ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (527) / 2025

Małgorzata Koronkiewicz-Hupajło,

CODZIENNOŚĆ W 'NIECODZIENNOŚCI'. GŁOS AUTORKI W DYSKUSJI Z RECENZJĄ MAGDALENY PIEKARY

A A A
Dyskusję nad recenzją mojej książki „Kobiety w czarnych krynolinach. Codzienność polskich ziemianek na Ziemiach Zabranych w czasie powstania styczniowego (1863-1864)”, autorstwa dr hab. Magdaleny Piekary, prof. UŚ („Niecodzienność”, „artPAPIER” 2025, nr 21), chciałabym rozpocząć krótką refleksją, która towarzyszyła mi podczas lektury. Mam wrażenie, że ton i konstrukcję tego tekstu w dużej mierze kształtuje poczucie rozczarowania, którego doświadczyła Recenzentka, sięgając po pracę napisaną przez kobietę o kobietach – jak można przypuszczać, oczekiwała wręcz przełomowych ustaleń dotyczących sposobu myślenia, działania i funkcjonowania ziemianek w rodzinie oraz społeczeństwie drugiej połowy XIX wieku. Być może ostrość formułowanych zarzutów wiąże się z rozczarowaniem faktem, że bohaterki mojej książki funkcjonowały w świecie zdominowanym przez mężczyzn i w wielu wymiarach – także w sposobie myślenia i działania – pozostawały od nich zależne. Nierzadko tę męską dominację akceptowały jako coś oczywistego, a jednocześnie potrafiły prowadzić życie, które same uznawały za satysfakcjonujące. Realizowały się w tych obszarach rodzinno-społecznych, w których cieszyły się względną, ale przypieczętowaną patriarchatem, również ugruntowaną przez Kościół, swobodą. Zmiany, które zaszły w ich codzienności – początkowo stopniowe w okresie reformy włościańskiej i manifestacji patriotycznych, by nabrać rozpędu w czasie powstania styczniowego i popowstaniowych represji – były nieoczekiwane. Do ich przyjęcia kobiety zostały niejako zmuszone zaistniałą sytuacją – dziejową koniecznością. Z różną elastycznością do tych zmian podchodziły i z różną skutecznością adaptowały się do nich w toku przełomowych wydarzeń, których były świadkami i uczestniczkami.

Refleksję tę potęguje poczucie, że w kilku kluczowych punktach zarzuty formułowane w recenzji wynikają z przyjęcia określonej perspektywy badawczej, w której z góry mocno akcentuje się wątki „nietrafionej metodologii”, „powielania stereotypów” czy „apoteozy ziemiaństwa”, a dopiero następnie dobiera przykłady z tekstu. Można by pokusić się o mocniejsze stwierdzenie, a mianowicie, że recenzja jest tendencyjna i pisana pod tezę. Widać to szczególnie tam, gdzie moje analizy są odczytywane wbrew wyraźnie wskazanemu kontekstowi (jak w przypadku odwołań do Anny Żarnowskiej), albo tam, gdzie rekonstrukcja męskiego, patriarchalnego spojrzenia na kobiety zostaje potraktowana jako jego bezrefleksyjne powielanie. W rezultacie wiele fragmentów książki, w których problematyzuję opisywane zjawiska i staram się uchwycić napięcia oraz ambiwalencje, pozostaje w recenzji niewidocznych, podczas gdy pojedyncze potknięcia czy skróty myślowe urastają do rangi dowodu na „niedokładność” i „powierzchowność” całego wywodu, czy wręcz niepanowania nad nim.

Mam również poczucie, że optyka recenzji koncentruje się przede wszystkim na wychwytywaniu potknięć, pomyłek i nieścisłości, przy bardzo oszczędnym potraktowaniu elementów nowatorskich czy – w moim przekonaniu – trafnych rozpoznań obecnych w książce. Rozumiem, że zadaniem recenzji jest krytyczna ocena pracy, a nie jej pochwała, jednak dla pełnego obrazu wartości danego tomu ważne wydaje mi się uwzględnienie także tych aspektów, które wnoszą coś nowego do dyskusji o codzienności kobiet z rodzin ziemiańskich na Ziemiach Zabranych.

Zależy mi na tym, by mój głos został odczytany nie jako próba „odparcia ataku”, lecz jako zaproszenie do dalszej, rzeczowej rozmowy o metodach badania codzienności, o sposobach czytania pamiętników i o tym, jak mówić o doświadczeniu kobiet w warunkach przełomu. Najważniejsze jednak, by spór toczył się na poziomie argumentów, źródeł i pojęć, a nie uproszczonych etykiet.

1. O rozumieniu codzienności w warunkach „niecodzienności”

Słusznie odmawia Recenzentka prawa, by codzienność nazywać dyscypliną naukową. Wszak rzeczywiście jest to obszar/przedmiot badań w obrębie poszczególnych dyscyplin naukowych. Niezgrabna nomenklatura – w tym i innych przypadkach, które Autorka recenzji skrupulatnie wylicza – nie wpłynęła jednak na wartość merytoryczną pracy. Zgodnie z przyjętą w książce definicją, codzienność rozumiem przede wszystkim jako powtarzalność gestów, zachowań, rytuałów i obrzędów, pojawiających się emocji oraz myśli, także świat wartości i postaw, a nie jako „zwyczajność” pojmowaną potocznie, w opozycji do zjawisk nadzwyczajnych (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 8). W interpretacji Recenzentki – jeśli trzymać się konsekwentnie przywołanego w piśmie krytycznym rozumowania – należałoby w zasadzie odmówić kategorii codzienności zastosowania wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z sytuacją wykraczającą poza stabilny porządek. Skoro – jak Recenzentka argumentuje, odwołując się do ustaleń Marcina Kuli omawiających książkę Antoniego Mączaka – już sama podróż w XVII wieku była czymś „niecodziennym”, to konsekwentnie poza codziennością znalazłyby się również wyjście do kościoła, udział w balu czy inne czynności, które wiążą się z pewną „innością” wobec domowego rytmu dnia.

