O POCZĄTKU I KOŃCU PEWNEJ IDEI (PIOTR TRYBALSKI: 'BUNT. O POLKACH, KTÓRE ZDOBYWAŁY HIMALAJE')
A
A
A
Choć już od dłuższego czasu wypełniane są białe plamy związane z działalnością kobiet w różnych dziedzinach, to jednak wciąż okazuje się, że w tym zakresie zostało sporo do nadrobienia. W literaturoznawstwie polskim powstały obszerne, syntetyczne opracowania na temat pisarstwa kobiet. Jednym z nich jest tom „Stulecie poetek polskich. Przekroje, tematy, interpretacje” (red. Joanna Grądziel-Wójcik, Agnieszka Kwiatkowska, Ewa Rajewska, Edyta Sołtys-Lewandowska, 2020), przypomniany niedawno przez Magdalenę Piotrowską-Grot w recenzji monografii Joanny Dembińskiej-Pawelec, przywracającej właściwe miejsce w historii literatury polskiej Bogusławie Latawiec. Nie ucichły jeszcze dyskusje po wystawie obrazów artystek polskich, prowokacyjnie zatytułowanej „Co babie do pędzla?!”, prezentowanej w ubiegłym roku w Muzeum Narodowym w Lublinie. Wcześniej twórczość malarek przypomniana została w szeregu publikacji, wśród których wymienić można książkę Sylwii Zientek „Polki na Montparnassie” (2021). Paulina Zięciak, recenzując tę publikację, stwierdziła, że to wspaniały obraz XIX i XX-wiecznego Paryża, w którym jednak na próżno szukać barwnego obrazu belle époque czy opisów Pól Elizejskich: „Nie jest to też opis legendarnych balów i potańcówek. Są to przede wszystkim niezwykle ciekawe historie wykluczonych, często przymierających głodem kobiet. Kobiet-artystek, które stawiając na swoim, odniosły międzynarodowe sukcesy, a ciężką pracą zagarnęły choć odrobinę męskiego świata sztuki tylko dla siebie” (Zięciak 2021).
„Męskim światem”, w którym kobiety musiały się długo dopominać o miejsce dla siebie, okazuje się także himalaizm. O tym, jak trudno było przebić się w środowisku górskim miłośniczkom skalnych wspinaczek, świadczą książki Anny Król „Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Historia osobista” i Agaty Komosy-Styczeń „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie” (obie wydane w 2021 roku). Pierwsza z wymienionych autorek przedstawia historie pierwszego pokolenia taterniczek: Wandy Herse, Heleny Dłuskiej, Ireny Pawlewskiej, Róży Drojeckiej, Lidy i Marzeny Skotnicówien (tragiczna śmierć sióstr na Zamarłej Turni stała się tematem znanego wiersza Juliana Przybosia „Z Tatr”) oraz wielu innych, które ruszyły w góry jeszcze przed drugą wojną światową. Książka Król opatrzona została znamiennym tytułem – „Kamienny sufit”, sugerującym niewidzialne bariery i utrudnienia, jakim musiały sprostać taterniczki. Autorka wyrusza ich śladami na Mnicha, Zamarłą Turnię, przechodzi Orlą Perć, odnosi sukcesy i porażki. Jest to zatem opowieść feministyczna i osobista, pełna empatii. Druga autorka też pisze o taterniczkach z początku XX wieku, ale przede wszystkim rozmawia ze współczesnymi wspinaczkami. Bohaterkami są między innymi Zofia Radwańska-Paryska – botaniczka i współautorka „Encyklopedii Tatrzańskiej”, speleolożki Ditta Kicińska i Anna Antkiewicz, przewodniczka – Zofia Bachleda, instruktorka taternictwa Joanna Piotrowicz. Komosa-Styczeń pokazuje stopniowe przemiany w podejściu do wspinających się kobiet, które sprawiły, że dziś himalaistki są na znacznie lepszej pozycji niż poprzednio. Ale w wypowiedziach współczesnych taterniczek powracają raz po raz stwierdzenia o maskulinizacji górskiego środowiska, o protekcjonalizmie i „patriarchalnej opiece”, okazuje się, że kobietom wciąż jest trudniej dostać się w szeregi TOPR-u i zostać przewodniczką. Z tematem próbował zmierzyć się także Mariusz Sepioło w reportażu „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” (2017). Książka dzieli się na dwie części: „Wczoraj” i „Dziś”. W pierwszej reporter rozmawia z kobietami, które były pionierkami polskiego himalaizmu kobiecego (np. z Anną Okopińską), lub bliskimi tych, które już nie żyją (córką Haliny Krüger-Syrokomskiej, synem Dobrosławy Miodowicz-Wolf). Druga część to prezentacja współczesnych himalaistek: Kingi Baranowskiej, Agnieszki Bieleckiej i innych. W reportażu przedstawione zostały różne kobiece historie, zakończone sukcesem wyprawy i tragedie w górach najwyższych. Tu także pojawiają się pytania o przeszkody, które stają przed kobietami, pragnącymi realizować swoje pasje, kwestie związane z macierzyństwem, równym traktowaniem i ceną, jaką płaci się za marzenia.
