ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (528) / 2025

Ewa Szkudlarek,

(NIE)ZAMIESZKAŁY DOM ('KTOŚ TU PRZYJDZIE', REŻ. KATARZYNA ŁĘCKA)

A A A
Nawet szczęśliwy rodzinny dom może być nie tylko oparciem i bezpiecznym portem, lecz także ograniczającym przez lata obciążeniem. Dramat „Ktoś tu przyjdzie” Jona Fossego otwiera szeroką perspektywę spojrzenia na utratę domu rodzinnego – dla jednych będzie to wyjątkowo bolesne przeżycie, dla innych możliwość szansy na wyzwolenie. Wspomnienie czegoś, co nawet po latach napawa irracjonalnym lękiem, każe powracać do źródeł własnej tożsamości. Taki powrót często przybiera postać bolesnej wiwisekcji. W wyobraźni bohaterów przewijają się sekwencje zdarzeń, niekiedy trudne do odtworzenia, czasem wyblakłe i momentami zatarte, odtwarzane lub rekonstruowane przeźrocza z własnego i cudzego życia.

Ona i On, bohaterowie słuchowiska „Ktoś tu przyjdzie”, kupują stary, opuszczony dom nad urwiskiem – chcą nareszcie być sam na sam ze sobą, z daleka od innych, nareszcie „sami w sobie nawzajem” we własnym domu. W tej pustce doświadczają samotności we dwoje i nagle pojawia się niepokój, że ktoś inny może odkryć drogę i odwiedzić ich dom, zakłócić spokój, zmienić codzienność i skończy się wówczas upragnione bycie „razem w sobie, sami ze sobą”. Ich lęk o utratę tej samotności powoduje coraz większą chęć izolowania się od innych. Miłość bohaterów jest pewnego rodzaju zagrożeniem: im są bliżej siebie, tym budzi się w nich większy niepokój o utratę tej bliskości. Ona powtarza jak mantrę, że „ktoś tu przyjdzie”, a pojawienie się nieznajomego mężczyzny wyzwala zazdrość. On zaczyna obawiać się utraty ukochanej i już sama próba odgradzania i zabezpieczania związku prowadzi do jego destrukcji. Zazdrość u Fossego jest czymś, co wypływa z wnętrza człowieka, z jego urojonej projekcji podszytej lękiem, a nie z realnych działań bohaterów. To, że „ktoś tu przyjdzie” przepowiada coś w rodzaju nieuchronnego losu. A kiedy w domu Jego i Jej pojawia się Obcy to staje się to dopełnieniem intuicyjnej wizji kobiety i manifestacją tego, czego bała się najbardziej. Atmosfera oczekiwania w tej sztuce przypomina także o stopniowym budowaniu napięcia, podobnie jak w dramacie Samuela Becketta „Czekając na Godota”. Z kolei zachowania postaci są podobne do zmagań bohaterów w powieści Johna Maxwella Coetzeego „Czekając na barbarzyńców”.

Ona w wykonaniu Karoliny Gruszki to kobieta niezwykle wrażliwa i rozdwojona wewnętrznie – pragnie bliskości mężczyzny, a zarazem oddalenia od świata. Delikatny i łamliwy ton głosu oddaje jej wewnętrzny niepokój. W partiach dialogicznych stopniuje emocje poprzez minimalną zmianę brzmienia. W ten sposób aktorce udało się zbudować rozpiętość tonów: od niepewnego przeczucia, przez narastający niepokój, do panicznego lęku. On, czyli Sławomir Pacek, jest spokojny i opanowany, a jednak pod wpływem Jej sugestii stopniowo ukazuje osłabienie pewności siebie i coraz bardziej zaczyna widzieć zagrożenie. Aktor w swojej roli pokazał nie tylko różnorodne reakcje w dialogu z kobietą, ale także wewnętrzną przemianę – to, w jaki sposób samotność i niepewność mogą zburzyć poczucie stabilności i racjonalne myślenie. Subtelne zmiany nastroju słyszalne w zmiennej barwie głosu podkreślają napięcie psychiczne i dramat postaci.

