ISSN 2658-1086

15 stycznia 2 (530) / 2026

Justyna Hanna Budzik,

PATRZĄC NA 'BLUE MARBLE' (PAULINA KLIMAŃSKA-NOWAK: 'EMBRION')

A A A
„Aby zobaczyć Ziemię jako kulę, trzeba oddalić się od niej o 32 tysiące kilometrów. Słynne zdjęcie znane jako »The Blue Marble« […] nie było pierwszą fotografią Ziemi wykonaną z Kosmosu, jednak jako pierwsze ukazywało ją jako w pełni oświetloną całość” – przypomina nam Jonathan Safran Foer w aktywistycznej książce „Klimat to my” (s. 66). Jak wiadomo dzięki współczesnym zdjęciom satelitarnym „Błękitna kulka” (fotografia wykonana w 1972 roku podczas misji Apollo 17 na Księżyc) to widok już nieaktualny, obecnie z perspektywy Kosmosu nasza planeta prezentuje się bardziej w beżach, brązach i rudościach. Niemniej pierwsze w historii ujęcie Ziemi ukazujące ją z oddalenia w całości leży u źródeł dwóch istotnych postaw wobec planety ludzi, które wiążą się z odmiennymi strategiami działania w obliczu katastrofy środowiskowej. Jak tłumaczy geograf Denis Cosgrove, słynna fotografia doprowadziła do postrzegania Ziemi jako „całego-świata” („całej-ziemi”, whole-world) domagającego się opieki, troski i uwagi dla życia, oraz „jednego-świata” („jednej-ziemi”, one-world), produktu technologii komunikacyjnych połączonych w sieć na powierzchni globu. Foer eksploruje przede wszystkim ten pierwszy dyskurs, który wpłynął na aktywizację ruchów ekologicznych, pisząc o „Błękitnej kulce”: „To chyba najklarowniejsza wizualna ilustracja wzajemnych powiązań, ewolucji życia, głębi czasu i nieskończoności. Z tej perspektywy »środowisko naturalne« nie jest już jakąś koncepcją, która nas nie dotyczy, czy też kontekstem poza nami. To jest wszystko, włącznie z nami” (s. 66).

Ziemia widziana z Księżyca uświadamia patrzącym swoją żywotność i delikatność, budzi też uczucie przywiązania do planety jako domu – jak na razie wciąż jedynego możliwego siedliska ludzkiego w Kosmosie. Niemniej mit zasiedlania innych planet i Księżyca wciąż jest żywy w literaturze, ostatnimi czasy między innymi w nurcie cli-fi, czyli fantastyce naukowej inspirowanej kryzysem klimatycznym. Eksploracja innych ciał niebieskich i adaptacja ich do możliwości zamieszkania przez ludzkość jest oczywiście fantazją dużo starszą niż ustalenie IPCC, jednak antropogeniczne zmiany klimatu odświeżyły ten motyw, traktując zasiedlanie innych miejsc we Wszechświecie jako możliwe rozwiązanie w sytuacji, kiedy wszystkie granice planetarne zostaną przekroczone, a Ziemia nie będzie już bezpiecznym domem.

Wątek ten obecny jest również w „Embrionie”drugiej powieści Pauliny Klimańskiej-Nowak (debiutancką „Kądziel” omawiałam w „artPAPIERZe” 1 grudnia 2024), opublikowanej przez wydawnictwo Moc Media na jesieni 2025. Główny bohater Tom, inżynier hodowli roślin poza Ziemią, w bliżej nieokreślonej, choć raczej niedalekiej przyszłości pracuje dla korporacji Asteria, której misją jest stworzenie pierwszych wspólnot na Księżycu. Tom znajdzie się w zaszczytnej grupie pierwszych osadników przygotowujących kapsuły do zamieszkania. Działanie to spowodowane jest pogarszającym się stanem środowiska Ziemi – pożary, kwaśne deszcze, zanik wegetacji, pandemie powodują, iż już w momencie, w którym czytelnik zostaje wrzucony w świat przedstawiony powieści, życie na błękitnej planecie jest coraz trudniejsze i wymaga stosowania całego szeregu procedur i wynalazków wyraźnie inspirowanych aspiracjami geoinżynierii. „Embrion” nie jest jednak optymistyczną historią o naukowcach-superbohaterach, którzy dokonują niemożliwego: to raczej refleksyjna dystopia, w której autorka bardzo precyzyjnie oddaje świat prywatnych i zawodowych relacji międzyludzkich oraz relacji ludzko-pozaludzkich, a te, mimo futurystycznego kostiumu, zdają się lustrzanym odbiciem tego, co możemy zaobserwować wokół siebie już teraz.