Tymczasem w perspektywie zaproponowanej w mojej książce „niecodzienna codzienność” nadal jest codziennością – tyle że taką, w której dynamika zmian, intensywność emocji i zagrożeń, konieczność podejmowania decyzji pod wpływem strachu, działania – często wbrew sobie – jest radykalnie większa. To właśnie proces, w którym aktywność z pozoru skrajna (przenoszenie broni pod krynoliną, opatrywanie rannych powstańców, negocjacje z urzędnikiem carskim) powtarza się i wchodzi w repertuar zachowań dnia powszedniego, jest dla mnie kluczowym przedmiotem badania. Odrzucenie możliwości mówienia o codzienności w takich warunkach pozbawiłoby tę kategorię jej analitycznej mocy – sprowadzając ją wyłącznie do stabilnych, „bezpiecznych” okresów historii (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 8-11). Dla poszerzenia perspektywy warto sięgnąć chociażby do artykułu Lidii Michalskiej-Brachy i Agnieszki Szudarek, w którym autorki zarysowują główne kierunki badań nad życiem kobiet w XIX wieku, obejmujące wszystkie sfery ich aktywności (zob. Michalska-Bracha, Szudarek 2025: 9-38; zob. też: Korybut-Marciniak 2023: 177-179).

2. O doborze źródeł, męskich pamiętnikach i zarzucie „nadmiaru źródeł”

W recenzji pojawia się zarzut „niepanowania nad nadmiarem źródeł” oraz wątpliwość, czy w książce, której tytuł odwołuje się do doświadczenia kobiet, w ogóle powinny pojawiać się męskie pamiętniki i wspomnienia. Autorka recenzji przekonuje: „Ponadto, jeśli książka dotyczy obrazu codzienności polskich ziemianek z Ziem Zabranych zawartego w ich zapiskach, to cytowanie pamiętników np. Jakuba Gieysztora z poznańskiego czy broszury, wydanej w Paryżu, Bronisława Zaleskiego, którego nie było na ziemiach polskich w czasie powstania, nie wydaje się dobrym wyborem. W książce Koronkiewicz-Hupajło brakuje więc wyrazistej podstawy wyboru tekstów. Problemem jest, dość częsty przy pracy z pamiętnikami czy prasą XIX-wieczną, nadmiar, który powinien zostać uporządkowany. W przeciwnym razie, tak jak w recenzowanej pozycji, w rozdziale o ustawodawstwie carskim (abstrahując od faktu, iż jest zbędny) znajdujemy fragmenty o pijaństwie włościan, szkółkach prawosławnych na Litwie i Białorusi i kilkustronicową opowieść o szkole jednej z ziemianek. Podczas czytania cały czas zastanawiałam się, dokąd to prowadzi, i z przykrością stwierdzam, że kierunek tych rozważań nadal nie jest mi znany” (Piekara 2025).

Wyjaśniając, podkreślam, że na Ziemiach Zabranych w okresie prac nad reformą włościańską i jej wdrażania, co doskonale uwypuklone jest w książce, kobiety nie miały możliwości udziału w publicznej debacie. Również mężczyznom, w toku przygotowań do zmiany porządku prawno-społecznego, głos ten został odebrany. Polem do polemiki i wyrażania zdania, poza nieformalną dyskusją, były dla nich: prasa oraz broszury – publikowane poza Ziemiami Zabranymi. Wskazani przez Recenzentkę autorzy omawiali problem uwłaszczenia – czyli ten okres codzienności kobiet, który był wstępem do moich badań szczegółowych oraz rozdziałem wprowadzającym – ale nie byli jedynymi, których przemyślenia cytuję, analizuję czy omawiam. Przywołuję też głosy kobiece, m.in. Zofii z Chłopickich primo voto Desztrungowa secondo voto Klimańska (z okresu poprzedzającego reformę uwłaszczeniową), czy przemyślenia Ludwiki z Jamonttów Rodziewiczowej, Grasyldy Malinowskiej, Heleny ze Skirmunttów Skirmunttowej, także Jadwigi Kieniewiczówny, zaczerpnięte z pamiętników i korespondencji. (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 62-69). Temat uwłaszczenia, który łączył się z edukacją chłopów, był dla pracy o tyle istotny, że bez jego nakreślenia nie byłoby możliwe zrozumienie zawiłości chłopsko-ziemiańskich relacji w czasie powstania styczniowego oraz okresie popowstaniowym. To kobiety delegowane były przez mężczyzn do uczenia chłopów, celem uzyskania ich przychylności, również jako sposób wpłynięcia na ich światopogląd, co spotykało się z represyjną polityką Rosjan. To one dbały o dobre relacje z włościanami, co było naturalną konsekwencją i niejako rozszerzeniem przypisanych im w gospodarstwie zadań. Wreszcie to one nierzadko nadzorowały proces wprowadzania reformy w dobrach ziemskich. Wtedy także następowało ich stopniowe dojrzewanie oraz zdobywanie doświadczeń w sferze innej niż stricte domowa. W konsekwencji silniej zaznaczały one swoją obecność w przestrzeni publicznej (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 55-80; dla poszerzenia perspektywy warto sięgnąć chociażby do pracy Korybut-Marciniak 2023: 177-179).

Co więcej, Recenzentka dla potwierdzenia tezy, że autorka książki „nie wie dokąd zmierza”, podała za przykład dwóch męskich autorów, tzn. Gieysztora i Zaleskiego, którzy w swych broszurach, wydanych poza Ziemiami Zabranymi, wypowiadali się w kwestii związanej z uwłaszczeniem. Szkoda tylko, że Recenzentka – zarzucając autorce wybiórczość czytania i wyciągania z kontekstu zdań oraz ich wypaczania – sama dokonała takiego zabiegu. Wyraziła zdziwienie, że powołałam się na Broszurę („Głos szlachcica”) Gieysztora wydaną w Poznaniu – ale nie dołożyła wysiłku, by sprawdzić, dlaczego w Poznaniu została ona opublikowana. Odpowiem cytatem z książki: „Ziemianie zaangażowani w przygotowanie reform zgodnie potwierdzali, że jedną z głównych przeszkód w podjęciu szerokiej dyskusji publicznej nad kształtem nowego prawa oraz przysposobienia ziemian do jego wdrożenia był zakaz tworzenia organów prasowych na terenie Ziem Zabranych” (Koronkiewicz-Hupajło 2025: 62). Stwierdzenie, że Gieysztor był jedną z najważniejszych postaci życia społeczno-kulturalnego Kraju Północno-Zachodniego, samo w sobie brzmi dziś niemal trywialnie. Żył na tych ziemiach, tam działał i pracował, a jego aktywność realnie przekładała się na funkcjonowanie oraz sposób myślenia lokalnej społeczności – w tym wielu kobiet. Uczestniczył w pracach komisji przygotowujących reformę włościańską, należał do inicjatorów powołania Komitetu Białych, wreszcie stanął na czele Wydziału Zarządzającego Prowincjami Litwy, który formalnie włączył Kraj Północno-Zachodni do powstania. Blisko współpracował z licznymi ziemiankami, także zubożałymi szlachciankami mieszkającymi w Wilnie – od skuteczności których nierzadko zależało jego bezpieczeństwo oraz powodzenie powierzonych im zadań pomocowych i pomocniczych. Dopełnieniem jego losów stało się syberyjskie zesłanie, poprzedzone aresztowaniem w lipcu 1863 roku, bezpośrednio związanym z jego patriotycznym zaangażowaniem (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 62-64).