W prawie każdej z wymienionych powyżej publikacji pojawia się myśl, że zbyt długo głos taterniczek czy himalaistek był tłumiony, a ich sukcesy i porażki przemilczano lub marginalizowano; że to temat, który wciąż wymaga zgłębienia. Na takim, jedynie częściowo rozpracowanym gruncie (który tworzą nie tylko wymienione powyżej pozycje z ostatnich lat, ale także wiele innych) pojawia się książka Piotra Trybalskiego „Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje”. A jest to opracowanie o ambicjach ujęcia całościowego zjawiska nazywanego polskim himalaizmem kobiecym, od taternickich początków po współczesne kontynuacje. Publikacja stanowi konieczne dopowiedzenie i dopełnienie historii Polek wspinających się w górach najwyższych, od Tatr do Himalajów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że takie opracowanie musiało w końcu powstać, bo było już długo oczekiwane, wywoływane w różnych dyskusjach. Książka jest anonsowana przez okładkowy blurb jako opowieść „o losach kilkudziesięciu niezwykłych kobiet, które w górach dokonały rzeczy wybitnych. […] Inspirujący reportaż o odwadze, sile, pasji i determinacji, a zarazem kompendium wiedzy o historii wspinających się kobiet”.
Opis ten nie oddaje w pełni tego, czym jest opracowanie Trybalskiego. „Bunt” to coś więcej niż historia kobiecego wspinania w Polsce. Książkę można uznać również za bardzo obszerne (ponad czterysta stron), kompetentne studium na temat fenomenu, jakim jest fascynacja górami najwyższymi w kulturze euroatlantyckiej (przede wszystkim w XX i XXI wieku). Reporter pisze nie tylko o Polkach, lecz także o dokonaniach himalaistek innych nacji, charakteryzuje polskie i międzynarodowe środowisko wspinaczkowe, a przemiany polskiego himalaizmu kobiecego sytuuje na szerokim tle historycznym i politycznym. Książka opatrzona została „Kalendarium najważniejszych wydarzeń w historii zdobywania gór przez kobiety”, którego ramy wyznaczają daty 1808 i 2024. Początkiem jest wejście Marie Paradis (pokojówki z Chamonix) na szczyt Mont Blanc, a końcem ustanowienie przez Phunjo Lamę (wspinaczkę z Nepalu) rekordu najszybszego kobiecego wejścia na Mount Everest. Trybalski od dziesięciu lat pisze o górach najwyższych, jak sam dodaje – „głównie o tym, jak ośmiotysięczne szczyty uległy dominacji mężczyzn – polskich alpinistów i himalaistów” (s. 411). Autor „Buntu” zna dobrze nie tylko historię, ale i współczesne środowisko górskie. Wcześniej ten dziennikarz opublikował reportaż o głośnej Narodowej Zimowej Wyprawie na przełomie roku 2017 i 2018 – „Wszystko za K2. Ostatni atak lodowych wojowników” (2018) i biografię twórcy idei polskiego himalaizmu zimowego – „Wszechmogący. Andrzej Zawada. Człowiek, który wymyślił Himalaje” (2021). Trybalski przeprowadził też rozmowy z himalaistami: Piotrem Pustelnikiem („Ja Pustelnik”, 2017) i Leszkiem Cichym („Gdyby to nie był Everest…”, 2020).
W „Buncie” dokładnie zostały zarysowane okoliczności, w jakich zrodził się polski himalaizm kobiecy. Reporter wspomina skromne początki przed drugą wojną światową i po niej, wpisuje marzenia himalaistek w szersze problemy związane z dyskusjami na temat miejsca kobiet w powojennej rzeczywistości, z podejściem socjalistycznego państwa do kwestii związanych z emancypacją, z rozwojem feminizmu: „[…] o ile umiejętności wspinaczkowe, poznanie i stosowanie wspinaczkowych technik było czymś, co można opanować bez większych trudności, to brak pewności siebie, wpajane przez wieki uprzedmiotowienie kobiet były hamulcem dla wielu wspinaczkowych talentów” (s. 91). Kobiety marzące o wysokogórskich wyprawach musiały się buntować na wielu polach, nie raz, nie dwa zderzając się ze szklanym sufitem. Trybalski analizuje proces krystalizowania się idei himalaizmu kobiecego w Polsce, który dokonał się za sprawą górskich dokonań Haliny Krüger-Syrokomskiej, Wandy Rutkiewicz i innych wspinaczek. Punkt kulminacyjny tej idei wyznacza pierwsza polska kobieca wyprawa wysokogórska. Pomysłodawczynią i kierowniczką przedsięwzięcia, które doszło do skutku w 1975 roku, ogłoszonym Międzynarodowym Rokiem Kobiet, była Rutkiewicz. Głównym celem uczyniono czysto kobiece wejście na Gaszerbrum III (7952 m n.p.m.), trudny siedmiotysięcznik w pakistańskim Karakorum. Wypadki potoczyły się inaczej, niż zakładano. Udało się wejść nie tylko na Gaszerbrum III (choć nie było to wejście czysto kobiece), ale także na wyższy Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.), pobijając polski i europejski rekord – dokonały tego Krüger-Syrokomska i Okopińska. Polskie himalaistki były „pierwszym w historii zespołem kobiecym na ośmiotysięczniku” (s. 13).
