ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 listopada 21 (525) / 2025

Maria Janoszka,

NOWA MAPA WĘDRÓWEK (DANIEL DEFOE: 'ROBINSON CRUSOE')

A A A
Biedny „Robinson Crusoe”! – chciałoby się – parafrazując papugę Poll (zob. s. 160) – skomentować polskie dzieje najsłynniejszej powieści angielskiego oświecenia . Historię rozbitka, który własnymi rękoma – choć korzystając z przedmiotów ocalałych na statku po katastrofie morskiej – odtwarza w ciągu blisko trzydziestu lat spędzonych na bezludnej wyspie namiastkę cywilizacji, zna doskonale każdy ze szkolnej lektury, a także z licznych nawiązań literackich i filmowych. Problemem nie jest więc zapomnienie lub nieobecność w świadomości dzisiejszych odbiorców kultury – jak stało się to udziałem ogromnej liczby bardzo popularnych swego czasu powieści angielskich XVIII i XIX wieku – lecz sposób istnienia samego tekstu. Rozliczne edycje i tłumaczenia, których liczba od XIX wieku systematycznie rosła, to niemal bez wyjątku (poza wydaniem PIW-u z 1953 roku) adaptacje i streszczenia dostosowujące powieść do młodego czytelnika/czytelniczki. W konsekwencji brak było aż do teraz tłumaczenia, które w całości odpowiadałoby oryginałowi i nie ograniczałoby go jedynie do jednego lub dwóch tomów – tych bowiem – co wiedzą na ogół tylko angliści i pasjonaci twórczości Daniela Defoe – jest aż trzy.

Krytyczna edycja Biblioteki Narodowej w opracowaniu i ze wstępem Jakuba Lipskiego pozwala więc po raz pierwszy zapoznać się w języku polskim z wersją powieści, którą otrzymali czytelnicy angielscy w pierwodruku w 1719 i 1720 roku. Kto jednak nastawia się na dopełnienie „przypadków” Crusoe nowymi perypetiami, przeżyje rozczarowanie – tom trzeci to raczej epizod z dziejów relacji literatury i pieniądza (do czego wypadnie jeszcze wrócić) niż trzymająca w napięciu lektura, a wielbiciele ciekawych fabuł i wartkiej akcji poddadzą się pewnie po kilku stronach. Uczucie zdziwienia lub zawodu mogą przeżyć również czytelnicy znający tylko młodzieżowe adaptacje powieści, kładące na ogół nacisk na warstwę przygodową – oryginał w większym stopniu eksponuje dydaktyczno-moralne i religijne, „przypowieściowe” aspekty fabuły, niemało miejsca poświęcając kształtowaniu się relacji bohatera z Bogiem. Właśnie tę wersję (dwa pierwsze tomy) opublikował w przekładzie Józefa Birkenmajera i anonimowego XIX-wiecznego tłumacza po raz pierwszy w 1953 roku PIW, Lipski zaś powtórzył ją w wydaniu BN po niewielkich korektach; trzecia księga została przełożona na potrzeby edycji krytycznej przez Michała Lachmana.

Nawet brytyjscy wydawcy nie troszczyli się zbytnio o utrzymanie trzytomowego charakteru powieści (zob. Lipski 2025: LX), związki ostatniej księgi z fabułą dwóch pierwszych są bowiem dość luźne. Jest to zbiór szkiców dydaktyczno-moralnych i religijnych – sam Defoe starał się reklamować je jako źródło, z którego narodziła się historia Robinsona, jawnie określona tu mianem paraboli: „dwa pierwsze tomy mojego dzieła wyrosły z myśli zawartych w części trzeciej. Wszak to przypowieść rodzi się jako ilustracja moralnej lekcji, a nie na odwrót” (s. 671). Choć można zgłaszać uzasadnione wątpliwości co do „źródłowości” trzeciego tomu, niewątpliwie modyfikuje on perspektywy interpretacyjne narracji powieściowej i wydobywa na światło dzienne konteksty mniej oczywiste, niuansując również portret samego bohatera-narratora.

