O KSIĄŻCE LUISA SEPÚLVEDY Z ILUSTRACJAMI JOANNY CONCEJO - CIEKAWA POWIEŚĆ I PIĘKNA EDYCJA (LUIS SEPÚLVEDA: 'LE VIEUX QUI LISAIT DES ROMANS D'AMOUR')
A
A
A
Paryska Galeria Robillard, działająca od 2004 roku, popularyzuje na różne sposoby ilustrację dla dzieci jako sztukę, traktując projekty ilustracji jak oddzielne obiekty plastyczne, organizuje więc wystawy, przygotowuje wystawy w wersji mobilnej, prowadzi sprzedaż oryginalnych dzieł. Na stronie galerii można znaleźć informacje o ilustratorach, reprodukcje obrazów, informacje o książkach i inne. W grudniu ubiegłego roku pokazano w siedzibie galerii (ulica Malte) 80 plansz, które Joanna Concejo, polska ilustratorka mieszkająca na przedmieściach Paryża, znana na przykład ze współpracy z Olgą Tokarczuk („Zgubiona dusza”, Pan Wyrazisty) i Markiem Bieńczykiem („Książę w cukierni”), przygotowała dla wydawnictwa Tishina do książki „Le Vieux qui lisait des romans d’amour” (w polskim tłumaczeniu „O starym człowieku, co czytał romanse”). Wydawnictwo Tishina wydaje od 2012 roku ilustrowane książki dla dorosłego czytelnika. Antoine Ullmann i Jonathan Bay zaproponowali także Joannie Concejo zilustrowanie powieści Louisa Sepúlvedy (1949 – 2020) z 1989 roku, którą – jak się okazało – znała i się nią zachwycała. Prace wykonała w ciągu trzech lat. Premiera wydania została połączona z wystawą. Jest to piąta książka wydawnictwa. Tishina wydaje niewiele, ponieważ zespół chce, aby każda książka była dopracowana w najmniejszych szczegółach. Dziękuję Justynie za informacje o wystawie i za książkę.
Wyróżnia się przepięknie zaprojektowana obwoluta, recto i verso. Na pierwszej stronie widzimy kwiaty – białe i ciemnoróżowe, być może hibiskus, róże, malwy i powoje, a wśród nich dużymi literami, jakby odręcznie zapisany tytuł i dużo mniejszym drukiem zapisane dwa nazwiska, na drugiej – liście różnych roślin i cytat z powieści o pięknych słowach o miłości na przekór barbarzyństwu ludzi. Z kolei na wewnętrznych skrzydełkach na pierwszym – pod napisem z krótkimi informacjami biograficznymi o autorze oraz ilustratorce zauważamy grupę czterech osób z bronią, czyjeś dłonie trzymające dzbanek oraz skrzynkę z butelkami alkoholu i talerz z rybami, na drugim skrzydełku pojawia się fragment ciała ocelota (z błędnego polskiego tłumaczenia), a tak naprawdę jaguara z poprawnego tłumaczenia francuskiego, nad informacją o narracji oraz ilustracjach. Wklejki pod okładką wypełniają rośliny, ptaki i inne drobne zwierzęta. Kiedy zdejmiemy obwolutę i odegniemy skrzydełka na czterech stronach w dolnej połowie kartki rozpościera się beżowo-szary widok na rzekę i brzegi porośnięte roślinnością, a na górnej połowie – ciemnogranatowe, cieniowane niebo, z jaśniejszymi prześwitami. Obwoluta stanowi więc zwięzłą i piękną zapowiedź tego, co znajdziemy w powieści. Zdaniem wydawców, Concejo do pięknych słów dodała magiczne kolory i rysunki.
Na kilku stronach poprzedzających tekst są także ilustracje – fragmenty pejzaży nadrzecznych oraz drzew w dżungli, na ogół w większym formacie, w różnej kolorystyce – szarości, zieleni, błękicie. Na innych ilustracjach Concejo dominuje rzeka oraz bujna, gęsta roślinność dżungli, rozmywająca się na papierze jakby przemoczonym pod wpływem wilgoci padającego deszczu; są także ludzie, zwierzęta i przedmioty. Concejo sugeruje w plastyczny sposób zanurzenie w świecie dżungli, podobnie jak było to udziałem ludzi z powieści, chociaż w powieści nie ma zbyt dużo opisów.
