JOASIA CZYLI HIFIARA (ALEKSANDRA ZBROJA: 'MUSZĘ CI COŚ POWIEDZIEĆ')
A
A
A
W „Mireczku. Patoopowieści o moim ojcu” Aleksandra Zbroja zmierzyła się z trudną narracją o rodzinnym uzależnieniu widzianym w alkoholowych oparach społecznej i kulturowej historii Polski. Dzięki książce, docenionej Odkryciem Empiku za rok 2021 oraz nominowanej do nagród literackich Nike oraz im. Witolda Gombrowicza, autorka znalazła się – całkiem zasłużenie – w gronie najciekawszych debiutantek i debiutantów ostatnich lat. Głos pisarki i córki rozsadzał znane dotychczas narracje romantyzujące męski alkoholizm, jednocześnie pokazując, że debiutantka nie boi się tematów tabuizowanych. Podobny punkt wyjścia można dostrzec w kolejnej książce Zbroi, zatytułowanej „Muszę ci coś powiedzieć”, której główna bohaterka, Joasia, jest nosicielką wirusa HIV.
O ile jednak w „Mireczku” Zbroja żyrowała opowieść autobiograficznością, przeprowadzając śledztwo w sprawie ojca w oparciu o mozaikę wspomnień własnych i osób go znających, o tyle w „Muszę ci coś powiedzieć” w historię swej bohaterki wpisuje doświadczenia wielu poznanych przez siebie kobiet. O drodze ku fikcjonalności opowieści wspominała w rodzaju posłowia: „Część opisanych tu sytuacji zdarzyła się naprawdę, choć nie jednej, ale kilku znanym mi kobietom. […] W kolejnych rozdziałach spotkać można postaci wymyślone, choć w pewnym sensie prawdziwe. Uosabiają one niepokoje, marzenia i obserwacje Joasi, których nie chciałam jednak przypisać konkretnym osobom: czy to znajomym, czy lekarzom. Uznałam, że powołując do życia fikcyjne postaci (wolne od cenzury autoryzacji i troski o wizerunek) mam większą szansę opowiedzieć coś niefikcyjnego o zdarzeniach, które przecież się wydarzyły” (s. 369-370). Problematyczne według mnie staje się nie tyle balansowanie między prawdą a fikcją opowiedzianych tu zdarzeń, ile chęć, by różnorodne doświadczenia i emocje uniosła protagonistka opowieści. Obszerna, blisko czterystustronicowa książka, ma rodzaj wewnętrznego pęknięcia: mimo że czyta się ją szybko, pozostawia z wrażeniem przeładowania – tak jakby autorka za wszelką cenę dążyła do wypełnienia opowieści wszystkim, co możliwe w życiowych, społecznych i kulturowych tropach na temat HIV/AIDS; od różnorodnych, pojedynczych losów do Susan Sontag i Hervé’a Guiberta. Tymczasem Joasia nie wydaje mi się figurą zdolną udźwignąć ciężar, którym autorka ją obarcza.
Osią opowieści jest fraza tytułowa i początkowo nieznany czytelnikowi adresat tego najtrudniejszego wyznania. Choć wydaje się to banałem, to w gruncie rzeczy stanowi jedną z najmocniejszych stron książki Zbroi. Pytanie bowiem jak, kiedy i komu powiedzieć o swoim nosicielstwie, będzie powracać w różnych momentach życia bohaterki, których nie jest w stanie przewidzieć. Joasia sprowadza je najczęściej do wymiaru intymnego, zastanawiając się nie tylko nad formułami wypowiedzi, ale szerzej nad właściwym/niewłaściwym momentem czy w ogóle koniecznością wyznania. Z jednej zatem strony są to wariantywne, pełne skreśleń wypowiedzi, a w nich HIV jest początkowo czymś strasznym i ważnym; później jednak staje się tylko „czymś”, pozbawionym mocno nacechowanych dookreśleń, za to obwarowanym dodatkowymi kontekstami, np. prawnym, medycznym, psychologicznym, ale też zapisywanym nieznośnie koturnowym językiem (np. „Drogi, mój stanto dla nas żadna przeszkoda, ale to nie szkodzi, nie powinno szkodzić, na pewno ci Ci nie zaszkodzi” s. 226; „Drogi, przysięgam, że ten mój HIV to nie powinien być jednak żaden problem. Prace nad szczepionką są ponoć zaawansowane, nad lekiem zapewne również pracują jakieś tęgie najtężniejsze najbardziej tęgie głowy” s. 264). Bohaterka będzie musiała podołać kilku próbom opowiedzenia o sobie jako nosicielce HIV, co okazuje się niełatwe ani w kontakcie z najbliższymi, ani z dalszymi znajomymi, zwłaszcza jeśli mogliby potencjalnie stać się ważni w życiu bohaterki.