Natomiast w roli Obcego wystąpił Miron Jagniewski. Ten były właściciel starego domu pojawia się nieoczekiwanie i burzy spokój Jej i Jego. Jest kimś, kto powraca z przestrzeni, która kiedyś należała także do niego. Na pozór uprzejmy i spokojny, a jednak zakłóca stabilność i poczucie prywatności nowych właścicieli. Można zastanawiać się czy Obcy rzeczywiście wtargnął na „obcy” teren czy raczej powrócił do swojego miejsca. Jest w swoim byłym domu, a zarazem staje się intruzem. A może to właśnie nowi właściciele – Ona i On – są obcymi, którzy zawłaszczyli jego teren? Jego chłodny ton głosu, wolne tempo i brak emocjonalnej ekspresji sprawiają, że staje się figurą niepokoju. Symbolizuje przeszłość i lęk przed kimś trzecim w związku. Aktor stworzył neutralną postać, która nieoczekiwanie obnaża wszelkie emocje między Nim a Nią, staje się niebezpiecznym rywalem i fascynującym „duchem” dawnego domu.

W świecie realnym, w którym każda godzina życia jest niepewna, w którym niewątpliwe jest tylko stopniowe ubywanie, okazuje się, że bycie w rozmowie jest jedyną możliwością ocalenia pamięci. W końcu to właśnie stopniowa przemiana i niepozorny gest sięgają do złożonych pokładów psychiki i rozsadzają rzeczywistość. Nieustanny proces pragnienia i oczekiwania, że „ktoś tu przyjdzie” wynika z lęku przed osamotnieniem i dążeniem do nieustannej zmiany. Fosse odkrywa przed odbiorcą prostotę dialogów i głębię codzienności. To, co na pozór błahe czy przypadkowe, może stać się tworzywem scenariusza o niejednym ludzkim istnieniu i trwaniu w przygnębiającej rzeczywistości. Słowa wypowiadane przez bohaterów nie tylko służą komunikacji, budują także napięcie pełne lęku i nadają rytm niepewności w życiu codziennym. Doświadczenie wrzucenia bohaterów w czas przeszły starego domu wiąże się z nieuchronną i nieubłaganą utratą, stopniową lub gwałtowną. Wszelkie próby ocalenia tego, co było, jawią się jako niemożliwość sprostania takiemu wyzwaniu. Utraty i rozpadu nie da się uniknąć nikomu. Myśli o nieuchronności straty towarzyszy bowiem poczucie, że niezależnie od niszczącego działania czasu, wszystko, co ostatecznie ma znaczenie, to tak naprawdę tylko wspomnienia chwil rodzinnego, zwyczajnego szczęścia.

Ona i On podejmują próbę radzenia sobie z własną przeszłością, podobną do wiernego cienia, który skrada się od tyłu, którego nie można się pozbyć i który już zawsze z nimi będzie, niezależnie od tego, jak bardzo chcieliby się od niego uwolnić. W pozostawionych przez zmarłych mieszańców domu przedmiotach (łóżko, pościel, stół, czy też ślubny portret) para bohaterów stara się odnaleźć jakiś trop, po którym mogliby dotrzeć do prawdy o życiu poprzednich właścicieli domu. Ślady cudzej obecności napawają ich jednak niepokojem przed przyszłością, którą za jakiś czas również wypełni choroba, starość i śmierć.

Świat ulega zmianie, a wszelkie próby powrotu do wymarzonego domu bywają niezwykle trudne. Jednak czasami okazuje się, że odwaga przetarcia starych szlaków daje siłę do przekroczenia progu dawnego domostwa – można wówczas poczuć jego ciepło, zapomnieć o świecie i znów stać się dzieckiem. Czasem dobrze jest wrócić do domu nawet w wyobraźni, by zamieszkać w nim na nowo i być znów „sam na sam” u siebie.
Jon Fosse: „Ktoś tu przyjdzie”. Tłumaczenie: Monika Grossman-Kliber. Reżyseria i adpatacja: Katarzyna Łęcka. Realizacja akustyczna: Agnieszka Szczepańczyk. Reżyseria dźwięku: Andrzej Brzoska. Muzyka: Igor Przebindowski. Kierownictwo produkcji: Beata Jankowska. Premiera: 1.03.2025, Program 1 Polskiego Radia.
Fot. Piotr Podlewski.