ZABÓJCZY UROK KONTROLI I SEGREGACJI (ANTONY LOEWENSTEIN: 'LABORATORIUM PALESTYNA. JAK IZRAEL EKSPORTUJE TECHNOLOGIĘ PRZEMOCY NA CAŁY ŚWIAT')
A
A
A
Poligon doświadczalny metod dominacji
Antony Loewenstein napisał książkę, która – choć ukazała się przed przełomowym dla Palestyny i Izraela rokiem 2023 – w niczym nie straciła na swojej aktualności. Przeciwnie, zawarte w niej diagnozy i próba dekonstrukcji izraelskiej polityki naturalnie wpisują się w dzisiejszą refleksję nad ludobójstwem w Strefie Gazy. Kluczową tezą „Laboratorium Palestyny” jest uznanie okupowanej Palestyny za poligon doświadczalny dla nowych metod kontroli i segregacji, które Izrael na szeroką skalę eksportuje do licznych państw i reżimów, nierzadko o budzącej wątpliwości reputacji.
Okupowane ziemie palestyńskie i jej mieszkańcy to dla Izraela laboratorium. Testowane są w nim technologie, które na przestrzeni lat zapewniły temu państwu renomę czołowego handlarza bronią na arenie międzynarodowej. Jak sugeruje Loewenstein, mamy do czynienia z tzw. przemysłem globalnej pacyfikacji, gdzie usługi zagrażające demokracji i wolnościom kojarzonym z liberalnym porządkiem są nieustannie pożądanym towarem, zarówno w demokracjach, jak i autokracjach. W tym kontekście Gaza jawi się jako przestrzeń bezprecedensowej inwigilacji, testowania metod kontroli populacji i zbrojnej pacyfikacji: „Gaza jest obecnie idealnym laboratorium do testowania izraelskiej pomysłowości w zakresie dominacji. Stanowi spełnienie etnonacjonalistycznego marzenia, bo oznacza więzienie Palestyńczyków przez nieokreślony czas” (s. 135).
Ekonomia polityczna okupacji
Jednym z najciekawszych wątków analitycznych książki jest odrzucenie interpretacji okupacji Palestyny wyłącznie przez pryzmat ideologiczny. Loewenstein argumentuje, że za systemem opresji nie stoją odurzeni syjonistyczną ideologią politycy, lecz pragmatyczni biznesmeni i technokraci zainteresowani wynikami finansowymi i, trywializując, tabelami w Excelu. Mamy bowiem do czynienia z merkantylną logiką. To model agresywnego kapitalizmu, który karmi się militaryzacją, sekurytyzacją i rasizmem. Okupacja Palestyny po prostu się opłaca z punktu widzenia logiki rynkowej – i to właśnie rentowność jest gwarantem jej trwania.
Loewenstein zmusza czytelnika do postawienia niewygodnego pytania: czy gdyby Izrael nie czerpał z tej sytuacji nieustających zysków, co potwierdzają pozytywne bodźce ekonomiczne dla izraelskiej gospodarki nawet w warunkach trwającego od 2023 roku ludobójstwa w Strefie Gazy, to poświęcałby tyle środków i energii na „udoskonalanie” środków dominacji niezbędnych do podtrzymywania okupacji? W takim układzie apartheid jawi się jedynie jako „próg zwalniający na drodze ku wyższym kursom akcji” (s. 353).
Zakres oferowanych przez Izrael usług jest oszałamiający – od ciężkiego sprzętu po dystopijne narzędzia inwigilacji. Znajduje entuzjastycznych odbiorców wśród liderów dążących do wzmocnienia kontroli społecznej, często przy cynicznym zachowaniu pozorów troski o bezpieczeństwo czy obronę wartości demokratycznych. Autor przywołuje tu, jakże brutalnie szczerą, wizję Benjamina Netanjahu, wedle której przyszłość należy do „autorytarnego kapitalizmu: rządów, które łączą agresywny, często rasistowski nacjonalizm z potęgą gospodarczą i technologiczną” (s. 25). To, co czyni ten model tak atrakcyjnym na arenie międzynarodowej, to unikalna kombinacja: „(…) tym, co przyciąga w izraelskim doświadczeniu walki z terroryzmem, jest zdolność Izraela do powiązania militarystycznego światopoglądu z neoliberalną agendą gospodarczą i demokratycznym ustrojem politycznym” (s. 110).