Podobnie jak w „Kądzieli”, w „Embrionie” Klimańska-Nowak daje się poznać jako pisarka, która poświęca dużo czasu na research i dba o wiarygodność szczegółów, z których konstruuje świat powieści. Innowacyjne materiały budowlane i ochronne, hodowle roślin, badania nad wirusami i lekami, przygotowanie do lotów w Kosmos i poruszania się w atmosferze Księżyca – wszystkie te wątki cechuje znajomość tematu, prawdopodobieństwo, a literackie umiejętności autorki zszywają je z wymiarem psychologicznym tej historii. Narracja skupia się bowiem na wewnętrznych przeżyciach Toma: na jego relacjach z rodzicami – apodyktycznym ojcem i wrażliwą matką, z którą dzieli pasję naukową, na przyjaźniach ze współpracownikami, a także na etycznych dylematach, przed jakimi postawi go życie na moment przed startem promu kosmicznego. Nie chcę tu zdradzać za dużo czytelniczkom i czytelnikom, dość jednak powiedzieć, iż ten element „Embrionu” jest świetnie dopracowany: wierzę w rozterki naukowca, którego historia udowadnia, że jako ludzie i mieszkańcy Ziemi jesteśmy splątani na różne sposoby z innymi istnieniami.

Najciekawszym aspektem powieści jest dla mnie to, jak Autorka wyobraziła sobie bazę eksperymentalną na Księżycu i jak prowadzi po tym fantastycznym świecie bohatera, a za nim czytelniczki i czytelników. Dwa razy pojawia się w „Embrionie” informacja o tarasie widokowym, którego wielkie okna wychodzą – tak! – na Ziemię. To szczególne miejsce jest zupełnie inne niż pełne pracy, ruchu i motywacyjnych haseł przestrzenie korporacji, która przenosi się częściowo w Kosmos. To tam właśnie ma miejsce jedna z kluczowych scen, potwierdzająca przytaczane przez Foera katarktyczne przeżycia będące udziałem kosmonautów, którzy mieli okazję zobaczyć naszą planetę z oddalenia: „Jako że doświadczenie to jest tak potężne i charakterystyczne dla osób, które były w Kosmosie, nadano mu nawet osobną nazwę – overview effect [efekt pełnego widoku]” (s. 66). W „Embrionie” pewnego poranka „Na tarasie obserwacyjnym przechadzało się kilka osób […]. Wydawali się spokojni i łagodni, jakby otaczała ich niewidzialna atmosfera miejsca […]. [Tom – dop. J.H.B.] oddalił się w stronę krawędzi tarasu i usiadł na podłodze. Spojrzał w stronę Ziemi. Widział jej północną półkulę, wyglądała jak szlachetny kamień o niezwykłym ubarwieniu. I, tak jak on, powinna być czymś najcenniejszym. Błękitne oceany wydawały się z tej perspektywy nieskazitelnie czyste, jakby wciąż pulsowały życiem, które się w nich narodziło, a zostało im odebrane” (s. 246). Opis ten, choć dotyczy wyobrażonego miejsca i czasu, odsyła do widoku utrwalonego przez członka załogi Apollo 17, a przede wszystkim do źródła poczucia, że nasza planeta jest wartościowa jak klejnot, który należy chronić i otoczyć opieką. Jest to też, jak odnoszę wrażenie, istotne, aktywistyczne przesłanie „Embrionu”, choć wyrażone w sposób wyważony, w wewnętrznych monologach bohatera i jego wymianach zdań z innymi postaciami, nienachalnie i bez zbędnej demagogii czy banalizacji.

Innym ciekawym rozwiązaniem w powieści jest skupienie na roślinach: to ich uprawą i próbami odtworzenia naturalnych ekosystemów zajmują się badawczo Tom i Kaya, jego matka. Ogrody, których istnienie możliwe jest już tylko pod specjalnymi kopułami ochronnymi, to miejsca w świecie „Embrionu”, które przypominają te – jeszcze – nam znane, w których towarzyszy nam zieleń, dźwięki przyrody i mnóstwo widocznych i niewidocznych organizmów. Uwaga, jaką Klimańska-Nowak poświęca królestwu roślin, szczegółowość, z jaką opisuje szklarnię Kai, ogród na Księżycu czy wyjałowione brytyjskie tereny – akcja ziemskiej części powieści rozgrywa się w Anglii – zgrywa się ze współczesnymi humanistycznymi plant studies i przypomina, że ziemskiej florze należy się szacunek i ochrona przed kolejnymi wymieraniami. Nad powieściową planetą unosi się zresztą duch T.S. Elliota, przywołany zresztą wprost w rozmowie między dwojgiem bohaterów, kiedy czytają „Ziemię jałową”: „Świat spłonął, Tom. Fragment po fragmencie, a później wszystko stanęło w ogniu. Nikt nie dał rady ugasić tych pożarów. Wszyscy umierali: rośliny, zwierzęta i ludzie. A my odziedziczyliśmy popioły i zbudowaliśmy na nich złudzenie normalności” (s. 71).

