CO Z NAS ZA LUDZIE (WALTER KEMPOWSKI: 'PRIMA SORT')
A
A
A
Twórczość Waltera Kempowskiego (1929–2007), jednego z najpoczytniejszych w Niemczech egzegetów okresu drugiej wojny światowej, do tej pory nie była powszechnie dostępna polskiemu czytelnikowi, choć obejmuje ponad trzydzieści tomów prozy. O Kempowskim pisano w polskich studiach literaturoznawczych już po 1989 roku, między innymi w kontekście „tematyki wschodniopruskiej” (zob. H. Orłowski, s. 43–52). Natomiast w języku polskim ukazały się dotychczas jedynie dwa tytuły niemieckiego prozaika; oba niedawno, w przekładzie Małgorzaty Gralińskiej: „Wszystko na darmo” (2023) oraz „Prima sort” (2025).„Prima sort” (w oryginale: „Tadellöser & Wolff”) to debiut powieściowy Kempowskiego (pierwszą jego książką była autobiografia więzienna „Im Block” z 1969 roku), jednocześnie czwarta część cyklu „Deutsche Chronik” – dziewięciu tomów, zarówno literatury pięknej, jak i non-fiction, publikowanych w latach 1971–1984.
Wydaniu „Tadellöser & Wolff” towarzyszyły na ogół przychylne recenzje. Rolf Becker stwierdził, że to powieść aktualna, satyryczna, warta poznania (Becker 1971). Z kolei Werner Ross nazwał ją kroniką życia i śmierci mieszczaństwa, chwaląc język, świeżość perspektywy i angażującą narrację (Ross 1971). Recenzenci na ogół dostrzegali nowatorski charakter konstrukcji powieści, skomponowanej na zasadzie kolażu – Kempowski uczynił z tej techniki swój znak rozpoznawczy. Zrealizowany na podstawie „Tadellöser & Wolff” dwuczęściowy film produkcji ZDF z 1975 roku pod takim samym tytułem w reżyserii Eberharda Fechnera przyczynił się do wzmocnienia pozycji powieściopisarza w Niemczech.
Kontynuacją ambicji rozbudowania literackiego kolażu, zapoczątkowanego w „Deutsche Chronik”, był drugi monumentalny cykl, „Das Echolot. Ein kollektives Tagebuch”, składający się z dziesięciu tomów pisanych w latach 1993–2005. Kempowski w międzyczasie zdobywał kolejne nagrody i wyróżnienia. Ciekawostka: pisarz był nauczycielem w wiejskiej szkole i nawet w obliczu kolejnych sukcesów literackich swojego pierwszego zawodu nie porzucił.
Jednak mimo blisko czterech dekad intensywnej twórczości Kempowski nie osiągnął noblowskiej sławy, jak Thomas Mann oraz Hermann Hesse, czy też szeroko zakrojonego, międzynarodowego rozgłosu na miarę Rilkego, Kafki, Remarque’a i Grassa. Być może jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była niewystarczająco wyrazista deklaracja polityczna autora; według Manfreda Dierksa zdezorientowani krytycy przez lata nie mogli zaszufladkować Kempowskiego ani jako socjalistycznego lewicowca, ani jako konserwatywnego prawicowca (por. „Walter Kempowski”, www.klg-lexikon.de). Już „Prima sort” w dużej mierze odzwierciedla neutralność (liberalność?) światopoglądową pisarza.
Rok 1938. Uznana w Rostocku rodzina Kempowskich przeprowadza się do nowego lokum. Karl, jego żona Margarethe oraz troje ich dzieci: Ulla, Robert i Walter patrzą w przyszłość z optymizmem. „Mieszkanie miód malina” (s. 8). Karl jest armatorem, właścicielem firmy spedycyjnej, odznaczonym weteranem wojny światowej, o której sam jeszcze nie mówi, że była „pierwsza”. Kempowskim żyje się w Rostocku bardzo dobrze. „Woda w umywalce tryskała jak ze źródła” (s. 9) – w domu są dostępne wszelkie udogodnienia, niczego nie brakuje, Karl i Margarethe są w sąsiedztwie poważani. „Prima sort!”, powtarza głowa rodziny przy każdej niemal okazji, co po prostu oznacza, że wszystko układa się idealnie, a z pewnością wkrótce będzie jeszcze lepiej.