Powieść rozpoczyna zdanie z porównaniem „Groźne niebo wisiało nisko nad głową jak rozdęte ośle podbrzusze” (s. 9). Do wydania francuskiego powieści dołączono posłowie autora napisane w 2003 roku. Sepúlveda wspomina, że w latach 70. ubiegłego wieku był w Ekwadorze, gdzie pół roku spędził u Shuarów, co wywarło na niego duży wpływ; poznał ich koncepcję świata i życia. Zaczął układać historię i jak Shuarowie nie zapisywał słów, ale wciąż opowiadał. Przez 10 lat myślał o tej historii, opowiadał ją wielokrotnie swojemu przyjacielowi Chico Mendesowi. W 1987 roku na adriatyckiej wysepce Lošinj w Artatore, gdzie wynajął dom, bez prądu i telefonu, poczuł niezwykły zapach ziemi i lasu po letniej, nocnej burzy, zobaczył szare jeszcze niebo i wtedy napisał to pierwsze zdanie, siedząc w ogrodzie i korzystając z ulubionej maszyny do pisania. Sepúlveda ukończył powieść w Hamburgu.
Ilustracje są na ogół między rozdziałami, aby – jak się wydaje – podkreślić rolę tekstu w książce dla dorosłego czytelnika, a jednocześnie nadać ilustracjom znaczenie odrębnych rysunków artystycznych. Może też chodzi o przyjęcie punktu widzenia, pozycji bohatera w świecie – widział głównie obrazy z okolicy, czasami tylko sięgał po tekst pisany. Na s. 72 jest miniaturowy rysunek starego człowieka, który w sękatych dłoniach trzyma otwartą książkę. Oczu czytelnika ewidentnie zatopionego w lekturze nie widzimy. Po dwu zielono-żółtych rysunkach na s. 75 pojawia się zbliżenie na dłonie i na głowę starego człowieka, od nosa w górę. Te ilustracje zapowiadają motywy i wątki III rozdziału – o czytaniu, wnętrzu wyjątkowo skromnej chaty, małżeństwie i związkach z Shuarami.
Stary, samotny mężczyzna sam nauczył się czytać i z trudem zdobywał książki. Odrzucił na przykład czasopisma i podręcznik do geometrii („Przeciwprostokątna jest to bok w trójkącie prostokątnym leżący naprzeciw kąta prostego”, s. 59). Docenił fikcję. Czytał słowo po słowie, tak długo, aż się nauczył kolejnych stron na pamięć. Romanse, smutne historie miłosne, pomagały zachować spokój i pogodny umysł, cieszyć się życiem w małej chacie, pogodzić ze stratą ukochanej kobiety (s. 77 – ślubny portret Antonia i Dolores, który wisiał w chacie), rozluźnić, wyobrażać miejsca, gdzie nigdy nie był, lepiej zrozumieć świat, w którym żył na co dzień, zrozumieć ludzi, zwierzęta, naturę, swoją historię z kilkudziesięciu lat. „Resztę czasu spędzał na czytaniu powieści, na rozmyślaniu o sekretach miłości i na wyobrażaniu sobie miejsc, gdzie toczyły się opisywane historie” (s. 61). Dzielił się także lekturą z innymi.
Niektóre ilustracje, zwłaszcza z obecnością ludzi, korespondują z fabułą opowieści. Na sztukę ilustracji artystki składają się: kolorystyka, piękna zieleń, precyzja rysunku, wtopienie w roślinność czy pejzaże ludzi lub zwierząt, bliskie związki z tekstem książki, z jej treściami literackimi i z poezją przedstawień. Na filmiku dla Galerii TOI o pracy artystki możemy zobaczyć, jak powoli powstają poszczególne elementy rysunków, dzięki starannym pociągnięciom kredki kreska przy kresce. Czasem widać na brzegach lub w środku ilustracji w książce, że Concejo malowała, jak lubi, na starych papierach, na przykład na kartkach z zeszytu. W niektórych miejscach można zauważyć kolorowe kreseczki, bowiem ilustratorka pokazuje, jakich barw używała.
