ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (527) / 2025

Małgorzata Wójcik-Dudek,

DRYFUJĄC POMIĘDZY (DOBROSŁAW KOT: 'DORZECZA I DOCIEKANIA')

A A A
Trudno czytać „Dorzecza i dociekania” Dobrosława Kota, ignorując jego wcześniejszą „Tratwę Odysa”, o której Tadeusz Sławek napisał, że jej autor „w pięknym eseju o uchodźcach komentuje tę szczególną, pieszą wyprawę Odyseusza, jako podróż »do obcego kraju, skrajnie innego, gdzie Toż-samy musi opuścić to, co swojskie, i zanurzyć się w Inność. Dopiero spotkanie z taką Innością pozwala na – kolejny już powrót«” (Sławek 2024: 70). Chodzi o XI Pieśń „Odysei”, w której Tejrezjasz przepowiada królowi Itaki, że powróci do domu, ale to nie będzie kres jego wędrówki. Ma wziąć wiosło i ruszyć w kraje na tyle odległe od morza, aby ich mieszkańcy nie rozpoznali tego przedmiotu. Odys ma więc spotkać takich Innych, którzy morza nie znają – i dlatego wiosło wezmą za łopatę lub przetak.

Dobrosław Kot w „Dorzeczach i dociekaniach” powraca do historii Odysa, aby otworzyć nią esej o rzekach, choć kontekst, z jakim kojarzymy mitologicznego bohatera, wymagałby raczej marynistycznych odwołań. Obszerny tom rozpoczyna się sceną, w której Odys na tratwie skleconej z pni zeschniętych drzew zmierza do wyspy Feaków. Bohater, pragnąc dotrzeć do lądu, musi rozstać się ze swą prowizoryczną łodzią, a brzeg osiągnie, płynąc wpław. Morze jest niespokojne, fale wysokie, a upragniony ląd nie wita przybysza bezpiecznym, łagodnym i piaszczystym brzegiem. Przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że król Itaki rozbije się na skalistym klifie. Odys, aby uniknąć śmierci, płynie wzdłuż brzegów wyspy, szukając ujścia rzeki: „Odys szuka jej niczym drzwi do zamkniętego domu, niczym bramy do warownego grodu” (s. 20). Kiedy je w końcu znajduje, może liczyć na ratunek, który paradoksalnie przychodzi nie u/od źródła rzeki, jak podpowiada symbolika początku, ale u/od jej ujścia, będącego przecież rzeki kresem. Jednym słowem, Odyseusz porzuca „bezkresne morze nieśmiertelności” (tamże), aby wybrać rzeką naznaczoną skończonością i śmiertelnością. Jak dowodzi Kot, Odys przekonuje się, że „pomiędzy lądem a morzem jest (…) rzeka: nadal woda, ale już inna, nie tak rozszalała, spokojnie uchodząca w morze (…). To rzeka jest Pomiędzy, ona łagodzi agon żywiołów” (tamże).

Wśród polskich książek o rzekach, które ukazały się ostatnio (warto wymienić choćby „Rzeki, których nie ma” Macieja Roberta, „Hydrozagadkę” Jana Mencwela, „Wisłę. Biografię rzeki” Andrzeja Chwalby, „Rzekę dzieciństwa” Andrzeja Stasiuka, „Dopływy, drgania, powidoki i pieśni na brzegach” Małgorzaty Lebdy i Rafała Siderskiego), ta rezygnuje z alarmistycznego charakteru. Rezygnuje, ale nie całkiem, ponieważ autor przyznaje się do inspiracji wspomnianą publikacją Roberta; może dlatego w ostatnich rozdziałach swej książki uderza w antropoceniczne nuty: „Sądzimy, że musimy zatroszczyć się o rzeki. Role się odwracają: kiedyś w archaicznej przeszłości, kiedy rzeki dopiero dostawały swe imiona w martwych dziś, nieistniejących językach, to one troszczyły się o osadników. (…) Dziś człowiek ma poczucie, że musi spłacić dług zaciągnięty u starych rzecznych bogów i bogiń” (s. 373).