Nie będę oczywiście pisać o wszystkich tego rodzaju interakcjach, część z nich nie jest zresztą narracyjnie przekonująca. Siłą wydaje się tutaj prostota, której początkowo nie docenia ani Joasia, ani też konstruująca jej postać Zbroja. O wiele wiarygodniej wypadają bowiem wyznania naturalne, pozbawione przygotowania, np. nieświadome (bo przyćmione lekami) powiedzenie prawdy ojcu czy w finale książki sprowadzone do lakonicznej wiadomości wysłanej w komunikatorze, niż rozbudowana scenka poinformowania przyjaciółki, Kaśki. Nie chodzi mi jednak o samą formułę, a o reakcję. Czy skonfrontowani z zaskakującą informacją o zakażeniu się HIV kogoś bliskiego szukalibyśmy informacji o chorobie u Susan Sontag i Michela Foucaulta? Wysyłalibyśmy tego rodzaju cytaty? Tak oswajalibyśmy – dla siebie i osoby zakażonej – tajemnicę wirusa? Potrzeba nasycenia książki dyskursywnymi fragmentami wydaje mi się nieautentycznym zgrzytem w tej przecież wartkiej opowieści.
Zbroja wie bowiem aż za dobrze, że stawką konstruowania opowieści o HIV/AIDS jest zwrócenie uwagi na potrzebę wyznania i w tym samym stopniu na jego społeczny oddźwięk i odbicie w kulturowych wyobrażeniach. Wchodzi jednak na teren rzadko odwiedzany przez polskich piszących, słabo obecny w dzisiejszej debacie publicznej i wręcz wyparty – jako problem rzekomo szczęśliwie rozwiązany – przez podmioty medyczne, a wciąż nienaruszalny w sferze fantazmatów i stereotypów. Pisała o tym we wstępie do książki Jakuba Janiszewskiego „Kto w Polsce ma HIV?” Kinga Dunin: „Przyzwyczailiśmy się już do myśli, że HIV/AIDS nie jest w Polsce wielkim problemem. 15 tysięcy zakażonych, kilka tysięcy leczonych najnowocześniejszymi środkami – tyle stwierdzają oficjalne statystyki. Oficjalna polityczna poprawność, niepozwalająca stygmatyzować całych grup czy kategorii społecznych, woli mówić o »ryzykownych zachowaniach«. Postępy medycyny ze śmiertelnej zarazy uczyniły z AIDS chorobę, z którą można żyć. Czy rzeczywiście jest aż tak dobrze? I czy rzeczywiście nasza wiedza ten temat nie jest już naznaczona żadnymi stereotypami?” (Dunin, 2013; cytuję według e-booka). Bohaterka powieści Zbroi będzie zatem doświadczać ich pełni, a pytania zadawane przez Dunin okażą się rzecz jasna retoryczne. Właśnie te części powieści Zbroi wypadają szczególnie przekonująco – zbierająca dopiero dorosłe doświadczenia Joasia (wszystko pierwsze: seks, autonomiczna decyzja o wyjeździe na Tajwan, związek, przyjaźnie, praca) dostaje od losu (i partnera) wirusa, który wikła ją w sieć zakazów i nakazów; ogranicza poczucie wolności i sprawczości, ale zarazem zmusza do konfrontacji z nową wizją siebie. Świetnie rozpisane zostają fragmenty swoistych przymiarek i ucieczek od siebie, zmian tożsamości, które zyskują wymiar z jednej strony przebieranek (ukazujących zmagania z cielesnością), z drugiej narodzin fikcyjnych masek Joasi: Molly Mellon i Kate Winslet.