Co więc składa się ostatecznie na całość „Robinsona”? Tom pierwszy („Życie oraz osobliwe i zadziwiające przygody Robinsona Crusoe”) zawiera opowieść najszerzej znaną: dzieje niemal trzydziestoletniego pobytu na bezludnej wyspie wraz z opisem powrotu do Europy oraz kilku lat życia rodzinnego (małżeństwo, narodziny dzieci), w trakcie którego Crusoe nieustannie dręczy żądza podróży morskich i powrotu na wyspę, aktualnie zamieszkaną już przez innych białych i Indian. Tom drugi („Dalsze przygody Robinsona Crusoe”) przedstawia wyprawę powrotną, przynoszącą ugruntowanie zasad współistnienia osadników, których liczba stopniowo się powiększa; pragnienie „życia w ruchu” motywuje Robinsona do przedsięwzięcia dalszych podróży, w trakcie których dociera m.in. do Madagaskaru, handluje na wodach Azji Wschodniej, a ostatecznie przemierza Syberię w karawanie kupców zmierzających z Chin do Archangielska, skąd udaje się z powrotem do Londynu. Tom trzeci („Poważne rozważania poczynione w trakcie życia oraz zadziwiających przygód Robinsona Crusoe przedstawione wraz z Wizją anielskiego świata”) składa się zaś z sześciu szkiców poświęconych samotności, uczciwości, niemoralnej konwersacji i nieobyczajnym zachowaniom, aktualnemu stanowi religii na świecie, konieczności nasłuchiwania głosu Opatrzności, wreszcie proporcjom między światem chrześcijańskim a pogańskim; dopełnia je „Wizja anielskiego świata”, tekst ezoteryczny rozwijający kwestię komunikacji z boskimi pośrednikami za pomocą snów, przeczuć, pozornych zbiegów okoliczności czy innego typu znaków.

Trudno się dziwić, że dość nisko oceniano atrakcyjność czytelniczą księgi tak różnorodnej tematycznie i formalnie. Wśród badaczy twórczości Defoe panuje zresztą zgoda co do przyczyn uzupełnienia powieści przygodowej szkicami dydaktyczno-moralnymi i religijnymi: autor – być może pod wpływem wydawcy – starał się w jak największym stopniu zdyskontować sukces „Robinsona”, licząc na szybkie wykupienie nakładu kolejnego tomu na fali popularności dziejów rozbitka (zob. Watt 1973: 102). Trzecia księga z pewnością nie powstała jako refleksyjny kontekst narracji powieściowej, lecz została przez pisarza złożona ze szkiców napisanych najpewniej w dużej części niezależnie od „Robinsona”, przygotowywanych do publikacji w innych miejscach. Gdy pojawiła się kolejna okazja do zarobku, Defoe z niej skorzystał, troszcząc się tylko do pewnego stopnia o spójność powieści – podobnie jak jej bohater, był człowiekiem interesu.

To zresztą jeden z dobrze zadomowionych we współczesnym literaturoznawstwie trybów lektury dzieł Defoe, którego pisma od dawna zwracały uwagę swym ekonomicznym ukierunkowaniem, wyrażającym się nie tylko w bezpośrednim podejmowaniu zagadnień rozwoju gospodarczego w utworach publicystycznych czy przywoływaniu kwestii związanych z handlem, kredytem, długiem lub wartością pracy w dziełach fabularnych, lecz także predylekcją do sięgania po dyskurs ekonomiczny w rozważaniach religijnych i poezji dydaktyczno-moralnej. Próbkę tego rodzaju chwytów otrzymujemy również w trzeciej księdze „Robinsona”, gdzie relacje między człowiekiem i Bogiem, rodziną i innymi ludźmi nierzadko przedstawiane są jako forma długu czekającego na spłatę.

