ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (532) / 2026

Małgorzata Wójcik-Dudek,

PAPUGA NA PARNASIE ('OD ASIUNI DO JOANNY. ŻYCIE POD BAJDUŁEM. JOANNA PAPUZIŃSKA W ROZMOWIE Z ANNĄ SOBOWIEC')

A A A
Papuzińską znają prawie wszyscy. Konia rzędem temu, kto nie czytał „Mojej mamy czarodziejki”, cyklu opowieści o Rokisiu czy choćby „Asiuni” lub o tych książkach nie słyszał. To twórczyni łącząca pokolenia. Można powiedzieć, że Joanna Papuzińska, pieszczotliwie nazwana przez Wandę Chotomską Papugą, jest dobrem narodowym, docenianym przez kolejne ekipy reformujące szkołę, wszak żadna z wprowadzonych zmian nie zignorowała obecności pisarki w przestrzeni literatury dla najmłodszych. Przeciwnie, twórczość Papuzińskiej dla dzieci z łatwością wpisano w różne strategie stosowane w obrębie edukacji polonistycznej.

Podobnie jak kiedyś, również dziś małe czytelniczki i mali czytelnicy poznają Papuzińską dzięki szkolnej liście lektur, na której zamieszczono jej autobiograficzne opowiadanie „Asiunia”. Warto dodać, że książka doczekała się ekranizacji zrealizowanej przez Ewelinę Gordziejuk. Wojenne wspomnienia Papuzińskiej uzupełnione udanymi ilustracjami Macieja Szymanowicza zdetronizowały „Moją mamę czarodziejkę”, której lekturę w konsekwencji przeniesiono do przedszkola. To istotna zmiana, wskazująca potrzebę nie tyle ograniczenia dość bogatej literatury fantastycznej w niższych klasach szkoły podstawowej, ile włączenia małych narracji wspomnieniowych czy autobiograficznych do tekstowego świata adresowanego do dziecięcych czytelniczek i czytelników. Pomysł, aby tę zmianę sygnowała twórczość Papuzińskiej, wydaje się naprawdę udany, choćby dlatego że „Asiunia” to nie tylko kawałek niezłej literatury, ale również książka wpisująca się w bezpieczny tryb czytania o trudnej i traumatyzującej przeszłości.

To nie przypadek, że wywiad rzekę z Joanną Papuzińską przeprowadza Anna Sobowiec, która od lat jest związana z Muzeum Powstania Warszawskiego, współtworząc tam m.in. muzealną koncepcję opowiadania najmłodszym o wojnie, która to koncepcja przełożyła się na popularną dziś serię książek dla najmłodszych „Wojny dorosłych – historie dzieci”. Lata doświadczeń Sobowiec w pracy warsztatowej z dziećmi, przeprowadzone kwerendy i podpatrywanie różnego rodzaju praktyk funkcjonujących w tym zakresie w polskich i zagranicznych instytucjach zajmujących się narracjami upamiętniania przeszłości przyniosły znakomity efekt w postaci wspomnianej serii, którą najpierw wydawano przez Muzeum Powstania Warszawskiego, a później w tandemie z Wydawnictwem Literatura. Pomysł był prosty. Chodziło o stworzenie przestrzeni dla książek, wyjaśniającym najmłodszym, czym jest wojna, przy założeniu, że w roli bohaterów narracji wystąpią osoby, których dzieciństwo przypadło na czas drugiej wojny światowej. Ponadto tak pomyślane książki nie powinny być biografiami, ale muszą się odnosić do kilku wyrazistych epizodów z wojennej historii dziecka. Ostatnie założenie wydaje się kluczowe: opowieści nie powinny opierać się na wiedzy podręcznikowej, ale odwoływać się do emocji dostępnych współczesnym dzieciom. Co ciekawe, Papuzińska w rozmowie z Sobowiec zdradza, że w tego rodzaju książkach należy umiejętnie eksponować humorystyczne wyimki z prawdziwych, niezbyt przecież radosnych historii. Wszystko po to, aby pamięć powstania czy wojny nie piętrzyła makabry.