Urok inwigilacji, dyplomacja szpiegowska i cyfrowy orientalizm
W dobie cyfryzacji inwigilacja staje się towarem eksportowym nie do przecenienia. Izrael, posiadając najwięcej firm szpiegowskich per capita na świecie, uczynił z oprogramowania typu (doskonale znany w Polsce) Pegasus narzędzie twardej dyplomacji. Loewenstein cytuje byłego reportera „Haaretz”, by ukazać sprzężenie izraelskiego biznesu z polityką zagraniczną: „(…) potęga firmy tkwi nie w zarabianych przez nią pieniądzach, tylko w dyplomacji: Kiedy Izrael sprzedaje narzędzia cyberinwigilacji jakiemuś afrykańskiemu krajowi, zapewnia sobie jego głos w ONZ. Odkąd prowadzimy okupację, potrzebujemy tych głosów” (s. 252).
Jednocześnie autor zwraca uwagę na czynione regularnie retoryczne uniki mające zdjąć odpowiedzialność z twórców tych narzędzi, zauważając, że „jeden z felietonistów w popularnym portalu Ynet przekonywał, że to nie tyle technologia NSO stanowi problem, ile sposób jej wykorzystywania przez rządy. Przypominało to mantrę amerykańskiego Krajowego Związku Strzeleckiego, że to nie pistolety i karabiny zabijają, tylko ludzie” (s. 291). „Laboratorium Palestyna” doskonale ukazuje, że to jednak argumentacja fasadowa, maskująca fakt, że sama technologia jest zaprojektowana do systemowego łamania praw obywatelskich.
Ważnym wkładem Loewensteina do debaty o cenzurowaniu palestyńskich głosów w przestrzeni cyfrowej jest analiza tzw. „cyfrowego orientalizmu”, bez wątpienia obecnego w platformach społecznościowych. Mechanizmy wymazywania Palestyny z dyskursu społecznościowego, dyskryminacja i cenzura na platformach takich jak np. YouTube, Facebook czy Instagram, ścisła współpraca między big techami a Izraelem i jego wizją „bezpieczeństwa” tworzą cyfrowe przedłużenie apartheidu.
Cechą wspólną rozwiązań eksportowanych przez Izrael jest głęboko zakorzeniony rasizm, wprost komunikowany potencjalnym nabywcom technologii. Shir Hever, ekspert od ekonomii okupacji, bez ogródek opisuje ten mechanizm: „(…) izraelscy producenci broni sprzedają określony przekaz, który odzwierciedla doświadczenie brutalnego traktowania Palestyńczyków: »Przedstawiciele [izraelskich] firm zbrojeniowych, kiedy jadą do Europy, żeby sprzedawać swoje produkty, powtarzają tę samą mantrę. Mówią, że ci Europejczycy są tacy naiwni. Myślą, że mogą mieć prawa człowieka. Myślą, że mogą zachowywać prywatność, ale to nonsens. My wiemy, że jedynym sposobem walki z terroryzmem jest ocenianie ludzi na podstawie wyglądu i koloru skóry«” (s. 23).
Ład międzynarodowy w dobie imperializmu
Loewenstein obnaża głęboką indolencję i hipokryzję struktur międzynarodowych. Jako wyjątkowo przewrotny i gorzki przykład podaje chociażby ONZ, która potępiając apartheid, jednocześnie korzysta z technologii wypracowanych w jego ramach, np. przeprowadzając (o ironio) misje humanitarne. Autor wskazuje również na podwójne standardy Zachodu, który, przykładowo, demonizuje chiński system kontroli społecznej i (słusznie) krytykuje ludobójstwo Ujgurów, ale, w imię politycznej kalkulacji, ignoruje fakt, że Izrael eksportuje niemal identyczne rozwiązania i dokonuje ludobójstwa.
„Laboratorium…” nie pozostawia złudzeń: rynek od lat pozytywnie weryfikuje działania moralnie naganne – to po prostu fakt. Pozytywne bodźce ekonomiczne dla praktyk sprzecznych z jakimkolwiek standardem prawnoczłowieczym czy humanistycznymi ideałami powodują, że sprawiedliwy ład globalny jawi się raczej jako idealistyczna fantazja. Architektura tych struktur – z gruntu imperialistyczna, funkcjonująca w paradygmacie realizmu w stosunkach międzynarodowych, gdzie główną rolę odgrywają racja stanu i walka o wpływy – odzwyczaja podmioty takie jak Izrael od jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Loewenstein dedykuje tę książkę zarówno Palestyńczykom, jak i Izraelczykom, wyrażając pod koniec przekonanie, że przyszłość nie została jeszcze napisana. „Laboratorium Palestyna” to brutalna dekonstrukcja i bezkompromisowe ostrzeżenie, że diabeł tkwi w szczegółach, które ostatecznie składają się na system opresji, a jej ofiarą padają, i będą padać, nie tylko Palestyńczycy.
