ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 listopada 22 (526) / 2025

Marta Bożek,

ROK ANTONIEGO SŁONIMSKIEGO - JAK TO SIĘ ROBI?

A A A
24 lipca 2024 roku gruchnęła wiadomość: Antoni Słonimski został ogłoszony przez Sejm jednym z patronów roku 2025. Świat kultury rządzi się jednak swoimi prawami: nic nie dzieje się tam samo z siebie. Jak wieść gminna niesie, patroni roku wybierani są z przypadku, ale nie chciałam zostawiać celebracji okrągłej rocznicy urodzin Słonimskiego przypadkowi. Przysiadłam fałdów, napisałam projekt uchwały, a reszta potoczyła się już swoimi torami.

Twórczość Słonimskiego fascynuje mnie od wielu lat, choć tak naprawdę w pierwszej kolejności widzę go nie jako literata, ale człowieka zawsze wiernego własnym wartościom. Słonimski obnażał, ośmieszał bezlitośnie wady społeczne i pewnie można go po prostu nazwać pieniaczem, zwykle jednak wynikało to z jego ogromnego zaangażowania w wydarzenia kulturalne, społeczne i polityczne. Jego przedwojenne felietony ujęły mnie właśnie tym – walką o prawdę, jakkolwiek trudna by ona nie była. Niektóre z jego tekstów są szokująco ponadczasowe i aktualne, ale właściwie nieznane szerszej publiczności. Chociaż marny ze mnie marketingowiec, porwałam się z motyką na słońce i założyłam Słonimskiemu profile w mediach społecznościowych, na którym publikuję archiwalne znaleziska, fragmenty utworów czy nowinki książkowe. Tropię Słonimskiego we wspomnieniach, dzielę się literackimi ciekawostkami i pokazuję, że wszyscy mówimy Słonimskim (nie zawsze o tym wiedząc). Projekt uchwały o patronie roku był więc tak naprawdę kolejnym krokiem przywracania pamięci o Panu Antonim.

Wiele osób mówiło mi, że w związku z tą decyzją już niedługo Słonimski będzie wyskakiwał z każdej lodówki. Z jednej strony bardzo tego nie chciałam, bo to strzał w stopę nieboszczyka, ale z drugiej – byłby to wielki sukces. Tylko jak promować człowieka nieżyjącego od pięćdziesięciu lat, który w ostatnim czasie jest coraz mniej obecny w społecznej świadomości?

Szybko okazało się, że moja misja wydaje się skazana na porażkę. Nie ma w Polsce fundacji czy stowarzyszenia imienia Słonimskiego. Pan Antoni nie miał dzieci czy dalszej rodziny, która troszczyłaby się o jego spuściznę. Prawa autorskie do wydawania utworów należą do Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, które najwyraźniej nie zabiega o ich wznawianie. Więc skoro autora nie ma w szeroko pojętej przestrzeni publicznej, to skąd publika ma o nim wiedzieć?

W pierwszej kolejności odezwałam się do najważniejszych w tym zakresie instancji, czyli instytucji kultury. Odnosiłam porażkę za porażką – i chętnie o kilku opowiem.

Pierwsze kroki skierowałam do Biblioteki Narodowej, która jest w posiadaniu m.in. rękopisów oraz korespondencji Słonimskiego i jego żony. Co zdumiewające, ani jeden element zbiorów nie został udostępniony. Na moją prośbę o informację o działaniach związanych z Rokiem Słonimskiego, dostałam wymijającą odpowiedź, sugerującą śledzenie strony internetowej placówki, bo to tam publikowane są wiadomości o organizowanych wydarzeniach. Niestety do tej pory nie odbyło się żadne wydarzenie związane z obchodami Roku Słonimskiego.

Nie lepiej wypadają działania prowadzone w Muzeum Narodowym. W czasie kwerendy łatwo sprawdzić, że w zbiorach muzeum znajduje się ponad trzydzieści obiektów związanych ze Słonimskim. Rysunki, rzeźby, grafiki, zdjęcia, obrazy… Są tam prawdziwe perełki, jak owiany legendą „Portret dziewczynki”, namalowany przez Słonimskiego w 1917 roku i sprzedany w trudnym finansowo czasie, kiedy pisarz „był na indeksie”. I znów: ani jednej wystawy, ani jednego pokazu, ani jednego spotkania.

Kolejny przykład: Narodowe Centrum Kultury. Od wielu lat NCK wydaje wspaniałą serię „Jubileusze”. Nie będzie zatem zdziwieniem, kiedy powiem, że oczywiście Słonimski nie zasłużył, by w tej serii się znaleźć.