Ilustracje są nie tylko między rozdziałami, ale także wewnątrz rozdziałów, np. w rozdziale I widzimy miniaturki z wycinkami pejzaży, roślinami i twarzami. Ilustracje na całą stronę lub dwie strony Concejo przeplata z dużo mniejszymi formatami. Ujęcia są różne, czasami od góry, z lotu ptaka, od dołu (np. drzewo na s. 137). Są ujęcia ogólne i detale, np. na s. 233 – krople deszczu na liściach. Obok wspaniałych zieleni i granatów czasami pojawia się róż, fiolet, pomarańczowy. Na s. 70 i 71, czyli na rozkładanych dwu stronach, obraz wypełnia rzeka. Concejo przepięknie pokazała refleksy na wodzie, w której odbijają się gęsto rosnąca nadbrzeżna zieleń i niebo z niewielkimi przejaśnieniami. Na s. 152-155 ściana deszczu narysowana jest najpierw w szarościach, potem prawie w czerni bohater obserwuje za małym okienkiem strugi deszczu. Obraz w wyjątkowy sposób oddaje samotność, melancholię i smutek.
Samotny bohater powieści, Antonio José Bolivar Proaño, poznał wiele tajemnic dżungli, zaprzyjaźnił się z rdzennymi mieszkańcami z plemienia Shuaro, w razie potrzeby włączał się w życie społeczności Idilio, pomagając w różnych sytuacjach, oburzała go niszczycielska działalność białych najeźdźców, doceniał wygląd i rodzaj męstwa pięknego zwierzęcia, oddawał się lekturze smutnych romansów, aby lepiej pojąć życie swoje i innych. Można powiedzieć, że Antonio czytał także dżunglę, zachowanie jaguara i innych zwierząt, czytał zdarzenia, zwłaszcza te tragiczne.
Na dwu sąsiednich stronach (s. 212 i 213) na czarnym tle są wykadrowane wyraziste oczy, żółtawe i ciemne, oczy zwierzęcia i oczy człowieka. Człowiek i zwierzę zmierzą się wkrótce w pojedynku. Samica doprowadzi człowieka do konającego samca, wykrwawionego po ranach zadanych przez barbarzyńcę, który wcześniej zamordował szczenięta. Człowiek z pojedynku z samicą wyszedł żywy, ale czy jako zwycięzca? Za tragiczne zdarzenia obwiniał ludzi. Jaguarów, zwłaszcza samicy jest mu po ludzku żal, docenia odwagę, inteligencję, wygląd zwierzęcia. Chce ochronić jej ciało przed innymi zwierzętami, padlinożercami. Taki stosunek do zwierząt, pełen empatii, podziwu i miłości do nich, był wynikiem doświadczeń bohatera, życiowych i lekturowych, a przede wszystkim łączył się z proekologiczną działalnością autora, który zadedykował powieść dwu czynnym obrońcom środowiska, nieżyjącym w roku wydania powieści (1989) Chico Mendesowi i Miguelowi Tzenke.
Zacytuję kilka zdań z zakończenia powieści: „Była większa, niż mu się wydawało, kiedy widział ją po raz pierwszy. Mimo wycieńczenia było to zwierzę dostojne i piękne, prawdziwe uosobienie gracji tak wyjątkowej, że podobnej nie stworzyłaby nawet wyobraźnia. Stary pogłaskał ją [samicę], nie zważając na ból w zranionej nodze i rozpłakał się ze wstydu. Wydał się sobie podły i pozbawiony honoru […]”. Płakał, wrzucił zwierzę do rzeki, „woda poniosła je w głąb dżungli, na tereny niesprofanowane nigdy stopą białego człowieka, aż do Amazonki […]”. Wyjął sztuczną szczękę, zawinął w chusteczkę. Do wody wrzucił zhańbioną strzelbę („Metalowa bestia, wroga wszelkiemu stworzeniu”). „[…] nie przestając kląć na jankesa, od którego zaczęła się cała ta tragedia, na alkada, na poszukiwaczy złota, na wszystkich, którzy splugawili jego Amazonię […], [podpierając się kijem szedł] do El Idilio, do swojej chaty i do książek, które mówiły o miłości w tak pięknych słowach, że czasem pozwalały zapomnieć o ludzkim barbarzyństwie” (s. 120-121). Na dwu ilustracjach wewnątrz ósmego, ostatniego rozdziału widać wtopioną w las maleńką sylwetkę zwierzęcia oraz przemianę nocy w świt. Na stronach po tekście powieści są płatki kwiatu, kępki drobnej zieleni z jakimś robaczkiem oraz widok z góry na las, w którym meandruje rzeka.