Antony Loewenstein napisał książkę, która – choć ukazała się przed przełomowym dla Palestyny i Izraela rokiem 2023 – w niczym nie straciła na swojej aktualności. Przeciwnie, zawarte w niej diagnozy i próba dekonstrukcji izraelskiej polityki naturalnie wpisują się w dzisiejszą refleksję nad ludobójstwem w Strefie Gazy. Kluczową tezą „Laboratorium Palestyny” jest uznanie okupowanej Palestyny za poligon doświadczalny dla nowych metod kontroli i segregacji, które Izrael na szeroką skalę eksportuje do licznych państw i reżimów, nierzadko o budzącej wątpliwości reputacji.
Okupowane ziemie palestyńskie i jej mieszkańcy to dla Izraela laboratorium. Testowane są w nim technologie, które na przestrzeni lat zapewniły temu państwu renomę czołowego handlarza bronią na arenie międzynarodowej. Jak sugeruje Loewenstein, mamy do czynienia z tzw. przemysłem globalnej pacyfikacji, gdzie usługi zagrażające demokracji i wolnościom kojarzonym z liberalnym porządkiem są nieustannie pożądanym towarem, zarówno w demokracjach, jak i autokracjach. W tym kontekście Gaza jawi się jako przestrzeń bezprecedensowej inwigilacji, testowania metod kontroli populacji i zbrojnej pacyfikacji: „Gaza jest obecnie idealnym laboratorium do testowania izraelskiej pomysłowości w zakresie dominacji. Stanowi spełnienie etnonacjonalistycznego marzenia, bo oznacza więzienie Palestyńczyków przez nieokreślony czas” (s. 135).
Ekonomia polityczna okupacji
Jednym z najciekawszych wątków analitycznych książki jest odrzucenie interpretacji okupacji Palestyny wyłącznie przez pryzmat ideologiczny. Loewenstein argumentuje, że za systemem opresji nie stoją odurzeni syjonistyczną ideologią politycy, lecz pragmatyczni biznesmeni i technokraci zainteresowani wynikami finansowymi i, trywializując, tabelami w Excelu. Mamy bowiem do czynienia z merkantylną logiką. To model agresywnego kapitalizmu, który karmi się militaryzacją, sekurytyzacją i rasizmem. Okupacja Palestyny po prostu się opłaca z punktu widzenia logiki rynkowej – i to właśnie rentowność jest gwarantem jej trwania.
Loewenstein zmusza czytelnika do postawienia niewygodnego pytania: czy gdyby Izrael nie czerpał z tej sytuacji nieustających zysków, co potwierdzają pozytywne bodźce ekonomiczne dla izraelskiej gospodarki nawet w warunkach trwającego od 2023 roku ludobójstwa w Strefie Gazy, to poświęcałby tyle środków i energii na „udoskonalanie” środków dominacji niezbędnych do podtrzymywania okupacji? W takim układzie apartheid jawi się jedynie jako „próg zwalniający na drodze ku wyższym kursom akcji” (s. 353).
Zakres oferowanych przez Izrael usług jest oszałamiający – od ciężkiego sprzętu po dystopijne narzędzia inwigilacji. Znajduje entuzjastycznych odbiorców wśród liderów dążących do wzmocnienia kontroli społecznej, często przy cynicznym zachowaniu pozorów troski o bezpieczeństwo czy obronę wartości demokratycznych. Autor przywołuje tu, jakże brutalnie szczerą, wizję Benjamina Netanjahu, wedle której przyszłość należy do „autorytarnego kapitalizmu: rządów, które łączą agresywny, często rasistowski nacjonalizm z potęgą gospodarczą i technologiczną” (s. 25). To, co czyni ten model tak atrakcyjnym na arenie międzynarodowej, to unikalna kombinacja: „(…) tym, co przyciąga w izraelskim doświadczeniu walki z terroryzmem, jest zdolność Izraela do powiązania militarystycznego światopoglądu z neoliberalną agendą gospodarczą i demokratycznym ustrojem politycznym” (s. 110).
Urok inwigilacji, dyplomacja szpiegowska i cyfrowy orientalizm
W dobie cyfryzacji inwigilacja staje się towarem eksportowym nie do przecenienia. Izrael, posiadając najwięcej firm szpiegowskich per capita na świecie, uczynił z oprogramowania typu (doskonale znany w Polsce) Pegasus narzędzie twardej dyplomacji. Loewenstein cytuje byłego reportera „Haaretz”, by ukazać sprzężenie izraelskiego biznesu z polityką zagraniczną: „(…) potęga firmy tkwi nie w zarabianych przez nią pieniądzach, tylko w dyplomacji: Kiedy Izrael sprzedaje narzędzia cyberinwigilacji jakiemuś afrykańskiemu krajowi, zapewnia sobie jego głos w ONZ. Odkąd prowadzimy okupację, potrzebujemy tych głosów” (s. 252).
