ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (519-520) / 2025

Marcin Rudek,

SPISEK, LOŻE, LOBBY... (KRZYSZTOF TOMASIK: 'HOMOLOBBY. AKTORZY II RP')

A A A
Kim są? Jak daleko sięgają macki ich wpływów? Czy potrafią budować i niszczyć kariery? Tajemniczy „oni” to oczywiście homolobby, czyli grupa, zdaniem niektórych, potajemnie rządząca wieloma instytucjami, polityką, mediami i któż wie, czym jeszcze. Wybierając to słowo na tytuł swojej nowej książki, Krzysztof Tomasik wszedł w trwający od lat dyskurs o spisku i zakulisowych grach. Językoznawcy wskazują koniec lat 90. jako moment narodzin terminu „homolobby” (zob. Kłosińska, Rusinek 2019: 115), choć tak naprawdę schemat myślenia stojący za nim jest bez wątpienia jeszcze starszy. W swoim tekście „Spiskowcy i gorszyciele. Judaizowanie gejów w polskim dyskursie prawicowym” Adam Ostolski pisał: „Bardzo często pojawia się natomiast słowo »lobby« (zwłaszcza »lobby żydowskie« i »lobby homoseksualne«). Mówienie o »lobby« zamiast o »spisku« daje efekt eufemizacji (co sprawia, że dyskurs jest bardziej akceptowalny), jednocześnie zaś sposób używania tego terminu nie pozostawia wątpliwości, że chodzi tu o działalność spiskową” (Ostolski 2007: 166).

Warto również wspomnieć o Joannie Szczepkowskiej i jej artykule „Homo dzieciństwo” na portalu e-teatr.pl, w którym czytamy: „Gazeta, do której pisuję felietony bardzo chętnie i pilnie zamieszcza fakty świadczące o lobbingach homoseksualnych wśród kleru. Spróbuj jednak napisać tekst o takim lobbingu w teatrze. Ja spróbowałam. Tekst został zatrzymany i określony, jako donos” (Szczepkowska 2013). Tekst ten, oprócz stania się przedmiotem batalii sądowej aktorki z telewizją TVN (którą, swoją drogą, wygrała), dotyka sedna tematu książki Tomasika. „Homolobby. Aktorzy II RP” to pozycja z pogranicza reportażu i biografii, traktująca o konkretnej grupie aktorów. Nie da się jednak przybliżyć ich życiorysów i karier bez jednoczesnego snucia opowieści o realiach międzywojennej Polski i historii teatru, a nawet początkach kina. To ogromne pole do popisu dla umiejętności kronikarskich Tomasika, który na przestrzeni kilkuset stron maluje szczegółowy obraz tego uprzywilejowanego klasowo, pełnego skandali i wewnętrznych sprzeczności środowiska.

Zanim jednak przejdziemy do losów bohaterów książki, zastanówmy się najpierw nad faktem, dlaczego scena przyciągała osoby nieheteronormatywne, zwłaszcza w czasach, gdy samo ich istnienie było przestępstwem. Tomasik wskazuje chociażby na możliwość zacierania granic płciowości w kabarecie: „Kabaret od początku dość otwarcie bawił się płciowością. Ramy tego, co »męskie« i »kobiece«, były ściśle wyznaczone, ale i tak znaczenie płynniejsze niż gdziekolwiek indziej. W połączeniu z otwarcie wyrażaną erotyką pozwalało to mieć nadzieję, że potrzeba udawania kogoś, kim się nie jest, będzie mniejsza niż w tradycyjnym teatrze” (s. 43). Natomiast przy okazji omawiania filmu „Książątko” z 1937 roku czytamy: „Opowieść o dziewczynie, którą sytuacja zmusza do przebrania się w męski strój, a która potem jako chłopak zaczyna pałać uczuciem do innego mężczyzny, siłą rzeczy łączyła się z homoerotyzmem” (s. 324). Nie da się więc ukryć, że sztuka aktorska pozwalała na większe transgresje i eksperymenty w zakresie tożsamości, co zapewne było atrakcyjne dla wielu osób zmuszonych do ukrywania części siebie. A zresztą aktorzy i aktorki na początku XX wieku i tak byli w niejasnej sytuacji obyczajowej: „Reszta społeczeństwa miała do aktorów stosunek dość ambiwalentny. Był to czas zaborów, kraju nie było na mapie i tylko w teatrze nie zwalczano polskiej mowy. Aktorów i aktorki uznawano jednak za istoty moralnie dwuznaczne” (s. 9). Nie oznacza to oczywiście, że można było sobie pozwolić na wszystko – co autor zaznacza chociażby przy opisie krytyki, z jaką spotykał się Karol Hanusz, który dla wielu grał zbyt… frywolnie: „Zmanierowany, niesmaczny i wulgarny to w tym przypadku słowa klucze” (s. 101).