Dodatkowo, jako historyczka, posługująca się warsztatem badawczym wypracowanym w naukach historycznych, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której analizując dane zjawisko – szczególnie tak złożone jak codzienność w okresie powstania styczniowego – ograniczam się wyłącznie do kilku wybranych, jednorodnych, dobranych pod kątem płci relacji. Uważam, że byłoby to po prostu zafałszowanie obrazu przeszłości. Kobiety, o których piszę, nie żyły w równoległej, odseparowanej od mężczyzn rzeczywistości. Ich świat – dom, majątek, relacje rodzinne, światopogląd i wartości, których były depozytariuszkami, zaangażowanie społeczne i obywatelskie – był współtworzony, kontrolowany i oceniany przede wszystkim przez mężczyzn: ojców, braci, mężów, urzędników, dowódców powstańczych, duchownych. Te perspektywy przenikały się i tworzyły jedną, choć wewnętrznie zhierarchizowaną całość. To mężczyźni wyznaczali ramy aktywności kobiecej, to oni tworzyli prawo, stanowili normy obyczajowe, decydowali o dopuszczalnych granicach obecności kobiet w sferze publicznej. Rezygnacja z męskich pamiętników, twórczości i prasy – tylko dlatego, że autorka koncentruje się na kobiecym doświadczeniu – oznaczałaby oderwanie bohaterek od realnego kontekstu społecznego i kulturowego, w jakim żyły (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 153-160). Refleksję tę warto podsumować konstatacją Żarnowskiej wysnutą w kontekście badań nad codziennością, zwłaszcza kobiecą: „Taka rekonstrukcja wymaga szeroko zakrojonej perspektywy badawczej, uwzględnienia aktywności kulturotwórczej kobiet (i to przecież nie w izolacji od analogicznej działalności mężczyzn) na kilku co najmniej poziomach i w różnych –zaznaczających swą odrębność – przestrzeniach kulturowych” (Żarnowska 2013: 173).

Co więcej, w XIX wieku to właśnie mężczyźni dominowali w sferze publicznej i w piśmiennictwie, co – czy tego chcemy, czy nie – sprawia, że ich głos jest w źródłach silniej udokumentowany (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 59, 61, 69). Świadome całkowite pominięcie tego materiału nie byłoby „uwrażliwieniem genderowym”, ale raczej ahistoryczną próbą dostosowania przeszłości do współczesnych oczekiwań. W tym sensie postulat, by ograniczyć się jedynie do kobiecych pamiętników, uważam za metodologicznie problematyczny: zamiast korygować męskocentryczny obraz historii, wprowadzałby nową deformację, w której to męska perspektywa znika całkowicie, a nie zostaje zderzona i skonfrontowana z głosami kobiet.

W „Kobietach w czarnych krynolinach” męskie pamiętniki i publicystyka nie są równorzędnym przedmiotem analizy; pełnią rolę tła, kontrapunktu, świadectwa dominujących dyskursów, wobec których bohaterki książki muszą się ustawiać. Ich doświadczenie jest centralne – co sygnalizuje tytuł – ale nie jest wyabstrahowane z otoczenia. Dopiero zestawienie kobiecych zapisków z męskimi narracjami pozwala uchwycić realną gęstość społecznego świata, w którym rodzi się „niecodzienna codzienność” kobiet w okresie powstania.

3. Rodzina, „niemal partnerskie” małżeństwa i lektura Anny Żarnowskiej

W recenzji pojawia się zarzut, że opisując niektóre małżeństwa jako „niemal partnerskie”, rzekomo wchodzę w sprzeczność z ustaleniami Żarnowskiej, która podkreśla, iż zmiany pozycji kobiety najwolniej dokonywały się właśnie w rodzinie. Moim zdaniem jest to wynik zbyt wąskiej lektury oraz wyrwania moich sformułowań z kontekstu całej książki.

Żarnowska pisze o rodzinie jako miejscu, w którym tradycyjny, patriarchalny porządek utrzymuje się najdłużej (zob. Żarnowska 2013: 17). Nie oznacza to jednak, że w ramach tego porządku nie pojawiają się pęknięcia, negocjacje i przesunięcia, szczególnie w rodzinach zamieszkujących miasta (zubożała szlachta) oraz części średniozamożnego ziemiaństwa Ziem Zabranych, które stawały się bardziej otwarte na nowe wzory wychowania, edukacji córek, relacji małżeńskich (również z tego powodu, że kobiety musiały podjąć się pracy zarobkowej – jako nauczycielki, a w gospodarstwie często nadzorowały obowiązki włościan). Błędem jest także bezrefleksyjne nakładanie jednej kalki interpretacyjnej i zakładanie, że rodziny ziemiańskie i szlacheckie z Królestwa Polskiego, zaboru pruskiego, austriackiego oraz z Ziem Zabranych funkcjonowały według tych samych wzorców i podlegały identycznej dynamice przemian. Pozycja kobiety na Ziemiach Zabranych była bowiem inna. Właśnie na tych przypadkach, opisanych w pamiętnikach moich bohaterek, koncentruję się w analizie. Ich doświadczenie pokazuję jako częściowe „wyjątki”, a nie jako normę dla całego społeczeństwa (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 87-89; por.: Korybut-Marciniak 2023: 179-186; zob. też: Bołdyrew 2011: 255-271). O przeobrażeniach rodziny – nie tylko ziemiańskiej – w drugiej połowie XIX wieku i w XX stuleciu pisali zresztą nie tylko pionierzy badań nad historią kobiet, tacy jak Żarnowska i Andrzej Szwarc, lecz także wielu innych autorów, ukazujących zmianę struktur, ról i relacji wewnątrz rodzin różnych warstw społecznych (zob. m.in.: Bołdyrew 2011: 53-85; Kuklo 2022: 171).