Ta pierwsza sekwencja, mimo wszystko beztroskiej przeprowadzki, miękko wprowadza za kulisy monotonnego, chyba rzeczywiście (a może tylko pozornie?) szczęśliwego teatru mieszczańskiej egzystencji. Karl z powodzeniem prowadzi interesy, Margarethe dba o dom, a dzieci oddają się zabawom i nauce: języków, muzyki, literatury, matematyki. Wolny czas umilają spacery, odwiedziny u rodziny i znajomych oraz wypady do kina. „Żydom wstęp wzbroniony!” (s. 33), o czym wiedzą wszyscy udający się po seansie filmowym do klubokawiarni. Z Zachodu przychodzą kolejne mody: na hollywoodzkie kino, na puszczany z gramofonowych płyt jazz, na chłopięce długie włosy. Młodzież buntuje się przeciwko dorosłym, ale bez wyraźnych ekscesów, które nie są mile widziane. Nikt też nie ma większych powodów do zmartwień, choć sąsiedzi zachowują wobec siebie bezpieczną podejrzliwość. Jeden ze szkolnych kolegów musi zapytać w domu, czy może odwiedzać dzieci Kempowskich. „Przecież nie ma pojęcia, co z nas za ludzie” (s. 37). Czasami przytrafi się poważniejsza choroba albo trzeba spłacić niekoniecznie własne długi, ale to tylko przyjmowane ze spokojem zrządzenia losu. W końcu i tak będzie dobrze. Jak mówi Karl: „gitara mandolina”.
Powieść została skonstruowana na zasadzie układanki należących do dwóch kategorii elementów: z jednej strony są to autobiograficzne wspomnienia, z drugiej strony bogaty materiał faktograficzny, literacko przekształcony, za co Kempowskiego jako prozaika najbardziej doceniono – informuje o tym w posłowiu tłumaczka (s. 569–585). Warto poświęcić tej części książki uwagę, ponieważ Gralińska dzieli się i swoimi doświadczeniami translatorskimi, i występującymi podczas pracy nad powieścią trudnościami, co dodatkowo wzmacnia wrażenie absorbującej narracji; nawet bez znajomości oryginału można stwierdzić, że wrażenie płynności lektury to niemała zasługa innowacyjnego przekładu.
Wracając do „Prima sort” – niemalejąca siła oddziaływania tej powieści polega, jak sądzę, na ekstremalnym kontraście poznawczym. U progu drugiej wojny światowej mieszkańcy Rostocku nie zdają albo nie chcą zdawać sobie sprawy z tego, co doskonale dzisiaj wiemy: dla nich horror wojny i Zagłady rozgrywa się gdzieś daleko, na froncie, na wschodzie, nieuświadomiony, przykryty propagandowymi przekazami w mediach i warstwami nierzadko groteskowego mieszczańskiego savoir-vivre’u. Skoro nie brakuje pieniędzy, dzieci znają klasykę niemieckiej i europejskiej literatury, a w domu wszyscy rozumieją łacinę i francuski, to z żadnego bodaj powodu nie należy mieć wyrzutów sumienia. Nawet gdy za oknem dzieci maszerują ze swastykami na opaskach, tak jak służący w oddziałach Hitlerjugend młody Walter.
Kempowski ani nie komentuje przedstawianych wydarzeń, ani staje po żadnej ze stron światopoglądowej mozaiki niemieckiego społeczeństwa. Jako autor pozostaje zupełnie przezroczysty. Czy na pewno?
