SŁOŃCE SZTUK ŚWIECIŁO TYLKO W PARYŻU (SYLWIA ZIENTEK: 'BLASK MONTPARNASSE?U')
A
A
A
Jeśli ktoś zna Sylwię Zientek, może zgadywać, o czym będzie jej kolejna książka. I pewnie nie spudłuje. Autorka „Polek na Montparnassie” oraz „Indywidualistek” swoje zainteresowanie kieruje w stronę Szkoły Paryskiej. Szczególnie bliska jest jej artystka Mela Muter, ale w swoich publikacjach często skupia się na artystkach-imigrantkach wiązanych z paryską kolonią. Tym razem, w „Blasku Montparnasse’u” przybliża całe zjawisko społeczno-artystycznego Paryża.
Po ogromnym sukcesie pierwszej z wymienionych książek, którą miałam okazję recenzować dla „artPAPIERu” w 2021 roku, musiałam sięgnąć po tę nową pozycję, również wydaną nakładem Wydawnictwa Agora. Czy opowiadanie o całym zjawisku Szkoły Paryskiej będzie tak samo interesujące, jak opowiadanie o nim z perspektywy kobiecej? Czy walka o własną indywidualność i realizację marzeń twórczych dotyczyło również innych artystów? Czy warto znów pisać o Paryżu początku XX wieku?
Paryż lat 20. i 30. XX wieku był centrum świata artystycznego. Chcą tworzyć tam wszyscy. Do stolicy Francji przybywają artyści z różnych krajów, o różnych historiach, mówiący różnymi językami. Mają różnorodne pochodzenie, wyznają odmienne religie. Dora Bianka jest z Warszawy, Marc Chagall przybywa z Witebska, Mojżesz Kisling przyjeżdża z Krakowa, a Tadeusz Makowski z Oświęcimia. Amedeo Modigliani urodził się w Livorno, a Jan Peszke w Gołcie. Artyści i artystki napływają z Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, Włoch, Węgier, Rumunii, Czech Bułgarii, Anglii, Japonii… Można ich nazwiska i miasta wymieniać bez końca.
Paryż kusi otwartością, innowacyjnym podejściem, swobodą i wolnością, możliwością zawierania kontaktów, rozwojem artystycznymi, poznawaniem wielkiej sztuki. W Polsce trudno to robić. W Krakowie nadal mocno wyczuwalny jest duch Jana Matejki, a wielka sztuka tylko odbija się wielkim echem. Rewolucję wywołuje dramat „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, gdzie duch artysty ma odzwierciedlać samotnika, artystę cierpiącego, malującego z poddasza paryskie bulwary. Czy to zniechęca? Bynajmniej. Wielki świat stoi otworem, a do wyjazdu swoich studentów motywuje inny profesor, bardziej otwarty niż Matejko – Józef Pankiewicz. Zagorzały frankofil.
Paryż, obok ponad dwudziestu artystów wymienionych przez autorkę na początku książki jako jej głównych bohaterów oraz niezliczonych postaci pobocznych, jest bohaterem tej książki. Opisy Paryża, te cytowane przez Zientek z zapisków artystów, a także te jej autorstwa, to doskonały opis ówczesnej stolicy świata artystycznego. Świetnie pokazują paryski klimat, który jest dość niejednoznaczny. Z jednej strony pełny niezależności i wolności, z drugiej życia wspólnoty artystycznej paryskich kawiarni. Nostalgiczny, jesienny, deszczowy, ale też z haussmanowskimi kamienicami z kutymi balkonami oświetlonymi promieniami słońca. Paryż jawi się jako „kolebka zła” i ówczesna „sodoma i gomora”, ale jednocześnie miasto otwarte, nowoczesne, rozwinięte architektonicznie i urbanistycznie uporządkowane. Paryż to miasto kontrastów, które jest pierwszym i najważniejszym bohaterem tej książki.