Literatura:
Sepúlveda L: „O starym człowieku, co czytał romanse”. Przeł. E. Komarnicka. Warszawa 1997.
Wyróżnia się przepięknie zaprojektowana obwoluta, recto i verso. Na pierwszej stronie widzimy kwiaty – białe i ciemnoróżowe, być może hibiskus, róże, malwy i powoje, a wśród nich dużymi literami, jakby odręcznie zapisany tytuł i dużo mniejszym drukiem zapisane dwa nazwiska, na drugiej – liście różnych roślin i cytat z powieści o pięknych słowach o miłości na przekór barbarzyństwu ludzi. Z kolei na wewnętrznych skrzydełkach na pierwszym – pod napisem z krótkimi informacjami biograficznymi o autorze oraz ilustratorce zauważamy grupę czterech osób z bronią, czyjeś dłonie trzymające dzbanek oraz skrzynkę z butelkami alkoholu i talerz z rybami, na drugim skrzydełku pojawia się fragment ciała ocelota (z błędnego polskiego tłumaczenia), a tak naprawdę jaguara z poprawnego tłumaczenia francuskiego, nad informacją o narracji oraz ilustracjach. Wklejki pod okładką wypełniają rośliny, ptaki i inne drobne zwierzęta. Kiedy zdejmiemy obwolutę i odegniemy skrzydełka na czterech stronach w dolnej połowie kartki rozpościera się beżowo-szary widok na rzekę i brzegi porośnięte roślinnością, a na górnej połowie – ciemnogranatowe, cieniowane niebo, z jaśniejszymi prześwitami. Obwoluta stanowi więc zwięzłą i piękną zapowiedź tego, co znajdziemy w powieści. Zdaniem wydawców, Concejo do pięknych słów dodała magiczne kolory i rysunki.
Na kilku stronach poprzedzających tekst są także ilustracje – fragmenty pejzaży nadrzecznych oraz drzew w dżungli, na ogół w większym formacie, w różnej kolorystyce – szarości, zieleni, błękicie. Na innych ilustracjach Concejo dominuje rzeka oraz bujna, gęsta roślinność dżungli, rozmywająca się na papierze jakby przemoczonym pod wpływem wilgoci padającego deszczu; są także ludzie, zwierzęta i przedmioty. Concejo sugeruje w plastyczny sposób zanurzenie w świecie dżungli, podobnie jak było to udziałem ludzi z powieści, chociaż w powieści nie ma zbyt dużo opisów.
Powieść rozpoczyna zdanie z porównaniem „Groźne niebo wisiało nisko nad głową jak rozdęte ośle podbrzusze” (s. 9). Do wydania francuskiego powieści dołączono posłowie autora napisane w 2003 roku. Sepúlveda wspomina, że w latach 70. ubiegłego wieku był w Ekwadorze, gdzie pół roku spędził u Shuarów, co wywarło na niego duży wpływ; poznał ich koncepcję świata i życia. Zaczął układać historię i jak Shuarowie nie zapisywał słów, ale wciąż opowiadał. Przez 10 lat myślał o tej historii, opowiadał ją wielokrotnie swojemu przyjacielowi Chico Mendesowi. W 1987 roku na adriatyckiej wysepce Lošinj w Artatore, gdzie wynajął dom, bez prądu i telefonu, poczuł niezwykły zapach ziemi i lasu po letniej, nocnej burzy, zobaczył szare jeszcze niebo i wtedy napisał to pierwsze zdanie, siedząc w ogrodzie i korzystając z ulubionej maszyny do pisania. Sepúlveda ukończył powieść w Hamburgu.