Robinson – kupiec i plantator – od samego początku pobytu na wyspie wykazuje silne tendencje do buchalteryjnego sposobu ujmowania swych doświadczeń – najbardziej wyrazistym przykładem tej postawy jest lista plusów i minusów jego położenia, którą zestawia, licząc się „bezstronnie (…) sam ze sobą jak wierzyciel z dłużnikiem” (s. 77). Okazuje się wtedy, że nawet w najbardziej beznadziejnych okolicznościach odnaleźć można pewien naddatek dobra czy nadziei dający się „zapisać (…) po stronie zysków” (s. 78). Obecność list czy katalogów wraz z dokładnymi danymi liczbowymi zwykło się łączyć w powieści XVIII-wiecznej z dążeniem do uprawdopodabniania fabuły, ta cecha w narracji Robinsona odsyła jednak również do jego kupieckiej mentalności. Drobiazgowe rachunki i rozliczenia pojawiają się jako forma regulacji jego stosunków z innymi postaciami, najbliżsi przyjaciele Crusoe to jednocześnie ludzie powiązani z nim relacjami ekonomicznymi. Według klasycznej formuły Iana Watta, zaczerpniętej zresztą z prac ekonomistów, Crusoe to homo economicus, jednostka będąca „symbolem nowego indywidualistycznego światopoglądu w jego aspekcie ekonomicznym” (Watt 1973: 70), emblematyczna dla rodzącego się właśnie nowoczesnego kapitalizmu w kontekście zarówno wiary w znaczenie inwencji, inicjatywy i odwagi do działania, jak i postrzegania rzeczywistości w kategoriach zysków i strat. Watt akcentuje buchalteryjne usposobienie Crusoe, którego blisko trzydziestoletni pobyt na bezludnej wyspie uczy wartości pracy, zapobiegliwości, umiejętności przewidywania i racjonalnego gospodarowania zasobami, lecz czyta również charakterystyczny dla bohatera niepokój i żądzę przygód jako cechę nowej formacji kapitalistycznej – jej przedstawiciele znajdują się ciągle w ruchu, podobnie jak ich kapitał: „Cały świat jest w ruchu – mówi Robinson – (…) wszystkie stworzenia boskie na ziemi pilnie się uwijają, czemu więc tylko my mielibyśmy trwać w gnuśności?” (s. 553).

Wzorzec „człowieka ekonomicznego” współistnieje tu jednocześnie z kształtującym się właśnie mitem imperialnym – przeniesienie cywilizacyjnych wzorców zachodnich na bezludną wyspę wymaga metodyczności i pragmatyzmu jednostki skwapliwie budującej własny dobrobyt. Ta postkolonialna perspektywa lektury „Robinsona” zajmuje tak doskonale ugruntowaną pozycję we współczesnym literaturoznawstwie, a nawet i w nauczaniu szkolnym, że nie ma potrzeby zagłębiania się w strategie kształtowania zideologizowanego obrazu inności czy ustanawiania wieloaspektowo pojętej hegemonii białego człowieka. Mimo licznej obecności tych oczywistych kliszy warto jednak zachować czujność na detale – wtedy trzeba zgodzić się z Lipskim, że „wbrew stereotypom […] mit cywilizacyjny w »Robinsonie Crusoe« to nie odtwórczy kolaż popularnych wyobrażeń popełnionych przez bezrefleksyjnego człowieka zachodniego oświecenia. Zachowując dysydencką nieufność do instytucji władzy, przekazaną mu poniekąd przez autora powieści, Crusoe w swoich spostrzeżeniach nie jest konsekwentnym propagatorem sprawy imperialistycznej i choć trudno nie dostrzec w nim brytyjskiego i chrześcijańskiego kolonizatora, stać Robinsona na oceny niepodporządkowane wymaganiom prostej propagandy i powszechnym przekonaniom” (Lipski 2025: LI). Uwagę czytelnika zwrócić może choćby refleksja nad przyczynami kanibalizmu, który – mimo że początkowo uważany jest przez rozbitka za objaw przerażającego barbarzyństwa – stopniowo zaczyna być rozumiany jako zjawisko wynikające z określonym determinacji kulturowo-obyczajowych, niewiele różniące się od postępowania Europejczyków zabijających jeńców wojennych (zob. s. 187–188).

