CZY ROŚLINY MOGĄ URATOWAĆ MIASTA? (STEFANO MANCUSO: 'FITOPOLIS. MIASTO, KTÓRE ŻYJE')
A
A
A
„Człowiek dysponuje szerokim wachlarzem potencjalnych postaw wobec świata roślin” – pisze Michael Marder we wstępie do książki „Myślenie roślin”. „W swoich codziennych zajęciach zazwyczaj nie zwracamy uwagi na drzewa, krzewy zarośla i kwiaty do tego stopnia, że rośliny stają się niezauważalnym tłem dla naszego życia – zwłaszcza w otoczeniu miejskiego krajobrazu” (Mader 2024: 19) – dodaje filozof. Istotnie, szczególnie w centrach miast, zieleń drzew czy kolorowe płatki kwiatów pełnią głównie funkcję estetycznego dodatku. Podobną rolę odgrywają ich wizerunki na projektach deweloperskich, których realizacja najczęściej w dużej mierze ukraca ten dodatkowy element zajmujący grunta zbyt drogie, by oddawać je tak nieważnym, a zwłaszcza nieprzynoszącym zysku użytkowniczkom przestrzeni. Co jednak, jeśli to właśnie one mogą ocalić miasta przed nieuchronnymi konsekwencjami ekologicznej niewydolności? Być może, podobnie jak w popularnych narracjach, to właśnie ci najbardziej niedostrzegani i niedoceniani bohaterowie okażą zdolności niezbędne, by uchronić świat przed katastrofą? Taką właśnie hipotezę daje nam do przemyślenia autor opublikowanej niedawno przez wydawnictwo Libra PL książki „Fitopolis”.
Stefano Mancuso – dyrektor Międzynarodowego Laboratorium Neurobiologii Roślin przy Uniwersytecie Florenckim – jest profesorem znanym z pionierskich badań nad zdolnościami komunikacji i adaptacji roślin, a także nad formami „inteligencji” pozbawionej układu nerwowego. Przede wszystkim jednak jest znakomitym popularyzatorem współczesnej wiedzy botanicznej. Jego dotychczas przetłumaczone na język polski książki – napisana z Alessandrą Violą „Błyskotliwa zieleń” (wyd. pol. 2017) oraz „Niezwykłe podróże roślin” (wyd. pol. 2024) – dostarczyły osobom czytającym solidnej porcji przystępnie podanej wiedzy, ukazując niezwykłe strategie przetrwania roślin, a zarazem oswajając z odmiennymi od ludzkich i zwierzęcych sposobami funkcjonowania.
Jednak w swoim namyśle nad roślinami Mancuso od początku działalności popularyzatorskiej nie poprzestaje na zachwycie, lecz stopniowo wyciąga kolejne lekcje z ich form istnienia i działania. Już w „Rewolucyjnym geniuszu roślin” (wyd. pol. 2018) dowodzi, że zdecentralizowana budowa roślin może inspirować nowe modele technologii oraz organizacji społecznych, a w napisanym w formie manifestu „Narodzie roślin” (wyd. pol. 2022) proponuje spojrzenie na rośliny jako wzór bardziej zrównoważonego, inkluzywnego i długofalowego modelu organizacji życia na Ziemi. W kolejnej przełożonej na polski książce Mancuso idzie jeszcze o krok dalej, pokazując, jak inspiracje płynące ze świata roślin mogą przeorganizować nasze myślenie o miastach, a w konsekwencji pomóc zmierzyć się z palącymi problemami nadmiernej eksploatacji zasobów przez systemy miejskie.
Autor bardzo zgrabnie prowadzi swój wywód, wychodząc od znanej frazy Protagorasa głoszącego, że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Choć autor „Fitopolis” zdaje sobie sprawę, że greckiemu filozofowi chodziło o poznawczy relatywizm, wykorzystuje mylnie interpretowany wydźwięk tej frazy, aby przypomnieć, że nasze działania obierały (a w dużej mierze wciąż obierają) właśnie człowieka za najważniejszy punkt odniesienia. Już na początku książki Mancuso podkreśla, że wzorem dla urbanistyki jest ludzkie – a szerzej: zwierzęce – ciało. Uwidacznia się to zwłaszcza w metaforyce stosowanej do opisania miasta, które może przecież mieć swoje „płuca”, „arterie”, „tkanki”, a nawet „punkty newralgiczne” (s. 25). Aby jeszcze bardziej podkreślić te analogie, autor odwołuje się do modernistycznych, organicystycznych wizji, utrwalając w osobach czytających przekonanie co do słuszności wyobrażania sobie metropolii w kategoriach superorganizmów.