„Prima sort!” – tak żyją ci lepsi, Niemcy, którzy mają wsparcie i w tradycji, i w kulturze wysokiej, a nade wszystko potrafią zachować się godnie w każdej sytuacji. Przetrwali wojnę światową, odnieśli rany, jak Karl, mają więc prawo domagać się szacunku. Nie to co Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie – bezdyskusyjnie ci ostatni są najgorsi. Zachowują się jak zwierzęta, śmierdzą. Ale nie tylko oni, bo mieszczańska moralność nakazuje nieufność i wobec sąsiadów, i wobec obywateli zamieszkujących inne części kraju. „Bawarczycy. Śmieszni ludzie. Kto by pomyślał, że to też Niemcy…” (s. 91). Żydzi mieszkają w Rostocku, to sprawa oczywista, ale mało kto zna ich osobiście. Poza tym wartość człowieka poznaje się dzięki wykonywanej profesji: być kupcem to wyróżnienie, a lekarzem – wątpliwa przyjemność, chociaż „(…) tacy ludzie też muszą być” (s. 137–139). Dzieci „bawią się” figurkami żołnierzyków w SS, a zmęczone prowadzeniem domów matki planują wakacje nad morzem. Ktoś chwali zaradność Hitlera, ktoś inny szczerze poleca lekturę „Mein Kampf”.
Nawet bombardowanie Rostocku w kwietniu 1942 roku nie otrzeźwia zamroczonych „tradycją”, radiową manipulacją i najlepszym koniakiem mieszkańców. „Za domem płonęła fabryka. Pokój rozświetlała ciemnoczerwona poświata. Po prostu nie dało się spać. Przysunąłem krzesło do okna i wpatrywałem się w ogień” (s. 201). Czy w takiej sytuacji w ogóle można myśleć o śnie? Poza tym to nieludzkie tak bombardować, jednak ta poprzednia wojna była znacznie bardziej honorowa. „Spustoszyć całe miasto – niewiarygodne, jak daleko to zaszło” (s. 220).
Trzeba stwierdzić dobitniej: im więcej czasu mija od momentu pierwszego wydania powieści, w tym roku 55 lat, tym kontrast pomiędzy nieskrywaną naiwnością mieszkańców Rostocku a rozmiarami nazistowskiego terroru przybiera większe rozmiary. Już w tych pierwszych recenzjach (między innymi Beckera i Rossa) wspominano o banalności obrazu niemieckiego mieszczaństwa w powieści Kempowskiego, jednocześnie chwaląc dystans autora do prezentowanych wydarzeń; dzisiaj słowa „banalność” i „dystans” w odniesieniu do narracji „Prima sort” nabierają innego znaczenia. Tu zgodziłbym się z tłumaczką, że najciekawszą, choć zdecydowanie nie pierwszoplanową postacią jest Margarethe; matkę pisarz przedstawił jako kobietę silną i nieustraszoną, co najlepiej widać w sekwencji bombardowania Rostocku, ale też postrzegał ją jako osobę powściągliwą wobec ewidentnych dzisiaj absurdów bieżącej polityki wojennej Hitlera. „Jest różnica między Niemcem a nazistą” (s. 241). Do końca Margarethe zachowa zimną krew, nawet widząc nadciągających pod mury domostwa żołnierzy Armii Czerwonej.
Podsumowując, „Prima sort” to lektura poruszająca, niedająca spokoju, ale nie zawsze w takim samym stopniu wyraźnie przekonująca do swoich racji. Może w momencie wydania czytelnicy w Niemczech odbierali ją raczej jako głos rozsądku niż jednoznacznej krytyki? Dzisiaj mimo wszystko powinna zastanawiać nieobecność odautorskiego komentarza, „liberalny” punkt widzenia. Czy każdy „dobry Niemiec” mógł nie wiedzieć o obozach koncentracyjnych? O masowych egzekucjach? O dymie z pieców krematoryjnych? I nawet jeśli z czasem modyfikacji mogą ulegać kierunki interpretacji tej powieści, to aktualność satyry na obojętność wobec wojny pozostanie niezmienna.
