FIKCYJNE NON-FICTION (LYDIA DAVIS: 'ASORTYMENT STRAPIEŃ')
A
A
A
Konkurs dobrego gustu
W jednym z opowiadań otwierających tom w szranki stają mąż i żona przed komisją „dobrego gustu”. W pocie czoła oceniają, deklamują, bronią się przed instytucjonalnym poniżeniem. Ostatecznie wygrywa mąż. Co z tego wynika?
Wydaje się, że nic konkretnego, ale czy na pewno? To poczucie niepewności towarzyszy lekturze od początku do końca. To takie warsztaty z teleologii kamienia. Autorka zdaje się mówić: „To jest kamień”, a ja, czytelnik, interpretator w pocie czoła poszukuję (ukrytego) przesłania kamiennego bytu. Autorka robi krok w tył. Tak jakby jedynie chciała zaznaczyć obecność kamienia, nic więcej. To gest reporterski, gest ocalający. Bywa, że udaje się przyłapać pisarkę na cytacie, inspiracji. Dobrym przykładem tego zabiegu jest „Kafka w kuchni”, które to opowiadanie zdobione jest cytatami listów Kafki do Mileny Jesenskiej, co skrupulatnie zaznacza tłumacz na końcu książki. I choć nad tym opowiadaniem krąży kafkowski duch, to z postmodernistycznym sznytem. Do tego można wyczuć bardzo subtelną nutę awangardy.
Pierwotnie zbiór ukazał się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku, a składa się z 57 opowiadań. Większość z nich jest dwu-, trzystronicowa, niektóre przyjmują w zasadzie formę wiersza, są też opowiadania kilkudziesięciostronicowe. Przekład Michała Tabaczyńskiego zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Zależności między opowiadaniami nie są bezpośrednie, są niejasne albo w zasadzie znikome. Dlatego też to chyba bardziej „asortyment” niż „zbiór” opowiadań.
Skoro trudno dookreślić „cel” kamienia, to zadajmy pytanie, czy ten kamień jest „w dobrym guście”?
Proza naukowa
Aby ocenić sprawność pisarską Davis, potrzebny jest papierek lakmusowy. Test, który pozwoli przedstawić jej peregrynacje na skali. Taką skalą może być styl. Tu jednak sprawa również się komplikuje, bo zależności stylowe Davis nie są oczywiste. Wspomniałem wcześniej o Kafce – daleko jej jednak do naśladowniczki mistrza z Pragi. Podczas lektury niektóre teksty przynosiły mi na myśl opowiadania Witolda Wirpszy – chociażby „Bardzo za tobą tęsknimy” przypomina „Dziecko” wspomnianego autora. Nie może być tutaj raczej mowy o jakiejkolwiek inspiracji, to raczej argument konstruowany na rzecz pochwały unikalności i sprawności Davis w konstruowaniu narracji. Prócz skojarzeń bowiem Davis tworzy coś zupełnie unikalnego – coś, co można by określić „prozą naukową”.
Nie dotyczy to wszystkich opowiadań. Jednakże te najdłuższe i najbardziej unikalne zdają się pełnić rolę manifestu – „Bardzo za tobą tęsknimy”, „Helen i Vi – o tym, jak w zdrowiu dożyć swych dni Studium”, „Pani D. i jej służące” czy „Nauki płynące z posiadania dziecka”. Narracja prowadzona jest w sposób mocno deskryptywny, suchy, w stylu prawniczym, czasem w stylu naukowym, analitycznym. Jedno z tych opowiadań to historia chłopca, Stephena, który ulega wypadkowi samochodowemu, a nauczycielka z jego szkoły wykorzystują tę okazję do tego, aby nauczyć jego koleżanki i kolegów pisania listów. Dostaje zatem cały szereg listów, wykreślonych według podanych przez nauczycielkę zasad z mniejszymi bądź większymi „odchyłami” od normy, o czym skrzętnie informuje narrator(ka): „Nauczycielka naniosła na niektóre listy swoje poprawki ciemniejszym atramentem i drobniejszym pismem. Dodała brakujące przecinki (rzecz dotyczyła głównie braku znaku przestankowego po zwrocie grzecznościowym) oraz opuszczone znaki zapytania. Poprawiła niektóre błędy («szczenśliwy», «slę», «koleszka» oraz częsty błąd w zwrocie «Tęsknimy za tobom bardzo»)” (s. 45). Charakter całości bliski jest naukowej refleksji dotyczącej zbioru listów otrzymanych przez Stephena, analizującej spójność logiczną zdań, długość, różnice w kolokwialności, a wszystko to w podziale na płeć autorów. Do tego analiza użytych spójników, czasowników, stylu etc.: „Przykłady użycia trybu rozkazującego (4, w jednym przypadku złagodzone przez dodanie słowa «proszę») odnaleźć można wyłącznie w listach pisanych przez dziewczynki. Może to sugerować wyraźniejszą u dziewcząt niż u chłopców inklinację do «zarządzania» czy «szefowania», ale równie dobrze może to być statystycznie nieistotny przypadek ze względu na zbyt małą, niereprezentatywną próbę” (s. 51).