Jako organizm miasto podlega również ewolucji, a zatem stopniowym, nieraz spontanicznym przekształceniom, które mają na celu wypracowywanie form najlepiej przystosowanych do aktualnych warunków i potrzeb. Mancuso, odwołując się zwłaszcza do spisanych na początku XX wieku teorii Patricka Geddesa związanych z biologią miast, podkreśla przy tym, że ewolucyjne procesy w obrębie przestrzeni zurbanizowanych opierają się bardziej na symbiotycznej współpracy niż na osławionej przez Darwina „walce o przetrwanie”. Autor przypomina, że miasto jest specyficznym ekosystemem – układem, w którym nieustannie zachodzą różnorodne wymiany nie tylko pomiędzy organizmami, ale także między elementami organicznymi i nieorganicznymi (zob. s. 48-49). W tej gęstej od interakcji i zależności przestrzeni na powolne przemiany wpływają też procesy adaptacyjne żyjących w jej obrębie organizmów. Mancuso ciekawie przedstawia ewolucyjne przemiany owadów czy roślin, które, w odpowiedzi na specyfikę miejskiego środowiska, wykształciły nowe strategie przetrwania.
Bardzo niepokojąco w tym zestawieniu wypadają procesy zachodzące u samego człowieka. Mimo że to właśnie ludzie przekształcili otaczające ich niegdyś naturalne przestrzenie, tak aby dostosować je do swoich potrzeb, paradoksalnie, jak zdaje się sugerować autor „Fitopolis”, zmniejszyli tym samym swoje szanse na przetrwanie. „Nie tak dawno temu (…) jedną z wyróżniających nas cech była zdolność życia w każdym typie środowiska na Ziemi, nawet tych najbardziej nieprzyjaznych” (s. 75) – pisze Mancuso. Cecha ta wyróżnia gatunki generalistyczne, czyli takie, które potrafią żyć i rozwijać się w rozmaitych warunkach, wykorzystując różne typy zasobów. Przeciwieństwem generalistów są specjaliści: organizmy mające zdolność przyjmowania jedynie określonego pożywienia i życia jedynie w obrębie specyficznych siedlisk. Nietrudno zgadnąć, że gatunki te mają znacznie mniejsze szanse na przetrwanie w obliczu zachodzących globalnie zmian. Tymczasem zgodnie z narracją Mancuso to właśnie w tę stronę zmierzamy: „Przenosząc się masowo do miast, ludzkość weszła na nową drogę, typową dla gatunków specjalistycznych” (s. 77).
Fakt, że w dużej mierze uzależniliśmy się od życia w przestrzeniach zurbanizowanych, budzi uzasadniony niepokój. Miasta, będące dziś głównym środowiskiem funkcjonowania człowieka, generują bowiem szereg globalnych zjawisk, które mogą mieć poważne konsekwencje w niedalekiej przyszłości. Należą do nich przede wszystkim problemy związane z niewydolnością ekologiczną, takie jak intensywne zużywanie nieodnawialnych zasobów, do których dostęp wkrótce może ulec znacznemu ograniczeniu, a także postępujące ocieplenie klimatu. W rezultacie istnieje realne ryzyko, że w wielu współczesnych miastach w przyszłości nie będzie dało się już żyć lub też ich dotychczasowe funkcje ulegną istotnemu ograniczeniu.
Mancuso koncentruje się przede wszystkim na zjawisku miejskich wysp ciepła. Odwołując się do danych publikowanych przez ośrodki badawcze zajmujące się prognozowaniem najbardziej prawdopodobnych scenariuszy zmian w perspektywie najbliższych 20–30 lat, autor „Fitopolis” wskazuje, że w części miast wkrótce może stać się po prostu zbyt gorąco, by zapewnić komfortowe warunki życia. Jednocześnie rosnące zapotrzebowanie na energię zużywaną przez klimatyzację sprawi, że jej stosowanie stanie się coraz mniej opłacalne. W konsekwencji, podobnie jak już dziś stopniowo przemieszczają się niektóre gatunki roślin i zwierząt, na znacznie większą skalę zaczną migrować ludzie – przede wszystkim w kierunku północnym oraz ku wyżej położonym, bardziej górzystym obszarom. Dodatkowym czynnikiem wymuszającym te przemieszczenia będzie także podnoszący się poziom mórz i oceanów.