W „Homolobby” głównymi bohaterami są (w większości to pseudonimy artystyczne): Karol Benda, Józef Poremba, Leopold Brodziński, Witold Zdzitowiecki, Karol Hanusz i Stanisław Milski. Tomasik zręcznie opowiada o losach poszczególnych osób, często splatających się ze sobą, a następnie rozchodzących. Autor stara się prowadzić wszystkie historie chronologicznie, co nie jest łatwe przy sześciu życiorysach – niemniej wychodzi mu to świetnie, a osoba czytająca dobrze orientuje się w wywodzie. Oprócz wymienionych mężczyzn przez kartki książki przewija się mnóstwo innych znaczących dla kultury polskiej postaci, jak na przykład Hanka Ordonówna, Eugeniusz Bodo, Pola Negri czy Helena Modrzejewska. Osobiście bardziej jednak zaciekawiły mnie opisy działania teatru jako instytucji sto lat temu. Na wielu scenach standardem było wystawianie premiery raz na dwa, trzy tygodnie! Pośpiech nie do pomyślenia dzisiaj, zwłaszcza że to oznaczało, że okazja na zobaczenie danego spektaklu mijała w oka mgnieniu. Krótkie życie kreacji scenicznych stanowiło część ich istnienia: „»Gaby« grano przez ponad dwa miesiące, standard za czasów Teatru 8.30, więc zamierzony cel został osiągnięty” (s. 308). Dzisiaj spektakle nieschodzące z afiszu przez kilkanaście lat to nic dziwnego; sam zresztą to doceniam, bo lubię, śladem inżyniera Mamonia, oglądać sztuki, które znam.

„Homolobby” pełne jest zawiłych relacji międzyludzkich i słabości charakteru, momentami przypomina wręcz fabułę jednego z telewizyjnych paradokumentów: „Miasto żyło skandalicznym romansem Bednarzewskiej i Tadeusza Pawlikowskiego, ówczesnego dyrektora Teatru Miejskiego. Sytuację komplikował fakt, że aktorem i czołowym reżyserem był tam Józef Kotarbiński – brat żony Pawlikowskiego, który po burzliwym rozstaniu stanął po stronie siostry. Ostatecznie Bednarzewska została zmuszona do opuszczenia Krakowa, z czasem skończyła się także kadencja Pawlikowskiego. Jego następcą został Kotarbiński” (s. 14). I choć oczywiście czerpałem przyjemność ze stuletnich skandali i plotek ówczesnej socjety, nie mogłem się pozbyć poczucia nadchodzącej katastrofy. Z coraz większym napięciem śledziłem wymieniane w tekście daty, odliczając do 1939 roku i zaglądając za kotarę jak w „Walcu” Miłosza. Ile im jeszcze zostało – dziesięć lat? Sześć? Już tylko rok? Niepotrzebnie planują repertuar na kolejny sezon… Choć wiedziałem, na co się szykować, mocno uderzyła mnie historia Leopolda Brodzińskiego, zwanego przez przyjaciół Lopkiem. Był to dość śliski typ, z jednej strony utalentowany, zwłaszcza publicystycznie, z drugiej lubiący zakręcić się przy o wiele sławniejszych osobach, jak na przykład Pola Negri, której został sekretarzem. Chciał utrzymywać przy sobie atrakcyjnych partnerów, m.in. Witolda Contiego, mamiąc ich obietnicami załatwienia im wejścia na wyżyny sławy aktorskiej (których to obietnic, oczywiście, nie potrafił zrealizować). Jakim by nie był krętaczem, zobaczenie jego zdjęcia w pasiaku obozowym tuż obok informacji, że zmarł w 1942 roku w Auschwitz, było wstrząsem (zob. 360-361).

