ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (531) / 2026

Sara Nowicka,

PĘKNIĘCIA W MATERII RZECZY ('POTĘPIENIE')

A A A
„Potępienie” (1988) jest szczególnym tytułem w filmografii Béli Tarra. Mostem pomiędzy jego wczesną twórczością a „Szatańskim tangiem” (1994), arcydziełem, które przyniosło mu międzynarodową rozpoznawalność. To pierwsza realizacja reżysera ze współpracującymi z nim w kolejnych latach pisarzem Lászlem Krasznahorkaiem oraz operatorem Gáborem Medvigyem, wywierającymi znaczący wpływ na styl jego filmów. To w „Potępieniu” mają początek poetyckie dialogi, czarno-białe kadry i powolne tempo narracji, tak charakterystyczne dla kina Tarra.

Punktem wyjścia jest miłosna historia dziejąca się w niewielkim górniczym miasteczku. Karrer (Miklós B. Székely) zakochuje się w barowej piosenkarce (Vali Kerekes). By móc kontynuować romans, bohater wplątuje męża kobiety, Sebestyéna (György Cserhalmi), w przemytnicze zlecenie. Jak deklaruje, nie cofnie się przed żadną niegodziwością, żeby być z kobietą. Dla niej to nie ma znaczenia – marzy o wielkiej karierze i wyjeździe z pozbawionego perspektyw miejsca. Na bazie prostej fabuły Tarr tka melancholijną opowieść o ludziach z góry skazanych na przegraną. Postaciach świadomych własnej klęski, które wycisza tylko obserwowanie deszczu.

„Potępienie” wiele czerpie z poetyki kina neo-noir. Konwencja czarnego kryminału koresponduje z pesymistycznymi czasami przemiany ustrojowej, czego przykładem jest też stworzony dwa lata później „Zmierzch” Györgya Fehéra. Oba filmy prezentują mroczniejszą wersję amerykańskich pierwowzorów z lat 40. i 50., u Węgrów fatalistyczna wizja świata jest jeszcze brutalniejsza. Pozbawionych nadziei bohaterów nihilizm przeszywa do kości, jak wilgoć związana z nieustannie padającym deszczem.

Ciekawie wnioski płyną z porównania filmu powstałego u kresu komunizmu na Węgrzech z polską produkcją z tego czasu. Podczas wchodzenia w nową rzeczywistość twórcy z obu krajów zerkali w stronę zachodnich wzorców. Jednak ich perspektywa była diametralnie inna, co widać zarówno w samej sytuacji polityczno-historycznej, jak i w kinie. Kiedy w Polsce przemiany ekonomiczne i społeczne wprowadzano w sposób gwałtowny i rewolucyjny, na Węgrzech zachodziły one powoli. Obrady Okrągłego Stołu i bardziej aktywny udział społeczeństwa w obaleniu komunizmu spowodowały, że nowa polska demokracja była witana z większym optymizmem. W kapitalizmie wielu widziało nadzieję na poprawę sytuacji ekonomicznej, tymczasem Węgrzy okazali się bardziej pragmatyczni. Pozbawieni mitu, widzieli nową rzeczywistość w ciemnych barwach, dostrzegając w niej raczej kontynuację fatalnej sytuacji niż nowy początek.

W kinie można zobaczyć to na przykładzie dwóch tytułów kręconych w tym samym roku, korzystających z amerykańskiej symboliki – właśnie „Potępienia” i „Pociągu do Hollywood” (1987) Radosława Piwowarskiego. Oba wykorzystują fenomen Marilyn Monroe, której odpowiedniki umieszczają w znanym sobie komunistycznym kontekście. Bezimienna bohaterka Tarra koresponduje z postacią graną przez amerykańską gwiazdę w „Przystanku autobusowym” (1956) Joshui Logana. Obie bohaterki śpiewają w podrzędnym barze i marzą o wielkiej karierze. Dla postaci granej przez Monroe przeszkodą jest patriarchalna rzeczywistość – kiedy kobieta poznaje zakochanego w niej mężczyznę, marzenia o wyjeździe schodzą na dalszy plan. W „Potępieniu” bieda i stagnacja otaczające bohaterkę zabijają w niej odwagę do realizowania własnych pragnień. Najbardziej optymistyczną, choć naznaczoną ironią, wersję tej historii proponuje Piwowarski. Marząca o Hollywood Mariola Wafelek (Katarzyna Figura) jest produktem kultury popularnej, ale bardzo świadomym, który odgrywa określoną rolę i biegle posługuje się cytatami ze świata kina i reklamy. Węgierska bohaterka nie wierzy już w american dream, za to Polka, choć wie, że to fałszywe marzenie, podporządkowuje mu swoje życie, a jej dziecięca naiwność zostaje nagrodzona.