Wyprawa przeszła do historii jednak nie ze względu na sukcesy, lecz „temperaturę wrzenia”, jaka podczas niej panowała. Konflikty, kłótnie i wątpliwości rzuciły cień na samą ideę kobiecego himalaizmu. Reporter rozpoczyna swoje kompendium właśnie od tej wprawy, przedstawionej w swego rodzaju prologu, znacząco zatytułowanym „To nie miało tak wyglądać”, a następnie przedstawia cały ciąg różnych czynników, wydarzeń, które doprowadziły polskie himalaistki do tego miejsca. Choć historia początków kobiecej wspinaczki wysokogórskiej w Polsce została już stosunkowo dobrze opisana, autorowi „Buntu” udało się wiele spraw uporządkować i uzupełnić. Jednak najciekawsza wydaje mi się ta część reportażu, w której Trybalski pisze o tym, co nastąpiło po przełomowej wyprawie. Zastanawiające jest to, w jaki sposób ewoluowała idea kobiecego himalaizmu, jak zmieniało się rozumienie i postrzeganie tego zjawiska. Po okresie heroicznej walki o prawo kobiet do realizowania swoich marzeń w górach najwyższych, przyszedł czas indywidualizacji stanowisk. Drogi głównych bohaterek się rozeszły. Himalaistki zaczęły snuć własne projekty, w odmienny sposób realizowały swoją wysokogórską pasję, a idea himalaizmu kobiecego z różnych powodów przestała być dla nich atrakcyjna. Z jednej strony były prywatne wybory poszczególnych kobiet, z drugiej procesy następujące w kulturze w ostatnich dekadach XX wieku i na początku nowego stulecia, w tym – zmiany w podejściu do gór. Margret Grebowicz pisze o epokowej przemianie – skończył się bowiem czas marzycieli i pierwszych odkrywców, ich miejsce zastąpili himalaiści-celebryci, samotna i cicha praktyka, spotkanie z górami zmieniły się w sport i bezwzględną rywalizacją, rozgrywającą się za sprawą transmisji internetowych przed wielomilionową rzeszą widzów (zob. Grebowicz 2021: 3). W takiej sytuacji niełatwo było odnaleźć się himalaistkom z pokolenia Rutkiewicz, ale mają z tym kłopot również ich następczynie. W zakończeniu reportażu nagromadzone zostały wątpliwości na temat sensu specjalnego wyróżniania samodzielnego wspinania się pań. Pojawiają się myśli, że himalaizm kobiecy jest w odwrocie, że właściwie już go nie ma, został wyparty przez wysokogórską turystykę.
Książka Trybalskiego niewątpliwie jest wyczerpującą odpowiedzią na oczekiwania osób zainteresowanych tematem, zawiera wiele cennych informacji, intrygujących wątków, ciekawe rozpoznania. Ale jest w niej coś, co sprawia, że myślę o tej publikacji jako o „dobrze odrobionym zadaniu”, któremu właściwie nic nie można zarzucić, ale w którym jednak czegoś brakuje. Czytam ten reportaż jako miłośniczka gór i polonistka-literaturoznawczyni. Tym, co nie daje mi spokoju podczas lektury, co mnie uwiera, jest sposób przedstawiania zagadnienia. Trybalski pisze o himalaistkach w podobny sposób, jak wcześniej pisał o „lodowych wojownikach”. W tej opowieści również dominuje metaforyka militarna, już w podtytule mowa o „zdobywaniu” Himalajów, a rozdział, w którym przedstawiane są początki himalaizmu kobiecego, nosi tytuł „Ofensywa”. W reportażu kobiety walczą, pokonują, zdobywają, muszą mieć odwagę, ewentualnie biorą udział w wyścigu, rywalizują. Przeciwnikami są (między innymi): męski świat wspinaczkowy, uprzedzenia, stereotypy, nietolerancyjne społeczeństwo, góry i… inne kobiety. Tylko czasami pojawiają się wzmianki o kobiecym stylu bycia w górach, o bardziej kontemplacyjnym podejściu do przyrody, o większej roli uczuć, emocji, nawiązywaniu relacji z naturą i skałą (zob. s. 407).
Ten brak zróżnicowania na płaszczyźnie języka wydaje mi się zastanawiający. Z czego wynika? Czy stanowi efekt rzeczywistego braku różnic między wspinaniem się kobiet i mężczyzn? A może przyczyną jest (nieświadome?) upodobnienie się himalaistek do himalaistów? Czy ma to związek z realiami wysokogórskimi, z ekstremalnymi warunkami, w których po prostu trzeba walczyć o przetrwanie? Czy w takiej sytuacji jest możliwa inna narracja, inna metaforyka? Batalistycznego słownictwa jest zdecydowanie mniej w przywoływanej przeze mnie na początku opowieści Król. W „Kamiennym suficie” przedstawione zostały historie kobiet, które „wytyczały nowe drogi”, reporterka pisze o „śmiałości bycia pierwszą i wielkiej potrzebie spełnienia” (określenia z IV strony okładki), zwraca uwagę na emocje. W biogramie Król, zamieszczonym w tej książce, oprócz standardowej w takich notach informacji o dorobku (a są w nim między innymi dwie książki o Jarosławie Iwaszkiewiczu), zamieszczono także informację, że jest taterniczką, „Kocha naturę i góry”. W reportażu Komosy-Styczeń kwestia specyfiki narracji kobiecej o himalaizmie jest tematyzowana. Autorka „Taterniczek”, rozważając we wstępie kwestie związane z różnicą doświadczeń i języków, pisze: „[…] nie ma obiektywnej, bezpłciowej narracji. A zazwyczaj to, co uważamy za obiektywne i obowiązujące, jest właśnie opowieścią mężczyzn – to oni mieli przez długi czas dostęp do nauki, to oni opowiadali przez książki i podana, to ich słowa wykształciły nam obraz rzeczy, zjawisk, ciągów przyczynowo-skutkowych. Dlatego dziś tak ważny jest powrót do głosów żeńskich, które opowiedzą po swojemu” (Komosa-Styczeń 2021:10). W związku z tym Komosa-Styczeń oddaje głos przede wszystkim kobietom, choć – jak zauważa – „wiele rozmówczyń brzmi męsko, nie lubi podziału na płeć, solidaryzuje się z kolegami” (tamże, s. 11).