Obecna sytuacja stawia więc przed nami co najmniej dwa zasadnicze wyzwania: z jednej strony konieczność tworzenia nowych ośrodków miejskich, z drugiej – przystosowanie i wzmacnianie odporności tych już istniejących. Nie da się bowiem ukryć, że możliwości migracyjne są znacznie ograniczone (nie tylko przez postawę polityczną niektórych z obecnych elit rządzących w krajach położonych na północy Ameryki czy Europy). To właśnie tutaj z pomocą mogą nam przyjść rośliny. Po pierwsze, Mancuso proponuje, aby nowe miasta budować nie na kształt organizmu zwierzęcego (tzn. w oparciu o ideę „związaną z koncentracją i specjalizacją” [s. 132], jak w przypadku poszczególnych narządów), ale według wzorca właściwego roślinom. Jak rozumiem, teren zurbanizowany miałby się w tym przypadku składać nie z centrum (serca) i prowadzących na peryferia arterii przecinających „płuca miasta”, ale z połączonych ciągami komunikacyjnymi samowystarczalnych segmentów czy komórek. Po drugie, rośliny – a przede wszystkim drzewa – powinny zajmować w miastach dużo większe przestrzenie niż obecnie: „Potrzebujemy doprowadzić do tego, aby rośliny dosłownie osłoniły zabudowane przez nas tereny, a mamy na to mało czasu” (s. 138).
Tytułowe fitopolis (od gr. phytón – roślina i pólis – miejsce warowne, z czasem: miasto) miałoby zatem być miejscem „obsadzonym drzewami i innymi roślinami, mającym bezpośredni kontakt z otaczającym je środowiskiem naturalnym” (s. 138). Takie postawienie sprawy wydaje mi się bardzo istotne, mimo że sam autor nie poświęca więcej uwagi technicznym aspektom tego zagadnienia. Wizja ta sugerowałaby bowiem, że miasto jest „zanużone” w przyrodę, a nie, że pojedyncze rośliny ozdabiają zabudowaną, zurbanizowaną przestrzeń. Nie chodzi tu o utrzymywanie dychotomii miasta i przyrody, ale – na przykład – o powierzchniowy udział pochłaniającej wodę gleby.
Ciekawie mówiła o tych problemach Urszula Zajączkowska w wykładzie „Dary lasu” wygłoszonym w styczniu 2025 na ASP w Katowicach – metropolii, która w imię realizacji idei „miasta ogrodów” zainstalowała w przestrzeni centrum donice z roślinami, a także niewielkie drzewka wpuszczone w małe, utworzone w betonowych płytach otwory. Jak zauważyła Zajączkowska, drzewa sadzone w ścisłej miejskiej zabudowie – szczególnie w rozproszeniu – funkcjonują w warunkach ekstremalnego stresu, co drastycznie skraca ich żywotność i ogranicza korzyści ekologiczne. Problem stanowią tu głównie brak miejsca dla korzeni oraz fatalne warunki glebowe i klimatyczne, na przykład ciepło oddawane przez płyty chodnikowe po upalnym dniu. Autorka „Patyków i badyli” zwracała uwagę na konieczność sadzenia drzew w skupiskach na większym, zapewniającym im swobodę, obszarze. Podkreślała też potrzebę przewartościowania pewnych wzorców estetycznych, zgodnie z którymi zarośnięta miejska infrastruktura uchodzi za „zaniedbaną”, choć z ekologicznej perspektywy jest cenniejsza niż ta „wypielęgnowana”. Jak pisze Mancuso, realizacja marzenia o nowym typie miasta wymaga między innymi „pokonania silnej bariery kulturowej związanej z naszym wyobrażeniem o przestrzeni zurbanizowanej” (s. 138).