Literatura:
„Walter Kempowski”, w: „Kritische Lexikon zur deutschsprachigen Gegenwartsliteratur”. www.klg-lexikon.de.
Becker R.: „Herr Hitler müsse es wissen”. „Der Spiegel” 1971, nr 18.
Orłowski H.: „Literatura peryferii czy pogranicza? Prusy Wschodnie w powojennej literaturze niemieckiej”. „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1994, nr 1.
Ross W.: „Scharfe Schnappschüsse”, „Die Zeit” 1971, nr 15.
Wydaniu „Tadellöser & Wolff” towarzyszyły na ogół przychylne recenzje. Rolf Becker stwierdził, że to powieść aktualna, satyryczna, warta poznania (Becker 1971). Z kolei Werner Ross nazwał ją kroniką życia i śmierci mieszczaństwa, chwaląc język, świeżość perspektywy i angażującą narrację (Ross 1971). Recenzenci na ogół dostrzegali nowatorski charakter konstrukcji powieści, skomponowanej na zasadzie kolażu – Kempowski uczynił z tej techniki swój znak rozpoznawczy. Zrealizowany na podstawie „Tadellöser & Wolff” dwuczęściowy film produkcji ZDF z 1975 roku pod takim samym tytułem w reżyserii Eberharda Fechnera przyczynił się do wzmocnienia pozycji powieściopisarza w Niemczech.
Kontynuacją ambicji rozbudowania literackiego kolażu, zapoczątkowanego w „Deutsche Chronik”, był drugi monumentalny cykl, „Das Echolot. Ein kollektives Tagebuch”, składający się z dziesięciu tomów pisanych w latach 1993–2005. Kempowski w międzyczasie zdobywał kolejne nagrody i wyróżnienia. Ciekawostka: pisarz był nauczycielem w wiejskiej szkole i nawet w obliczu kolejnych sukcesów literackich swojego pierwszego zawodu nie porzucił.
Jednak mimo blisko czterech dekad intensywnej twórczości Kempowski nie osiągnął noblowskiej sławy, jak Thomas Mann oraz Hermann Hesse, czy też szeroko zakrojonego, międzynarodowego rozgłosu na miarę Rilkego, Kafki, Remarque’a i Grassa. Być może jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była niewystarczająco wyrazista deklaracja polityczna autora; według Manfreda Dierksa zdezorientowani krytycy przez lata nie mogli zaszufladkować Kempowskiego ani jako socjalistycznego lewicowca, ani jako konserwatywnego prawicowca (por. „Walter Kempowski”, www.klg-lexikon.de). Już „Prima sort” w dużej mierze odzwierciedla neutralność (liberalność?) światopoglądową pisarza.
Rok 1938. Uznana w Rostocku rodzina Kempowskich przeprowadza się do nowego lokum. Karl, jego żona Margarethe oraz troje ich dzieci: Ulla, Robert i Walter patrzą w przyszłość z optymizmem. „Mieszkanie miód malina” (s. 8). Karl jest armatorem, właścicielem firmy spedycyjnej, odznaczonym weteranem wojny światowej, o której sam jeszcze nie mówi, że była „pierwsza”. Kempowskim żyje się w Rostocku bardzo dobrze. „Woda w umywalce tryskała jak ze źródła” (s. 9) – w domu są dostępne wszelkie udogodnienia, niczego nie brakuje, Karl i Margarethe są w sąsiedztwie poważani. „Prima sort!”, powtarza głowa rodziny przy każdej niemal okazji, co po prostu oznacza, że wszystko układa się idealnie, a z pewnością wkrótce będzie jeszcze lepiej.