To sprawozdanie pokrótce ilustruje moje rozczarowanie. Naiwnie założyłam, że to właśnie w takich miejscach powinno realizować się projekty poświęcone patronom i patronkom roku. O Słonimskim nie pamiętają także: ZAiKS, którego był współzałożycielem; Związek Literatów Polskich, którego był prezesem; UNESCO, gdzie stał na czele międzynarodowej sekcji literatury; ani PEN Club, w którego zarządzie zasiadał przez niemal dwadzieścia lat. Byłam, pytałam. „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie.

Wcale nie lepiej wygląda sytuacja wydawnicza. W tym roku tylko Wydawnictwo LTW wypuściło na rynek wznowienia felietonów Słonimskiego – „O dzieciach, wariatach i grafomanach”, „Mętne łby”, „Moja podróż do Rosji”. Mamy połowę listopada i więcej tytułów najpewniej już się nie ukaże, choć w zapowiedziach wydawnictwa Austeria nadal czeka „Książka do pisania. Antoni Słonimski”. Dla porządku dodam, że wznowiona biografia „Słonimski. Heretyk na ambonie” Joanny Kuciel-Frydryszak rzeczywiście miała premierę już po ogłoszeniu Roku Słonimskiego, ale nie łudźmy się – procesy wydawnicze są długie i ta decyzja została podjęta dużo wcześniej.

Nie chcę tu tylko narzekać; w końcu były i sukcesy. Przez cały rok w Teatrze Powszechnym w Łodzi odbywają się regularne spotkania poświęcone życiu i twórczości Słonimskiego, a z afisza nie schodzi jego komedia – „Rodzina”. Na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy odbywa się dwudniowa konferencja „Czytanie Słonimskiego”. W Dwójce regularnie słuchamy audycji z cyklu „Łatwo się mnie nie pozbędziecie. Rok Antoniego Słonimskiego”. Teatr Polski w Warszawie organizuje czytanie poezji, a Sławomir Holland jeździ po kraju z monodramem opartym na tekście „Jak to było naprawdę”. Biografię Słonimskiego omawia się w wielu Dyskusyjnych Klubach Książki, Słonimski jest czytany na niezliczonych wieczorach poezji w ośrodkach kultury, jest także bohaterem wykładów w szkołach, bibliotekach, na Uniwersytetach Trzeciego Wieku czy w zakładach karnych. Powstają koszulki z młodym Tolkiem, w Warszawie można zapisać się na spacer literacki śladami Słonimskiego, a tuż przed jego urodzinami otwiera się wystawa plenerowa na skwerze Słonimskiego. Muzeum Literatury organizuje pokaz zbiorów specjalnych związanych ze Słonimskim oraz spotkanie bibliofilskie mu poświęcone. Biblioteka Śląska realizuje projekt edukacji literackiej „Pola widzenia książki – wyobrażenia o przyszłości” w nawiązaniu do twórczości Słonimskiego. We wrześniu został bohaterem gorzowskiego HopSŁONIMSKI Fest, w czerwcu miałam przyjemność zorganizować mu Imieniny Antoniego, a w listopadzie Urodziny Słonimskiego. To tylko mały wycinek wydarzeń Roku Słonimskiego. Nie ma tygodnia, w którym coś by się nie działo.

Od wielu osób słyszę utyskiwanie na nieobecność Słonimskiego w warszawskiej ofercie kulturalnej. Niestety, jest to bolesna prawda, choć Warszawa była jego ukochanym miastem. Szybko nauczyłam się, że większość warszawiaków dzieli się na wielbicieli Słonimskiego i tych, którzy nigdy o nim nie słyszeli. Zgodnie z przewidywaniami, to ci drudzy mają moc decydowania o wydarzeniach kulturalnych, a pozbawiona wsparcia, nie jestem w stanie przeforsować choćby czytania poezji.

Jednak prawdziwa siła Roku Słonimskiego tkwi tam, gdzie Pan Antoni pewnie by jej nie szukał. Każdego dnia oglądam zdjęcia ze szkół: wystawy, plakaty, prezentacje, warsztaty, plebiscyty, konkursy recytatorskie, plastyczne, aktorskie… Pomysłowość nauczycieli nie zna granic! Paradoksalnie Słonimski, którego wiersze dla dzieci można policzyć na palcach jednej ręki i który dzieci uważał za „zakałę ludzkości”, największą popularnością cieszy się właśnie wśród młodzieży.

Na koniec przedstawiam dowód anegdotyczny. Kiedy jeden z bratanków zaczął mi opowiadać o takim „starym dziadzie”, którego „ciocia pewnie nie znasz, bo to głupie wiersze, ale nazywał się Słomiński”, to wiedziałam, że sukces Roku Słonimskiego mogę już właściwie odtrąbić. Łatwo się go nie pozbędziemy.