Ilustracje są na ogół między rozdziałami, aby – jak się wydaje – podkreślić rolę tekstu w książce dla dorosłego czytelnika, a jednocześnie nadać ilustracjom znaczenie odrębnych rysunków artystycznych. Może też chodzi o przyjęcie punktu widzenia, pozycji bohatera w świecie – widział głównie obrazy z okolicy, czasami tylko sięgał po tekst pisany. Na s. 72 jest miniaturowy rysunek starego człowieka, który w sękatych dłoniach trzyma otwartą książkę. Oczu czytelnika ewidentnie zatopionego w lekturze nie widzimy. Po dwu zielono-żółtych rysunkach na s. 75 pojawia się zbliżenie na dłonie i na głowę starego człowieka, od nosa w górę. Te ilustracje zapowiadają motywy i wątki III rozdziału – o czytaniu, wnętrzu wyjątkowo skromnej chaty, małżeństwie i związkach z Shuarami.
Stary, samotny mężczyzna sam nauczył się czytać i z trudem zdobywał książki. Odrzucił na przykład czasopisma i podręcznik do geometrii („Przeciwprostokątna jest to bok w trójkącie prostokątnym leżący naprzeciw kąta prostego”, s. 59). Docenił fikcję. Czytał słowo po słowie, tak długo, aż się nauczył kolejnych stron na pamięć. Romanse, smutne historie miłosne, pomagały zachować spokój i pogodny umysł, cieszyć się życiem w małej chacie, pogodzić ze stratą ukochanej kobiety (s. 77 – ślubny portret Antonia i Dolores, który wisiał w chacie), rozluźnić, wyobrażać miejsca, gdzie nigdy nie był, lepiej zrozumieć świat, w którym żył na co dzień, zrozumieć ludzi, zwierzęta, naturę, swoją historię z kilkudziesięciu lat. „Resztę czasu spędzał na czytaniu powieści, na rozmyślaniu o sekretach miłości i na wyobrażaniu sobie miejsc, gdzie toczyły się opisywane historie” (s. 61). Dzielił się także lekturą z innymi.
Niektóre ilustracje, zwłaszcza z obecnością ludzi, korespondują z fabułą opowieści. Na sztukę ilustracji artystki składają się: kolorystyka, piękna zieleń, precyzja rysunku, wtopienie w roślinność czy pejzaże ludzi lub zwierząt, bliskie związki z tekstem książki, z jej treściami literackimi i z poezją przedstawień. Na filmiku dla Galerii TOI o pracy artystki możemy zobaczyć, jak powoli powstają poszczególne elementy rysunków, dzięki starannym pociągnięciom kredki kreska przy kresce. Czasem widać na brzegach lub w środku ilustracji w książce, że Concejo malowała, jak lubi, na starych papierach, na przykład na kartkach z zeszytu. W niektórych miejscach można zauważyć kolorowe kreseczki, bowiem ilustratorka pokazuje, jakich barw używała.
Ilustracje są nie tylko między rozdziałami, ale także wewnątrz rozdziałów, np. w rozdziale I widzimy miniaturki z wycinkami pejzaży, roślinami i twarzami. Ilustracje na całą stronę lub dwie strony Concejo przeplata z dużo mniejszymi formatami. Ujęcia są różne, czasami od góry, z lotu ptaka, od dołu (np. drzewo na s. 137). Są ujęcia ogólne i detale, np. na s. 233 – krople deszczu na liściach. Obok wspaniałych zieleni i granatów czasami pojawia się róż, fiolet, pomarańczowy. Na s. 70 i 71, czyli na rozkładanych dwu stronach, obraz wypełnia rzeka. Concejo przepięknie pokazała refleksy na wodzie, w której odbijają się gęsto rosnąca nadbrzeżna zieleń i niebo z niewielkimi przejaśnieniami. Na s. 152-155 ściana deszczu narysowana jest najpierw w szarościach, potem prawie w czerni bohater obserwuje za małym okienkiem strugi deszczu. Obraz w wyjątkowy sposób oddaje samotność, melancholię i smutek.