Ta pierwsza sekwencja, mimo wszystko beztroskiej przeprowadzki, miękko wprowadza za kulisy monotonnego, chyba rzeczywiście (a może tylko pozornie?) szczęśliwego teatru mieszczańskiej egzystencji. Karl z powodzeniem prowadzi interesy, Margarethe dba o dom, a dzieci oddają się zabawom i nauce: języków, muzyki, literatury, matematyki. Wolny czas umilają spacery, odwiedziny u rodziny i znajomych oraz wypady do kina. „Żydom wstęp wzbroniony!” (s. 33), o czym wiedzą wszyscy udający się po seansie filmowym do klubokawiarni. Z Zachodu przychodzą kolejne mody: na hollywoodzkie kino, na puszczany z gramofonowych płyt jazz, na chłopięce długie włosy. Młodzież buntuje się przeciwko dorosłym, ale bez wyraźnych ekscesów, które nie są mile widziane. Nikt też nie ma większych powodów do zmartwień, choć sąsiedzi zachowują wobec siebie bezpieczną podejrzliwość. Jeden ze szkolnych kolegów musi zapytać w domu, czy może odwiedzać dzieci Kempowskich. „Przecież nie ma pojęcia, co z nas za ludzie” (s. 37). Czasami przytrafi się poważniejsza choroba albo trzeba spłacić niekoniecznie własne długi, ale to tylko przyjmowane ze spokojem zrządzenia losu. W końcu i tak będzie dobrze. Jak mówi Karl: „gitara mandolina”.
Powieść została skonstruowana na zasadzie układanki należących do dwóch kategorii elementów: z jednej strony są to autobiograficzne wspomnienia, z drugiej strony bogaty materiał faktograficzny, literacko przekształcony, za co Kempowskiego jako prozaika najbardziej doceniono – informuje o tym w posłowiu tłumaczka (s. 569–585). Warto poświęcić tej części książki uwagę, ponieważ Gralińska dzieli się i swoimi doświadczeniami translatorskimi, i występującymi podczas pracy nad powieścią trudnościami, co dodatkowo wzmacnia wrażenie absorbującej narracji; nawet bez znajomości oryginału można stwierdzić, że wrażenie płynności lektury to niemała zasługa innowacyjnego przekładu.
Wracając do „Prima sort” – niemalejąca siła oddziaływania tej powieści polega, jak sądzę, na ekstremalnym kontraście poznawczym. U progu drugiej wojny światowej mieszkańcy Rostocku nie zdają albo nie chcą zdawać sobie sprawy z tego, co doskonale dzisiaj wiemy: dla nich horror wojny i Zagłady rozgrywa się gdzieś daleko, na froncie, na wschodzie, nieuświadomiony, przykryty propagandowymi przekazami w mediach i warstwami nierzadko groteskowego mieszczańskiego savoir-vivre’u. Skoro nie brakuje pieniędzy, dzieci znają klasykę niemieckiej i europejskiej literatury, a w domu wszyscy rozumieją łacinę i francuski, to z żadnego bodaj powodu nie należy mieć wyrzutów sumienia. Nawet gdy za oknem dzieci maszerują ze swastykami na opaskach, tak jak służący w oddziałach Hitlerjugend młody Walter.
Kempowski ani nie komentuje przedstawianych wydarzeń, ani staje po żadnej ze stron światopoglądowej mozaiki niemieckiego społeczeństwa. Jako autor pozostaje zupełnie przezroczysty. Czy na pewno?
„Prima sort!” – tak żyją ci lepsi, Niemcy, którzy mają wsparcie i w tradycji, i w kulturze wysokiej, a nade wszystko potrafią zachować się godnie w każdej sytuacji. Przetrwali wojnę światową, odnieśli rany, jak Karl, mają więc prawo domagać się szacunku. Nie to co Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie – bezdyskusyjnie ci ostatni są najgorsi. Zachowują się jak zwierzęta, śmierdzą. Ale nie tylko oni, bo mieszczańska moralność nakazuje nieufność i wobec sąsiadów, i wobec obywateli zamieszkujących inne części kraju. „Bawarczycy. Śmieszni ludzie. Kto by pomyślał, że to też Niemcy…” (s. 91). Żydzi mieszkają w Rostocku, to sprawa oczywista, ale mało kto zna ich osobiście. Poza tym wartość człowieka poznaje się dzięki wykonywanej profesji: być kupcem to wyróżnienie, a lekarzem – wątpliwa przyjemność, chociaż „(…) tacy ludzie też muszą być” (s. 137–139). Dzieci „bawią się” figurkami żołnierzyków w SS, a zmęczone prowadzeniem domów matki planują wakacje nad morzem. Ktoś chwali zaradność Hitlera, ktoś inny szczerze poleca lekturę „Mein Kampf”.