Wymowa pierwszych dwóch tomów powieści jest więc w dużej mierze oświeceniowa – nowa cywilizacja budowana jest przez jednostki łączone wspólną wiarą w wartość pracy i przestrzegania prawa, współpracujące nie w efekcie gróźb lub przemocy, lecz ze względuna pragmatyczne korzyści płynące z mądrej organizacji. Osadnicy nigdy nie uciekają się do użycia siły w sytuacjach innych niż bezpośrednie zagrożenie ze strony ludów indiańskich (poza pojedynczymi buntownikami, którzy przechodzą jednak przemianę wewnętrzną), przestrzegają zatem zasady prowadzenia wojny sprawiedliwej. Mimo że w momencie powrotu Robinsona na wyspę zamieszkują ją jednocześnie katolicy, protestanci i poganie, panować będzie tam tolerancja, a chrystianizowani Indianie nie zostaną wprowadzeni w spory teologiczne. Żarliwość religijna nie prowadzi do nawracania pod przymusem – krajowcy z łatwością akceptują podstawowe zasady chrześcijaństwa. Trudno oczywiście nie zauważyć, że wymienione tu aspekty funkcjonowania wyspy to także składniki mitu kolonialnego, ostatecznie Defoe decyduje się jednak na przekreślenie szans budowy nowej Utopii poza czujnym okiem oficjalnej władzy – kolonia podupada, gdy część białych wyjeżdża lub umiera, pozostali zaś pragną powrócić do Europy. Rosnącemu pokoleniu mieszanych dzieci Robinson nie poświęca już w ogóle uwagi – czyżby dlatego, że raczej nie postrzega ich jako spadkobierców cywilizacji białego człowieka, zdolnych kontynuować pracę Europejczyków?

To właśnie trzecia część powieści pozwala prześledzić zastanawiającą ewolucję postawy Crusoe, który porzuca bardziej tolerancyjny stosunek do inności na rzecz fanatycznego wręcz zacietrzewienia. Zwiastun tej przemiany odnajdziemy już w jednej ze scen rozgrywających się podczas opisanej w drugim tomie podróży przez Syberię. W mijanej wiosce Robinson napotyka posąg tatarskiego bóstwa, które od razu budzi w nim głęboką odrazę swą zwierzęcą hybrydycznością. Racjonalny, wyznający zasadę panowania nad sobą we wszystkich okolicznościach kupiec-podróżnik natychmiast pała żądzą zniszczenia, które miałoby być nauczką dla pogańskich Tatarów, zakłada bowiem z nieoczekiwaną naiwnością, że od razu odczytaliby oni intencję niszczyciela posągu i porzuciliby swe pogańskie obrządki. Naiwność ta wzrasta jeszcze w rozważanym przez moment na serio pomyśle pozostawienia Tatarom pisemnych wyjaśnień (zob. s. 629). Co ciekawe, wcześniej w swej opowieści Crusoe nie mógł pogodzić się z niepohamowanym okrucieństwem białych marynarzy na Madagaskarze, którzy wymordowali około sto pięćdziesiąt osób, łącznie z kobietami i dziećmi, oraz spalili ich wioskę, by pomścić zgon towarzysza – Madagaskarczycy ukarali go śmiercią za gwałt na jednej z lokalnych kobiet (zob. s. 530–545). Robinson tak konsekwentnie opowiadał się przeciwko krwawej, bezsensownej przemocy, że załoga zmusiła go ostatecznie do opuszczenia statku w Bengalu. W trakcie podróży przez Syberię nie ma już po tych sentymentach śladu: obrzydzenie lokalnym kultem pogańskim jest tak duże, że Crusoe gotowy jest puścić całą osadę z dymem. Ostatecznie pali bożka w przebraniu, pozostawiając Tatarów przerażonych i zdezorientowanych nocnym napadem.