„Potępienie” złożone jest z kadrów łączących obrazy wschodniego i zachodniego świata. Scenografia baru Titanik, mimo znaczącej dla anglosaskiej kultury nazwy, przypomina sowieckie speluny z lat 60. i 70. Kolektywne portrety stojącej na deszczu klasy robotniczej przetykane są obrazami zwiastującymi nową rzeczywistość, np. matki karmiącej, stylizowanej na obrazy Marii z Jezusem, siedzącej obok odbiornika telewizyjnego. Jednak to tylko powierzchnia filmu, obraz Tarra hipnotyzuje dlatego, że autorowi udało się odkryć w nim podszewkę rzeczywistości. Warto tu zaznaczyć, że hipnoza nie oznacza odczucia podobnego do snu. Hipnoza to stan wzmożonej uważności, skupienia, większej niż zwykle świadomości – i pod tym względem kino Węgra jest całkowicie hipnotyczne. Sugerują to nawet dialogi – na początku jeden z bohaterów mówi o zdjęciu zasłony mai, która w filozofii buddyjskiej oznacza iluzję, złudzenie zasłaniające prawdę. Później inna postać wspomina, że być może są pęknięcia w materii rzeczy – reżyser sugeruje, że to właśnie przez nie można podejrzeć realny obraz świata.

Tarr poznał Krasznahorkaiego w 1985 roku; zachwycony „Szatańskim tangiem”, postanowił skontaktować się z pisarzem w celu rozpoczęcia prac nad adaptacją. Problemy finansowe opóźniły realizację pomysłu, jednak dzięki temu twórcy zdążyli się zaprzyjaźnić i stworzyć mniejszy, ale nie mniej znaczący film – „Potępienie”. To rozpoczęło intensywną, wieloletnią współpracę; filmów Tarra nie sposób interpretować w oderwaniu od scenariuszy Krasznahorkaiego. Obu połączyły światopogląd, melancholia i fatalizm, które, paradoksalnie, udało im się przekłuć w twórczość. U schyłku lat 80., kiedy literat przyznał, że nędza, którą opisuje, jest jego nędzą i że bieda zrujnowała jego życie, to współpraca z Tarrem, dosłownie i w przenośni, otwarła przed nim świat. Być może to właśnie są szczeliny światła wyłaniające się z ciemności przedstawianej przez autorów. „Potępienie” również takie przebłyski posiada, dzięki ironicznemu poczuciu humoru twórców, które udaje się przemycić nawet w potępieńczym tańcu kończącym film. Co istotne, smutek nie oznacza stagnacji, melancholia nie jest równoznaczna z akceptacją i bezruchem. Bohaterowie nie są kukiełkami, a osobami z krwi i kości. To nie ludzie bez właściwości, wydrążeni i apatyczni, lecz przeklęte wyrzutki, pogrążone w rozpaczy, ale nie odcięte od siebie i swoich uczuć. Nawet statyczna scena seksu, chyba jedna z najmniej dynamicznych, jaką stworzyło kino, niesie duży ładunek emocjonalny.

„Potępienie” jest wypowiedzią filozoficzną i socjologiczną – mówiącą uniwersalnie zarówno o człowieku, jak i o konkretnej społeczności – jednak działa również jako melodramat (na poziomie relacji postaci i ich konfliktów wewnętrznych). Pewnie narażę się wielu, ale wydaje mi się, że właśnie w tym filmie, pierwszym, naznaczonym jeszcze młodzieńczym gniewem (kręcąc go, Tarr ma 32 lata), połączenie tych trzech płaszczyzn udaje się reżyserowi najlepiej.
„Potępienie”. Reżyseria: Béla Tarr. Scenariusz: Béla Tarr, László Krasznahorkai. Obsada: Miklós B. Székely, Vali Kerekes, Gyula Pauer, György Cserhalmi. Gatunek: melodramat. Produkcja: Węgry 1988, 116 min.