Wróćmy jednak do tytułowego homolobby – czy coś takiego faktycznie istniało? Tomasik przytacza tekst z endeckiego pisma „Prosto z Mostu” z 1939 roku: „Solidarność homoseksualistów przekreśla wszystkie inne podziały, jest więzią nadrzędną, dlatego przypomina lożę. Gdyby nawet przekonanie moje oparte na faktach miało uchodzić w czyichś oczach za przesadne, uważam, że istnieje dość powodów za natychmiastową likwidacją tego bractwa” (cyt. za s. 329). Faktycznie, prosto z mostu. Bądź co bądź nie da się ukryć, że w całej książce jest wiele przykładów „załatwiania” rzeczy dla swoich przyjaciół i partnerów: „Otoczenie nie miało wątpliwości, co ich łączyło. Nie wiadomo tylko, czy Tolcio [Witold Zdzitowiecki – M.R.] się naprawdę zakochał, czy była to jedynie fascynacja erotyczna. Ale miał konkretne atuty w ręku, a Harry był dostatecznie wyrachowany, aby to wykorzystać. Zresztą Zdzitowiecki naprawdę wierzył, że zrobi z Corta czołową gwiazdę Teatru 8.30 i da mu główną rolę w swoim debiucie filmowym” (s. 228). Tomasik słusznie wytyka endecji obsesję na punkcie tropienia choćby najmniejszych przejawów nienormatywności w sztuce i wśród artystów. Dodatkowo, jak silne faktycznie miałoby być to homolobby skoro zaledwie czterdziestopięcioletni Karol Hanusz „[m]ieszkał w samym centrum Warszawy, przy ulicy Widok 3, ale nie był już gwiazdorem ani nawet popularnym piosenkarzem. Występował w anonimowych trupach estradowych w całej Polsce, a publiczność zdobywał wciąż tymi samymi gagami, na przykład wychodził na scenę i potrząsał łysą głową, jakby miał bujną czuprynę, i dzięki temu z miejsca dostawał brawa” (s. 332). Logiczne pytanie, którego już nie stawia autor, ale postawiłbym ja, to – na ile była to specyfika działania osób nieheteroseksualnych, a na ile kumoterstwo elit kultury? Ilu reżyserów angażowało piękne aktorki, żeby je od siebie uzależnić? Czy mówimy faktycznie tylko o homolobby? A może po prostu o ludzkiej naturze tworzenia kręgów wtajemniczonych oraz używaniu władzy w nieodpowiedni sposób?

„Homolobby” to lektura fascynująca, niewątpliwie owoc setek godzin przetrząsania archiwów z prasą i wczytywania się w (auto)biografie dzisiaj już często zapomnianych gwiazd międzywojnia. Dowiadujemy się z niej wiele nie tylko o konkretnych życiorysach, ale i o sposobie funkcjonowania kultury na początku XX wieku. Ekspresowe teatry, frywolne kabarety i sklejane jak najmniejszym budżetem pierwsze filmy polskiej produkcji – to wszystko odkrywa przed nami Tomasik. I choć zaczytywałem się w to dzieło z ciekawością, nie umknęło mojej uwadze, że książka – zwłaszcza w drugiej połowie – poniekąd odchodziła często od tematu przewodniego, czyli środowiska nieheteroseksualnych aktorów, a stawała się bardziej kwerendą z działalności iluzorycznych teatrów i spektakli odegranych zaledwie kilkanaście razy. Mimo tego uważam, że autor świetnie wypełnił zadanie, jakie sam sobie postawił, a nam zdradził w trzech ostatnich zdaniach dzieła: „Książka o nich powstała na przekór, wbrew tradycji i mimo braku materiałów. Aby ocalić tych mężczyzn od zapomnienia. Bo ich historie warto pamiętać” (s. 412). Zgadzam się zupełnie – takie historie wręcz trzeba pamiętać.

LITERATURA:

Kłosińska K., Rusinek M.: „Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”. Kraków 2019.

Ostolski A.: „Spiskowcy i gorszyciele. Judaizowanie gejów w polskim dyskursie prawicowym”. W: „Jak się dzielimy i co nas łączy? Przemiany więzi i wartości we współczesnym społeczeństwie polskim”. Red. M. Głowacka-Grajper, E. Nowicka-Rusek. Kraków 2007.

Szczepkowska J.: „Homo dzieciństwo”. 22.03.2013. https://e-teatr.pl/homo-dziecinstwo-a156235.
Krzysztof Tomasik: „Homolobby. Aktorzy II RP”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.