Wspomniany pomysł upowszechniania wiedzy o przeszłości zaprowadził jego autorkę do Papuzińskiej, której „Asiunia” okazała się książką wyjątkową na tle innych wchodzących w skład wspomnianej serii. Otóż, Papuzińska opowiedziała własną historię, podczas gdy pozostali twórcy, posiłkując się nagraniami z Archiwum Historii Mówionej, oddawali głos innym. Tak powstała m.in. znakomita książka Pawła Beręsewicza „Czy wojna jest dla dziewczyn?” oraz „Zaklęcie na »w«” Michała Rusinka. Seria na tyle się rozrosła, że składające się na nią tytuły dość szybko przekroczyły pierwotnie zakładane „granice chronologiczne”, w ramach których poszczególne opowiadania tematycznie miały się mieścić. Pojawiły się zatem książki dotyczące różnych wojen (np. wojny w Ukrainie – „Teraz tu będzie nasz dom” Barbary Gawryluk) czy okresów niepokoju (powstania śląskie – „Gołąbek niepokoju” Kazimierza Szymeczki). „Asiunia” okazała się na tyle popularna, że opowiadanie doczekało się swej kontynuacji, tworząc coś na kształt dziecięcej trylogii wojenno-powojennej. „Mój tata szczęściarz” to opowieść o losach ojca Papuzińskiej podczas Powstania Warszawskiego, a „Krasnale i olbrzymy” przywołują tużpowojenną historię odbudowywanej stolicy.

Warto dodać, że Anna Sobowiec, pracując w Muzeum Powstania Warszawskiego, prowadziła wywiady w ramach Archiwum Historii Mówionej. We wstępie książki zawierającej rozmowę z Papuzińską przyznaje, że praktyki wypracowane właśnie w tej przestrzeni rzutowały na kształt dialogu z twórczynią. Chodziło o to, aby w sposób syntetyczny oddać całe bogactwo bardzo intensywnych osiemdziesięciu lat życia Papuzińskiej, a także umożliwić pisarce akcentowanie tych jego etapów czy epizodów, które ona sama uzna za ważne, tak aby zbudować pełną emocji narrację od dzieciństwa ku dojrzałości. Stąd też tytuł książki „Od Asiuni do Joanny”. Wywiad powstawał na przestrzeni lat 2021-2023 i, jak twierdzi Sobowiec, celowo nie został opatrzony uwagami krytycznymi, gdyż obie interlokutorki nie miały ambicji tworzenia biografii czy rodzinnej historii.

Rzeczywiście, wywiad, choć trzyma się chronologii, to rezygnuje z pewnej płynności tak charakterystycznej dla wywiadów-rzek. Strategia wypracowana przez Sobowiec w Archiwum Historii Mówionej została niejako zaciągnięta do rozmowy z Papuzińską. I choć dialog z pisarką okazuje się fascynujący, to wydaje się, że niepotrzebnie przerywają go restrykcyjnie wprowadzane podziały na niekiedy zbyt krótkie segmenty rozdziałów. Wyznaczony przez nie rytm sprawia czasem wrażenie, że nie jesteśmy świadkami rozmowy z Papuzińską, ale odpytywania jej ze wspomnień. Zamiast meandrów rozmowy otrzymujemy sprawnie zadawane pytania, których zadaniem wydaje się archiwizacja odpowiedzi, a tym samym bardzo dobrze pod względem technicznym tworzone archiwum pamięci. Nie jest to oczywiście odczucie towarzyszące lekturze całej książki, ale w moim przypadku pojawiało się na tyle często, że trudno je zignorować. Ostatnie rozdziały rozmowy są wolne od tego rodzaju praktyki i można mieć wrażenie, że właśnie wtedy odzyskujemy główną bohaterkę, która dodatkowo w finale książki dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami poruszającymi przemyśleniami.