Żałuję, że autor „Fitopolis” nie wykorzystał swojej botanicznej wiedzy, aby gruntowniej omówić możliwe scenariusze zazieleniania miast i konkretnych warunków, które umożliwiłyby roślinom swobodne rozrastanie się w przestrzeniach zurbanizowanych. Duża część książki została poświęcona wybranym, uproszczonym zagadnieniom z zakresu architektury i urbanistyki, a także opisanym już procesom towarzyszącym globalnemu ociepleniu czy również często podejmowanej analizie ryzyka związanego z potencjalną niewydolnością energetyczną ośrodków miejskich. Książka najciekawsza jest oczywiście w tych momentach, w których Mancuso omawia mechanizmy adaptacyjne roślin i przygląda się ich intrygującym sposobom przetrwania, które mogłyby stanowić inspirację dla usprawniających miejskie ekosystemy innowacji. Publikacja jest też o tyle ważna, że przypomina, jak palący staje się problem zazieleniania miast i jak wiele jeszcze trzeba zrobić, żeby wypracowywać najlepsze, biorące pod uwagę potrzeby różnych zamieszkujących tę przestrzeń gatunków, strategie.
LITERATURA:
Marder M.: „Myślenie roślin. Filozofia wegetacji”. Przeł. Ł. Kraj. Gdańsk 2024.
Stefano Mancuso – dyrektor Międzynarodowego Laboratorium Neurobiologii Roślin przy Uniwersytecie Florenckim – jest profesorem znanym z pionierskich badań nad zdolnościami komunikacji i adaptacji roślin, a także nad formami „inteligencji” pozbawionej układu nerwowego. Przede wszystkim jednak jest znakomitym popularyzatorem współczesnej wiedzy botanicznej. Jego dotychczas przetłumaczone na język polski książki – napisana z Alessandrą Violą „Błyskotliwa zieleń” (wyd. pol. 2017) oraz „Niezwykłe podróże roślin” (wyd. pol. 2024) – dostarczyły osobom czytającym solidnej porcji przystępnie podanej wiedzy, ukazując niezwykłe strategie przetrwania roślin, a zarazem oswajając z odmiennymi od ludzkich i zwierzęcych sposobami funkcjonowania.
Jednak w swoim namyśle nad roślinami Mancuso od początku działalności popularyzatorskiej nie poprzestaje na zachwycie, lecz stopniowo wyciąga kolejne lekcje z ich form istnienia i działania. Już w „Rewolucyjnym geniuszu roślin” (wyd. pol. 2018) dowodzi, że zdecentralizowana budowa roślin może inspirować nowe modele technologii oraz organizacji społecznych, a w napisanym w formie manifestu „Narodzie roślin” (wyd. pol. 2022) proponuje spojrzenie na rośliny jako wzór bardziej zrównoważonego, inkluzywnego i długofalowego modelu organizacji życia na Ziemi. W kolejnej przełożonej na polski książce Mancuso idzie jeszcze o krok dalej, pokazując, jak inspiracje płynące ze świata roślin mogą przeorganizować nasze myślenie o miastach, a w konsekwencji pomóc zmierzyć się z palącymi problemami nadmiernej eksploatacji zasobów przez systemy miejskie.
Autor bardzo zgrabnie prowadzi swój wywód, wychodząc od znanej frazy Protagorasa głoszącego, że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Choć autor „Fitopolis” zdaje sobie sprawę, że greckiemu filozofowi chodziło o poznawczy relatywizm, wykorzystuje mylnie interpretowany wydźwięk tej frazy, aby przypomnieć, że nasze działania obierały (a w dużej mierze wciąż obierają) właśnie człowieka za najważniejszy punkt odniesienia. Już na początku książki Mancuso podkreśla, że wzorem dla urbanistyki jest ludzkie – a szerzej: zwierzęce – ciało. Uwidacznia się to zwłaszcza w metaforyce stosowanej do opisania miasta, które może przecież mieć swoje „płuca”, „arterie”, „tkanki”, a nawet „punkty newralgiczne” (s. 25). Aby jeszcze bardziej podkreślić te analogie, autor odwołuje się do modernistycznych, organicystycznych wizji, utrwalając w osobach czytających przekonanie co do słuszności wyobrażania sobie metropolii w kategoriach superorganizmów.
Jako organizm miasto podlega również ewolucji, a zatem stopniowym, nieraz spontanicznym przekształceniom, które mają na celu wypracowywanie form najlepiej przystosowanych do aktualnych warunków i potrzeb. Mancuso, odwołując się zwłaszcza do spisanych na początku XX wieku teorii Patricka Geddesa związanych z biologią miast, podkreśla przy tym, że ewolucyjne procesy w obrębie przestrzeni zurbanizowanych opierają się bardziej na symbiotycznej współpracy niż na osławionej przez Darwina „walce o przetrwanie”. Autor przypomina, że miasto jest specyficznym ekosystemem – układem, w którym nieustannie zachodzą różnorodne wymiany nie tylko pomiędzy organizmami, ale także między elementami organicznymi i nieorganicznymi (zob. s. 48-49). W tej gęstej od interakcji i zależności przestrzeni na powolne przemiany wpływają też procesy adaptacyjne żyjących w jej obrębie organizmów. Mancuso ciekawie przedstawia ewolucyjne przemiany owadów czy roślin, które, w odpowiedzi na specyfikę miejskiego środowiska, wykształciły nowe strategie przetrwania.