Autor zdecydowanie woli jednak myśleć o rzece symbolicznie, „dociekając”, dlaczego rzeka działa jak metafora. Przekonuje, że odpowiedzi można szukać – pozostając przy rzecznej semantyce – w dwóch kierunkach. Pierwszy z nich, ruch z prądem, oznacza dla krakowskiego badacza przyzwolenie na pewne uproszczenia i ujęcia o charakterze potocznym, pozwalające odwołać się do obrazów i doświadczeń okołorzecznych, które są udziałem niemal każdego z nas. Trudno bowiem znaleźć kogoś, kto nie widział płynącej rzeki ani niesionych przez nią liści czy kawałków kory. W tym sensie rzeka staje się wdzięczną przestrzenią metaforycznych przedstawień. Drugi kierunek, wyznaczany przez ruch pod prąd, sugeruje natomiast, że aporetyczność rzeki czyni ją szczególnie atrakcyjną dla metafory: im bardziej złożone i niejednoznaczne obrazy „niesie”, tym okazuje się skuteczniejsza w reprezentowaniu trudnych, wymagających idei.

Wydaje się, że Kot z niezwykłą sprawnością porusza się w obu kierunkach i jednocześnie w żadnej z zaproponowanych praktyk nie banalizuje sensów odczytań rzeki, a – co kluczowe – potrafi klarownie przedstawić niełatwe zagadnienia filozoficzne nawet średnio przygotowanym do tego czytelniczkom i czytelnikom. Może to zasługa formy, jaką wybiera i którą z niezwykłą maestrią operuje, sugerując, że ma ona wiele wspólnego z płynnością opisywanego zjawiska: „Jestem już niemal pewien (…), że najlepszą formą filozoficznej wypowiedzi w tej sytuacji jest esej. To źródłowa próba, ale też forma luźna, gotowa na meandry i dygresje. Dlaczego dobra dla myślenia? Bo myślenie tu może być sobą: niegotowe, rozporoszone, szukające w różnych regionach, pływające między dyskursem a opowieścią, między pojęciem a metaforą. Esej nie jest ucieczką przed żelazną precyzją. To żelazna precyzja i twarda naukowość są ucieczką przed żywiołem myślenia” (s. 37).

A może decyzja o wyborze formy eseju wyrasta z odprysku pracy badawczej wykonanej przez Wita Szostaka wokół przygotowywanej przez niego powieści. Szostak to nazwisko panieńskie matki Kota, którym pisarz się od dawna posługuje, sygnując swą twórczość literacką. W dość licznie udzielanych wywiadach pisarz-naukowiec chętnie zresztą przyznaje, że pseudonim pozwala mu na skuteczne oddzielenie twórczości literackiej od aktywności naukowej, prowadzonej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Kot w nocie edytorskiej „Dorzeczy i dociekań” zaznacza, że dwa lata temu rozpoczął pisanie powieści „Koryta rzek epizodycznych”, która ostatecznie przybrała jednak zupełnie inny tytuł. To „Rumowiska” wydane w 2023 roku, które semantycznie odsyłają do rozdrobnionego materiału skalnego niesionego przez rzeki. Tytuł zapowiada, że w opowieść o krakowskim domu pełnym pamiątek został włączony esej o rzece – efekt naukowych eksploracji Szostaka. Pisarz, ukończywszy powieść ze skromnie zarysowanym wątkiem rzecznym – ograniczonym z obawy, by ten nie rozsadził głównej fabuły – pozostał jednak z bogatym zestawem niewykorzystanych materiałów i pomysłów. Postanowił po nie sięgnąć, co doprowadziło do swoistej synergii istniejącej już powieści oraz tworzonego eseju, których bliskość najpełniej można oddać janusowym obliczem aktywności Szostaka-Kota poruszającego się „w nurtach” literatury i filozofii. Zresztą sam pisarz–naukowiec przyznaje, że właśnie na styku powieści i eseju doszło do spotkania myślenia i opowiadania, logosu i mythosu (s. 393).

Warto dodać, że krakowski badacz zawodowo zajmuje się fenomenologią i hermeneutyką, więc może zarówno jako Kot, jak i jako Szostak pozwala sobie na refleksję, że myślenie, podobnie zresztą jak literatura, jest bezradną próbą poradzenia sobie z losem za pomocą języka. Rezygnacji z roszczeń do radykalnego ustalania znaczeń (również tych językowych) trudno nie zauważyć we fragmencie „Dorzeczy i dociekań” poświęconym wyborowi gatunku wypowiedzi: „W filozofii powstają rozprawy i dla wielu słowo rozprawa brzmi dumnie. Ale wystarczy się na chwilę w to słowo zanurzyć, by zapragnąć uciec przed nim jak najdalej. Czy myślenie jest naprawdę rozprawianiem się z czymś? Czy »rozprawić się« można w myśleniu uznać za sukces? W walce może to być znak triumfu (…). Ale w myśleniu nie chodzi o pokonanie, bo ono jest zawsze niszczeniem. A problem, z którym się rozprawiliśmy, nie zniknie. Dlatego esej, zawsze esej. Nawet, jeśli oznacza to bezradne i beznadziejne próby” (s. 38).