Samotny bohater powieści, Antonio José Bolivar Proaño, poznał wiele tajemnic dżungli, zaprzyjaźnił się z rdzennymi mieszkańcami z plemienia Shuaro, w razie potrzeby włączał się w życie społeczności Idilio, pomagając w różnych sytuacjach, oburzała go niszczycielska działalność białych najeźdźców, doceniał wygląd i rodzaj męstwa pięknego zwierzęcia, oddawał się lekturze smutnych romansów, aby lepiej pojąć życie swoje i innych. Można powiedzieć, że Antonio czytał także dżunglę, zachowanie jaguara i innych zwierząt, czytał zdarzenia, zwłaszcza te tragiczne.
Na dwu sąsiednich stronach (s. 212 i 213) na czarnym tle są wykadrowane wyraziste oczy, żółtawe i ciemne, oczy zwierzęcia i oczy człowieka. Człowiek i zwierzę zmierzą się wkrótce w pojedynku. Samica doprowadzi człowieka do konającego samca, wykrwawionego po ranach zadanych przez barbarzyńcę, który wcześniej zamordował szczenięta. Człowiek z pojedynku z samicą wyszedł żywy, ale czy jako zwycięzca? Za tragiczne zdarzenia obwiniał ludzi. Jaguarów, zwłaszcza samicy jest mu po ludzku żal, docenia odwagę, inteligencję, wygląd zwierzęcia. Chce ochronić jej ciało przed innymi zwierzętami, padlinożercami. Taki stosunek do zwierząt, pełen empatii, podziwu i miłości do nich, był wynikiem doświadczeń bohatera, życiowych i lekturowych, a przede wszystkim łączył się z proekologiczną działalnością autora, który zadedykował powieść dwu czynnym obrońcom środowiska, nieżyjącym w roku wydania powieści (1989) Chico Mendesowi i Miguelowi Tzenke.
Zacytuję kilka zdań z zakończenia powieści: „Była większa, niż mu się wydawało, kiedy widział ją po raz pierwszy. Mimo wycieńczenia było to zwierzę dostojne i piękne, prawdziwe uosobienie gracji tak wyjątkowej, że podobnej nie stworzyłaby nawet wyobraźnia. Stary pogłaskał ją [samicę], nie zważając na ból w zranionej nodze i rozpłakał się ze wstydu. Wydał się sobie podły i pozbawiony honoru […]”. Płakał, wrzucił zwierzę do rzeki, „woda poniosła je w głąb dżungli, na tereny niesprofanowane nigdy stopą białego człowieka, aż do Amazonki […]”. Wyjął sztuczną szczękę, zawinął w chusteczkę. Do wody wrzucił zhańbioną strzelbę („Metalowa bestia, wroga wszelkiemu stworzeniu”). „[…] nie przestając kląć na jankesa, od którego zaczęła się cała ta tragedia, na alkada, na poszukiwaczy złota, na wszystkich, którzy splugawili jego Amazonię […], [podpierając się kijem szedł] do El Idilio, do swojej chaty i do książek, które mówiły o miłości w tak pięknych słowach, że czasem pozwalały zapomnieć o ludzkim barbarzyństwie” (s. 120-121). Na dwu ilustracjach wewnątrz ósmego, ostatniego rozdziału widać wtopioną w las maleńką sylwetkę zwierzęcia oraz przemianę nocy w świt. Na stronach po tekście powieści są płatki kwiatu, kępki drobnej zieleni z jakimś robaczkiem oraz widok z góry na las, w którym meandruje rzeka.
Literatura:
Sepúlveda L: „O starym człowieku, co czytał romanse”. Przeł. E. Komarnicka. Warszawa 1997.
Louis Sepúlveda: „Le Vieux qui lisait des romans d’amour”. Illustré par Joanna Concejo. Traduit par François Maspero. Edition Tishina 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