I choć pozornie opowiadanie przyjmuje postawę analityczną, zza parawanu naukowości wychyla się pejzaż, cały metafizyczny krajobraz emocji, personaliów i reakcji współuczniów Stephena. Czasem w ich listach można znaleźć troskę, czasem strach, czasem zwyczajne niezrozumienie. I choć nie znamy treści listów, tylko pojedyncze, powtarzające się, analizowane zwroty, autorce udaje się stworzyć przekonującą, realistyczną wizję sytuacji emocjonalnej towarzyszącej wizycie jednego z uczniów w szpitalu z powodu poważnej choroby. To przejaw niezwykłej dojrzałości światotwórczej autorki i świadomości gry z czytelnikiem. Co więcej, zza stylu naukowego wychyla się, jak sądzę, intrygująca refleksja dotycząca (nad)interpretacji: „Słowa «niewiele się dzieje» są mniejsze i bardziej ściśnięte niż pozostałe, co zapewne ma odzwierciedlać treść tej uwagi. Również u Bill’ego litery mają tendencje do spadania pod linię, co koresponduje nieźle z charakterem jego jedynej wiadomości – istotnie, niewiele u nich się dzieje w kwestii postępów w nauce” (s. 56). Ta strategia wydaje się być strategią opisową, ale przeciwnie do tradycyjnego rozumienia opisu w dyskursie literaturoznawczym, nie pod paradygmat literatury realistycznej (por. B. Witosz, „Kilka uwag o opisie we współczesnej powieści…”). Wydaje się, że to nowy (choć dobrze znany spoza literatury) rodzaj konstruowania opisu.
Stylowo często opowiadanie zbliża się do artykułu naukowego, czasem do reportażu. Albo to do prozy wdziera się non-fiction, albo to non-fiction zaklęte w opowiadania. Nie sposób tego jasno rozróżnić. I jest w tym satysfakcjonujące poczucie maestrii autorki. Zdaje się zatem, że to jest „kamień w dobrym guście”.
Poza prozą
Reasumując, książka Davis to prawdziwa galeria, interesująca nie tylko pod względem treści, ale też i formy. Z lotu ptaka wygląda jakby były to „przymiarki” do różnych (mniej lub bardziej) awangardowych form literackich. Ich „przymiarkowość” skutkuje tym, że a) książka skutecznie zaskakuje, b) bywa, że krótkość form nie pozwala na wytchnienie i czytelniczą rozkosz. Momentami aż chce się, aby autorka „dała temu opowiadaniu jeszcze kilka stron”. Mimo to Davis skutecznie z quasi-naukowych opisów i apokryfów tworzy jednostki narracyjne, które w zestawieniu spełniają funkcje typowych jednostek fabułotwórczych. Jest w tym skuteczna, tworząc z nietypowej formy opartej na anonsach, opisach anonsów i fragmentach intrygujące opowiadania. To bezpieczna, uładzona awangarda, postmodernistyczny patchwork pozlepiany z różnych punktów widzenia, który pozostaje niezwykle przyjemny w dotyku.
LITERATURA:
Bożena Witosz: „Kilka uwag o opisie we współczesnej powieści (na przykładzie prozy Andrzeja Kuśniewicza). w: „Prace językoznawcze 19. Studia polonistyczne”. Red. A. Kowalska, A. Wilkoń. Katowice 1991.
