UCIECZKA OD IZRAELSKO-PALESTYŃSKIEGO SYMETRYZMU (DALIA MIKULSKA: 'KIEDYŚ WSZYSCY BYLIŚMY TU LUDŹMI. REPORTAŻE Z PALESTYNY')
A
A
A
Jeśli przed polskimi czytelnikami i czytelniczkami postawimy pytanie, ile reportaży oddających w całości głos Palestyńczykom mieli okazję przeczytać, w najlepszym razie policzą na palcach jednej ręki. Książka Dalii Mikulskiej to remedium dla rażącej luki w dyskursie na temat Palestyny. „Kiedyś byliśmy tu ludźmi. Reportaże z Palestyny” wyróżnia się wśród polskojęzycznych reportaży na temat tzw. konfliktu izraelsko-palestyńskiego przede wszystkim z jednego powodu: konsekwentnie odrzuca iluzję symetrii w relacji Palestyna-Izrael, przyjmując ramę okupacji i pozwalając Palestyńczykom własnymi słowami opowiedzieć ich historie. Próżno tu szukać dominacji źródeł zachodnich czy izraelskich, równoległej narracji o losach Izraelczyków czy wymuszonego zderzania jednej perspektywy z drugą, do czego przyzwyczaiły nas znane w Polsce reportaże. Autorka w obliczu ludobójstwa i braku uczciwego dyskursu o Palestynie i Palestyńczykach podejmuje odważną decyzję i stara się nie tylko pozwolić okupowanemu narodowi mówić, ale także podejmuje próbę wyposażenia osób czytających w informacje niezbędne do krytycznego spojrzenia na kwestię palestyńską.
Reportaż dba o balans palestyńskich głosów oraz rozmaitych kontekstów (politycznych, społecznych, kulturowych, wojskowych), którymi autorka obudowuje historie swoich rozmówców. Konsekwentne przyjęcie takiej formy to przede wszystkim wyciągnięcie pomocnej dłoni do tej części audytorium, która nie dysponuje rozległą wiedzą na temat kwestii palestyńskiej lub przywykła do narracji faworyzujących perspektywę izraelską. Dla tych pierwszych to przystępna, choć obciążona gravitas podejmowanych zagadnień, praca u podstaw. Dla drugich – okazja do skonfrontowania dotychczasowej wizji relacji i wizerunku Palestyny i Izraela. Książka Mikulskiej skłania także do metarefleksji nad sposobem relacjonowania przemocy, akcentując fakt, że dziennikarstwo zawsze polega na świadomym wyborze ramy interpretacyjnej, języka i źródeł. I warto przypomnieć, że w warunkach przemocy to wybór natury etycznej.
„Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” stawia na humanizację dyskursu o Palestyńczykach, jednocześnie unikając sensacyjnego tonu czy trywialnych wzruszeń. Autorka nie wskazuje na żadną „wyjątkowość” przytaczanych historii – podobnych historii w całej Palestynie odnaleźć można tysiące. Sama Mikulska w rozmowie z dr Ewą Górską w podkaście „Reorient.pl” przyznała, że bycie reporterką w Palestynie nie wymaga szczególnego trudu pod względem odnalezienia osób, które mogą podzielić się swoimi doświadczeniami i tragediami życia pod izraelską okupacją – to po prostu norma dla okupowanego narodu. Niektórych osób, które poznajemy w reportażu, dzisiaj już nie ma: „Jeszcze raz patrzę na datę i zaglądam do kalendarza. Szukam w nim marca i uświadamiam sobie, że Walid zginął dwa tygodnie po tym, jak przechadzałam się tymi uliczkami poprzednim razem” (s. 185) – zauważa sama autorka, wspominając jednego ze swoich rozmówców.
Próżno w tym reportażu szukać tzw. perfekcyjnych ofiar i obrazu cierpienia skrojonego pod typową dla zachodniego głównego nurtu wrażliwość. Książka przenosi środek ciężkości: skupia się nie na wymiarze geopolitycznym, arenie przemocy, tylko na codzienności. Tłem historii, przez które podążamy wraz z Palestynkami i Palestyńczykami, są przede wszystkim okupacja oraz apartheid – chroniczna, systemowa nierówność utrwalana przez izraelskie prawo, administrację, kontrolę wojskową i dyskurs w przestrzeni publicznej. Każdy z rozmówców w jakiś sposób doświadcza systemowego odczłowieczenia i przemocy żołnierzy, sądów czy polityków, którzy – doprowadzając argument bezpieczeństwa do absurdu – realizują projekt kolonialny w Palestynie. Przeczytamy o arbitralnych aresztowaniach, torturach czy prawie, które powinno chronić, a w rzeczywistości stanowi broń, używaną nawet przeciwko dzieciom. „Gdy byłem w areszcie, razem ze mną siedziało około dziesięciu nieletnich – ciągnął Zijad. – Śmialiśmy się, że to przedszkole, a nie więzienie. Staraliśmy się wymyślać im różne zajęcia” (s. 149) – czytamy w jednej z wielu więziennych relacji.