W tym miejscu chciałabym też odnieść się do zarzutu rzekomej sprzeczności między stwierdzeniem, że niektóre „postępowe rodziny szlacheckie nie ograniczały córkom wolności osobistej”, a informacją, że „w sferze związków małżeńskich decydowali rodzice” (Piekara 2025). Kluczowy jest tu kontekst epoki oraz fakt, że w książce pokazuję bardzo różne modele rodzin – od konserwatywnych po relatywnie otwarte. Wśród tych ostatnich znajdują się przypadki, w których kobiety rzeczywiście same decydowały o tym, za kogo wyjdą za mąż. Przykładem może być choćby Apolonia Sierakowska, której wizerunek – nieprzypadkowo – znajduje się na okładce książki. To ona podjęła decyzję o wyborze małżonka, z którym związała się przysięgą małżeńską wiedziona miłością, a nie wskutek rodzinnej aranżacji. Jednocześnie, mimo stosunkowo wysokiego poziomu wykształcenia (jak na tamte czasy i możliwości finansowe rodziny) oraz wychodzenia poza obyczajowe standardy swojej warstwy, także ona pozostawała w silnym kręgu intelektualnego oddziaływania męża – co dobrze ilustruje opisywany przeze mnie paradoks „niemal partnerskich” relacji funkcjonujących nadal w ramach patriarchalnego ładu. („Zdarzały się jednak wyjątki od przyjętej obyczajowości, na przykład rodzice Apolonii Dalewskiej, późniejszej Sierakowskiej, pozostawili córce decyzję, z kim zwiąże się przysięga małżeńską” [Koronkiewicz-Hupajło 2025: 88-89]).

Nie sposób też mechanicznie przenosić współczesnego rozumienia „wolności osobistej” na realia XIX wieku. Jest to – moim zdaniem – zabieg ahistoryczny. Gdy używam w odniesieniu do moich bohaterek sformułowań o „większej wolności osobistej”, to odnoszę się zarówno do tego, jak one same opisywały swoją sytuację, jak i do ówczesnych standardów – a nie do dzisiejszych ideałów pełnej autonomii jednostki. Dla części kobiet z rodzin określanych jako „postępowe” wolność osobista oznaczała na przykład: podjęcie pracy zawodowej, możliwość kształcenia się, prowadzenia korespondencji, udziału w życiu towarzyskim, pozostania w panieństwie (Jadwiga Kieniewiczówna! [zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 90]), współdecydowania o sprawach majątku, swobodę przemieszczania się w określonych granicach – nawet jeśli w sferze małżeństwa decydujący głos wciąż często należał do rodziców. To napięcie – między deklarowaną „wolnością” a realnymi ograniczeniami – jest przedmiotem mojej analizy, a nie przeoczeniem; staram się pokazać, że ziemianki mogły doświadczać swojej sytuacji jako relatywnie „wolnej” na tle wcześniejszych pokoleń, choć z dzisiejszej perspektywy widzimy wciąż bardzo wyraźne ramy patriarchalnego ładu (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 87-90).

W książce nie mówię abstrakcyjnie o „małżeństwach niemal partnerskich”, lecz przywołuję konkretne przykłady rodzin. To są środowiska o innej specyfice, innej dynamice i – używając potocznego sformułowania – innej energii niż rodziny, o których pisze Żarnowska (która charakteryzuje całą warstwę społeczną, ze szczególnym uwzględnieniem mieszczan i chłopów), gdy wskazuje na szczególną inercję rodziny jako instytucji (Żarnowska 2013: 179-180). Chodzi zwłaszcza o rodziny zamieszkujące miasta (zubożała szlachta), część średniozamożnego i uboższego ziemiaństwa, w których inwestowano (często zapożyczając się u zamożnych krewnych) w edukację córek, dopuszczano je do niektórych decyzji gospodarczych i, nie tylko symbolicznie, wzmacniano ich sprawczość – jednak w określonym celu: by mogły zasilić domowy budżet dodatkowymi wpływami finansowymi (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 87-90; zob. też: Korybut-Marciniak 2023: 182-186).

Gdy piszę o małżeństwach „niemal partnerskich”, nie mam na myśli partnerskości w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Wszystkie te relacje funkcjonują w obrębie patriarchalnego układu sił: mężczyzna zachowuje formalną i prawną zwierzchność, korzysta z przywilejów obywatelskich, jego decyzje ostatecznie ważą najwięcej. Jednocześnie pamiętniki części ziemianek opisują małżeństwa, w których żona ma realny wpływ na decyzje gospodarcze, prowadzi korespondencję i negocjacje, współdecyduje o edukacji dzieci, cieszy się zaufaniem i pewnym zakresem autonomii w codziennym działaniu. To właśnie takie wewnętrzne przesunięcia – nie znoszące patriarchatu, ale go modyfikujące – nazywam „niemal partnerskimi”, starając się oddać sposób, w jaki same autorki swoich zapisków postrzegały te relacje (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 87-90).

W recenzji pojawia się także zarzut, że przywołując ustalenia Żarnowskiej oraz wielu innych badaczy, „zmieniam sens” jej słów, a czytelnik jest zmuszony samodzielnie „odkrywać” rozbieżności między moją interpretacją a tekstem źródłowym. Zastosowany przeze mnie sposób odwoływania się do literatury był jednak świadomym zabiegiem wydawniczym, podporządkowanym płynności lektury – chodziło o to, by nie rozbijać narracji długimi blokami cytatów, zwłaszcza tam, gdzie przywoływane są ustalenia dobrze już zadomowione w historiografii. Stąd w wielu miejscach pojawia się odniesienie przypisowe, a nie obszerny cytat, aby uniknąć powielania treści, które czytelnik może znaleźć w licznych pracach naukowych i materiałach źródłowych. Nie oznacza to jednak dowolnego „zmieniania sensu” przywoływanych autorów, lecz próbę streszczającego ujęcia ich tez w ramach własnego wywodu. Jeżeli w konkretnych miejscach dostrzega Recenzentka przesunięcia interpretacyjne – traktuję to jako cenną uwagę do doprecyzowania w kolejnym wydaniu (jeżeli czytelnik, który nie jest historykiem, nie ma wiedzy historycznej), ale nie mogę zgodzić się z tezą, że mamy tu do czynienia z systemową „powierzchownością” czy świadomym zniekształcaniem cudzych ustaleń.