Jednocześnie autor zwraca uwagę na czynione regularnie retoryczne uniki mające zdjąć odpowiedzialność z twórców tych narzędzi, zauważając, że „jeden z felietonistów w popularnym portalu Ynet przekonywał, że to nie tyle technologia NSO stanowi problem, ile sposób jej wykorzystywania przez rządy. Przypominało to mantrę amerykańskiego Krajowego Związku Strzeleckiego, że to nie pistolety i karabiny zabijają, tylko ludzie” (s. 291). „Laboratorium Palestyna” doskonale ukazuje, że to jednak argumentacja fasadowa, maskująca fakt, że sama technologia jest zaprojektowana do systemowego łamania praw obywatelskich.
Ważnym wkładem Loewensteina do debaty o cenzurowaniu palestyńskich głosów w przestrzeni cyfrowej jest analiza tzw. „cyfrowego orientalizmu”, bez wątpienia obecnego w platformach społecznościowych. Mechanizmy wymazywania Palestyny z dyskursu społecznościowego, dyskryminacja i cenzura na platformach takich jak np. YouTube, Facebook czy Instagram, ścisła współpraca między big techami a Izraelem i jego wizją „bezpieczeństwa” tworzą cyfrowe przedłużenie apartheidu.
Cechą wspólną rozwiązań eksportowanych przez Izrael jest głęboko zakorzeniony rasizm, wprost komunikowany potencjalnym nabywcom technologii. Shir Hever, ekspert od ekonomii okupacji, bez ogródek opisuje ten mechanizm: „(…) izraelscy producenci broni sprzedają określony przekaz, który odzwierciedla doświadczenie brutalnego traktowania Palestyńczyków: »Przedstawiciele [izraelskich] firm zbrojeniowych, kiedy jadą do Europy, żeby sprzedawać swoje produkty, powtarzają tę samą mantrę. Mówią, że ci Europejczycy są tacy naiwni. Myślą, że mogą mieć prawa człowieka. Myślą, że mogą zachowywać prywatność, ale to nonsens. My wiemy, że jedynym sposobem walki z terroryzmem jest ocenianie ludzi na podstawie wyglądu i koloru skóry«” (s. 23).
Ład międzynarodowy w dobie imperializmu
Loewenstein obnaża głęboką indolencję i hipokryzję struktur międzynarodowych. Jako wyjątkowo przewrotny i gorzki przykład podaje chociażby ONZ, która potępiając apartheid, jednocześnie korzysta z technologii wypracowanych w jego ramach, np. przeprowadzając (o ironio) misje humanitarne. Autor wskazuje również na podwójne standardy Zachodu, który, przykładowo, demonizuje chiński system kontroli społecznej i (słusznie) krytykuje ludobójstwo Ujgurów, ale, w imię politycznej kalkulacji, ignoruje fakt, że Izrael eksportuje niemal identyczne rozwiązania i dokonuje ludobójstwa.
„Laboratorium…” nie pozostawia złudzeń: rynek od lat pozytywnie weryfikuje działania moralnie naganne – to po prostu fakt. Pozytywne bodźce ekonomiczne dla praktyk sprzecznych z jakimkolwiek standardem prawnoczłowieczym czy humanistycznymi ideałami powodują, że sprawiedliwy ład globalny jawi się raczej jako idealistyczna fantazja. Architektura tych struktur – z gruntu imperialistyczna, funkcjonująca w paradygmacie realizmu w stosunkach międzynarodowych, gdzie główną rolę odgrywają racja stanu i walka o wpływy – odzwyczaja podmioty takie jak Izrael od jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Loewenstein dedykuje tę książkę zarówno Palestyńczykom, jak i Izraelczykom, wyrażając pod koniec przekonanie, że przyszłość nie została jeszcze napisana. „Laboratorium Palestyna” to brutalna dekonstrukcja i bezkompromisowe ostrzeżenie, że diabeł tkwi w szczegółach, które ostatecznie składają się na system opresji, a jej ofiarą padają, i będą padać, nie tylko Palestyńczycy.
Antony Loewenstein: „Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat”. Przeł. Agnieszka Sobolewska. Szczeliny. Kraków 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