Bez Paryża nie byłoby wielu artystów, a bez wielu artystów nie byłoby wielkiej sztuki. Zientek przedstawia tych, którzy klepali biedę i musieli sprzedawać kapelusze, by zjeść dobry obiad. Tych, którzy płacili obrazami za wino i croissanty, ale też tych, którzy przyjeżdżali z kilkoma walizkami i mogli pozwolić sobie na wynajem mieszkania przy głównym bulwarze.
Można przeczytać tę książkę, by poznać artystów Szkoły Paryskiej. Można ze względu na barwny obraz Paryża początku XX wieku, ale można też, by zgłębić, jak powstała sztuka nowoczesna. Zientek, mimo że skupia się na artystach-imigrantach, nie zapomina, o jakim momencie w dziejach sztuki pisze. Przybliża, niezaznajomionym z tematem, lub podsumowuje, dla tych zaznajomionych z historią sztuki, jaka rewolucja artystyczna następuje na początku wieku XX. Jest to moment śmierci Cézanne’a i jego wielkiej retrospektywy, czas przybycia Picassa do Paryża i narodzenia się kubizmu, inspiracji sztuką prymitywną oraz afrykańską maską, debiutu pierwszego nowego stylu – fowizmu, a zaraz za nim innych nurtów. To moment zwrotny w dziejach sztuki, który na łamach tej książki obserwujemy.
Paryż początku wieku to tylko punkt wyjścia. Później nadchodzi pierwsza wojna światowa, a po niej szalone lata 20., które diametralnie zmieniają społeczność artystyczną. Wzrastają ceny dzieł sztuki, do Paryża przybywają Amerykanie, którzy chętnie w nie inwestują. Wielu artystów się bogaci, wsiada do samochodów, buduje wille, zmienia swój image. Choć nie wszystkim się poszczęści, to Montparnasse zaczyna się komercjalizować. Nie znaczy to jednak, że nie ma wielkiej sztuki i nie pojawiają się nowe nazwiska ani, że Paryż lat 20. wiał nudą. Wręcz przeciwnie. Życie towarzyskie niewiarygodnie rozkwitło, a dla wielu artystów były to najlepsze lata pracy twórczej. Doskonałym tego przykładem jest historia artystki, modelki i muzy – Kiki de Montparnasse.
Tak zwany „bal na Titanicu” trwał do 1929 roku – do „czarnego czwartku” i zapaści na giełdzie w Nowym Jorku. Amerykanie zaczęli wracać do siebie, zamożna klientela wyjeżdża, a galerie stanęły na skraju bankructwa. Rozpoczęły się lata 30. i skończyły lata dobrobytu. Hitler doszedł do władzy, a jak wiemy, wielu artystów wiązanych z École de Paris była pochodzenia żydowskiego. Historii Europy lat 30. nie trzeba w tym miejscu przytaczać. Część artystów wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, niektórzy tworzyli na prowincji, ale wielu spotkał znacznie gorszy los. Za koniec Szkoły Paryskiej uznaje się 1940 rok.
Dziś, spacerując ulicami Montparnasse’u, trudno sobie wyobrazić, jak bujne życie towarzyskie toczyło się tutaj w latach 20. Choć Café de la Rotonde nadal zachwyca swoim neonem, nie jest to już to samo miejsce. A artyści Szkoły Paryskiej? Wielu zostało zapomnianych. W dzielnicy XIV nie mają szczególnego miejsca – muzeum czy galerii. I choć wiele osób zna sztukę Mojżesza Kislinga, Amedeo Modiglianiego, Marca Chagalla czy Chaima Soutine’a, to tylko ułamek artystów z tym miejscem związanych.
