Aleksandra Szymańska-Dańczyszyn,
'DWÓCH NAPIĘTYCH GOŚCI' O ŻYCIU PO ODWYKU (JULIUSZ STRACHOTA, JAKUB ŻULCZYK: 'CO ĆPAĆ PO ODWYKU')
A
A
A
Juliusz Strachota i Jakub Żulczyk, autorzy jednego z bardziej znanych polskich podcastów „Co ćpać po odwyku”, zapraszają do lektury swojej najnowszej książki. Nie jest to poradnik, lecz świadectwo – opowieść o tym, jak nauczyć się żyć, gdy chemiczne narzędzia ucieczki – używki – zawiodły. To także, a może przede wszystkim, rozmowa dwóch przyjaciół, którzy przetarli szlak przez uzależnienie ku trzeźwości.
Książka składa się z trzech fragmentów – obejmujących moment podjęcia decyzji o trzeźwieniu, rok później i dziesięć lat później – w których autorzy opowiadają czytelnikom i czytelniczkom, jak zmieniali się wraz z upływem czasu. Obok tych trzech narracyjnych rozdziałów znajdziemy krótkie, tematyczne rozmowy między innymi o higienie życia, naturze, o byciu dzieckiem i byciu rodzicem, o związkach i relacjach, emocjach i wolności. To nie linearna opowieść, lecz zbiór epifanii – chwil zatrzymania, w których autorzy pochylają się nad tym, co ich porusza.
Jednym z ważniejszych momentów książki jest fragment, w którym Żulczyk wyznaje: „(…) kiedy przestałem pić, to trochę jakbym zjadł owoc z drzewa poznania – bo wtedy po raz pierwszy w jakimkolwiek stopniu zdałem sobie sprawę z tych uczuć, impulsów i właśnie tych wyżłobień” (s. 33). To spostrzeżenie odkrywa paradoks uzależnienia. Osoba uzależniona pozornie ma dostęp do wszystkiego – do emocji, do myśli, do świadomości własnego istnienia. Tak naprawdę jednak znajduje się w stanie głębokiej nieświadomości. Dopiero trzeźwość pozwala zobaczyć siebie naprawdę: rozpoznać dotąd niewidoczne mechanizmy zachowań, nazwać to, co wcześniej wymykało się uwadze, i zacząć świadomie kształtować własne życie.
Rozmowa o przyczynach uzależnienia dociera do najbardziej podstawowych doświadczeń emocjonalnych człowieka. Żulczyk konstatuje: „Taką miałeś formę wołania o to, aby ktoś cię przytulił, bo inaczej nikt nie chciał. Wymyślałeś choroby, żeby ktoś się tobą zainteresował. I myślę, że chyba to było najpierw. Ta samotność i brak przytulenia, miłość warunkowa” (s. 51). Słowa autora „Wzgórza psów” podkreślają, że u podstaw wielu zachowań autodestrukcyjnych leży pragnienie bliskości, czułości i bezwarunkowej obecności drugiego człowieka. Kiedy jednak potrzeba ta pozostaje niezaspokojona, rodzi się pokusa szukania rozwiązań zastępczych – w dramatyzowaniu, w chwiejnej atencji innych, w substancjach, obiecujących ukojenie. „(…) a wóda czy xanax to bardzo podła, bardzo okrutna symulacja przytulania” (s.51).
Równie istotne, co emocjonalne deficyty, okazuje się konstruowanie wymyślonych światów – bezpiecznych, oderwanych od rzeczywistości przestrzeni, w których można schować się przed bólem, samotnością i własną bezradnością. Strachota wspomina o dziecięcych marzeniach o byciu podróżnikiem, Żulczyk natomiast – superbohaterem. Uzależnienie nie wyrasta więc z próżni. Często stanowi naturalną eskalację tego, co zaczęło się w dzieciństwie – rozdarcia, pęknięcia, rozłamu między światem zewnętrznym (gdzie czuliśmy się źle) a światem wewnętrznym (gdzie mogliśmy być kimś niesamowitym). I faktycznie – autorzy wyznają, że jako nastolatkowie odkryli „(…) inne metody ucieczki, takie bardziej instant. Substancje” (s. 53).
Na kartach „Co ćpać po odwyku” Strachota przyznaje, że tytułowe pytanie nie doczekało się prostej odpowiedzi: „Tyle lat o tym gadamy, a ja nagle nie wiem, co powiedzieć. Kiedyś miałem tego jakąś taką wizję, odkrywałem, co sprawia mi radość, co wypełnia życie. To były proste rozwiązania, takie puzzle do układania życia bez alko i dragów – pasje, sport, podróże, miłość, spacery, medytacja – ale teraz to jest taki czas, że życie się dzieje. To był taki manual do wymiany paliwa, ale dzisiaj wydaje mi się czymś banalnym” (s. 133). Ta konstatacja odsłania proces, który często towarzyszy trzeźwieniu: z czasem przestaje chodzić o znalezienie gotowych substytutów, a zaczyna o realne, codzienne uczestniczenie w życiu – takim, jakie jest. Autor „Relaksu amerykańskiego” pokazuje, że odpowiedź na pytanie „co ćpać po odwyku” nie polega już na szukaniu kolejnych pasji czy rytuałów wypełniających pustkę, lecz na akceptacji zwyczajności, zmienności i nieprzewidywalności życia. To nie „paliwo zastępcze” staje się najważniejsze, ale samo doświadczenie bycia obecnym.