Przedstawicielki i przedstawiciele Ostatniego Pokolenia mogliby cytować „Embrion”, w którym Ziemianie muszą sobie radzić ze światem po katastrofie. Przy czym Autorka nie ma chyba także złudzeń co do możliwości odtworzenia wcześniejszych ekosystemów, gdyż wizja księżycowego ogrodu przypomina raczej współczesne miejskie ogrodnictwo, a nie dzikie łąki: „Rośliny hodowano tutaj na wzbogaconym regolicie, w wielkich donicach wykonanych z kamieni księżycowych. Ich surowość kontrastowała z wybujałą zielenią i wielobarwnymi kwiatami. Powodowało to pewien dysonans, jakby rośliny wyrastały bezpośrednio ze skał” (s. 241). Misja Asterii wydaje się więc wątpliwa, mimo optymistycznych haseł, jakie kierownictwo korporacji serwuje pracownikom i usługobiorcom.

Niewątpliwą wartością „Embrionu” jest równowaga między dopracowaniem gatunkowego kostiumu wraz ze scenografią i rekwizytami właściwymi dla kosmicznych narracji fantastyczno-naukowych a warstwą refleksji sprowadzającej myśli bohatera na powrót na Ziemię. W początkowych sytuacjach powieści i w retrospekcjach Tom przypomina wędrowca z anonimowej ryciny zamieszczonej w opublikowanej w 1888 książce Camille’a Flammarionna, przetworzonej też malarsko przez Henryka Wańka (obraz „Claire de Lune” znajduje się w zbiorach Muzeum Śląskiego i jest stale eksponowany, a Klimańska-Nowak jest z Katowic i odwiedza to miejsce). Olga Tokarczuk poświęca tej postaci jeden z esejów, zastanawiając się, jakie emocje może czuć pielgrzym, który dotarł na kraniec ziemskiego świata i zagląda w Kosmos: „Choć nie widzimy jego twarzy, domyślamy się jej wyrazu – muszą być na niej zachwyt, podziw, oszołomienie harmonią i wielkością świata poza-widzialnego. Z naszej perspektywy jesteśmy w stanie ujrzeć tylko jego fragment, lecz wędrowiec musi widzieć o wiele więcej. Mamy tam wyraźnie zaznaczające się sfery, ciała niebieskie, orbity, obłoki i promienie – trudne do wyrażenia wymiary uniwersum, które zapewne komplikują się w nieskończoność” (online). Podobnie naukowiec w „Embrionie” z entuzjazmem wygląda w niebo, jednak z biegiem czasu kieruje wzrok z powrotem na Ziemię.

To ważne przesłanie wpisujące powieść w nurt literatury ratowniczej wobec kryzysu planetarnego. Nie jest to książka doskonała, rozpoznajemy w niej motywy, sytuacje, zdarzenia i myśli już znane – jednak taka jest przecież specyfika gatunku. Wyróżnia ją wrażliwość i dojrzałe spojrzenie na prezentowane tematy. Podobnie jednak jak w „Kądzieli”, mój podstawowy zarzut dotyczy skrótowości, braku głębszego rozwinięcia wielu wątków, ale o to chyba pretensje mieć można bardziej do osób redagujących książkę, bo stopień przygotowania autorki do tematu i spójność narracji świadczy raczej o tym, że materiału starczyłoby na opowieść może i dwa razy dłuższą. A może będzie kiedyś kontynuacja?

Pozostaje oczywiście też pytanie, skąd tytuł. Embrion to termin biologiczny, oznaczający wczesne stadium rozwoju organizmu ludzkiego, zwierzęcego lub roślinnego. Czy embrionalną postać ma tu bohater ludzki, który rozpoczyna niejako nowe życie? Czy może któreś z towarzyszących mu istnień? A może nowa, odrodzona błękitna planeta?

Literatura:

Foer J.S.: „Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2020.

Tokarczuk O.: „Człowiek na krańcach świata”. „Polityka” 1.10.2020 [wydanie internetowe].
Paulina Klimańska-Nowak, „Embrion”. Wydawnictwo Moc Media. Warszawa 2025.