Szkoła Paryska była fenomenem na skalę światową. Nawet kosmopolityczny Nowy Jork nie wytworzył tak nadzwyczajnego zjawiska, łączącego artystów o tak różnorodnym pochodzeniu i reprezentujących tak odmienne nurty. Choć w Polsce zaczęto zgłębiać temat École de Paris dopiero w latach 90., to aby szukać śladów polskich artystów w Paryżu, zamiast do stolicy Francji, lepiej wybrać się pod Warszawę, do Villi la Fleur – prywatnego muzeum sztuki ze zbiorami autorstwa polskich i żydowskich twórców, którzy działali na terenie Francji w pierwszej połowie XX wieku.
Po ogromnym sukcesie pierwszej z wymienionych książek, którą miałam okazję recenzować dla „artPAPIERu” w 2021 roku, musiałam sięgnąć po tę nową pozycję, również wydaną nakładem Wydawnictwa Agora. Czy opowiadanie o całym zjawisku Szkoły Paryskiej będzie tak samo interesujące, jak opowiadanie o nim z perspektywy kobiecej? Czy walka o własną indywidualność i realizację marzeń twórczych dotyczyło również innych artystów? Czy warto znów pisać o Paryżu początku XX wieku?
Paryż lat 20. i 30. XX wieku był centrum świata artystycznego. Chcą tworzyć tam wszyscy. Do stolicy Francji przybywają artyści z różnych krajów, o różnych historiach, mówiący różnymi językami. Mają różnorodne pochodzenie, wyznają odmienne religie. Dora Bianka jest z Warszawy, Marc Chagall przybywa z Witebska, Mojżesz Kisling przyjeżdża z Krakowa, a Tadeusz Makowski z Oświęcimia. Amedeo Modigliani urodził się w Livorno, a Jan Peszke w Gołcie. Artyści i artystki napływają z Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, Włoch, Węgier, Rumunii, Czech Bułgarii, Anglii, Japonii… Można ich nazwiska i miasta wymieniać bez końca.
Paryż kusi otwartością, innowacyjnym podejściem, swobodą i wolnością, możliwością zawierania kontaktów, rozwojem artystycznymi, poznawaniem wielkiej sztuki. W Polsce trudno to robić. W Krakowie nadal mocno wyczuwalny jest duch Jana Matejki, a wielka sztuka tylko odbija się wielkim echem. Rewolucję wywołuje dramat „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, gdzie duch artysty ma odzwierciedlać samotnika, artystę cierpiącego, malującego z poddasza paryskie bulwary. Czy to zniechęca? Bynajmniej. Wielki świat stoi otworem, a do wyjazdu swoich studentów motywuje inny profesor, bardziej otwarty niż Matejko – Józef Pankiewicz. Zagorzały frankofil.
Paryż, obok ponad dwudziestu artystów wymienionych przez autorkę na początku książki jako jej głównych bohaterów oraz niezliczonych postaci pobocznych, jest bohaterem tej książki. Opisy Paryża, te cytowane przez Zientek z zapisków artystów, a także te jej autorstwa, to doskonały opis ówczesnej stolicy świata artystycznego. Świetnie pokazują paryski klimat, który jest dość niejednoznaczny. Z jednej strony pełny niezależności i wolności, z drugiej życia wspólnoty artystycznej paryskich kawiarni. Nostalgiczny, jesienny, deszczowy, ale też z haussmanowskimi kamienicami z kutymi balkonami oświetlonymi promieniami słońca. Paryż jawi się jako „kolebka zła” i ówczesna „sodoma i gomora”, ale jednocześnie miasto otwarte, nowoczesne, rozwinięte architektonicznie i urbanistycznie uporządkowane. Paryż to miasto kontrastów, które jest pierwszym i najważniejszym bohaterem tej książki.
Bez Paryża nie byłoby wielu artystów, a bez wielu artystów nie byłoby wielkiej sztuki. Zientek przedstawia tych, którzy klepali biedę i musieli sprzedawać kapelusze, by zjeść dobry obiad. Tych, którzy płacili obrazami za wino i croissanty, ale też tych, którzy przyjeżdżali z kilkoma walizkami i mogli pozwolić sobie na wynajem mieszkania przy głównym bulwarze.