Juliusz Strachota i Jakub Żulczyk w „Co ćpać po odwyku” nie tylko zapraszają czytelników i czytelniczki do lektury ich zwierzeń, lecz także do spojrzenia na samego siebie bez osądu, do wypowiedzenia tego, co boli, do nawiązania prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. Ich dialog staje się przestrzenią, w której można bez lęku przyznać się do własnych pęknięć, a jednocześnie zobaczyć, że nie są one czymś wyjątkowym czy wstydliwym.
Książka składa się z trzech fragmentów – obejmujących moment podjęcia decyzji o trzeźwieniu, rok później i dziesięć lat później – w których autorzy opowiadają czytelnikom i czytelniczkom, jak zmieniali się wraz z upływem czasu. Obok tych trzech narracyjnych rozdziałów znajdziemy krótkie, tematyczne rozmowy między innymi o higienie życia, naturze, o byciu dzieckiem i byciu rodzicem, o związkach i relacjach, emocjach i wolności. To nie linearna opowieść, lecz zbiór epifanii – chwil zatrzymania, w których autorzy pochylają się nad tym, co ich porusza.
Jednym z ważniejszych momentów książki jest fragment, w którym Żulczyk wyznaje: „(…) kiedy przestałem pić, to trochę jakbym zjadł owoc z drzewa poznania – bo wtedy po raz pierwszy w jakimkolwiek stopniu zdałem sobie sprawę z tych uczuć, impulsów i właśnie tych wyżłobień” (s. 33). To spostrzeżenie odkrywa paradoks uzależnienia. Osoba uzależniona pozornie ma dostęp do wszystkiego – do emocji, do myśli, do świadomości własnego istnienia. Tak naprawdę jednak znajduje się w stanie głębokiej nieświadomości. Dopiero trzeźwość pozwala zobaczyć siebie naprawdę: rozpoznać dotąd niewidoczne mechanizmy zachowań, nazwać to, co wcześniej wymykało się uwadze, i zacząć świadomie kształtować własne życie.
Rozmowa o przyczynach uzależnienia dociera do najbardziej podstawowych doświadczeń emocjonalnych człowieka. Żulczyk konstatuje: „Taką miałeś formę wołania o to, aby ktoś cię przytulił, bo inaczej nikt nie chciał. Wymyślałeś choroby, żeby ktoś się tobą zainteresował. I myślę, że chyba to było najpierw. Ta samotność i brak przytulenia, miłość warunkowa” (s. 51). Słowa autora „Wzgórza psów” podkreślają, że u podstaw wielu zachowań autodestrukcyjnych leży pragnienie bliskości, czułości i bezwarunkowej obecności drugiego człowieka. Kiedy jednak potrzeba ta pozostaje niezaspokojona, rodzi się pokusa szukania rozwiązań zastępczych – w dramatyzowaniu, w chwiejnej atencji innych, w substancjach, obiecujących ukojenie. „(…) a wóda czy xanax to bardzo podła, bardzo okrutna symulacja przytulania” (s.51).
Równie istotne, co emocjonalne deficyty, okazuje się konstruowanie wymyślonych światów – bezpiecznych, oderwanych od rzeczywistości przestrzeni, w których można schować się przed bólem, samotnością i własną bezradnością. Strachota wspomina o dziecięcych marzeniach o byciu podróżnikiem, Żulczyk natomiast – superbohaterem. Uzależnienie nie wyrasta więc z próżni. Często stanowi naturalną eskalację tego, co zaczęło się w dzieciństwie – rozdarcia, pęknięcia, rozłamu między światem zewnętrznym (gdzie czuliśmy się źle) a światem wewnętrznym (gdzie mogliśmy być kimś niesamowitym). I faktycznie – autorzy wyznają, że jako nastolatkowie odkryli „(…) inne metody ucieczki, takie bardziej instant. Substancje” (s. 53).
Na kartach „Co ćpać po odwyku” Strachota przyznaje, że tytułowe pytanie nie doczekało się prostej odpowiedzi: „Tyle lat o tym gadamy, a ja nagle nie wiem, co powiedzieć. Kiedyś miałem tego jakąś taką wizję, odkrywałem, co sprawia mi radość, co wypełnia życie. To były proste rozwiązania, takie puzzle do układania życia bez alko i dragów – pasje, sport, podróże, miłość, spacery, medytacja – ale teraz to jest taki czas, że życie się dzieje. To był taki manual do wymiany paliwa, ale dzisiaj wydaje mi się czymś banalnym” (s. 133). Ta konstatacja odsłania proces, który często towarzyszy trzeźwieniu: z czasem przestaje chodzić o znalezienie gotowych substytutów, a zaczyna o realne, codzienne uczestniczenie w życiu – takim, jakie jest. Autor „Relaksu amerykańskiego” pokazuje, że odpowiedź na pytanie „co ćpać po odwyku” nie polega już na szukaniu kolejnych pasji czy rytuałów wypełniających pustkę, lecz na akceptacji zwyczajności, zmienności i nieprzewidywalności życia. To nie „paliwo zastępcze” staje się najważniejsze, ale samo doświadczenie bycia obecnym.
Juliusz Strachota i Jakub Żulczyk w „Co ćpać po odwyku” nie tylko zapraszają czytelników i czytelniczki do lektury ich zwierzeń, lecz także do spojrzenia na samego siebie bez osądu, do wypowiedzenia tego, co boli, do nawiązania prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. Ich dialog staje się przestrzenią, w której można bez lęku przyznać się do własnych pęknięć, a jednocześnie zobaczyć, że nie są one czymś wyjątkowym czy wstydliwym.
Juliusz Strachota, Jakub Żulczyk: „Co ćpać po odwyku”. Wydawnictwo NEWHOMERS. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