Autor „Buntu” również przytacza wypowiedzi himalaistek. Książka została zadedykowana Annie Czerwińskiej, z tą himalaistką reporter rozmawiał chyba najwięcej i to z jej perspektywy w znacznej mierze została przedstawiona historia ostatnich dekad w himalaizmie kobiecym. Ciekawe okazują się, przywoływane w reportażu, wypowiedzi Okopińskiej i Krystyny Palmowskiej. Dla mnie, poza „legendarnymi” już polskimi himalaistkami: Rutkiewicz i Krüger-Syrokomską, w tym reportażu są trzy główne bohaterki: Czerwińska (konsekwentna, z własnym zdaniem i pomysłem na siebie), ale jeszcze bardziej Okopińska i Kinga Baranowska, które potrafiły zrezygnować z wyścigu, rywalizacji, powiedzieć w odpowiednim momencie: „dość”. Paradoksalnie jednak trudno mi się oprzeć wrażeniu, że w kompendium o idei kobiecego himalaizmu głos samych kobiet schodzi na nieco dalszy plan. Przysłaniają go w reportażu porównania do dokonań w tym zakresie mężczyzn, kwestie instytucjonalno-organizacyjne, historyczno-polityczne, dokumentacja zjawiska. Kobiecy głos zagłuszają nie tylko przykłady batalistyczno-militarnej metaforyki, ale także wyjątkowo często cytowane przez Trybalskiego negatywne, ironiczne, kpiące opinie mężczyzn o wspinających się paniach. Rozumiem, że miało to służyć zobrazowaniu stosunku do górskiej działalności kobiet, jaskrawemu pokazaniu, jak wiele przeszkód kulturowych, mentalnych, środowiskowych musiały one pokonać, żeby móc robić to, na czym im zależało. Szkoda, że te sądy nie zostały zrównoważone przez bardziej rozbudowane wypowiedzi kobiet o tym, co je inspirowało, o ich podejściu do gór, do wspinaczki. Wiem, że na takie – bardziej indywidualne i podmiotowe – podejście nie ma wystarczająco dużo miejsca w reportażu zbliżającym się do historycznej syntezy i kompendium. Aspekty górskiej działalności, o które chciałabym się upomnieć, są nie tylko trudne do analizy, ale także często nawet niewyrażalne. Trzeba przyznać, że w reportażu pojawiają się uwagi o szczególnej wrażliwości kobiet na przyrodę, o miłości do gór (bez próby wyjaśnienia, na czym polegała, w czym się przejawiała), o chęci po prostu bycia w górach (to postawa Okopińskiej), o siostrzeństwie (wstrząsająca historia śmierci dziewięciu radzieckich wspinaczek). Jednak te wątki zostają przesłonięte przez opowieści o bezwzględnej rywalizacji, konfliktach, walce na różnych polach.
Możliwe, że brak wyraźnego zróżnicowania narracji, języka, a nawet kompozycji dwóch reportaży Trybalskiego („Buntu” i „Wszystko za K2”) wynika z faktu, iż kobiety chciały być traktowane na równi z mężczyznami – i autor „Buntu” to robi, eksponując ambicje himalaistek, rywalizację (nie zawsze czystą), dążenie do rekordów, do pokonywania granic. Jednak o ile w przypadku himalaistów analogiczne wysiłki ujmowane były w ramy heroizmu („lodowi wojownicy”), o tyle w przypadku kobiet sytuowane są na tle mizoginistycznych, zapadających niestety w pamięć, wypowiedzi. Fascynujący reportaż Trybalskiego rozbudził we mnie apetyt na nieco inną opowieść – nie o kobietach, które zdobywały Himalaje, lecz o kobietach, które były w górach, z górami złączyły swoje życie, w górach poszukiwały siebie i sedna życia.
LITERATURA:
Cichy L.: „Gdyby to nie był Everest…”. Wysłuchał P. Trybalski. Kraków 2020.
„Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850–1950 w Muzeum Narodowym w Lublinie”.
https://culture.pl/pl/galeria/co-babie-do-pedzla-artystki-polskie-1850-1950-w-muzeum-narodowym-w-lublinie-galeria.
Dembińska-Pawelec J.: „Ulotne zmowy. O poezji Bogusławy Latawiec”. Katowice 2025.
Grebowicz M.: „Mountains and Desire. Climbing vs. the End of the World”. London 2021.
Kamińska A.: „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz”. Kraków 2017.
Komosa-Styczeń A.: „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie”. Warszawa 2021.
Król A.: „Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Historia osobista”. Kraków 2021.
Matuszewska E.: „Uciec jak najwyżej. Niedokończone życie Wandy Rutkiewicz”. Warszawa 1999.
Piotrowska-Grot M.: „Słowa złapane w locie (Joanna Dembińska-Pawelec: »Ulotne zmowy. O poezji Bogusławy Latawiec«)”. „artPAPIER” 2026, nr 3 (531). https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=525&artykul=10613.
Pustelnik P.: „Ja, pustelnik. Autobiografia”. Wysłuchał P. Trybalski. Kraków 2017.
