ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (519-520) / 2025

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

PRAWDZIWE ŻYCIE DAJE PISARZOWI POZWOLENIE NA WSZYSTKO (ELIZA CLARK: 'SKRUCHA')

A A A
To był nieplanowany, spontaniczny zakup, taki, jak i ten tekst, który nie został zamówiony przez P.T. Redakcję. Co więcej, nie został napisany dla pieniędzy, egzemplarz nie został dostarczony w gratisie, w celach promocyjnych. W ten sposób usprawiedliwiam zakup „Skruchy” Elizy Clark – brak patronatu medialnego. Tylko czyste intencje. A czy istnieje jakaś zachęta do lektury, czy też wykażę skruchę z powodu nietrafionego zakupu? W ten niezawoalowany sposób zachęcam do dalszej lektury mojego tekstu.

Na okładce zamieszczono rekomendację Julie Armfield (autorki „Naszych podmorskich żon”) – „Jeszcze nigdy nie czytaliście czegoś takiego”, która wzbudziła we mnie umiarkowany entuzjazm, bo prawie każda książka, szczególnie na bookstagramie, jest w ten sposób reklamowana. Ale po przeczytaniu notki na tylnej części okładki doszłam do wniosku, że właściwie nie wiem, o co może chodzić w tej książce i że to jest co najmniej intrygujące. Bo czy można się oprzeć takiej zachęcie – „Pokręcona i genialna opowieść” (to z „Irish Independence”)?

Książkę rozpoczyna nota wydawcy, który ponownie wprowadza ją na rynek czytelniczy po dokonaniu zmian wynikających ze sporu sądowego. Otrzymujemy zatem zmienioną nieco postać reporterskiej analizy morderstwa dokonanego na Joan Wilson przez jej trzy szkolne koleżanki. Dokładnie mówiąc, Joan zmarła na skutek ran oraz poparzeń odniesionych w wyniku pożaru domku na plaży, w którym nastolatki pastwiły się nad nią. Autorem książki jest Alex Z. Carelli – dziennikarz o dość szemranej opinii. Jednak nawet on jest zbulwersowany sposobem, w jaki tę zbrodnię przedstawiono w amerykańskim podcaście true crime.

Jeśli widzę w tej książce elementy satyry, to właśnie między innymi w prostackiej formie podcastu o nazwie „Szczam na twój grób”, który w niewybredny sposób (ujmując rzecz niezwykle delikatnie) podchodzi do morderstwa i następujących po nim wydarzeń. Carelli przedstawia najpierw przebieg okoliczności, które nie budziły wątpliwości śledczych, posługując się symbolami Dziewczyna A, B, C oraz D. Następnie ujawnia personalia i wchodzi na grząski teren własnych poszukiwań, co oczywiście rodzi pytanie, na które w tym tekście nie mogę odpowiedzieć – na ile jest wiarygodny w swoich relacjach? Autor zapowiada: „Ta książka to setki godzin niestrudzonych poszukiwań, dzięki którym – mam nadzieję – udało mi się trafić w samo sedno historii. Nie będzie to skrócona wersja do szybkiej lektury podczas jazdy zbiorkomem; nie będzie głupawego udawania akcentów i przerywników w postaci reklam materacy” (s. 36).

Oprócz relacji reporterskich (np. ze spotkań z Amandą Wilson, podczas których opowiedziała nie tylko o córce, ale właściwie głównie o sobie, ojcu Dziewczyny A), rysów historycznych – m.in. „Krótka historia pożarów w Crow – on Sea”, „Poseidon’s Kingdom i inne atrakcje turystyczne”, oddaje głos samej Dziewczynie A, czyli Angelice Stirling-Stewart, jej byłej przyjaciółce Lauren Everett. W jednym z wątków – miejscowego celebryty, o którego czynach pedofilskich mówi się dopiero po śmierci, rozpoznaję echo autentycznego skandalu wokół Jimmy’ego Saville’a. Nie wątpię, że czytelnik brytyjski zdekonspiruję więcej podobnych aluzji.

Następna część to interpretacje ważnych według autora wydarzeń, które rzucają tło i wyjaśniają kontekst całej zbrodni. Pierwsze dotyczy Halloween, podczas którego Angelica nawiązuje związek z Dziewczyną B, czyli Violet, bardzo mocno zainteresowanej podcastami true crime, pisarsko uzdolnionej (znów w opinii nauczycielki). Zadałam sobie pytanie, na ile zainteresowania autentycznymi zbrodniami wynikają z ciekawości poznawczej, fascynacją psychopatologiami życia społecznego (wybaczcie, że popłynę scancellowanym Freudem), na ile zaś stanowią modne akcesorium alternatywki: „Czasami zastanawiała się, czy jest psychopatką. Ciągle to guglowała i usiłowała dopasować diagnozę do siebie. Ale była zbyt smutna, za bardzo bojaźliwa i zachowywała się zbyt grzecznie, żeby być psychopatka. Była po prostu kolejną dość mocno przygnębioną nastolatką z klasy średniej” (s. 261). Wreszcie docieramy do postaci Dziewczyny D., która jest kluczowa dla zapowiedzianych wydarzeń i stanowi chyba największe wyzwanie dla psychiatry a jednocześnie ciekawą postać.

Przyznaję, że przy braku skupienia łatwo się pogubić w gąszczu szczegółów, opisów banalnych wydarzeń i narracji typu „on jej powiedział, wtedy ona mu odpowiedziała”. Do tego dołóżmy potężny bagaż szczegółów dotyczących mody, muzyki, ulotnych zjawisk związanych z grami, apkami i otrzymujemy odwzorowanie życia nastolatków. Inną kwestią, która uderza w tej książce, jest tłumaczenie. Niektóre fragmenty są w mojej ocenie bardzo nieporadnymi, dosłownymi tłumaczeniami z języka angielskiego; fakt, że konkretnie wskazują na znaczenie, ale brzmią niezręcznie, wręcz maszynowo. Inne to po prostu kalki językowe, które zgrzytają w zębach. Zastanawiam się, czy to jest celowy zabieg, odpowiadający po prostu przepaści pokoleniowej, czy jednak rezultat nietrafionej strategii tłumaczeniowej, zakładającej, że odbiorca doskonale włada językiem angielskim i jest przyzwyczajony do braku ekwiwalentów. Nie śmiałabym się nazwać doskonale władającą językiem Szekspira (choć posiadam na to stosowny dokument) i rozumiem, że język polski nie wykształcił stosownych, zdaniem tłumaczki, ekwiwalentów. Jednak dla niezręczności typu: „Nawet jeśli Angelica przechodziła »złośliwą erę« (sic!), postrzegał ją raczej jako nieszkodliwą łobuziarę, która płatała innym żarty i psoty” (s. 95) nie ma we mnie wyrozumiałości. I to nie jest skrucha, ale znaczna skucha.

P.S. Tytuł recenzji stanowi cytat z reportażysty Patricka Raddena Keefe’a (za: Anna Kasprolewicz: „Prawdziwe życie”. W: „Tygodnik Powszechny” 2025 nr 24), którego świadomie używam w sensie zapewne niezgodnym z intencją autora.
Eliza Clark: „Skrucha”. Przeł. Anna Fiałkowska, Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2025.