CO KRYJE SIĘ WE WNĘTRZU ('JESIENNY ALMANACH')
A
A
A
Ile jest niewypowiedzianych frustracji, na których opisanie nie znajdujemy odpowiednich słów? Nie zdajemy sobie nawet sprawy, z jak wielką ilością żalu w sobie odchodzą z tego świata ludzie, niektóre myśli i pragnienia zabierając już na drugą stronę. Żyjemy w taki sposób, by wyrządzać jak najmniej krzywdy sobie i innym. Ten pozorny komfort często po prostu oznacza konformizm i akceptację tego, że nie mamy wpływu na rzeczywistość wokół, nie dyktujemy jej porządku. W filmie „Jesienny almanach” legendarnego węgierskiego reżysera Béli Tarra widzimy konsekwencje zbyt długo skrywanych uczuć, które po ujawnieniu, zamiast przynosić ulgę, doprowadzają do czystego chaosu.
Piątka bohaterów mieszka ze sobą w upiornym i dotkniętym upływem czasu mieszkaniu. W skład tej grupy wchodzą: melancholijna starsza matka, która sprawuje pieczę nad całym dobytkiem, jej niezbyt ambitny syn, czuła i zagubiona życiowo młoda pielęgniarka, dość narwany kochanek kobiety i samotny nauczyciel pogrążony w długach, który wprowadza się jako ostatni. Na przestrzeni filmu na jaw wychodzą ich tajemnice, a wzajemny gniew staje się dominującym uczuciem.
Otwierające dzieło sceny rozpoczynają szczere rozmowy między postaciami. Mimo że nie znamy nawet ich imion, stosunku do siebie ani innych podstawowych informacji, to od razu znajdujemy się z nimi w bardzo intymnych sytuacjach. Dodatkowo wspomaga to fakt, jak blisko twarzy bohaterów ustawiono kamerę. To stanie się kluczowym zabiegiem w filmie, dodającym wagi samym wyznaniom, gdy słabość protagonistów jest wystawiona na nasz widok, a każdy ich grymas czy zmarszczka zostają tak mocno wyeksponowane. Bohaterowie mogą snuć między sobą intrygi, ale za każdym razem, gdy ta fasada opada, jako widzowie jesteśmy obecni, dzięki czemu też odporni na kłamstwa i iluzje. Wszyscy mieszkańcy pragną czegoś więcej – świata otwartego na nich poza opresyjnymi ścianami miejsca, które powinno kojarzyć się z bezpieczeństwem. Ich dom już dawno przestał być schronieniem, a stał się symbolem ich porażek i samotności. Nawet otoczeni ludźmi, których znajdą, lub prawdziwą rodziną bohaterowie czują, że brakuje im ciepła i wsparcia, które kojarzy się z życiem we wspólnocie.
Jedyną postacią, pragnącą utrzymać ich w tej ponurej przestrzeni, jest Hédi (Hédi Temessy), czyli matka. Najbardziej świadoma przemijającego czasu, potrzebuje kogoś, kto będzie jej towarzyszyć. By to osiągnąć, nieustannie ogranicza wolność i tworzy napięcia między lokatorami, przypominając o tym, że przez status majątkowy to oni są skazani na jej łaskę. Woli utrzymywać niewygodną iluzję, niż pozwolić innym na nowy start. Jednocześnie jej wielki smutek i desperacja składają się na niewyobrażalnie szczery portret osoby z dawnego pokolenia, nieumiejącej ustosunkować się do nowej rzeczywistości. Odzwierciedla to niepoukładana natura mieszkania. Warto zauważyć, że zawsze oświetlone jest tylko punktowo, co może symbolizować, że wszelka pozytywnie kojarząca się jaskrawość już dawno wygasła. Atutem okazuje się również zaaranżowanie przestrzeni, którą trudno oszacować – jest jednocześnie niczym duży labirynt (dosłownie i metaforycznie) z nieoczywistym ustawieniem pokojów, ale też paradoksalnie klaustrofobiczna i przytłaczająca bohaterów. Nie ma ani jednego obrazu ukazującego świat poza mieszkaniem, a na tytułową jesień wskazują tylko umieszczony przez chwilę w kadrze pojedynczy wysuszony liść i, przede wszystkim, depresyjne nastroje postaci. Jesień kojarzy się ze schyłkiem roku, jest najmniej atrakcyjną wizualnie, kojarzącą się negatywnie porą. To okres, w którym zaczyna wpadać coraz mniej światła i z dnia na dzień pogrążamy się coraz szybciej w ciemności – myślę, że to doskonale podsumowuje losy bohaterów. Z wyjątkiem tego, że dla nich nigdy już nie nastanie radość wiosny, a przynajmniej tak sugeruje zakończenie. To jesień, w której się pogrążyli na dobre.
W filmie dominują, szczególnie podczas rozmów, dwa kolory: pomarańczowy i niebieski. Całkowite skrajności. Padają bohaterom na twarz, ale nie reprezentują ich postaw wobec siebie, a raczej chaos panujący w domu. Niebieski, zwykle kojarzony ze smutkiem i bezsensem, oraz żywiołowy pomarańcz, utożsamiany z gwałtownością uczuć, w filmie Tarra łączą się w wybuchową mieszankę, która wisi nad postaciami niczym fatum. Już niedługo uczucia symbolizowane przez obie barwy scalą się i nastanie finałowa szarość.
