierowała swoją karierą artystyczną (zob. s. 210-211).
Książka Szaroty podzielona została na dwie części. Pierwsza koncentruje się na karierze operowej Felicity Vestvali, druga na jej działalności jako aktorki dramatycznej, dzięki której, jak sugeruje autor, bohaterka mogła poniekąd narodzić się na nowo. Autor z imponującą drobiazgowością rekonstruuje losy Vestvali, prowadząc czytelników i czytelniczki przez złożoną narrację, w której prawda splata się z konfabulacją, a fakt – z kreacją. W istocie, to właśnie zmyślenia w istotny sposób przyczyniły się do rozwoju kariery scenicznej bohaterki książki. Szarota nie ulega jednak pokusie stworzenia historii o wzorze do naśladowania – nie idealizuje Vestvali, ale też nie portretuje jej w negatywnym świetle. Chciałoby się ulec pokusie i zadać pytanie, czy dla kariery nie poświęciła zbyt wiele, ale to również nie tego rodzaju opowieść. Felicita od pierwszych stron budzi sympatię. To nie historia o „złym charakterze”, który dla sukcesu rezygnuje z tego, co istotne. To raczej opowieść o kobiecie, która, jak pisze autor, „potrafiła przeciwstawić się mężczyznom i walczyć o swoje interesy” (s. 211). Tym samym staje się nie tyle symbolem swojej epoki, ile figurą zadziwiająco aktualną, rezonującą ze współczesnością i toczonymi dziś debatami. Książka Szaroty ukazuje się w szczególnie znaczącym momencie: w czasie intensywnej debaty o tożsamości, granicach społecznej normy i uzurpowanym prawie do określania, kim ktoś „może” być, kogo „powinien” kochać, a także ile płci jesteśmy gotowi uznać.
Warto zwrócić uwagę na wątek rodzinny, który łączy Piotra Szarota z Felicitą Vestvali. To właśnie ich pokrewieństwo stało się impulsem do podjęcia żmudnych poszukiwań biograficznych, dotyczących losów artystki, niekiedy trudnych do odtworzenia. Jak sam autor zaznacza we wstępie książki: „[m]oje zaangażowanie w rozwiązywanie zagadek życia dawno zapomnianej artystki może budzić zdziwienie, a nawet podejrzliwość” (s. 10), po czym wyjaśnia, że Felicita była jego krewną, a „dokładnie siostrą (…) prapraprababki, Emmy Spitzbarth” (s. 10). Jak wspominałam wcześniej, Felicita miała skłonność do konfabulacji, a jednocześnie należała do, jak to się dzisiaj określa, gwiazd wielkiego formatu. Sprawiło to, że źródła dotyczące jej życia były rozproszone i sporządzone aż w siedmiu językach, co postawiło przed autorem poważne wyzwanie: każda informacja wymagała skrupulatnej weryfikacji, wielokrotnego sprawdzenia oraz uważnej analizy (zob. s. 288-289).
Jak podkreśla Szarota, dostępne materiały źródłowe silnie mitologizują zarówno postać Vestvali, jak i jej biografię. Jednym z największych wyzwań stało się więc ukazanie rzeczywistości możliwie najbliższej faktom. W tym zakresie autor odnosi niewątpliwy sukces. Bez trudu zachowuje dystans wobec swojej krewnej i kreśli portret artystki, która wspinała się po szczeblach kariery, nie zawsze postępując zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Vestvali była postacią, która z niezwykłą łatwością sięgnęła po to, czego pragnęła, i zdobywała to, a w razie zagrożenia nie wahała się bronić swojego dobrego imienia, czy to na łamach prasy, czy też w sądzie. Jej determinacja ujawniała się zwłaszcza w momentach kryzysu. Mimo że osiągnęła to, o czym marzyła, czyli międzynarodowy sukces, to musiała mierzyć się z licznymi przeciwnościami, w tym z opinią publiczną, często nieprzychylną kobiecie grającej role męskie. Tego rodzaju występy postrzegano wówczas jako „wykroczenie wobec naturalnego porządku” (s. 220). Warto pamiętać, że w XIX wieku dominowało przekonanie o biegunowej opozycji między płciami: kobieta utożsamiana była z uczuciowością, biernością i słabością, a mężczyzna z rozumem, aktywnością i siłą. Felicita łączyła w sobie cechy obu tych modeli – pozostając gdzieś pomiędzy nimi. Przebieranie się w męskie stroje sceniczne nie oznaczało jednak, że czuła się mężczyzną. Jak zauważa Szarota, bohaterka książki nie odcięła się „też całkowicie od własnej kobiecości” (s. 8). Z dzisiejszej perspektywy można byłoby określić ją mianem osoby niebinarnej.