Ten drugi pseudonim okaże się ważnym kryterium wyboru drogi chorowania, jeśli tak można określić warianty polityki zdrowotnej, jakich na własnej skórze doświadcza bohaterka powieści. Choruje się bowiem tyleż w ramach kulturowych wizerunków Freddy'ego Mercury'ego i bohatera filmu „Filadelfia”, co w określonych systemach medycznych. Zbroja każe swej bohaterce doświadczyć polityki Tajwanu, który jeszcze do początku 2015 roku nakazywał deportacje osób zakażonych wirusem HIV i tym samym podsycał dyskryminacyjne zachowania wobec tej grupy chorych. Joasia musi zatem zejść do wirusowego podziemia, gdzie tabletki otrzymuje się w opakowaniu po lodach Häagen-Dazs, a kolejne analizy krwi wykonuje pod pseudonimem lub dopuszcza się oszustwa. Unikając deportacji, bohaterka skazuje się jednak na życie niepełne, niedopowiedziane, w którym „tajemnica choroby” wciąż wisi nad nią jak stygmat lub zamienia się w pełne współczucia spojrzenia przyjaciół i znajomych organizujących dla niej zbiórkę na leki. Ewentualnością pozostaje także włączenie się w krąg innych zakażonych i wyklętych mieszkańców Tajwanu, tylko że historia Joasi słabo wpisuje się w dyskusję-operę wyzwolonych gejów. Scena jak z tragedii antycznej, dramaturgicznie rozpisana w rytmie „Bad Romance” Lady Gagi, wyznacza jeden z ważniejszych biegunów konstruowania opowieści o HIV/AIDS i najbardziej przy tym naznaczony osądem moralnym/religijnym i posądzeniami o rozwiązłość czy branie narkotyków, a w ramach społecznych reakcji – wyzwalający strach, pogardę i nienawiść.
Zbroja dodaje do tej dyskusji wątek winy i chociaż znów jest on dość sztucznie wzmacniany cytatem z eseju Susan Sontag, to podkreśla wyobcowanie bohaterki i uzasadnia jej decyzję o powrocie do Polski. Podziemie lecznicze Joasia zamienia więc ostatecznie na warszawską przychodnię i rodzinną wieś, jednak zdaje się, że Zbroja niedostatecznie wygrała napięcie między egzotycznym Tajwanem, przynoszącym odmienny pod każdym względem pejzaż (przyrodniczy, kulturowy i medyczny) a oferującą co prawda darmowe leczenie Warszawą, ale wciąż podsyłającą niedouczonych i głoszących stereotypy pracowników sektora medycznego. Jak dla mnie historia młodej Polki zakażonej wirusem HIV rozpięta między gejowskim środowiskiem azjatyckiej wyspy a chorującymi warszawiankami („Hifiara, Hifcia, Hifolka”, jak mówi o sobie jedna z nich, s. 218) oferowałaby wystarczająco narracyjnych możliwości do napisania intrygującej powieści o kształtowaniu się chorobowej tożsamości kobiecej. Tymczasem lektura „Muszę ci coś powiedzieć” pozostawia mnie w gruncie rzeczy z ambiwalentnymi uczuciami: niedosytu w zakresie przedstawienia nowoczesnego tekstu o nieco zapomnianym wirusie, a przesytu jeśli chodzi o nasycenie książki innymi pomysłami. Czytam bowiem u Zbroi i zarys powieści inicjacyjnej, i szkic powieści o awansie, i nieco dydaktyczną pogadankę na temat dyskryminacyjnych praktyk i wdrukowanych klisz na temat HIV/AIDS, i powieść rodzinną (zwłaszcza z wątkiem matki, szablonowo uwikłanej w chorobę nowotworową, jakby Zbroja musiała dopełnić swą opowieść rakowym stygmatem). Jak dla mnie za wiele, choć nie żałuję lektury. Krytyczna analiza podpowiada jedynie, dlaczego ten temat wciąż czeka na kolejne realizacje.