Bardzo niepokojąco w tym zestawieniu wypadają procesy zachodzące u samego człowieka. Mimo że to właśnie ludzie przekształcili otaczające ich niegdyś naturalne przestrzenie, tak aby dostosować je do swoich potrzeb, paradoksalnie, jak zdaje się sugerować autor „Fitopolis”, zmniejszyli tym samym swoje szanse na przetrwanie. „Nie tak dawno temu (…) jedną z wyróżniających nas cech była zdolność życia w każdym typie środowiska na Ziemi, nawet tych najbardziej nieprzyjaznych” (s. 75) – pisze Mancuso. Cecha ta wyróżnia gatunki generalistyczne, czyli takie, które potrafią żyć i rozwijać się w rozmaitych warunkach, wykorzystując różne typy zasobów. Przeciwieństwem generalistów są specjaliści: organizmy mające zdolność przyjmowania jedynie określonego pożywienia i życia jedynie w obrębie specyficznych siedlisk. Nietrudno zgadnąć, że gatunki te mają znacznie mniejsze szanse na przetrwanie w obliczu zachodzących globalnie zmian. Tymczasem zgodnie z narracją Mancuso to właśnie w tę stronę zmierzamy: „Przenosząc się masowo do miast, ludzkość weszła na nową drogę, typową dla gatunków specjalistycznych” (s. 77).
Fakt, że w dużej mierze uzależniliśmy się od życia w przestrzeniach zurbanizowanych, budzi uzasadniony niepokój. Miasta, będące dziś głównym środowiskiem funkcjonowania człowieka, generują bowiem szereg globalnych zjawisk, które mogą mieć poważne konsekwencje w niedalekiej przyszłości. Należą do nich przede wszystkim problemy związane z niewydolnością ekologiczną, takie jak intensywne zużywanie nieodnawialnych zasobów, do których dostęp wkrótce może ulec znacznemu ograniczeniu, a także postępujące ocieplenie klimatu. W rezultacie istnieje realne ryzyko, że w wielu współczesnych miastach w przyszłości nie będzie dało się już żyć lub też ich dotychczasowe funkcje ulegną istotnemu ograniczeniu.
Mancuso koncentruje się przede wszystkim na zjawisku miejskich wysp ciepła. Odwołując się do danych publikowanych przez ośrodki badawcze zajmujące się prognozowaniem najbardziej prawdopodobnych scenariuszy zmian w perspektywie najbliższych 20–30 lat, autor „Fitopolis” wskazuje, że w części miast wkrótce może stać się po prostu zbyt gorąco, by zapewnić komfortowe warunki życia. Jednocześnie rosnące zapotrzebowanie na energię zużywaną przez klimatyzację sprawi, że jej stosowanie stanie się coraz mniej opłacalne. W konsekwencji, podobnie jak już dziś stopniowo przemieszczają się niektóre gatunki roślin i zwierząt, na znacznie większą skalę zaczną migrować ludzie – przede wszystkim w kierunku północnym oraz ku wyżej położonym, bardziej górzystym obszarom. Dodatkowym czynnikiem wymuszającym te przemieszczenia będzie także podnoszący się poziom mórz i oceanów.
Obecna sytuacja stawia więc przed nami co najmniej dwa zasadnicze wyzwania: z jednej strony konieczność tworzenia nowych ośrodków miejskich, z drugiej – przystosowanie i wzmacnianie odporności tych już istniejących. Nie da się bowiem ukryć, że możliwości migracyjne są znacznie ograniczone (nie tylko przez postawę polityczną niektórych z obecnych elit rządzących w krajach położonych na północy Ameryki czy Europy). To właśnie tutaj z pomocą mogą nam przyjść rośliny. Po pierwsze, Mancuso proponuje, aby nowe miasta budować nie na kształt organizmu zwierzęcego (tzn. w oparciu o ideę „związaną z koncentracją i specjalizacją” [s. 132], jak w przypadku poszczególnych narządów), ale według wzorca właściwego roślinom. Jak rozumiem, teren zurbanizowany miałby się w tym przypadku składać nie z centrum (serca) i prowadzących na peryferia arterii przecinających „płuca miasta”, ale z połączonych ciągami komunikacyjnymi samowystarczalnych segmentów czy komórek. Po drugie, rośliny – a przede wszystkim drzewa – powinny zajmować w miastach dużo większe przestrzenie niż obecnie: „Potrzebujemy doprowadzić do tego, aby rośliny dosłownie osłoniły zabudowane przez nas tereny, a mamy na to mało czasu” (s. 138).