Czy tak postępuje homo economicus, pragmatyczny kupiec chłodno oceniający szanse powodzenia danego przedsięwzięcia? Co stało się z kalkulacją zysków i strat? Atak na figurę tatarskiego idola wydaje się erupcją czystej nienawiści i wstrętu do praktyk religijnych, których Robinson nie próbuje już wyjaśniać odmiennymi tradycjami i okolicznościami rozwoju. Tworzy to szczególnie ostry kontrast pomiędzy pragmatyzmem jego zachowania, skłonnością do kierowania się racjonalnym rachunkiem korzyści, a nocną wyprawą, która sprowadza na karawanę śmiertelne niebezpieczeństwo, w kulminacyjnym momencie ściga ją bowiem dziesięć tysięcy żądnych zemsty Tatarów. Co ciekawe, bohater nie wykazuje najmniejszej nawet skłonności do refleksji nad sensownością przedsięwziętej akcji, jakby cechujące go metodyczność oraz umiejętność planowania i przewidywania uległy zupełnej regresji, a ich miejsce zajęły niekontrolowane emocje.

Tom trzeci przynosi tylko pogłębienie radykalnej postawy wobec kultów pogańskich. O ile w „Rozważaniach o aktualnym stanie religii na świecie” Robinson kieruje się jeszcze w miarę racjonalną oceną form poszczególnych kultów (akceptuje m.in. religie solarne, gdyż cześć wobec Słońca jako dawcy życia i światła wydaje mu się rozsądna i uzasadniona, odrzuca zaś kult istot demonicznych o przerażającej postaci; zob. s. 860–861), o tyle w szkicu „O proporcjach występujących między światem chrześcijańskim a pogańskim” snuje już wizję powszechnej krucjaty przeciwko wszelkim religiom niechrześcijańskim (z wyłączeniem judaizmu). Nie zasługują one na łagodność ani miłosierdzie – religie naturalne, kulty „Słońca, Księżyca, ognia, pagórków, przodków, słowem: diabła” (s. 983), zostają jednoznacznie utożsamione z czcią dla szatana, tego zaś trzeba bezwzględnie zwalczać: „chodzi o pozbycie się złej mocy podstępnie zaszczepionej w głowach maluczkich za sprawą arcyknowań szatana, dążącego do tego, by prawdziwa religia chrześcijańska ostatecznie znikła z doczesnego świata. Dlatego właśnie wypowiadam wojnę nie przeciw człowiekowi, lecz przeciw szatanowi, mając na celu zdymisjonowanie go z pozycji piekielnego tyrana na ziemi” (s. 993). Robinson występuje co prawda przeciwko narzucaniu religii przemocą, jednak odnosi to tylko do sporów wewnątrz samego chrystianizmu – islam i kulty pogańskie wymagają zaś zniszczenia, co w oczach dawnego rozbitka jest warunkiem wstępnym do wprowadzenia ich wyznawców na drogę prawdziwej wiary.