Nie tylko samo powstanie styczniowe było okresem „niecodziennym”. Podobną „niecodzienną codzienność” wytwarzały: reforma włościańska, manifestacje patriotyczne, mobilizacja społeczna przed wybuchem powstania, a potem fala represji i syberyjskiego zesłania. W takich momentach rodziny funkcjonowały inaczej niż w okresach względnej stabilizacji: szybciej następowały przetasowania ról, przyspieszały procesy upodmiotowienia części kobiet, zmieniała się także praktyka codziennych negocjacji między małżonkami. Właśnie tę przyspieszoną dynamikę próbuję uchwycić – nie po to, by zanegować trwanie patriarchatu, lecz by pokazać, że nawet w jego ramach zdarzały się realne przesunięcia, które dla uczestniczek wydarzeń miały znaczenie egzystencjalne, a nie tylko „symboliczne”. Przesunięcia te ułatwiały im następnie – w czasie powstania, czy wygnania – szybszą adaptację i dostosowanie się do nowych warunków życiowych.

4. „Intuicja” – czego dotyczyła i czego nie dotyczyła

Szczególnie krytycznie ocenione zostało użyte we wstępie słowo „intuicja”. Autorka recenzji z satysfakcją cytowała wyjęte z kontekstu zdanie z książki: „»Niekiedy musiałam kierować się intuicją i ograniczyć do danych poglądowych« (s. 14)”, opatrując je komentarzem: „Słuszne, iż do tej pory ludzkość nie uznała intuicji za jedną z metod badawczych, albowiem prowadzi ona wyłącznie na manowce” (Piekara 2025). Warto w tym miejscu doprecyzować, że nie odnosi się ono do pracy ze źródłami pamiętnikarskimi ani do samej analizy codzienności ziemianek. Dotyczyło próby odtworzenia drogi badawczej Marii Bruchnalskiej – pionierki w zakresie badań nad udziałem kobiet w powstaniu styczniowym – w sytuacji, gdy dysponujemy jedynie fragmentarycznymi informacjami o jej warsztacie, wyborze materiału i motywacjach (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 14). „Intuicja” oznaczała wówczas raczej próbę uchwycenia logiki cudzych badań na podstawie szczątkowych danych niż metodę stosowaną przeze mnie wobec samych źródeł. W tym kontekście korzystałam z konkretnych danych liczbowych zawartych w pracach Bruchnalskiej (m.in. dotyczących liczby kobiet wymienianych z nazwiska, zakresu ich zaangażowania oraz typów pełnionych funkcji), które następnie zestawiałam z innymi materiałami. Zasadniczo więc zamiast budzącego kontrowersje określenia „intuicja” trafniejsze byłoby użycie pojęcia „interpretacja”. W samej analizie pamiętników, listów i wspomnień opieram się konsekwentnie na możliwych do zweryfikowania ustaleniach – konfrontując ze sobą relacje, porównując je z literaturą przedmiotu i innymi typami źródeł. W tym sensie zarzut, że „intuicja prowadzi na manowce”, nie odnosi się do rzeczywistej praktyki badawczej w książce.

5. O rzekomym „powielaniu stereotypów” i „braku autorskiej analizy”

Nie mogę się zgodzić z zarzutem, jakobym w książce powielała stereotypowe ujęcia znane z wcześniejszej literatury czy dyskursów płciowych. Wszystkie wnioski formułowane w „Kobietach w czarnych krynolinach” są wynikiem analizy pamiętników, listów i osobistych zapisków kobiet oraz mężczyzn, a nie mechanicznym powtórzeniem cudzych tez. „U Koronkiewicz-Hupajło intuicja zbyt często prowadzi w stronę stereotypów, w tym np. płciowych, gdy autorka pisze: »ważnym przymiotem kurierek była dyskrecja (…). Kobiety często miały z nią problem i to wytykali im mężczyźni przeciwni ich zaangażowaniu w sprawę narodową. By wykluczyć je z życia codziennego, uwypuklali gadulstwo kobiet i nadmierną egzaltację« (s. 175). W tym miejscu podany jest odnośnik do jednego z pamiętników. Czy rzeczywiście kobiety nie były dyskretne, wszak – co wynika z dalszej części wywodu – przypisywali im tę wadę ci, którzy uznawali, iż z powodu wrodzonych przymiotów płeć piękna nie nadaje się do działań konspiracyjnych i spiskowych? Sprzeczności tego typu dostrzec można znacznie więcej” (Piekara 2025).

To właśnie lektura tych źródeł – często bardzo od siebie odmiennych, pisanych z różnych pozycji społecznych, majątkowych i pokoleniowych – pozwoliła mi uchwycić złożoność ról i strategii kobiet, a nie sprowadzić ich doświadczenia do prostych klisz.

Wyważone, niekiedy skrótowe cytowanie źródeł jest zabiegiem celowym. Ma pokazać, że autorka panuje nad materiałem, potrafi go zestawić, porównać, zderzyć ze sobą i z literaturą przedmiotu. Moja książka nie jest kompilacją kilku czy kilkunastu wspomnień „przepisanych” do jednego tomu, ale próbą ich interpretacji, konfrontacji i zrozumienia – z uwzględnieniem tego, jak bardzo subiektywne, interesowne i autokreacyjne bywają takie świadectwa.

Warto w tym miejscu podkreślić, że przywołanie opinii o rzekomym „gadulstwie kobiet” czy ich „braku dyskrecji” nie jest powielaniem przeze mnie stereotypów, lecz rekonstrukcją świata, w którym moje bohaterki żyły. One na co dzień otaczały się mężczyznami, funkcjonowały w przestrzeni zdominowanej przez męskie osądy i również takie opinie – o ich rzekomej emocjonalności, egzaltacji czy braku dyskrecji – słyszały na swój temat, podczas swojej pracy. Ujęcie tych głosów w narracji ma pokazać perspektywę męską i jej przemocowy potencjał symboliczny: to, jak stereotypy płciowe służyły wykluczaniu kobiet z działań konspiracyjnych, podważaniu ich kompetencji i ograniczaniu ich obecności w sferze publicznej. Analizuję więc nie to, „czy kobiety rzeczywiście były gadatliwe”, ale to, co robił im taki obraz, jakie miał konsekwencje dla ich sprawczości, samooceny i zakresu akceptowanej aktywności (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 168-195). W tym sensie zarzut „powielania stereotypów” wydaje mi się nieporozumieniem: opisuję mechanizm, w którym stereotypy płciowe funkcjonują jako narzędzie kontroli i wykluczenia, a nie przyjmuję je jako własny punkt widzenia.