Nawet bombardowanie Rostocku w kwietniu 1942 roku nie otrzeźwia zamroczonych „tradycją”, radiową manipulacją i najlepszym koniakiem mieszkańców. „Za domem płonęła fabryka. Pokój rozświetlała ciemnoczerwona poświata. Po prostu nie dało się spać. Przysunąłem krzesło do okna i wpatrywałem się w ogień” (s. 201). Czy w takiej sytuacji w ogóle można myśleć o śnie? Poza tym to nieludzkie tak bombardować, jednak ta poprzednia wojna była znacznie bardziej honorowa. „Spustoszyć całe miasto – niewiarygodne, jak daleko to zaszło” (s. 220).
Trzeba stwierdzić dobitniej: im więcej czasu mija od momentu pierwszego wydania powieści, w tym roku 55 lat, tym kontrast pomiędzy nieskrywaną naiwnością mieszkańców Rostocku a rozmiarami nazistowskiego terroru przybiera większe rozmiary. Już w tych pierwszych recenzjach (między innymi Beckera i Rossa) wspominano o banalności obrazu niemieckiego mieszczaństwa w powieści Kempowskiego, jednocześnie chwaląc dystans autora do prezentowanych wydarzeń; dzisiaj słowa „banalność” i „dystans” w odniesieniu do narracji „Prima sort” nabierają innego znaczenia. Tu zgodziłbym się z tłumaczką, że najciekawszą, choć zdecydowanie nie pierwszoplanową postacią jest Margarethe; matkę pisarz przedstawił jako kobietę silną i nieustraszoną, co najlepiej widać w sekwencji bombardowania Rostocku, ale też postrzegał ją jako osobę powściągliwą wobec ewidentnych dzisiaj absurdów bieżącej polityki wojennej Hitlera. „Jest różnica między Niemcem a nazistą” (s. 241). Do końca Margarethe zachowa zimną krew, nawet widząc nadciągających pod mury domostwa żołnierzy Armii Czerwonej.
Podsumowując, „Prima sort” to lektura poruszająca, niedająca spokoju, ale nie zawsze w takim samym stopniu wyraźnie przekonująca do swoich racji. Może w momencie wydania czytelnicy w Niemczech odbierali ją raczej jako głos rozsądku niż jednoznacznej krytyki? Dzisiaj mimo wszystko powinna zastanawiać nieobecność odautorskiego komentarza, „liberalny” punkt widzenia. Czy każdy „dobry Niemiec” mógł nie wiedzieć o obozach koncentracyjnych? O masowych egzekucjach? O dymie z pieców krematoryjnych? I nawet jeśli z czasem modyfikacji mogą ulegać kierunki interpretacji tej powieści, to aktualność satyry na obojętność wobec wojny pozostanie niezmienna.
Literatura:
„Walter Kempowski”, w: „Kritische Lexikon zur deutschsprachigen Gegenwartsliteratur”. www.klg-lexikon.de.
Becker R.: „Herr Hitler müsse es wissen”. „Der Spiegel” 1971, nr 18.
Orłowski H.: „Literatura peryferii czy pogranicza? Prusy Wschodnie w powojennej literaturze niemieckiej”. „Komunikaty Mazursko-Warmińskie” 1994, nr 1.
Ross W.: „Scharfe Schnappschüsse”, „Die Zeit” 1971, nr 15.
Walter Kempowski: „Prima sort. Powieść mieszczańska”. Przeł. Małgorzata Gralińska. ArtRage. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