Vestvali nie bała się ryzyka. Wiedziała, do czego dąży, i trudno było ją zatrzymać. To właśnie dzięki determinacji przemierzała świat, występując na kolejnych scenach. Jeśli w danym miejscu nie potrafiła się odnaleźć, nie osiągnęła zamierzonego celu lub czuła, że jej potencjał się wypala – szukała nowej przestrzeni, w której mogłaby odzyskać siebie na nowo. W każdym z miejsc, do których przybywała, Felicita musiała konfrontować się z odmienną kulturą, a więc i z różnymi spojrzeniami na tzw. role spodenkowe oraz na kobiety „przebierające się” w męski strój. Jak sama przekonała się niejednokrotnie, to, kim można być, jaką tożsamość wolno przyjąć, zależy w dużej mierze od polityki. Dlatego też Felicita często musiała zachowywać szczególną ostrożność.
Od samego początku miała jednak świadomość ograniczeń, którym podlegają kobiety (zob. s. 45), i równie konsekwentnie stawiała im opór – bez wahania i bez kompromisów. Psychobiografia Felicity Vestvali to z jednej strony opowieść inspirująca, zachęcająca do działania i walki o własne marzenia, a z drugiej zaś Szarota podejmuje w niej refleksję nad płcią i niebinarnością, ukazując, że nie są to zjawiska nowe, lecz obecne w społeczeństwie od dawna – jeśli nie od zawsze, to z pewnością od wielu stuleci. Trudno bowiem mówić o jednoznacznym podziale świata na czerń i biel, jak wyobrażają to sobie niektórzy, kiedy życie obfituje w niezliczone odcienie szarości. To właśnie te odcienie starała się uchwycić Felicita na scenie, przekraczając granice między tym, co męskie, a tym, co kobiece. Bohaterka zrozumiała, że najlepszą „reakcją na opresyjną rzeczywistość jest bezwarunkowy sprzeciw” (s. 45).
Czy warto sięgnąć po najnowszą książkę Piotra Szaroty? Zdecydowanie tak. Autor psychobiografii wciąga czytelniczki i czytelników w intrygującą grę, przypominającą śledztwo detektywistyczne, w której kolejne fakty zostają ujawniane, zweryfikowane i skonfrontowane z różnorodnymi źródłami. Wszystko to prowadzi do momentu, w którym autor odsłania najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Lektura wymaga uważności. Nietrudno się w niej zgubić (lub dać się zwieść), zwłaszcza że sama bohaterka niejednokrotnie zastawia na czytelnika i czytelniczkę swoiste pułapki. Nie należy się jednak zrażać, jeśli czasem chcielibyśmy, aby pewne informacje na temat bohaterki okazały się prawdziwe. Jak zauważa Szarota, wielu badaczy piszących o Vestvali ulegało jej urokowi, utrwalonemu na kartach memuarów. Felicity Vestvali to postać bez wątpienia fascynująca (i niepokojąco aktualna). Jej biografia przekonuje, że tożsamość płciowa wykracza poza sztywne, tradycyjne kategorie, a każda próba ich utrzymania prowadzi raczej do ograniczenia jednostki niż do jej zrozumienia. Nie każdy bowiem potrafi przeciwstawić się społecznym normom i oczekiwaniom tak odważnie, jak czyniła to bohaterka tej książki.
Piotr Szarota: „Felicita! Psychobiografia Felicity Vestvali”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |













ISSN 2658-1086