Piątka bohaterów mieszka ze sobą w upiornym i dotkniętym upływem czasu mieszkaniu. W skład tej grupy wchodzą: melancholijna starsza matka, która sprawuje pieczę nad całym dobytkiem, jej niezbyt ambitny syn, czuła i zagubiona życiowo młoda pielęgniarka, dość narwany kochanek kobiety i samotny nauczyciel pogrążony w długach, który wprowadza się jako ostatni. Na przestrzeni filmu na jaw wychodzą ich tajemnice, a wzajemny gniew staje się dominującym uczuciem.
Otwierające dzieło sceny rozpoczynają szczere rozmowy między postaciami. Mimo że nie znamy nawet ich imion, stosunku do siebie ani innych podstawowych informacji, to od razu znajdujemy się z nimi w bardzo intymnych sytuacjach. Dodatkowo wspomaga to fakt, jak blisko twarzy bohaterów ustawiono kamerę. To stanie się kluczowym zabiegiem w filmie, dodającym wagi samym wyznaniom, gdy słabość protagonistów jest wystawiona na nasz widok, a każdy ich grymas czy zmarszczka zostają tak mocno wyeksponowane. Bohaterowie mogą snuć między sobą intrygi, ale za każdym razem, gdy ta fasada opada, jako widzowie jesteśmy obecni, dzięki czemu też odporni na kłamstwa i iluzje. Wszyscy mieszkańcy pragną czegoś więcej – świata otwartego na nich poza opresyjnymi ścianami miejsca, które powinno kojarzyć się z bezpieczeństwem. Ich dom już dawno przestał być schronieniem, a stał się symbolem ich porażek i samotności. Nawet otoczeni ludźmi, których znajdą, lub prawdziwą rodziną bohaterowie czują, że brakuje im ciepła i wsparcia, które kojarzy się z życiem we wspólnocie.
Jedyną postacią, pragnącą utrzymać ich w tej ponurej przestrzeni, jest Hédi (Hédi Temessy), czyli matka. Najbardziej świadoma przemijającego czasu, potrzebuje kogoś, kto będzie jej towarzyszyć. By to osiągnąć, nieustannie ogranicza wolność i tworzy napięcia między lokatorami, przypominając o tym, że przez status majątkowy to oni są skazani na jej łaskę. Woli utrzymywać niewygodną iluzję, niż pozwolić innym na nowy start. Jednocześnie jej wielki smutek i desperacja składają się na niewyobrażalnie szczery portret osoby z dawnego pokolenia, nieumiejącej ustosunkować się do nowej rzeczywistości. Odzwierciedla to niepoukładana natura mieszkania. Warto zauważyć, że zawsze oświetlone jest tylko punktowo, co może symbolizować, że wszelka pozytywnie kojarząca się jaskrawość już dawno wygasła. Atutem okazuje się również zaaranżowanie przestrzeni, którą trudno oszacować – jest jednocześnie niczym duży labirynt (dosłownie i metaforycznie) z nieoczywistym ustawieniem pokojów, ale też paradoksalnie klaustrofobiczna i przytłaczająca bohaterów. Nie ma ani jednego obrazu ukazującego świat poza mieszkaniem, a na tytułową jesień wskazują tylko umieszczony przez chwilę w kadrze pojedynczy wysuszony liść i, przede wszystkim, depresyjne nastroje postaci. Jesień kojarzy się ze schyłkiem roku, jest najmniej atrakcyjną wizualnie, kojarzącą się negatywnie porą. To okres, w którym zaczyna wpadać coraz mniej światła i z dnia na dzień pogrążamy się coraz szybciej w ciemności – myślę, że to doskonale podsumowuje losy bohaterów. Z wyjątkiem tego, że dla nich nigdy już nie nastanie radość wiosny, a przynajmniej tak sugeruje zakończenie. To jesień, w której się pogrążyli na dobre.
W filmie dominują, szczególnie podczas rozmów, dwa kolory: pomarańczowy i niebieski. Całkowite skrajności. Padają bohaterom na twarz, ale nie reprezentują ich postaw wobec siebie, a raczej chaos panujący w domu. Niebieski, zwykle kojarzony ze smutkiem i bezsensem, oraz żywiołowy pomarańcz, utożsamiany z gwałtownością uczuć, w filmie Tarra łączą się w wybuchową mieszankę, która wisi nad postaciami niczym fatum. Już niedługo uczucia symbolizowane przez obie barwy scalą się i nastanie finałowa szarość.
„Jesienny almanach”. Reżyseria: Béla Tarr. Scenariusz: Béla Tarr. Obsada: Hédi Temessy, Erika Bodnár, Székely B. Miklós, Pál Hetényi, János Derzsi Gatunek: dramat psychologiczny. Produkcja: Węgry 1984, 119 min.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |








ISSN 2658-1086