Kot, choć korzysta z tych nauk, dowodzi w swej książce, że problematyka rzeki nie wybrzmi satysfakcjonująco w pracach z zakresu hydrologii, potamologii, ekologii czy literaturoznawstwa, ponieważ rzeka jest problemem filozoficznym. Autor-filozof wybiera rzekę, ponieważ daje ona do myślenia najbardziej wtedy, kiedy zawodzą wobec niej sprawdzone chwyty filozoficzne: „Jest czy jej nie ma? A może staje się? Gdzie się rzeka zaczyna, a gdzie kończy?” (s. 33). Autor-pisarz uznaje, że „myślenie rzeki” powinno być zanurzone w rzece, musi przecież jakoś towarzyszyć „jej i rodzonym przez nią metaforom, świadome swej niedoskonałości, musi dzielić wszystkie jej meandry i starorzecza, tamy i wyschnięte koryta. Nie może się od nich oderwać, bo wtedy ulegnie pokusie ekskluzywności: ułudzie przekonania, że można wytworzyć język w pełni niezależny (…)” (s. 32). Konsekwencją przyjęcia takiej perspektywy staje się zanurzenie narracji w metaforyce rzecznej. Kot przypomina przy tym o wspólnym źródłosłowie cieczy i dociekania, dzięki któremu rzeka w naturalny sposób staje się nie tylko przedmiotem filozoficznego namysłu i bohaterką książki, lecz także inspiracją dla samej struktury opowieści. Autor proponuje siedem rozdziałów, nazywając je dociekaniami i opatrując kolejnymi numerami, a ponadto nadając im znamienne tytuły: „Do rzeki”, „Płynność”, „Źródła”, „Podziemia”, „Perypetie i epizody”, „Słowa i opowieści”, „Ujście” (zamiast tradycyjnej bibliografii pojawiają się tu oczywiście „Źródła”).

Badacz czyni z rzeki pełnoprawny problem filozoficzny, zapraszając do filozoficzno-lingwistycznych spotkań nad jej brzegiem nie tylko jońskich filozofów przyrody z Heraklitem na czele (przy okazji objaśniając, dlaczego myśliciel ten nie uczynił z wody archē, lecz musiał sięgnąć po żywioł ognia), ale również Platona, Henriego Bergsona, Zygmunta Baumana, Barbarę Skargę, Edmunda Husserla, Martina Heideggera, Cezarego Wodzińskiego, Hannah Arendt, Gilles’a Deleuze’a, Félixa Guattariego, Martina Bubera, Józefa Tischnera czy Jolantę Brach-Czainę. Dzięki takim splotom dowiadujemy się, czym są dopływ, rozwidlenie, ujście, źródło, ciek, studnia, meander, rzeczysko, rumowisko czy starorzecze. Autor niejako mimochodem przypomina również, że Heidegger, rozważając aletheię jako wykładnię prawdy, natrafia w etymologii tego pojęcia na Lete (lethe), prezentując, co z tego napięcia wynika dla obu terminów.

Kot odwołuje się także do literatury, przypominając choćby, że Konrad w Wielkiej Improwizacji, wyrażając bezradność wobec nieadekwatności słów i myśli, sięga po obraz (podziemnej) rzeki. Lista lektur na tym się nie kończy: badacz przywołuje wspomnianych już Macieja Roberta i Małgorzatę Lebdę, pojawiają się także odwołania do „Dunaju” Claudia Magrisa, „Jądra ciemności” Josepha Conrada czy „Wiosny” Brunona Schulza. Wszystko to prowadzi autora do konkluzji: „(…) myślenie rzeki jest esejem: tylko próbą, zawsze próbą” (s. 384).

„Dorzecza i dociekania” Dobrosława Kota to książka, która łączy filozoficzny namysł, literacką wrażliwość i przekonanie, że myślenie może czasem błądzić. W efekcie powstała opowieść-zaproszenie do wspólnej przeprawy przez język, doświadczenie i niepewność. Docierając do „ujścia”, widzimy wyraźnie, że wybór formy eseju był nie tylko rozwiązaniem formalnym, lecz konsekwencją postawy, że w myśleniu, jak w rzece, najciekawsze dzieje się pomiędzy. To lekcja, jaką odebrał przecież Odys.

LITERATURA:

Sławek T.: „-U-„. Katowice 2024.
Dobrosław Kot: „Dorzecza i dociekania”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2025 [Seria: Esej].