Literatura:
Dunin K.: „Zrozumieć HIV”. W: Jakub Janiszewski: „Kto w Polsce ma HIV? Epidemia i jej mistyfikacje”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2013.
O ile jednak w „Mireczku” Zbroja żyrowała opowieść autobiograficznością, przeprowadzając śledztwo w sprawie ojca w oparciu o mozaikę wspomnień własnych i osób go znających, o tyle w „Muszę ci coś powiedzieć” w historię swej bohaterki wpisuje doświadczenia wielu poznanych przez siebie kobiet. O drodze ku fikcjonalności opowieści wspominała w rodzaju posłowia: „Część opisanych tu sytuacji zdarzyła się naprawdę, choć nie jednej, ale kilku znanym mi kobietom. […] W kolejnych rozdziałach spotkać można postaci wymyślone, choć w pewnym sensie prawdziwe. Uosabiają one niepokoje, marzenia i obserwacje Joasi, których nie chciałam jednak przypisać konkretnym osobom: czy to znajomym, czy lekarzom. Uznałam, że powołując do życia fikcyjne postaci (wolne od cenzury autoryzacji i troski o wizerunek) mam większą szansę opowiedzieć coś niefikcyjnego o zdarzeniach, które przecież się wydarzyły” (s. 369-370). Problematyczne według mnie staje się nie tyle balansowanie między prawdą a fikcją opowiedzianych tu zdarzeń, ile chęć, by różnorodne doświadczenia i emocje uniosła protagonistka opowieści. Obszerna, blisko czterystustronicowa książka, ma rodzaj wewnętrznego pęknięcia: mimo że czyta się ją szybko, pozostawia z wrażeniem przeładowania – tak jakby autorka za wszelką cenę dążyła do wypełnienia opowieści wszystkim, co możliwe w życiowych, społecznych i kulturowych tropach na temat HIV/AIDS; od różnorodnych, pojedynczych losów do Susan Sontag i Hervé’a Guiberta. Tymczasem Joasia nie wydaje mi się figurą zdolną udźwignąć ciężar, którym autorka ją obarcza.