Sepioło M.: „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonały każdy szczyt”. Kraków 2017.
Sieradzińska E.: „Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt”. Warszawa 2018.
„Stulecie poetek polskich. Przekroje, tematy, interpretacje”. Red. J. Grądziel-Wójcik, A. Kwiatkowska, E. Rajewska, E. Sołtys-Lewandowska. Kraków 2020.
Trybalski P.: „Wszechmogący. Andrzej Zawada. Człowiek, który wymyślił Himalaje”. Kraków 2021.
Trybalski P.: „Wszystko za K2. Ostatni atak lodowych wojowników”. Kraków 2018.
Zientek S.: „Polki na Montparnassie”. Warszawa 2021.
Zięciak P.: „Na przekór konwenansom (Sylwia Zientek: »Polki na Montparnassie«)”. „artPAPIER” 2021, nr 20 (428). https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=426&artykul=8662.
„Męskim światem”, w którym kobiety musiały się długo dopominać o miejsce dla siebie, okazuje się także himalaizm. O tym, jak trudno było przebić się w środowisku górskim miłośniczkom skalnych wspinaczek, świadczą książki Anny Król „Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Historia osobista” i Agaty Komosy-Styczeń „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie” (obie wydane w 2021 roku). Pierwsza z wymienionych autorek przedstawia historie pierwszego pokolenia taterniczek: Wandy Herse, Heleny Dłuskiej, Ireny Pawlewskiej, Róży Drojeckiej, Lidy i Marzeny Skotnicówien (tragiczna śmierć sióstr na Zamarłej Turni stała się tematem znanego wiersza Juliana Przybosia „Z Tatr”) oraz wielu innych, które ruszyły w góry jeszcze przed drugą wojną światową. Książka Król opatrzona została znamiennym tytułem – „Kamienny sufit”, sugerującym niewidzialne bariery i utrudnienia, jakim musiały sprostać taterniczki. Autorka wyrusza ich śladami na Mnicha, Zamarłą Turnię, przechodzi Orlą Perć, odnosi sukcesy i porażki. Jest to zatem opowieść feministyczna i osobista, pełna empatii. Druga autorka też pisze o taterniczkach z początku XX wieku, ale przede wszystkim rozmawia ze współczesnymi wspinaczkami. Bohaterkami są między innymi Zofia Radwańska-Paryska – botaniczka i współautorka „Encyklopedii Tatrzańskiej”, speleolożki Ditta Kicińska i Anna Antkiewicz, przewodniczka – Zofia Bachleda, instruktorka taternictwa Joanna Piotrowicz. Komosa-Styczeń pokazuje stopniowe przemiany w podejściu do wspinających się kobiet, które sprawiły, że dziś himalaistki są na znacznie lepszej pozycji niż poprzednio. Ale w wypowiedziach współczesnych taterniczek powracają raz po raz stwierdzenia o maskulinizacji górskiego środowiska, o protekcjonalizmie i „patriarchalnej opiece”, okazuje się, że kobietom wciąż jest trudniej dostać się w szeregi TOPR-u i zostać przewodniczką. Z tematem próbował zmierzyć się także Mariusz Sepioło w reportażu „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” (2017). Książka dzieli się na dwie części: „Wczoraj” i „Dziś”. W pierwszej reporter rozmawia z kobietami, które były pionierkami polskiego himalaizmu kobiecego (np. z Anną Okopińską), lub bliskimi tych, które już nie żyją (córką Haliny Krüger-Syrokomskiej, synem Dobrosławy Miodowicz-Wolf). Druga część to prezentacja współczesnych himalaistek: Kingi Baranowskiej, Agnieszki Bieleckiej i innych. W reportażu przedstawione zostały różne kobiece historie, zakończone sukcesem wyprawy i tragedie w górach najwyższych. Tu także pojawiają się pytania o przeszkody, które stają przed kobietami, pragnącymi realizować swoje pasje, kwestie związane z macierzyństwem, równym traktowaniem i ceną, jaką płaci się za marzenia.
W prawie każdej z wymienionych powyżej publikacji pojawia się myśl, że zbyt długo głos taterniczek czy himalaistek był tłumiony, a ich sukcesy i porażki przemilczano lub marginalizowano; że to temat, który wciąż wymaga zgłębienia. Na takim, jedynie częściowo rozpracowanym gruncie (który tworzą nie tylko wymienione powyżej pozycje z ostatnich lat, ale także wiele innych) pojawia się książka Piotra Trybalskiego „Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje”. A jest to opracowanie o ambicjach ujęcia całościowego zjawiska nazywanego polskim himalaizmem kobiecym, od taternickich początków po współczesne kontynuacje. Publikacja stanowi konieczne dopowiedzenie i dopełnienie historii Polek wspinających się w górach najwyższych, od Tatr do Himalajów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że takie opracowanie musiało w końcu powstać, bo było już długo oczekiwane, wywoływane w różnych dyskusjach. Książka jest anonsowana przez okładkowy blurb jako opowieść „o losach kilkudziesięciu niezwykłych kobiet, które w górach dokonały rzeczy wybitnych. […] Inspirujący reportaż o odwadze, sile, pasji i determinacji, a zarazem kompendium wiedzy o historii wspinających się kobiet”.