W jednym z opowiadań otwierających tom w szranki stają mąż i żona przed komisją „dobrego gustu”. W pocie czoła oceniają, deklamują, bronią się przed instytucjonalnym poniżeniem. Ostatecznie wygrywa mąż. Co z tego wynika?
Wydaje się, że nic konkretnego, ale czy na pewno? To poczucie niepewności towarzyszy lekturze od początku do końca. To takie warsztaty z teleologii kamienia. Autorka zdaje się mówić: „To jest kamień”, a ja, czytelnik, interpretator w pocie czoła poszukuję (ukrytego) przesłania kamiennego bytu. Autorka robi krok w tył. Tak jakby jedynie chciała zaznaczyć obecność kamienia, nic więcej. To gest reporterski, gest ocalający. Bywa, że udaje się przyłapać pisarkę na cytacie, inspiracji. Dobrym przykładem tego zabiegu jest „Kafka w kuchni”, które to opowiadanie zdobione jest cytatami listów Kafki do Mileny Jesenskiej, co skrupulatnie zaznacza tłumacz na końcu książki. I choć nad tym opowiadaniem krąży kafkowski duch, to z postmodernistycznym sznytem. Do tego można wyczuć bardzo subtelną nutę awangardy.
Pierwotnie zbiór ukazał się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku, a składa się z 57 opowiadań. Większość z nich jest dwu-, trzystronicowa, niektóre przyjmują w zasadzie formę wiersza, są też opowiadania kilkudziesięciostronicowe. Przekład Michała Tabaczyńskiego zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Zależności między opowiadaniami nie są bezpośrednie, są niejasne albo w zasadzie znikome. Dlatego też to chyba bardziej „asortyment” niż „zbiór” opowiadań.
Skoro trudno dookreślić „cel” kamienia, to zadajmy pytanie, czy ten kamień jest „w dobrym guście”?
Proza naukowa
Aby ocenić sprawność pisarską Davis, potrzebny jest papierek lakmusowy. Test, który pozwoli przedstawić jej peregrynacje na skali. Taką skalą może być styl. Tu jednak sprawa również się komplikuje, bo zależności stylowe Davis nie są oczywiste. Wspomniałem wcześniej o Kafce – daleko jej jednak do naśladowniczki mistrza z Pragi. Podczas lektury niektóre teksty przynosiły mi na myśl opowiadania Witolda Wirpszy – chociażby „Bardzo za tobą tęsknimy” przypomina „Dziecko” wspomnianego autora. Nie może być tutaj raczej mowy o jakiejkolwiek inspiracji, to raczej argument konstruowany na rzecz pochwały unikalności i sprawności Davis w konstruowaniu narracji. Prócz skojarzeń bowiem Davis tworzy coś zupełnie unikalnego – coś, co można by określić „prozą naukową”.
Nie dotyczy to wszystkich opowiadań. Jednakże te najdłuższe i najbardziej unikalne zdają się pełnić rolę manifestu – „Bardzo za tobą tęsknimy”, „Helen i Vi – o tym, jak w zdrowiu dożyć swych dni Studium”, „Pani D. i jej służące” czy „Nauki płynące z posiadania dziecka”. Narracja prowadzona jest w sposób mocno deskryptywny, suchy, w stylu prawniczym, czasem w stylu naukowym, analitycznym. Jedno z tych opowiadań to historia chłopca, Stephena, który ulega wypadkowi samochodowemu, a nauczycielka z jego szkoły wykorzystują tę okazję do tego, aby nauczyć jego koleżanki i kolegów pisania listów. Dostaje zatem cały szereg listów, wykreślonych według podanych przez nauczycielkę zasad z mniejszymi bądź większymi „odchyłami” od normy, o czym skrzętnie informuje narrator(ka): „Nauczycielka naniosła na niektóre listy swoje poprawki ciemniejszym atramentem i drobniejszym pismem. Dodała brakujące przecinki (rzecz dotyczyła głównie braku znaku przestankowego po zwrocie grzecznościowym) oraz opuszczone znaki zapytania. Poprawiła niektóre błędy («szczenśliwy», «slę», «koleszka» oraz częsty błąd w zwrocie «Tęsknimy za tobom bardzo»)” (s. 45). Charakter całości bliski jest naukowej refleksji dotyczącej zbioru listów otrzymanych przez Stephena, analizującej spójność logiczną zdań, długość, różnice w kolokwialności, a wszystko to w podziale na płeć autorów. Do tego analiza użytych spójników, czasowników, stylu etc.: „Przykłady użycia trybu rozkazującego (4, w jednym przypadku złagodzone przez dodanie słowa «proszę») odnaleźć można wyłącznie w listach pisanych przez dziewczynki. Może to sugerować wyraźniejszą u dziewcząt niż u chłopców inklinację do «zarządzania» czy «szefowania», ale równie dobrze może to być statystycznie nieistotny przypadek ze względu na zbyt małą, niereprezentatywną próbę” (s. 51).