Osią opowieści jest fraza tytułowa i początkowo nieznany czytelnikowi adresat tego najtrudniejszego wyznania. Choć wydaje się to banałem, to w gruncie rzeczy stanowi jedną z najmocniejszych stron książki Zbroi. Pytanie bowiem jak, kiedy i komu powiedzieć o swoim nosicielstwie, będzie powracać w różnych momentach życia bohaterki, których nie jest w stanie przewidzieć. Joasia sprowadza je najczęściej do wymiaru intymnego, zastanawiając się nie tylko nad formułami wypowiedzi, ale szerzej nad właściwym/niewłaściwym momentem czy w ogóle koniecznością wyznania. Z jednej zatem strony są to wariantywne, pełne skreśleń wypowiedzi, a w nich HIV jest początkowo czymś strasznym i ważnym; później jednak staje się tylko „czymś”, pozbawionym mocno nacechowanych dookreśleń, za to obwarowanym dodatkowymi kontekstami, np. prawnym, medycznym, psychologicznym, ale też zapisywanym nieznośnie koturnowym językiem (np. „Drogi, mój stan
Nie będę oczywiście pisać o wszystkich tego rodzaju interakcjach, część z nich nie jest zresztą narracyjnie przekonująca. Siłą wydaje się tutaj prostota, której początkowo nie docenia ani Joasia, ani też konstruująca jej postać Zbroja. O wiele wiarygodniej wypadają bowiem wyznania naturalne, pozbawione przygotowania, np. nieświadome (bo przyćmione lekami) powiedzenie prawdy ojcu czy w finale książki sprowadzone do lakonicznej wiadomości wysłanej w komunikatorze, niż rozbudowana scenka poinformowania przyjaciółki, Kaśki. Nie chodzi mi jednak o samą formułę, a o reakcję. Czy skonfrontowani z zaskakującą informacją o zakażeniu się HIV kogoś bliskiego szukalibyśmy informacji o chorobie u Susan Sontag i Michela Foucaulta? Wysyłalibyśmy tego rodzaju cytaty? Tak oswajalibyśmy – dla siebie i osoby zakażonej – tajemnicę wirusa? Potrzeba nasycenia książki dyskursywnymi fragmentami wydaje mi się nieautentycznym zgrzytem w tej przecież wartkiej opowieści.
Zbroja wie bowiem aż za dobrze, że stawką konstruowania opowieści o HIV/AIDS jest zwrócenie uwagi na potrzebę wyznania i w tym samym stopniu na jego społeczny oddźwięk i odbicie w kulturowych wyobrażeniach. Wchodzi jednak na teren rzadko odwiedzany przez polskich piszących, słabo obecny w dzisiejszej debacie publicznej i wręcz wyparty – jako problem rzekomo szczęśliwie rozwiązany – przez podmioty medyczne, a wciąż nienaruszalny w sferze fantazmatów i stereotypów. Pisała o tym we wstępie do książki Jakuba Janiszewskiego „Kto w Polsce ma HIV?” Kinga Dunin: „Przyzwyczailiśmy się już do myśli, że HIV/AIDS nie jest w Polsce wielkim problemem. 15 tysięcy zakażonych, kilka tysięcy leczonych najnowocześniejszymi środkami – tyle stwierdzają oficjalne statystyki. Oficjalna polityczna poprawność, niepozwalająca stygmatyzować całych grup czy kategorii społecznych, woli mówić o »ryzykownych zachowaniach«. Postępy medycyny ze śmiertelnej zarazy uczyniły z AIDS chorobę, z którą można żyć. Czy rzeczywiście jest aż tak dobrze? I czy rzeczywiście nasza wiedza ten temat nie jest już naznaczona żadnymi stereotypami?” (Dunin, 2013; cytuję według e-booka). Bohaterka powieści Zbroi będzie zatem doświadczać ich pełni, a pytania zadawane przez Dunin okażą się rzecz jasna retoryczne. Właśnie te części powieści Zbroi wypadają szczególnie przekonująco – zbierająca dopiero dorosłe doświadczenia Joasia (wszystko pierwsze: seks, autonomiczna decyzja o wyjeździe na Tajwan, związek, przyjaźnie, praca) dostaje od losu (i partnera) wirusa, który wikła ją w sieć zakazów i nakazów; ogranicza poczucie wolności i sprawczości, ale zarazem zmusza do konfrontacji z nową wizją siebie. Świetnie rozpisane zostają fragmenty swoistych przymiarek i ucieczek od siebie, zmian tożsamości, które zyskują wymiar z jednej strony przebieranek (ukazujących zmagania z cielesnością), z drugiej narodzin fikcyjnych masek Joasi: Molly Mellon i Kate Winslet.