Oczywiście, jak w każdej obszernej pracy, zdarzają się błędy, potknięcia czy pojedyncze miejsca, w których zabrakło odwołania do literatury lub źródeł. Są to jednak w moim przekonaniu przypadki jednostkowe, które nie podważają głównych tez książki i które w kolejnym wydaniu można skorygować. Uwagi Recenzentki dotyczące aparatu naukowego czy doprecyzowania przypisów traktuję jako cenne wskazówki redakcyjne i warsztatowe, a nie dowód rzekomego „niepanowania nad materiałem” czy świadomej manipulacji materiałem źródłowym.

6. Przypisy, „apoteoza ziemiaństwa” i relacje o chłopach

Podobnie rzecz ma się z indeksem osobowym. Zgadzam się, że w obecnym kształcie wymaga on dopracowania i uzupełnienia – zwłaszcza tam, gdzie pojawiają się rozbieżności między treścią indeksu a faktycznymi wzmiankami w tekście. Traktuję to jednak jako problem techniczno-redakcyjny, a nie merytoryczny. Jeśli książka będzie cieszyła się zainteresowaniem i pojawi się możliwość przygotowania kolejnego wydania, indeks zostanie poprawiony i uzupełniony.

W odniesieniu do wskazanych przez Recenzentkę zdań – m.in. o „autorkach wspomnień zakładających, że uwłaszczeniem zostanie objęty wyłącznie areał już uprawiany przez ludność”, czy o włościanach „preferujących pańszczyznę”, a także o tym, że „alkoholizm chłopów szedł w parze z ich analfabetyzmem” – zgadzam się, że brak przypisów w tych miejscach jest dotkliwy i powinien zostać uzupełniony. Jest to przeoczenie po mojej stronie. Tymczasem pogląd, że analfabetyzm i pijaństwo szły w parze, bynajmniej nie jest rewolucyjny. Od dekad, jako element szerszych badań nad kształtowaniem się tożsamości narodowej Litwinów, stanowi pośrednio przedmiot naukowej eksploracji środowisk akademickich w Polsce, w Litwie i zagranicą (warto chociażby zajrzeć do: Girnius 1976: 2-3, 5; Thaden 1980: 13-15; Balkelis 2004: 50-53). Zaś esencją tego rozdziału jest aktywność kobiet i ich sposób myślenia. W książce zaprezentowane zostały konkretne kobiety, które w taki sposób myślały i pisały: ziemianki, które w swoich relacjach łączyły paternalistyczne widzenie chłopów z przekonaniem o „naturalności” tradycyjnego porządku społecznego. Nie są to tezy autorki, lecz odzwierciedlenie klasowej perspektywy części bohaterek – perspektywy, którą staram się zrekonstruować, a nie afirmować (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 57-63).

Jeżeli chodzi o uwagę dotyczącą sformułowania „pogrzeb pięciu osób poległych”, zgadzam się, że w tym miejscu pojawia się nieścisłość i że w tradycji prasowej oraz historiograficznej utrwaliła się raczej fraza „pogrzeb pięciu poległych”. Określenie to pojawiło się w książce raz (Koronkiewicz-Hupajło 2025: 100). Nie była jednak istotą moich rozważań ani szczegółowa nomenklatura, ani precyzyjne rozstrzyganie kwestii płci wszystkich ofiar, lecz chodziło o samo wydarzenie: jego wymiar symboliczny, emocjonalny i społeczny. Skupiam się przede wszystkim na tym, jak ten pogrzeb funkcjonował w pamięci zbiorowej i w relacjach kobiet, jakie znaczenia mu przypisywano i jak wpisywał się w „niecodzienną codzienność” okresu manifestacji patriotycznych. Zgłoszoną uwagę przyjmuję jako sygnał, by w ewentualnym kolejnym wydaniu doprecyzować zapis i ujednolicić go z ustaloną tradycją określania tego wydarzenia.

Podobnie traktuję wskazane przez Recenzentkę potknięcia redakcyjne i językowe – jak niefortunne sformułowanie z „nahajkami” czy błędy w danych bibliograficznych. To są uchybienia na poziomie korekty i składu, za które oczywiście jako autorka współodpowiadam, ale które nie zmieniają zasadniczego charakteru wywodu ani przyjętej perspektywy badawczej. W kolejnym wydaniu wymagają one po prostu rzetelnego „posprzątania”, a nie zmiany założeń merytorycznych książki.

7. Pamiętniki, ustawodawstwo carskie i prasa – o „łatwowierności” i rzekomym ignorowaniu badań

W cytowanym poniżej fragmencie recenzji pojawia się zarzut, że uznaję głosy zawarte w pamiętnikach – kobiecych i męskich – za tak ważne, iż „za ich pomocą komentuję carskie ustawy, ignorując dość bogaty stan badań dotyczący tego okresu”, a także że z „łatwowiernością” traktuję artykuły z krakowskiego „Czasu”. „Z drugiej strony jednak autorka »Kobiet w czarnych krynolinach« uznaje głosy zawarte w kobiecych pamiętnikach (męskich zresztą też, co moim zdaniem zmienia perspektywę, a w konsekwencji powinno prowadzić do zmiany tytułu) za tak ważne, iż za ich pomocą np. komentuje carskie ustawy, ignorując dość bogaty stań badań dotyczący tego okresu. Wszak głosy zawarte we wspomnieniach przedstawiają jedynie stanowisko osoby piszącej (i – nie zapominajmy – kreującej swój obraz w tekście) bądź jej środowiska, nie mogą zaś prezentować zobiektywizowanego obrazu sytuacji, który tworzony jest dopiero w tekstach naukowych powstających przez wiele lat i uzupełnianych o inne dokumenty z epoki” (Piekara 2025).