Można przeczytać tę książkę, by poznać artystów Szkoły Paryskiej. Można ze względu na barwny obraz Paryża początku XX wieku, ale można też, by zgłębić, jak powstała sztuka nowoczesna. Zientek, mimo że skupia się na artystach-imigrantach, nie zapomina, o jakim momencie w dziejach sztuki pisze. Przybliża, niezaznajomionym z tematem, lub podsumowuje, dla tych zaznajomionych z historią sztuki, jaka rewolucja artystyczna następuje na początku wieku XX. Jest to moment śmierci Cézanne’a i jego wielkiej retrospektywy, czas przybycia Picassa do Paryża i narodzenia się kubizmu, inspiracji sztuką prymitywną oraz afrykańską maską, debiutu pierwszego nowego stylu – fowizmu, a zaraz za nim innych nurtów. To moment zwrotny w dziejach sztuki, który na łamach tej książki obserwujemy.
Paryż początku wieku to tylko punkt wyjścia. Później nadchodzi pierwsza wojna światowa, a po niej szalone lata 20., które diametralnie zmieniają społeczność artystyczną. Wzrastają ceny dzieł sztuki, do Paryża przybywają Amerykanie, którzy chętnie w nie inwestują. Wielu artystów się bogaci, wsiada do samochodów, buduje wille, zmienia swój image. Choć nie wszystkim się poszczęści, to Montparnasse zaczyna się komercjalizować. Nie znaczy to jednak, że nie ma wielkiej sztuki i nie pojawiają się nowe nazwiska ani, że Paryż lat 20. wiał nudą. Wręcz przeciwnie. Życie towarzyskie niewiarygodnie rozkwitło, a dla wielu artystów były to najlepsze lata pracy twórczej. Doskonałym tego przykładem jest historia artystki, modelki i muzy – Kiki de Montparnasse.
Tak zwany „bal na Titanicu” trwał do 1929 roku – do „czarnego czwartku” i zapaści na giełdzie w Nowym Jorku. Amerykanie zaczęli wracać do siebie, zamożna klientela wyjeżdża, a galerie stanęły na skraju bankructwa. Rozpoczęły się lata 30. i skończyły lata dobrobytu. Hitler doszedł do władzy, a jak wiemy, wielu artystów wiązanych z École de Paris była pochodzenia żydowskiego. Historii Europy lat 30. nie trzeba w tym miejscu przytaczać. Część artystów wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, niektórzy tworzyli na prowincji, ale wielu spotkał znacznie gorszy los. Za koniec Szkoły Paryskiej uznaje się 1940 rok.
Dziś, spacerując ulicami Montparnasse’u, trudno sobie wyobrazić, jak bujne życie towarzyskie toczyło się tutaj w latach 20. Choć Café de la Rotonde nadal zachwyca swoim neonem, nie jest to już to samo miejsce. A artyści Szkoły Paryskiej? Wielu zostało zapomnianych. W dzielnicy XIV nie mają szczególnego miejsca – muzeum czy galerii. I choć wiele osób zna sztukę Mojżesza Kislinga, Amedeo Modiglianiego, Marca Chagalla czy Chaima Soutine’a, to tylko ułamek artystów z tym miejscem związanych.
Szkoła Paryska była fenomenem na skalę światową. Nawet kosmopolityczny Nowy Jork nie wytworzył tak nadzwyczajnego zjawiska, łączącego artystów o tak różnorodnym pochodzeniu i reprezentujących tak odmienne nurty. Choć w Polsce zaczęto zgłębiać temat École de Paris dopiero w latach 90., to aby szukać śladów polskich artystów w Paryżu, zamiast do stolicy Francji, lepiej wybrać się pod Warszawę, do Villi la Fleur – prywatnego muzeum sztuki ze zbiorami autorstwa polskich i żydowskich twórców, którzy działali na terenie Francji w pierwszej połowie XX wieku.
Sylwia Zientek: „Blask Montparnasse’u”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