Ten drugi pseudonim okaże się ważnym kryterium wyboru drogi chorowania, jeśli tak można określić warianty polityki zdrowotnej, jakich na własnej skórze doświadcza bohaterka powieści. Choruje się bowiem tyleż w ramach kulturowych wizerunków Freddy'ego Mercury'ego i bohatera filmu „Filadelfia”, co w określonych systemach medycznych. Zbroja każe swej bohaterce doświadczyć polityki Tajwanu, który jeszcze do początku 2015 roku nakazywał deportacje osób zakażonych wirusem HIV i tym samym podsycał dyskryminacyjne zachowania wobec tej grupy chorych. Joasia musi zatem zejść do wirusowego podziemia, gdzie tabletki otrzymuje się w opakowaniu po lodach Häagen-Dazs, a kolejne analizy krwi wykonuje pod pseudonimem lub dopuszcza się oszustwa. Unikając deportacji, bohaterka skazuje się jednak na życie niepełne, niedopowiedziane, w którym „tajemnica choroby” wciąż wisi nad nią jak stygmat lub zamienia się w pełne współczucia spojrzenia przyjaciół i znajomych organizujących dla niej zbiórkę na leki. Ewentualnością pozostaje także włączenie się w krąg innych zakażonych i wyklętych mieszkańców Tajwanu, tylko że historia Joasi słabo wpisuje się w dyskusję-operę wyzwolonych gejów. Scena jak z tragedii antycznej, dramaturgicznie rozpisana w rytmie „Bad Romance” Lady Gagi, wyznacza jeden z ważniejszych biegunów konstruowania opowieści o HIV/AIDS i najbardziej przy tym naznaczony osądem moralnym/religijnym i posądzeniami o rozwiązłość czy branie narkotyków, a w ramach społecznych reakcji – wyzwalający strach, pogardę i nienawiść.
Zbroja dodaje do tej dyskusji wątek winy i chociaż znów jest on dość sztucznie wzmacniany cytatem z eseju Susan Sontag, to podkreśla wyobcowanie bohaterki i uzasadnia jej decyzję o powrocie do Polski. Podziemie lecznicze Joasia zamienia więc ostatecznie na warszawską przychodnię i rodzinną wieś, jednak zdaje się, że Zbroja niedostatecznie wygrała napięcie między egzotycznym Tajwanem, przynoszącym odmienny pod każdym względem pejzaż (przyrodniczy, kulturowy i medyczny) a oferującą co prawda darmowe leczenie Warszawą, ale wciąż podsyłającą niedouczonych i głoszących stereotypy pracowników sektora medycznego. Jak dla mnie historia młodej Polki zakażonej wirusem HIV rozpięta między gejowskim środowiskiem azjatyckiej wyspy a chorującymi warszawiankami („Hifiara, Hifcia, Hifolka”, jak mówi o sobie jedna z nich, s. 218) oferowałaby wystarczająco narracyjnych możliwości do napisania intrygującej powieści o kształtowaniu się chorobowej tożsamości kobiecej. Tymczasem lektura „Muszę ci coś powiedzieć” pozostawia mnie w gruncie rzeczy z ambiwalentnymi uczuciami: niedosytu w zakresie przedstawienia nowoczesnego tekstu o nieco zapomnianym wirusie, a przesytu jeśli chodzi o nasycenie książki innymi pomysłami. Czytam bowiem u Zbroi i zarys powieści inicjacyjnej, i szkic powieści o awansie, i nieco dydaktyczną pogadankę na temat dyskryminacyjnych praktyk i wdrukowanych klisz na temat HIV/AIDS, i powieść rodzinną (zwłaszcza z wątkiem matki, szablonowo uwikłanej w chorobę nowotworową, jakby Zbroja musiała dopełnić swą opowieść rakowym stygmatem). Jak dla mnie za wiele, choć nie żałuję lektury. Krytyczna analiza podpowiada jedynie, dlaczego ten temat wciąż czeka na kolejne realizacje.
Literatura:
Dunin K.: „Zrozumieć HIV”. W: Jakub Janiszewski: „Kto w Polsce ma HIV? Epidemia i jej mistyfikacje”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2013.
Aleksandra Zbroja: „Muszę ci coś powiedzieć”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