Całość reportażu w przekonujący sposób pokazuje, że izraelski projekt kolonialny wymaga nieustannego i ogromnego wysiłku, by utrzymać się w obecnym kształcie (czego najbardziej jaskrawym dowodem jest trwające ludobójstwo w Strefie Gazy). To nienaturalny porządek, który nie może trwać bez przemocy, lęku i wszechogarniającej kontroli. Szczególnie mocno wybrzmiewa znaczenie przestrzeni – jej kontroli czy umyślnej kreacji. Checkpointy, mury, zablokowane drogi czy skomplikowany system przepustek i specjalnych pozwoleń, o których opowiadają liczni rozmówcy z Zachodniego Brzegu, to nie tylko fizyczne bariery, ale narzędzia dehumanizacji, realizacji celów politycznych, izolacji i gettoizacji. Historie Palestyńczyków jasno pokazują, że Izrael wykorzystuje przestrzeń jako narzędzie opresji i metodę utrzymania władzy. W takich warunkach każda próba codziennego funkcjonowania (od możliwości pracy i dostępu do żywności po utrzymywanie relacji międzyludzkich) to akt przetrwania i oporu jednocześnie. „– Palestyńczycy mają prawo do zbrojnego oporu – mówił. – Ale głównym narzędziem walki stosowanym przez nas nie są ani kałasznikowy, ani kamienie. Moją walką jest pozostanie na mojej ziemi, dbanie o rodzinę i wychowanie tu córki. Im najbardziej zależy na tym, by się nas pozbyć” (s. 209) – wyjaśnia Nassar.
„Kiedyś byliśmy tu ludźmi” ukazuje rozmaite oblicza palestyńskiego oporu i tego, co przez niego rozumieją sami Palestyńczycy. Jako bardzo cenne jawią się fragmenty, w których rozmówcy dzielą się swoimi poglądami na temat oporu zbrojnego i mówią o granicach swojej aprobaty dla przemocy wobec Izraela. „– Osobiście nie popieram zamachów na izraelskich cywili, za to atak na żołnierzy to zupełnie inna sprawa. Myślę, że mamy prawo do oporu. Bo my się bronimy przed okupantem” (s. 159) – mówi Andero. Podobnych postaw odnajdziemy w tej pozycji znacznie więcej, a za każdą stoją osobiste doświadczenia i, po prostu, tragedie. Autorka przeprowadziła nawet rozmowy z byłym członkiem Hamasu. „Moja wiara się umocniła, w tym również wiara w to, że zrobiłem coś słusznego, stawiając opór izraelskim żołnierzom w moim mieście. To była moja służba dla społeczności. Staram się po prostu robić to, co słuszne. Walczyłem z okupantem i nie czuję się z tego powodu winny. Gdybym żył w Europie w czasie Holokaustu, pewnie ratowałbym Żydów” (s. 122) – mówi Basil, były członek Hamasu, obecnie prowadzący lokalny biznes w palestyńskim Nablusie.
Warto także podkreślić, że autorka pozostaje czujna na przekłamania i półprawdy, które naturalnie pojawiają się w wypowiedziach rozmówców. Narrację każdego rozdziału prowadzi w taki sposób, aby, jeśli to koniecznie, móc na bieżąco oddzielać opinie od faktów, sygnalizować czytelnikom i czytelniczkom rozbieżności na podstawie dostępnej wiedzy – raportów, dokumentów, ustaleń uznanych badaczy. Niejednokrotnie osoba czytająca podąża wraz z autorką przez proces weryfikacji poprawności faktograficznej. Rozdziały skonstruowane są w taki sposób, aby każde historie mogły wybrzmieć przy wsparciu szerokiego kontekstu. Mikulska pozwala poznać wiodące postaci w historii Palestyny, przeprowadza przez kluczowe wydarzenia związane z Nakbą, kolejnymi wojnami i izraelskimi operacjami wojskowymi czy przebiegiem procesu pokojowego. Warto docenić także słownik wybranych pojęć, które mogą być niejasne dla tych osób, które dopiero starają się zrozumieć kwestię Palestyńską. Podobnie jest z „antysłownikiem”, który stanowi doskonałą odtrutkę dla niejasności i przekłamań funkcjonujących w dyskursie medialnym głównego nurtu, łączących się z podstawowym aparatem pojęciowym dotyczącym Palestyny.
„Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” proponuje uczłowieczające Palestyńczyków ujęcie – tak bardzo potrzebne w obliczu trwającego ludobójstwa. To kolejna w tym roku pozycja bibliograficzna, która odpowiada na problem braku wyobraźni w kontekście Palestyny. Reportaż Dalii Mikulskiej zostawia czytelników i czytelniczki z pytaniem, co zrobiliby i jakie poglądy głosiliby, gdyby każdego dnia odbierano im człowieczeństwo.
Reportaż dba o balans palestyńskich głosów oraz rozmaitych kontekstów (politycznych, społecznych, kulturowych, wojskowych), którymi autorka obudowuje historie swoich rozmówców. Konsekwentne przyjęcie takiej formy to przede wszystkim wyciągnięcie pomocnej dłoni do tej części audytorium, która nie dysponuje rozległą wiedzą na temat kwestii palestyńskiej lub przywykła do narracji faworyzujących perspektywę izraelską. Dla tych pierwszych to przystępna, choć obciążona gravitas podejmowanych zagadnień, praca u podstaw. Dla drugich – okazja do skonfrontowania dotychczasowej wizji relacji i wizerunku Palestyny i Izraela. Książka Mikulskiej skłania także do metarefleksji nad sposobem relacjonowania przemocy, akcentując fakt, że dziennikarstwo zawsze polega na świadomym wyborze ramy interpretacyjnej, języka i źródeł. I warto przypomnieć, że w warunkach przemocy to wybór natury etycznej.
„Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” stawia na humanizację dyskursu o Palestyńczykach, jednocześnie unikając sensacyjnego tonu czy trywialnych wzruszeń. Autorka nie wskazuje na żadną „wyjątkowość” przytaczanych historii – podobnych historii w całej Palestynie odnaleźć można tysiące. Sama Mikulska w rozmowie z dr Ewą Górską w podkaście „Reorient.pl” przyznała, że bycie reporterką w Palestynie nie wymaga szczególnego trudu pod względem odnalezienia osób, które mogą podzielić się swoimi doświadczeniami i tragediami życia pod izraelską okupacją – to po prostu norma dla okupowanego narodu. Niektórych osób, które poznajemy w reportażu, dzisiaj już nie ma: „Jeszcze raz patrzę na datę i zaglądam do kalendarza. Szukam w nim marca i uświadamiam sobie, że Walid zginął dwa tygodnie po tym, jak przechadzałam się tymi uliczkami poprzednim razem” (s. 185) – zauważa sama autorka, wspominając jednego ze swoich rozmówców.
Próżno w tym reportażu szukać tzw. perfekcyjnych ofiar i obrazu cierpienia skrojonego pod typową dla zachodniego głównego nurtu wrażliwość. Książka przenosi środek ciężkości: skupia się nie na wymiarze geopolitycznym, arenie przemocy, tylko na codzienności. Tłem historii, przez które podążamy wraz z Palestynkami i Palestyńczykami, są przede wszystkim okupacja oraz apartheid – chroniczna, systemowa nierówność utrwalana przez izraelskie prawo, administrację, kontrolę wojskową i dyskurs w przestrzeni publicznej. Każdy z rozmówców w jakiś sposób doświadcza systemowego odczłowieczenia i przemocy żołnierzy, sądów czy polityków, którzy – doprowadzając argument bezpieczeństwa do absurdu – realizują projekt kolonialny w Palestynie. Przeczytamy o arbitralnych aresztowaniach, torturach czy prawie, które powinno chronić, a w rzeczywistości stanowi broń, używaną nawet przeciwko dzieciom. „Gdy byłem w areszcie, razem ze mną siedziało około dziesięciu nieletnich – ciągnął Zijad. – Śmialiśmy się, że to przedszkole, a nie więzienie. Staraliśmy się wymyślać im różne zajęcia” (s. 149) – czytamy w jednej z wielu więziennych relacji.