Tytułowe fitopolis (od gr. phytón – roślina i pólis – miejsce warowne, z czasem: miasto) miałoby zatem być miejscem „obsadzonym drzewami i innymi roślinami, mającym bezpośredni kontakt z otaczającym je środowiskiem naturalnym” (s. 138). Takie postawienie sprawy wydaje mi się bardzo istotne, mimo że sam autor nie poświęca więcej uwagi technicznym aspektom tego zagadnienia. Wizja ta sugerowałaby bowiem, że miasto jest „zanużone” w przyrodę, a nie, że pojedyncze rośliny ozdabiają zabudowaną, zurbanizowaną przestrzeń. Nie chodzi tu o utrzymywanie dychotomii miasta i przyrody, ale – na przykład – o powierzchniowy udział pochłaniającej wodę gleby.
Ciekawie mówiła o tych problemach Urszula Zajączkowska w wykładzie „Dary lasu” wygłoszonym w styczniu 2025 na ASP w Katowicach – metropolii, która w imię realizacji idei „miasta ogrodów” zainstalowała w przestrzeni centrum donice z roślinami, a także niewielkie drzewka wpuszczone w małe, utworzone w betonowych płytach otwory. Jak zauważyła Zajączkowska, drzewa sadzone w ścisłej miejskiej zabudowie – szczególnie w rozproszeniu – funkcjonują w warunkach ekstremalnego stresu, co drastycznie skraca ich żywotność i ogranicza korzyści ekologiczne. Problem stanowią tu głównie brak miejsca dla korzeni oraz fatalne warunki glebowe i klimatyczne, na przykład ciepło oddawane przez płyty chodnikowe po upalnym dniu. Autorka „Patyków i badyli” zwracała uwagę na konieczność sadzenia drzew w skupiskach na większym, zapewniającym im swobodę, obszarze. Podkreślała też potrzebę przewartościowania pewnych wzorców estetycznych, zgodnie z którymi zarośnięta miejska infrastruktura uchodzi za „zaniedbaną”, choć z ekologicznej perspektywy jest cenniejsza niż ta „wypielęgnowana”. Jak pisze Mancuso, realizacja marzenia o nowym typie miasta wymaga między innymi „pokonania silnej bariery kulturowej związanej z naszym wyobrażeniem o przestrzeni zurbanizowanej” (s. 138).
Żałuję, że autor „Fitopolis” nie wykorzystał swojej botanicznej wiedzy, aby gruntowniej omówić możliwe scenariusze zazieleniania miast i konkretnych warunków, które umożliwiłyby roślinom swobodne rozrastanie się w przestrzeniach zurbanizowanych. Duża część książki została poświęcona wybranym, uproszczonym zagadnieniom z zakresu architektury i urbanistyki, a także opisanym już procesom towarzyszącym globalnemu ociepleniu czy również często podejmowanej analizie ryzyka związanego z potencjalną niewydolnością energetyczną ośrodków miejskich. Książka najciekawsza jest oczywiście w tych momentach, w których Mancuso omawia mechanizmy adaptacyjne roślin i przygląda się ich intrygującym sposobom przetrwania, które mogłyby stanowić inspirację dla usprawniających miejskie ekosystemy innowacji. Publikacja jest też o tyle ważna, że przypomina, jak palący staje się problem zazieleniania miast i jak wiele jeszcze trzeba zrobić, żeby wypracowywać najlepsze, biorące pod uwagę potrzeby różnych zamieszkujących tę przestrzeń gatunków, strategie.
LITERATURA:
Marder M.: „Myślenie roślin. Filozofia wegetacji”. Przeł. Ł. Kraj. Gdańsk 2024.
Stefano Mancuso: „Fitopolis. Miasto, które żyje”. Przeł. Joanna Ganobis. Wydawnictwo Libra PL. Rzeszów 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