W tym miejscu dostrzegam pewną niekonsekwencję w kryteriach oceny: z jednej strony zarzuca mi się „niepanowanie nad nadmiarem źródeł”, zbyt szerokie korzystanie ze wspomnień, z drugiej – że „za dużo pamiętników, za mało literatury”. W książce nie rekonstruuję treści ustawodawstwa carskiego na podstawie pamiętników. Odwołuję się do istniejących opracowań historyków prawa i badaczy dziejów Ziem Zabranych, omawiając zasadnicze kierunki polityki carskiej. Pamiętniki i listy służą mi do czego innego: do pokazania, jak te przepisy były przeżywane, interpretowane i obchodzone w codzienności moich bohaterek. To nie jest „zastąpienie historiografii” relacjami osobistymi, lecz uzupełnienie ustaleń naukowych o perspektywę doświadczenia – tego, co dla ziemianek z Litwy, Białorusi czy Wołynia było realnym skutkiem abstrakcyjnych paragrafów (zob. Koronkiewicz-Hupajło 2025: 56-80).

Zakres terytorialny mojej pracy nie jest tożsamy z całością ziem dawnej Rzeczypospolitej. Konsekwentnie podkreślam, że koncentruję się na Ziemiach Zabranych, a nie na Królestwie Polskim czy innych obszarach. To samo dotyczy prasy: ambicją tej książki nie było stworzenie panoramy wszystkich możliwych stanowisk publicystycznych ze wszystkich trzech zaborów oraz emigracji, lecz uchwycenie pewnych dominujących tonów komentarza w środowiskach, które były dla moich bohaterek realnym punktem odniesienia. „Czas” pojawia się więc w książce nie jako jedyne ani uprzywilejowane źródło „prawdy historycznej”, ale jako ważny przykład dyskursu konserwatywnych elit, w którym odbija się określone myślenie o roli kobiet, o powstaniu, o reformach.

W przywołanym fragmencie recenzji wyczuwam jeszcze jedną, szerszą sugestię: że skoro istnieje „bogaty stan badań” dotyczący polityki carskiej, należałoby się oprzeć przede wszystkim na nim, a głosy z pamiętników i prasy potraktować co najwyżej marginalnie. Zgadzam się oczywiście, że dorobek historiografii trzeba znać i uwzględniać – i czynię to w książce, sygnalizując kluczowe ustalenia badaczy zajmujących się Ziemiami Zabranymi. Nie mogę się jednak zgodzić z oczekiwaniem, by praca autorska sprowadzała się do powielania istniejących już narracji, tylko dlatego, że są one „zobiektywizowane” i powstawały „przez wiele lat”.

Moim założeniem było coś przeciwnego: otwarcie nowej przestrzeni eksploracji. Stąd nacisk na pamiętniki, listy, prywatne zapiski i teksty publicystyczne – nie po to, by zastąpić nimi historiografię, lecz by przesunąć środek ciężkości z czystej faktografii na sferę mentalności, emocji i wyobrażeń. Interesowało mnie nie tylko to, „jak było” w sensie rekonstrukcji decyzji i aktów prawnych, lecz przede wszystkim: jak kobiety – i mężczyźni, którzy w XIX wieku dominowali w prasie (wydawanej poza Ziemiani Zabranymi) oraz w życiu publicznym – rozumieli te wydarzenia, jak je przeżywali, jak wpisywali je w swoje narracje o sobie, rodzinie, narodzie.

Przykłady zaczerpnięte ze źródeł – zarówno pamiętnikarskich, jak i prasowych – miały w rozdziałach dotyczących ustawodawstwa carskiego charakter egzemplifikacji: służyły temu, by nasycić i ożywić wywód, pokazać, jak konkretne osoby w swoim języku opisywały skutki rozporządzeń, jakie emocje wiązały z kolejnymi aktami władzy, jak przekładały je na decyzje dnia codziennego. Nie były natomiast celem samym w sobie ani przedmiotem szczegółowej analizy z zakresu historii prawa (z którego nie jestem ekspertką i nie uzurpuję sobie prawa, by nią być). Tematem moich badań pozostaje bowiem codzienność kobiet z Ziem Zabranych, a panowanie Aleksandra II i jego rozporządzenia stanowią dla tej codzienności kontekst historyczny, ramę, w której dopiero można właściwie osadzić doświadczenie bohaterek książki.

8. „Przestarzała” literatura – po co i jak jej używam

W odniesieniu do zarzutu korzystania z „przestarzałych” opracowań – takich jak „Historia Rosji” Ludwika Bazylowa czy prace W.A. Fiedorowa, a także z „Wielkiej historii powszechnej” – chciałabym podkreślić dwie kwestie. Po pierwsze, w mojej książce tego typu ujęcia pełnią wyraźnie rolę tła syntetycznego, a nie kluczowego, samodzielnego źródła tez interpretacyjnych. Służą osadzeniu bohaterek w szerokim horyzoncie polityczno-historycznym – dokładnie tak, jak czyni się to od lat w badaniach nad XIX wiekiem, gdzie starsze syntezy, mimo ideologicznych naleciałości, nadal bywają użytecznym punktem odniesienia. Co więcej, są to w mojej pracy jednostkowe przypadki, a nie podstawa wywodu; zasadniczy ciężar argumentacji opiera się na nowszych opracowaniach oraz na analizie materiału pamiętnikarskiego.

Po drugie, fakt, że dana praca powstała przed 1989 rokiem i „prezentuje konkretną linię ideologiczną”, nie oznacza automatycznie, że pozbawiona jest wartości poznawczej. Ideologiczność epoki odciska się nie tylko na syntezach historycznych, ale także na pamiętnikach, wspomnieniach i relacjach – również tych, które tak cenimy jako źródła do dziejów codzienności. Czy mielibyśmy odrzucać pamiętniki pisane przy okazji kolejnych rocznic powstania styczniowego, teksty konkursowe czy wspomnienia spisywane u schyłku życia tylko dlatego, że autorki i autorzy mieli już perspektywę skutków powstania, wiele zapomnieli, część przeżyć przetworzyli i zmienili, w części przyjęli cudzą perspektywę? Przecież właśnie w tych przetworzeniach, przesunięciach, późniejszych reinterpretacjach tkwi ogromna wartość źródłowa – dla historii pamięci, mentalności, sposobów mitologizowania powstania.

Podobnie jest z dawnymi syntezami: korzystam z nich krytycznie, świadoma ich ograniczeń i kontekstu powstania, ale nie widzę powodu, by z zasady wyrzucać je z warsztatu badacza tylko dlatego, że mają swoje lata i swój „historyczny osad”. Historia – także historiografia – jest procesem kumulatywnym; nowsze prace nie unieważniają automatycznie starszych, lecz wchodzą z nimi w dialog. I w takim właśnie dialogu – między dawnymi ujęciami, nowszymi badaniami oraz głosami samych ziemianek – sytuuję swoją książkę.