Opis ten nie oddaje w pełni tego, czym jest opracowanie Trybalskiego. „Bunt” to coś więcej niż historia kobiecego wspinania w Polsce. Książkę można uznać również za bardzo obszerne (ponad czterysta stron), kompetentne studium na temat fenomenu, jakim jest fascynacja górami najwyższymi w kulturze euroatlantyckiej (przede wszystkim w XX i XXI wieku). Reporter pisze nie tylko o Polkach, lecz także o dokonaniach himalaistek innych nacji, charakteryzuje polskie i międzynarodowe środowisko wspinaczkowe, a przemiany polskiego himalaizmu kobiecego sytuuje na szerokim tle historycznym i politycznym. Książka opatrzona została „Kalendarium najważniejszych wydarzeń w historii zdobywania gór przez kobiety”, którego ramy wyznaczają daty 1808 i 2024. Początkiem jest wejście Marie Paradis (pokojówki z Chamonix) na szczyt Mont Blanc, a końcem ustanowienie przez Phunjo Lamę (wspinaczkę z Nepalu) rekordu najszybszego kobiecego wejścia na Mount Everest. Trybalski od dziesięciu lat pisze o górach najwyższych, jak sam dodaje – „głównie o tym, jak ośmiotysięczne szczyty uległy dominacji mężczyzn – polskich alpinistów i himalaistów” (s. 411). Autor „Buntu” zna dobrze nie tylko historię, ale i współczesne środowisko górskie. Wcześniej ten dziennikarz opublikował reportaż o głośnej Narodowej Zimowej Wyprawie na przełomie roku 2017 i 2018 – „Wszystko za K2. Ostatni atak lodowych wojowników” (2018) i biografię twórcy idei polskiego himalaizmu zimowego – „Wszechmogący. Andrzej Zawada. Człowiek, który wymyślił Himalaje” (2021). Trybalski przeprowadził też rozmowy z himalaistami: Piotrem Pustelnikiem („Ja Pustelnik”, 2017) i Leszkiem Cichym („Gdyby to nie był Everest…”, 2020).
W „Buncie” dokładnie zostały zarysowane okoliczności, w jakich zrodził się polski himalaizm kobiecy. Reporter wspomina skromne początki przed drugą wojną światową i po niej, wpisuje marzenia himalaistek w szersze problemy związane z dyskusjami na temat miejsca kobiet w powojennej rzeczywistości, z podejściem socjalistycznego państwa do kwestii związanych z emancypacją, z rozwojem feminizmu: „[…] o ile umiejętności wspinaczkowe, poznanie i stosowanie wspinaczkowych technik było czymś, co można opanować bez większych trudności, to brak pewności siebie, wpajane przez wieki uprzedmiotowienie kobiet były hamulcem dla wielu wspinaczkowych talentów” (s. 91). Kobiety marzące o wysokogórskich wyprawach musiały się buntować na wielu polach, nie raz, nie dwa zderzając się ze szklanym sufitem. Trybalski analizuje proces krystalizowania się idei himalaizmu kobiecego w Polsce, który dokonał się za sprawą górskich dokonań Haliny Krüger-Syrokomskiej, Wandy Rutkiewicz i innych wspinaczek. Punkt kulminacyjny tej idei wyznacza pierwsza polska kobieca wyprawa wysokogórska. Pomysłodawczynią i kierowniczką przedsięwzięcia, które doszło do skutku w 1975 roku, ogłoszonym Międzynarodowym Rokiem Kobiet, była Rutkiewicz. Głównym celem uczyniono czysto kobiece wejście na Gaszerbrum III (7952 m n.p.m.), trudny siedmiotysięcznik w pakistańskim Karakorum. Wypadki potoczyły się inaczej, niż zakładano. Udało się wejść nie tylko na Gaszerbrum III (choć nie było to wejście czysto kobiece), ale także na wyższy Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.), pobijając polski i europejski rekord – dokonały tego Krüger-Syrokomska i Okopińska. Polskie himalaistki były „pierwszym w historii zespołem kobiecym na ośmiotysięczniku” (s. 13).
Wyprawa przeszła do historii jednak nie ze względu na sukcesy, lecz „temperaturę wrzenia”, jaka podczas niej panowała. Konflikty, kłótnie i wątpliwości rzuciły cień na samą ideę kobiecego himalaizmu. Reporter rozpoczyna swoje kompendium właśnie od tej wprawy, przedstawionej w swego rodzaju prologu, znacząco zatytułowanym „To nie miało tak wyglądać”, a następnie przedstawia cały ciąg różnych czynników, wydarzeń, które doprowadziły polskie himalaistki do tego miejsca. Choć historia początków kobiecej wspinaczki wysokogórskiej w Polsce została już stosunkowo dobrze opisana, autorowi „Buntu” udało się wiele spraw uporządkować i uzupełnić. Jednak najciekawsza wydaje mi się ta część reportażu, w której Trybalski pisze o tym, co nastąpiło po przełomowej wyprawie. Zastanawiające jest to, w jaki sposób ewoluowała idea kobiecego himalaizmu, jak zmieniało się rozumienie i postrzeganie tego zjawiska. Po okresie heroicznej walki o prawo kobiet do realizowania swoich marzeń w górach najwyższych, przyszedł czas indywidualizacji stanowisk. Drogi głównych bohaterek się rozeszły. Himalaistki zaczęły snuć własne projekty, w odmienny sposób realizowały swoją wysokogórską pasję, a idea himalaizmu kobiecego z różnych powodów przestała być dla nich atrakcyjna. Z jednej strony były prywatne wybory poszczególnych kobiet, z drugiej procesy następujące w kulturze w ostatnich dekadach XX wieku i na początku nowego stulecia, w tym – zmiany w podejściu do gór. Margret Grebowicz pisze o epokowej przemianie – skończył się bowiem czas marzycieli i pierwszych odkrywców, ich miejsce zastąpili himalaiści-celebryci, samotna i cicha praktyka, spotkanie z górami zmieniły się w sport i bezwzględną rywalizacją, rozgrywającą się za sprawą transmisji internetowych przed wielomilionową rzeszą widzów (zob. Grebowicz 2021: 3). W takiej sytuacji niełatwo było odnaleźć się himalaistkom z pokolenia Rutkiewicz, ale mają z tym kłopot również ich następczynie. W zakończeniu reportażu nagromadzone zostały wątpliwości na temat sensu specjalnego wyróżniania samodzielnego wspinania się pań. Pojawiają się myśli, że himalaizm kobiecy jest w odwrocie, że właściwie już go nie ma, został wyparty przez wysokogórską turystykę.