Całość reportażu w przekonujący sposób pokazuje, że izraelski projekt kolonialny wymaga nieustannego i ogromnego wysiłku, by utrzymać się w obecnym kształcie (czego najbardziej jaskrawym dowodem jest trwające ludobójstwo w Strefie Gazy). To nienaturalny porządek, który nie może trwać bez przemocy, lęku i wszechogarniającej kontroli. Szczególnie mocno wybrzmiewa znaczenie przestrzeni – jej kontroli czy umyślnej kreacji. Checkpointy, mury, zablokowane drogi czy skomplikowany system przepustek i specjalnych pozwoleń, o których opowiadają liczni rozmówcy z Zachodniego Brzegu, to nie tylko fizyczne bariery, ale narzędzia dehumanizacji, realizacji celów politycznych, izolacji i gettoizacji. Historie Palestyńczyków jasno pokazują, że Izrael wykorzystuje przestrzeń jako narzędzie opresji i metodę utrzymania władzy. W takich warunkach każda próba codziennego funkcjonowania (od możliwości pracy i dostępu do żywności po utrzymywanie relacji międzyludzkich) to akt przetrwania i oporu jednocześnie. „– Palestyńczycy mają prawo do zbrojnego oporu – mówił. – Ale głównym narzędziem walki stosowanym przez nas nie są ani kałasznikowy, ani kamienie. Moją walką jest pozostanie na mojej ziemi, dbanie o rodzinę i wychowanie tu córki. Im najbardziej zależy na tym, by się nas pozbyć” (s. 209) – wyjaśnia Nassar.
„Kiedyś byliśmy tu ludźmi” ukazuje rozmaite oblicza palestyńskiego oporu i tego, co przez niego rozumieją sami Palestyńczycy. Jako bardzo cenne jawią się fragmenty, w których rozmówcy dzielą się swoimi poglądami na temat oporu zbrojnego i mówią o granicach swojej aprobaty dla przemocy wobec Izraela. „– Osobiście nie popieram zamachów na izraelskich cywili, za to atak na żołnierzy to zupełnie inna sprawa. Myślę, że mamy prawo do oporu. Bo my się bronimy przed okupantem” (s. 159) – mówi Andero. Podobnych postaw odnajdziemy w tej pozycji znacznie więcej, a za każdą stoją osobiste doświadczenia i, po prostu, tragedie. Autorka przeprowadziła nawet rozmowy z byłym członkiem Hamasu. „Moja wiara się umocniła, w tym również wiara w to, że zrobiłem coś słusznego, stawiając opór izraelskim żołnierzom w moim mieście. To była moja służba dla społeczności. Staram się po prostu robić to, co słuszne. Walczyłem z okupantem i nie czuję się z tego powodu winny. Gdybym żył w Europie w czasie Holokaustu, pewnie ratowałbym Żydów” (s. 122) – mówi Basil, były członek Hamasu, obecnie prowadzący lokalny biznes w palestyńskim Nablusie.
Warto także podkreślić, że autorka pozostaje czujna na przekłamania i półprawdy, które naturalnie pojawiają się w wypowiedziach rozmówców. Narrację każdego rozdziału prowadzi w taki sposób, aby, jeśli to koniecznie, móc na bieżąco oddzielać opinie od faktów, sygnalizować czytelnikom i czytelniczkom rozbieżności na podstawie dostępnej wiedzy – raportów, dokumentów, ustaleń uznanych badaczy. Niejednokrotnie osoba czytająca podąża wraz z autorką przez proces weryfikacji poprawności faktograficznej. Rozdziały skonstruowane są w taki sposób, aby każde historie mogły wybrzmieć przy wsparciu szerokiego kontekstu. Mikulska pozwala poznać wiodące postaci w historii Palestyny, przeprowadza przez kluczowe wydarzenia związane z Nakbą, kolejnymi wojnami i izraelskimi operacjami wojskowymi czy przebiegiem procesu pokojowego. Warto docenić także słownik wybranych pojęć, które mogą być niejasne dla tych osób, które dopiero starają się zrozumieć kwestię Palestyńską. Podobnie jest z „antysłownikiem”, który stanowi doskonałą odtrutkę dla niejasności i przekłamań funkcjonujących w dyskursie medialnym głównego nurtu, łączących się z podstawowym aparatem pojęciowym dotyczącym Palestyny.
„Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” proponuje uczłowieczające Palestyńczyków ujęcie – tak bardzo potrzebne w obliczu trwającego ludobójstwa. To kolejna w tym roku pozycja bibliograficzna, która odpowiada na problem braku wyobraźni w kontekście Palestyny. Reportaż Dalii Mikulskiej zostawia czytelników i czytelniczki z pytaniem, co zrobiliby i jakie poglądy głosiliby, gdyby każdego dnia odbierano im człowieczeństwo.
Dalia Mikulska: „Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi. Reportaże z Palestyny”. Wydawnictwo Filtry. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