A Papuzińska ma o czym mówić, zarówno jako Asiunia, jak i Joanna, co udowodniła już dawno w znakomitych „Darowanych kreskach”. Tym razem, w rozmowie z Sobowiec, swoją opowieść rozpoczyna od korzeni, z czułością wspominając babcię Tosiunię oraz rodziców. Jej ojciec, Stanisław Papuziński, był pedagogiem, matka, Zofia Wędrychowska, znaną warszawską bibliotekarką. To kultywowane tradycje pedagogiczne, społecznikowskie oraz bliski kontakt ze środowiskiem Korczakowskim zapewne sprawiły, że podczas okupacji w domu rodzinnym Papuzińskiej przy ulicy Mątwickiej ratowano dzieci wynoszone lub wyprowadzane z getta. To tu tleniono ocalałym włosy, uczono pacierza, polskiej wymowy, organizowano fałszywe dokumenty, za co rodzicom Papuzińskiej przyznano tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Pisarka wspomina Powstanie Warszawskie, zamordowanie matki przez Niemców, nieobecność ojca, ale też tęsknotę, jaką jako dziewczynka odczuwała za utraconym domem wypełnionym książkami. Przywołuje nawet niedoskonały erzac przedwojennego księgozbioru, zwany Biblioteczką Dziecka. Tworzyło ją nieduże kartonowe pudełko wraz z ośmioma małymi książeczkami. Cała konstrukcja udawała biblioteczny regał. Czytelniczki i czytelnicy dowiedzą się, dlaczego w powojennej szkole można było przeskoczyć dwie klasy, jak wyglądały mundurki, jak układały się relacje małej Asi z rodzeństwem, co było przysmakiem dzieci i jakie książki bez przymusu czytały. Potem w założonym porządku wspomnień czas na liceum (słynną Hoffmanową), po którym Papuzińska dostaje się na dziennikarstwo. Ciekawe, że jej praca egzaminacyjna na temat najważniejszego dzieła literackiego ostatniego dziesięciolecia nie była poświęcona jak większości kandydatek i kandydatów „Obywatelom” Kazimierza Brandysa, ale „Księdze urwisów” Edmunda Niziurskiego. Dowiadujemy się, że czas studiów to początek znajomości z Januszem, z którym pisarka pozostanie w związku prawie sześćdziesiąt lat. Studia to zresztą czas przyspieszony. Kiedy w 1960 roku Papuzińska je kończy, ma dwadzieścia jeden lat, dyplom magistra i córeczkę.

Trzeba przyznać, że w rozmowie intrygująco wypadają wątki dotyczące literatury PRL-u oraz rynku książki dla najmłodszych. Papuzińska w tej kwestii jest niezrównaną specjalistką, wszak nie tylko poświęciła tym zagadnieniom sporą część naukowego życia, ale również doświadczyła specyfiki tego środowiska. Już podczas praktyk studenckich zetknęła się ze „Światem Młodych” czy „Płomyczkiem”. Interesująco wybrzmiewają jej wspomnienia dotyczące sposobu prowadzenia czasopism, ich profili czy organizacji pracy zespołu redakcyjnego. Padają nazwiska znakomitych fachowców, ale też zwykłych figurantów. Autorka „Asiuni” przekonuje również do śmiałych, ale solidnie uargumentowanych analogii, jak choćby ta dotycząca podobieństw między „Światem Młodych” a „Małym Przeglądem” prowadzonym przez Korczaka. Warto zaznaczyć, że Papuzińska jako pisarka zadebiutowała w 1965 roku na łamach „Świata Młodych” opowiadaniem „Człowiek o gorącym sercu” poświęconym właśnie Korczakowi.