Książka Trybalskiego niewątpliwie jest wyczerpującą odpowiedzią na oczekiwania osób zainteresowanych tematem, zawiera wiele cennych informacji, intrygujących wątków, ciekawe rozpoznania. Ale jest w niej coś, co sprawia, że myślę o tej publikacji jako o „dobrze odrobionym zadaniu”, któremu właściwie nic nie można zarzucić, ale w którym jednak czegoś brakuje. Czytam ten reportaż jako miłośniczka gór i polonistka-literaturoznawczyni. Tym, co nie daje mi spokoju podczas lektury, co mnie uwiera, jest sposób przedstawiania zagadnienia. Trybalski pisze o himalaistkach w podobny sposób, jak wcześniej pisał o „lodowych wojownikach”. W tej opowieści również dominuje metaforyka militarna, już w podtytule mowa o „zdobywaniu” Himalajów, a rozdział, w którym przedstawiane są początki himalaizmu kobiecego, nosi tytuł „Ofensywa”. W reportażu kobiety walczą, pokonują, zdobywają, muszą mieć odwagę, ewentualnie biorą udział w wyścigu, rywalizują. Przeciwnikami są (między innymi): męski świat wspinaczkowy, uprzedzenia, stereotypy, nietolerancyjne społeczeństwo, góry i… inne kobiety. Tylko czasami pojawiają się wzmianki o kobiecym stylu bycia w górach, o bardziej kontemplacyjnym podejściu do przyrody, o większej roli uczuć, emocji, nawiązywaniu relacji z naturą i skałą (zob. s. 407).
Ten brak zróżnicowania na płaszczyźnie języka wydaje mi się zastanawiający. Z czego wynika? Czy stanowi efekt rzeczywistego braku różnic między wspinaniem się kobiet i mężczyzn? A może przyczyną jest (nieświadome?) upodobnienie się himalaistek do himalaistów? Czy ma to związek z realiami wysokogórskimi, z ekstremalnymi warunkami, w których po prostu trzeba walczyć o przetrwanie? Czy w takiej sytuacji jest możliwa inna narracja, inna metaforyka? Batalistycznego słownictwa jest zdecydowanie mniej w przywoływanej przeze mnie na początku opowieści Król. W „Kamiennym suficie” przedstawione zostały historie kobiet, które „wytyczały nowe drogi”, reporterka pisze o „śmiałości bycia pierwszą i wielkiej potrzebie spełnienia” (określenia z IV strony okładki), zwraca uwagę na emocje. W biogramie Król, zamieszczonym w tej książce, oprócz standardowej w takich notach informacji o dorobku (a są w nim między innymi dwie książki o Jarosławie Iwaszkiewiczu), zamieszczono także informację, że jest taterniczką, „Kocha naturę i góry”. W reportażu Komosy-Styczeń kwestia specyfiki narracji kobiecej o himalaizmie jest tematyzowana. Autorka „Taterniczek”, rozważając we wstępie kwestie związane z różnicą doświadczeń i języków, pisze: „[…] nie ma obiektywnej, bezpłciowej narracji. A zazwyczaj to, co uważamy za obiektywne i obowiązujące, jest właśnie opowieścią mężczyzn – to oni mieli przez długi czas dostęp do nauki, to oni opowiadali przez książki i podana, to ich słowa wykształciły nam obraz rzeczy, zjawisk, ciągów przyczynowo-skutkowych. Dlatego dziś tak ważny jest powrót do głosów żeńskich, które opowiedzą po swojemu” (Komosa-Styczeń 2021:10). W związku z tym Komosa-Styczeń oddaje głos przede wszystkim kobietom, choć – jak zauważa – „wiele rozmówczyń brzmi męsko, nie lubi podziału na płeć, solidaryzuje się z kolegami” (tamże, s. 11).