9. Wsparcie Fundacji i kwestia „niezręczności” wydania

Na końcu recenzji pojawia się uwaga dotycząca sposobu wydania książki: wsparcia fundacji „Most the Most” oraz partnerstwa Fundacji Wspólnota Pokoleń, w której pełnię funkcję wiceprezeski zarządu (w rzeczywistości prezeski). Sugestia, że sam fakt takiego partnerstwa – przy pełnej jawności tych informacji na stronie redakcyjnej oraz w książce – czyni sytuację „przynajmniej niezręczną”, dotyka kwestii ważnej, ale leżącej poza merytorycznym zakresem recenzji.

Chciałabym podkreślić, że zaangażowanie fundacji, z którą jestem związana, miało charakter wyłącznie organizacyjno-finansowy i dotyczyło możliwości w ogóle wydania książki w określonej szacie edytorskiej – nie zaś wpływu na treść, wnioski czy sposób prowadzenia wywodu. Informacja o partnerstwie i wsparciu jest podana w pełni otwarcie; nie mamy więc do czynienia z sytuacją, w której jakiekolwiek powiązania byłyby ukrywane przed czytelnikiem.

Rozumiem wrażliwość środowiska naukowego na kwestie recenzji wydawniczych i niezależności badań. Jednocześnie uważam, że sama obecność partnera instytucjonalnego, z którym autorka jest związana, nie może być traktowana jako okoliczność obciążająca – o ile jest jasno komunikowana, a treść książki podlega takiej właśnie publicznej ocenie, jak ta wyrażona w recenzji.

Wydawnictwo KEW nie posiada statusu wydawnictwa naukowego ani punktowanego w rozumieniu obowiązujących wykazów ministerialnych; jego zasadniczą misją jest popularyzacja istotnych, nierzadko niszowych zagadnień z zakresu historii w formie przystępnej dla szerokiego kręgu odbiorców. Cel popularyzatorski nie wyklucza jednak dbałości o wysoki poziom merytoryczny publikowanych prac. Przedmiotowa publikacja była konsultowana z litewską historyczką Olgą Mastianicą oraz białoruskim badaczem Дзмітрыем Матвейчыкам. Powstała na podstawie rozprawy doktorskiej, przygotowanej pod nadzorem merytorycznym Mistrzyni – Profesor Teresy Kulak i obronionej z wyróżnieniem. Na etapie przygotowania książki do druku uwzględniono również uwagi zawarte w recenzjach tej rozprawy. Dyskusja nad merytoryczną wartością pracy – do której niniejszym głosem się włączam – wydaje mi się w tym kontekście znacznie ważniejsza niż ocena źródeł finansowania czy samej formuły wydania.

***

Podsumowując, raz jeszcze dziękuję za lekturę mojej książki i za krytyczne uwagi. Z niektórymi z nich się zgadzam – zwłaszcza tam, gdzie dotyczą kwestii warsztatowych, redakcyjnych i aparatu naukowego, które w kolejnym wydaniu można udoskonalić. W innych punktach – tych, które odnoszą się do podstawowych założeń metodologicznych, rozumienia codzienności, doboru źródeł czy roli pamiętników – pozwalam sobie wyrazić zasadniczą niezgodę i przedstawić własne stanowisko.

LITERATURA:

Balkelis T.: „The Making of the Lithuanian Intelligentsia, 1883–1914”. University of Toronto 2004 (praca doktorska); https://www.collectionscanada.gc.ca/obj/thesescanada/vol2/002/nq94366.pdf?is_thesis=1&oclc_number=61258609.

Bołdyrew A.: „Między tradycją a nowoczesnością. Polskie ziemianki o etosie życia rodzinnego w dobie zaborów”. „Studia nad Rodziną” 2011, t. 15, nr 1–2 (28–29). https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/studia-nad-rodzina/2011-tom-15-numer-1-2-28-29/studia_nad_rodzina-r2011-t15-n1_2_28_29-s255-271.pdf.

Girnius S.A.: „Bishop Motiejus Valančius, A Man for All Seasons”. „Lituanus. Lithuanian Quarterly Journal of Arts and Sciences” 1976, vol. 22, nr 2. https://www.lituanus.org/wp-content/uploads/2025/01/1-Bishop-Motiejus-Valancius-a-Man-for-All-Seasons-Saulius-Girnius.pdf.

Koronkiewicz-Hupajło M.: „Kobiety w czarnych krynolinach. Codzienność polskich ziemianek na Ziemiach Zabranych w czasie powstania styczniowego (1863-1864)”. Wrocław–Wojnowice 2025.

Korybut-Marciniak M.: „Od dobrej pani do apostołki kultury. Ewolucja postaw polskich ziemianek kresowych wobec ludności wiejskiej w XIX w.”. „Studia Historica Gedanensia” 2023, t. 14. https://ejournals.eu/czasopismo/studia-historica-gedanensia/numer/tom-14-2023

Kula M.: „Jak ugryźć codzienność?”. „Kultura i Społeczeństwo” 2020, nr. 1. DOI: https://doi.org/10.35757/KiS.2020.64.1.11.

Michalska-Bracha L., Szudarek A.: „Badania nad dziejami kobiet XIX w. w polskiej historiografii – wybrane aspekty”. „Czasopismo Naukowe Instytutu Studiów Kobiecych” 2025, nr 2 (19). https://www.studiakobiece.pl/text/2025%2819%292/2025%2819%292.pdf.

Piekara M.: „Niecodzienność (Małgorzata Koronkiewicz-Hupajło: »Kobiety w czarnych krynolinach. Codzienność polskich ziemianek na Ziemiach Zabranych w czasie powstania styczniowego (1863-1864)«”. „artPAPIER” 2025, nr 21. https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=519&artykul=10498&kat=15.

Thaden E.: „The Western Borderlands of the Russian Empire, 1710–1870”, „Kennan Institute for Advanced Russian Studies, The Wilson Center. Colloquium Paper” 1980, nr 120. https://www.wilsoncenter.org/sites/default/files/media/documents/publication/op120_western_borderlands_russian_Thaden_1980.pdf.

Żarnowska A.: „Codzienność i kultura. W kręgu rodziny i wśród innych”. W: Tejże: „Kobieta i rodzina w przestrzeni wielkomiejskiej na ziemiach polskich w XIX i XX wieku”. Red. A. Janiak–Jasińska, K. Sierakowska, A. Szwarc. Warszawa 2013.