Crusoe w swym niemal inkwizytorskim zapale posuwa się nawet do uzasadnienia zagłady Indian środkowo- i południowoamerykańskich zamiarami Opatrzności oraz wyższym dobrem, jakim było wyniszczenie krwawych, składających ofiary z ludzi kultów: „wydaje mi się, iż to same niebiosa ustanowiły konieczność przeprowadzenia owych aktów zemsty, a Hiszpanie stali się li tylko instrumentalnymi wykonawcami, którzy spełniają nakaz zgładzenia pogan” (s. 985). Ideowa wolta Robinsona – jako rozbitek uznawał hiszpańskie mordy w Ameryce za „wściekłą rzeź, nieludzkie okrucieństwo i najobrzydliwszą zbrodnię w oczach Boga i ludzi” (s. 188) – pozwala więc również obserwować, jak uzasadnienia religijne, ugruntowywane jeszcze głębokim przekonaniem o umiejętności rozpoznania w sobie głosu Boga i właściwej jego interpretacji, wspierają politykę kolonialną, wpisując problematykę podboju i dominacji w kategorie odwiecznej walki Boga i szatana.

Warto zauważyć, że te zaskakujące niekonsekwencje – bo z uwagi na okoliczności wydania trzeciego tomu trudno jednoznacznie rozstrzygać, czy to punkt dojścia rozwoju ideowego Robinsona – pojawiają się w powieści autora kontestującego wcześniej dziedzictwo systemu feudalnego, propagującego progresywne idee wolności osobistej, politycznej i ekonomicznej (zob. Lipski 2025: XXX). Robinson zdaje się przekształcać z kupca i budowniczego imperium w krzyżowca stawiającego siebie w roli jedynego depozytariusza prawdy, widzącego szansę budowy nowego świata tylko na zgliszczach dawnych wierzeń. Zyskiem ma być czysta wiara, o koszty zaś lepiej nie pytać.

Wydaje się wszakże, że najlepszy komentarz do tych paradoksów stanowią obserwacje samego Crusoe przedstawiającego w swej opowieści o latach samotności na wyspie całą gamę doświadczeń emocjonalnych rozbitka, który – choć deklaruje zazwyczaj zaufanie do Opatrzności – przeżywa też chwile głębokiego zwątpienia, paraliżującego strachu czy rozdarcia między pragnieniami a lękami. Słusznie zarzucano Defoe, że nie sportretował wiarygodnie psychologicznych konsekwencji wieloletniego odcięcia od kontaktów z ludźmi, warto wszakże podkreślić sprawność, z jaką pisarz na bardzo wczesnym etapie kształtowania się nowoczesnej powieści umiał wyrazić różne, nieraz sprzeczne odcienie ludzkich reakcji emocjonalnych, korzystając obficie ze wzorców protestanckiej literatury konfesyjnej. Pełna wersja powieści pozwala śledzić tę złożoną grę emocji na znacznie bardziej rozbudowanym materiale – mimo wielokrotnie deklarowanej przez Crusoe wiary w wartość panowania nad sobą.

Postać Robinsona zna każdy, jak jednak udowadniają skomplikowane dzieje poszczególnych wydań i recepcji powieści – w bardzo różnych odsłonach. Dla jednych to pracowity, pomysłowy bohater pokonujący kolejne przeciwności na bezludnej wyspie, symbol rozpalających wyobraźnię dalekich podróży i egzotycznych przygód. Dla innych – misjonarz kapitalizmu i kolonializmu kładący podwaliny pod mit „brzemienia białego człowieka”. Nowe-stare wydanie powieści zapewne tylko podgrzeje temperaturę dyskusji – pełna edycja naszkicowała właśnie mało znaną wcześniej mapę wędrówek najsłynniejszego rozbitka świata.

LITERATURA:

Lipski J.: „Wstęp”. W: Daniel Defoe: „Robinson Crusoe”. Przeł. J. Birkenmajer, nieznany tłumacz, M. Lachman. Wstęp i oprac. Jakub Lipski. Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wrocław 2025.

Watt I.: „Narodziny powieści. Studia o Defoe’em, Richardsonie i Fieldingu”. Przeł. A. Kreczmar. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 1973.
Daniel Defoe: „Robinson Crusoe”. Przeł. J. Birkenmajer, nieznany tłumacz, M. Lachman. Wstęp i oprac. Jakub Lipski. Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wrocław 2025 [seria: Biblioteka Narodowa].