I choć pozornie opowiadanie przyjmuje postawę analityczną, zza parawanu naukowości wychyla się pejzaż, cały metafizyczny krajobraz emocji, personaliów i reakcji współuczniów Stephena. Czasem w ich listach można znaleźć troskę, czasem strach, czasem zwyczajne niezrozumienie. I choć nie znamy treści listów, tylko pojedyncze, powtarzające się, analizowane zwroty, autorce udaje się stworzyć przekonującą, realistyczną wizję sytuacji emocjonalnej towarzyszącej wizycie jednego z uczniów w szpitalu z powodu poważnej choroby. To przejaw niezwykłej dojrzałości światotwórczej autorki i świadomości gry z czytelnikiem. Co więcej, zza stylu naukowego wychyla się, jak sądzę, intrygująca refleksja dotycząca (nad)interpretacji: „Słowa «niewiele się dzieje» są mniejsze i bardziej ściśnięte niż pozostałe, co zapewne ma odzwierciedlać treść tej uwagi. Również u Bill’ego litery mają tendencje do spadania pod linię, co koresponduje nieźle z charakterem jego jedynej wiadomości – istotnie, niewiele u nich się dzieje w kwestii postępów w nauce” (s. 56). Ta strategia wydaje się być strategią opisową, ale przeciwnie do tradycyjnego rozumienia opisu w dyskursie literaturoznawczym, nie pod paradygmat literatury realistycznej (por. B. Witosz, „Kilka uwag o opisie we współczesnej powieści…”). Wydaje się, że to nowy (choć dobrze znany spoza literatury) rodzaj konstruowania opisu.
Stylowo często opowiadanie zbliża się do artykułu naukowego, czasem do reportażu. Albo to do prozy wdziera się non-fiction, albo to non-fiction zaklęte w opowiadania. Nie sposób tego jasno rozróżnić. I jest w tym satysfakcjonujące poczucie maestrii autorki. Zdaje się zatem, że to jest „kamień w dobrym guście”.
Poza prozą
Reasumując, książka Davis to prawdziwa galeria, interesująca nie tylko pod względem treści, ale też i formy. Z lotu ptaka wygląda jakby były to „przymiarki” do różnych (mniej lub bardziej) awangardowych form literackich. Ich „przymiarkowość” skutkuje tym, że a) książka skutecznie zaskakuje, b) bywa, że krótkość form nie pozwala na wytchnienie i czytelniczą rozkosz. Momentami aż chce się, aby autorka „dała temu opowiadaniu jeszcze kilka stron”. Mimo to Davis skutecznie z quasi-naukowych opisów i apokryfów tworzy jednostki narracyjne, które w zestawieniu spełniają funkcje typowych jednostek fabułotwórczych. Jest w tym skuteczna, tworząc z nietypowej formy opartej na anonsach, opisach anonsów i fragmentach intrygujące opowiadania. To bezpieczna, uładzona awangarda, postmodernistyczny patchwork pozlepiany z różnych punktów widzenia, który pozostaje niezwykle przyjemny w dotyku.
LITERATURA:
Bożena Witosz: „Kilka uwag o opisie we współczesnej powieści (na przykładzie prozy Andrzeja Kuśniewicza). w: „Prace językoznawcze 19. Studia polonistyczne”. Red. A. Kowalska, A. Wilkoń. Katowice 1991.
Lydia Davis: „Asortyment strapień”. Przeł. Michał Tabaczyński. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2025 [seria: Opowiadania amerykańskie].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |













ISSN 2658-1086