Szczególnie poruszającym fragmentem wywiadu jest wspomnienie pracy w bibliotece przy ulicy Żytniej na warszawskiej Woli. Papuzińska trafiła tam, kiedy nie dostała się na studia doktoranckie. Nie ona jedna skorzystała z takiej możliwości. W bibliotece przeczekiwało się gorszy czas, choć dla Papuzińskiej praca przy księgozbiorze okazała się prawdziwą szkołą życia. Jako młoda dziewczyna z inteligenckiego domu trafiła bowiem na robotniczą Wolę i, pracując w bibliotece, mierzyła się przede wszystkim z biedą tamtejszych dzieci. Szybko przekonała się, że wysoka frekwencja w bibliotece nie wynikała z fascynacji młodych ludzi czytaniem, ale brała się stąd, że ich rodzice, pracując cały dzień lub na drugą zmianę, pozostawiali swe pociechy na „podwórku”, jedynie starsze z nich wyposażając w klucz do mieszkania. Młodsze, a tym samym mniej odpowiedzialne, były skazane albo na podwórko, albo przy bardziej niesprzyjającej pogodzie – bibliotekę. Kiedy czyta się te fragmenty, to odnosi się wrażenie, że praca w bibliotece oprócz funkcji głównie opiekuńczej przypomniała pracę w terenie. Doręczanie czytelnikom monitów o nieoddanych na czas książkach zmuszało pracowników biblioteki do docierania pod wskazane adresy. Papuzińska wspomina małe mieszkanka, biedę, patologiczne rodziny oraz dojmującą mizerię dzieciństwa spędzonego w takich warunkach. Te oraz inne fragmenty wspomnień nienachalnie przypominają o formacyjnej funkcji pracy u podstaw i pracy organicznej, jeśli nawet nie zmieniających świata, to z pewnością na zawsze kształtujących wrażliwość służących w ich szeregach.

Osobny wątek, dość mocno wyodrębniony w rozmowie, dotyczy kontekstu politycznego oraz jego wpływu na karierę naukową Papuzińskiej. Fakt, że jej mąż w końcówce lat 70. wypisuje się z partii, prawdopodobnie rzutuje na odrzucenie jej habilitacji. Wcześniej nic nie wskazywało na tego rodzaju katastrofę. Papuzińska z dużym oddaniem pracowała na Uniwersytecie Warszawskim oraz w jego filii w Białymstoku, prowadząc tam zajęcia na kierunku nauczycielskim. Później zaangażowała się w działalność opozycyjną. Dom Papuzińskiej oraz jej męża, Janusza Beksiaka, profesora ekonomii, stał się w latach 80. miejscem spotkań twórców tzw. kultury niezależnej. Odrzuconą habilitację uznano dopiero w 1994 roku. Papuzińska przyznaje, że opóźniony awans miała negatywny wpływ na możliwości kształcenia specjalistów w zakresie literatury dla młodych czytelników. Brak możliwości prowadzenia seminarium doktorskiego sprawił, że doktoraty pod jej opieką napisały jedynie trzy osoby, dodajmy – dobrze rozpoznawalne nazwiska we współczesnych badaniach nad literaturą dla dzieci i młodzieży.

Papuzińska znalazła jednak inną przestrzeń wpływu. Było nią czasopismo „Guliwer” poświęcone zagadnieniom literatury dla młodych odbiorców, które zresztą istnieje do dziś. Prowadziła je wraz z zaufanym zespołem specjalistów przez dziesięć lat. Obecnie jest wydawane przez Wydawnictwo Naukowe „Śląsk”, wcześniej pieczę nad nim sprawowało Ossolineum, a po nim Biblioteka Śląska. Pisarka wspomina, że w latach 90., już w wolnej Polsce, „Jedni budowali Bednarską, inni Gazetę Wyborczą, a ja „Guliwera” (s. 321). Czasopismo powstało z ogromnego entuzjazmu, redagowano je przy kuchennych i jadalnianych stołach w domach przyjaciół, współpracowników oraz samej Papuzińskiej.