Autor „Buntu” również przytacza wypowiedzi himalaistek. Książka została zadedykowana Annie Czerwińskiej, z tą himalaistką reporter rozmawiał chyba najwięcej i to z jej perspektywy w znacznej mierze została przedstawiona historia ostatnich dekad w himalaizmie kobiecym. Ciekawe okazują się, przywoływane w reportażu, wypowiedzi Okopińskiej i Krystyny Palmowskiej. Dla mnie, poza „legendarnymi” już polskimi himalaistkami: Rutkiewicz i Krüger-Syrokomską, w tym reportażu są trzy główne bohaterki: Czerwińska (konsekwentna, z własnym zdaniem i pomysłem na siebie), ale jeszcze bardziej Okopińska i Kinga Baranowska, które potrafiły zrezygnować z wyścigu, rywalizacji, powiedzieć w odpowiednim momencie: „dość”. Paradoksalnie jednak trudno mi się oprzeć wrażeniu, że w kompendium o idei kobiecego himalaizmu głos samych kobiet schodzi na nieco dalszy plan. Przysłaniają go w reportażu porównania do dokonań w tym zakresie mężczyzn, kwestie instytucjonalno-organizacyjne, historyczno-polityczne, dokumentacja zjawiska. Kobiecy głos zagłuszają nie tylko przykłady batalistyczno-militarnej metaforyki, ale także wyjątkowo często cytowane przez Trybalskiego negatywne, ironiczne, kpiące opinie mężczyzn o wspinających się paniach. Rozumiem, że miało to służyć zobrazowaniu stosunku do górskiej działalności kobiet, jaskrawemu pokazaniu, jak wiele przeszkód kulturowych, mentalnych, środowiskowych musiały one pokonać, żeby móc robić to, na czym im zależało. Szkoda, że te sądy nie zostały zrównoważone przez bardziej rozbudowane wypowiedzi kobiet o tym, co je inspirowało, o ich podejściu do gór, do wspinaczki. Wiem, że na takie – bardziej indywidualne i podmiotowe – podejście nie ma wystarczająco dużo miejsca w reportażu zbliżającym się do historycznej syntezy i kompendium. Aspekty górskiej działalności, o które chciałabym się upomnieć, są nie tylko trudne do analizy, ale także często nawet niewyrażalne. Trzeba przyznać, że w reportażu pojawiają się uwagi o szczególnej wrażliwości kobiet na przyrodę, o miłości do gór (bez próby wyjaśnienia, na czym polegała, w czym się przejawiała), o chęci po prostu bycia w górach (to postawa Okopińskiej), o siostrzeństwie (wstrząsająca historia śmierci dziewięciu radzieckich wspinaczek). Jednak te wątki zostają przesłonięte przez opowieści o bezwzględnej rywalizacji, konfliktach, walce na różnych polach.
Możliwe, że brak wyraźnego zróżnicowania narracji, języka, a nawet kompozycji dwóch reportaży Trybalskiego („Buntu” i „Wszystko za K2”) wynika z faktu, iż kobiety chciały być traktowane na równi z mężczyznami – i autor „Buntu” to robi, eksponując ambicje himalaistek, rywalizację (nie zawsze czystą), dążenie do rekordów, do pokonywania granic. Jednak o ile w przypadku himalaistów analogiczne wysiłki ujmowane były w ramy heroizmu („lodowi wojownicy”), o tyle w przypadku kobiet sytuowane są na tle mizoginistycznych, zapadających niestety w pamięć, wypowiedzi. Fascynujący reportaż Trybalskiego rozbudził we mnie apetyt na nieco inną opowieść – nie o kobietach, które zdobywały Himalaje, lecz o kobietach, które były w górach, z górami złączyły swoje życie, w górach poszukiwały siebie i sedna życia.
LITERATURA:
Cichy L.: „Gdyby to nie był Everest…”. Wysłuchał P. Trybalski. Kraków 2020.
„Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850–1950 w Muzeum Narodowym w Lublinie”.
https://culture.pl/pl/galeria/co-babie-do-pedzla-artystki-polskie-1850-1950-w-muzeum-narodowym-w-lublinie-galeria.
Dembińska-Pawelec J.: „Ulotne zmowy. O poezji Bogusławy Latawiec”. Katowice 2025.
Grebowicz M.: „Mountains and Desire. Climbing vs. the End of the World”. London 2021.
Kamińska A.: „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz”. Kraków 2017.
Komosa-Styczeń A.: „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie”. Warszawa 2021.
Król A.: „Kamienny sufit. Opowieść o pierwszych taterniczkach. Historia osobista”. Kraków 2021.
Matuszewska E.: „Uciec jak najwyżej. Niedokończone życie Wandy Rutkiewicz”. Warszawa 1999.
Piotrowska-Grot M.: „Słowa złapane w locie (Joanna Dembińska-Pawelec: »Ulotne zmowy. O poezji Bogusławy Latawiec«)”. „artPAPIER” 2026, nr 3 (531). https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=525&artykul=10613.
Pustelnik P.: „Ja, pustelnik. Autobiografia”. Wysłuchał P. Trybalski. Kraków 2017.
Sepioło M.: „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonały każdy szczyt”. Kraków 2017.
Sieradzińska E.: „Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt”. Warszawa 2018.
„Stulecie poetek polskich. Przekroje, tematy, interpretacje”. Red. J. Grądziel-Wójcik, A. Kwiatkowska, E. Rajewska, E. Sołtys-Lewandowska. Kraków 2020.
Trybalski P.: „Wszechmogący. Andrzej Zawada. Człowiek, który wymyślił Himalaje”. Kraków 2021.
Trybalski P.: „Wszystko za K2. Ostatni atak lodowych wojowników”. Kraków 2018.
Zientek S.: „Polki na Montparnassie”. Warszawa 2021.
Zięciak P.: „Na przekór konwenansom (Sylwia Zientek: »Polki na Montparnassie«)”. „artPAPIER” 2021, nr 20 (428). https://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=426&artykul=8662.
Piotr Trybalski: „Bunt. O Polkach, które zdobywały Himalaje”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