Kolejną przestrzenią współtworzoną przez pisarkę było (i do tej pory jest) Centrum Literatury Dziecięcej w Oświęcimiu. Zaczęło się niewinnie – od listu do „Guliwera” z prośbą o nawiązanie współpracy z niewielką biblioteką w Oświęcimiu, mieszczącą się w trzech niewielkich pomieszczaniach w jednym z bloków. Na miejscu okazało się, że ten lokal i tak uznano za w miarę wygodny, bo zagospodarowano go na bibliotekę dla dorosłych. Książki dla dzieci mieściły się natomiast w suterenie w wypożyczalni sprzętu domowego. Pierwsze spotkanie pracowników biblioteki i zespołu „Guliwera” odbyło się w budującym się wtedy w Oświęcimiu Centrum Dialogu i Modlitwy: „My mówiliśmy: »Dlaczego, do cholery, takie duże miasto, z taką historią, z taką tradycją, nie ma porządnej biblioteki?!«” (s. 335). Po jakimś czasie powstała. W jej nowoczesnym gmachu przy ulicy Nojego mieści się również Centrum Literatury Dziecięcej. To właśnie tutaj swoją pamiątkową ławeczkę ma jego współtwórczyni.

Sobowiec podkreśla, że kwestia tego, w jaki sposób przyprowadzić książkę do polskiego dziecka (a nie dziecko do książki), była najistotniejszym zadaniem wypełnianym przez Papuzińską. Nietrudno się zgodzić z takim twierdzeniem, choć można je ująć nieco szerzej. Papuzińska nie tylko wiele zrobiła dla literatury dla najmłodszych w ramach praktyk czytania, inicjowania innowacyjnych kontaktów z książką, pracy w terenie czy powoływania instytucji. Lektura wywiadu pokazuje, że pisarka i naukowczyni odczarowała literaturę dla młodych, przekonując, że to przestrzeń nie tylko pedagogicznych eksploracji, ale obszar podatny na rzetelny naukowy opis z perspektywy wielu dyscyplin badawczych. Pokazała, że siłą środowiska naukowego jest jego otwartość nie tylko na kolejnych badaczy, ale również wszystkich, także tych spoza świata nauki, którzy wierzą, że „drukowane ścieżki” prowadzą do lepszych światów. Może dlatego właśnie jubileuszowy tom wydany z okazji siedemdziesiątych urodzin Papuzińskiej nosi tytuł „Ocalone królestwo”, nawiązując do jej monografii „Zatopione królestwo” z 1989 roku, poświęconej fantastyce z XX-wiecznej literaturze dla młodych odbiorców. Jak piszą redaktorzy jubileuszowego tomu: „Tak oto nasz »sztambuch przyjaciół« ogarnia bezkresne królestwo Joanny Papuzińskiej: twórczość, badania i promocję książki (…)” (Leszczyński, Świerczyńska-Jelonek, Zając 2009: 15).

„Ocalone królestwo” otwiera zabawny szkic przedstawiający papugę czytającą książkę na szczycie Parnasu. Trudno o lepszą nobilitację nie tylko Papuzińskiej – pisarki i badaczki – ale również literatury dla najmłodszych, którą przez całe życie się zajmowała.

LITERATURA:

Leszczyński G., Świerczyńska-Jelonek D., Zając M.: „Wstęp”. W: „Ocalone królestwo. Twórczość dla dzieci – perspektywy badawcze – problemy animacji”. Red. G. Leszczyński, D. Świerczyńska-Jelonek, M. Zając. Warszawa 2009.
„Od Asiuni do Joanny. Życie pod Bajdułem. Joanna Papuzińska w rozmowie z Anną Sobowiec”. Muzeum Powstania Warszawskiego, Wydawnictwo Literatura. Warszawa 2025.