ISSN 2658-1086

1 kwietnia 7 (535) / 2026

Dominika Czajkowska-Ptak,

PO DRUGIEJ STRONIE SZYBY

A A A
Maja Baczyńska: Jesteś absolwentką Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina oraz Policealnego Studium Jazzu im. Henryka Majewskiego. Co przede wszystkim dało Ci Twoje wykształcenie, jak Cię ukierunkowało, w czym pomogło najwięcej?

Dominika Czajkowska-Ptak: Policealne Studium Jazzu (tzw. „Bednarska”) dała mi warsztat pianistyczny i jazzowy. Uniwersytet Muzyczny dał mi szansę na zdobycie solidnego doświadczenia scenicznego w Chopin University Big Band, u boku wspaniałych artystów. Muzycy, których wówczas poznałam, do dziś są częścią mojego zespołu Czajkowska Quartet, z którym koncertujemy. Wydział Reżyserii Dźwięku (na tymże uniwersytecie) dał mi niezwykle cenną perspektywę bycia „po drugiej stronie szyby”. Uczy to dystansu. To wydziałowi zawdzięczam solidny warsztat dźwiękowy, techniczny, który wykorzystuję w codziennej pracy twórczej i produkcyjnej. Wreszcie specjalność – reżyseria dźwięku w filmie i telewizji – wprowadziła mnie w świat filmu, jego narracji, języka. Dzięki temu wiem, że dobra ścieżka dźwiękowa musi idealnie współgrać z dialogami, efektami synchronicznymi. To podstawa w pracy z obrazem filmowym.

M.B.: A czego nie da się nauczyć na studiach, a co w zawodzie muzyka jest potrzebne?

D.Cz.-P.: Myślę, że kluczowe są: wytrwałość, pasja, otwartość. Warto wychodzić ze swojej strefy komfortu i próbować różnych rzeczy i zbierać cenne doświadczenia. Każde studia w pewnym sensie uczą schematów, ramek. A życie się im wymyka. Trzeba ufać swojej intuicji i szukać swojej własnej drogi!

M.B.: Obecnie jesteś wykładowczynią. Czego uczysz swoich studentów?

D.Cz.-P.: Uczę improwizacji fortepianowej. Improwizacja z jednej strony wymaga budowania warsztatu pianistycznego – ale także odwagi do poszukiwań własnego muzycznego języka! Swoich studentów staram się uczyć otwartości, odwagi do wychodzenia poza schematy. Niestety, nasz system klasycznej edukacji muzycznej często nie sprzyja takiej otwartości. Muzycy wykształceni klasycznie od najmłodszych lat przyzwyczajeni są do systemu, który przez cały czas podsuwa właśnie gotowe schematy, kategorie, szufladki. Wielu z nich potem po prostu boi się te schematy przełamywać i wyjść poza gotowe rozwiązania. To blokuje twórczość, buduje lękowe podejście. Staram się to przełamywać.

M.B.: Zostałaś na scenie muzycznej zauważona, o czym świadczą liczne wyróżnienia i nagrody. Co jest jednak dla Ciebie miarą artystycznego spełnienia?

D.Cz.-P.: Największą radość czuję, gdy rozmawiam z publicznością po koncercie i widzę, że było to dla nich ważne doświadczenie i przeżycie. Gdy to, co tworzę, przyczynia się do tego, że przeżyli coś wartościowego i ważnego. I chcą to przeżywać także później, dalej słuchając mojej muzyki. To dla mnie wielki zaszczyt. Czuję spełnienie, gdy wiem, że moja muzyka pomaga odbiorcom jeszcze głębiej zanurzyć się w filmowym obrazie. Kompozycja muzyki filmowej to tak naprawdę opowiadanie historii muzyką. Gdy widzę swoje nazwisko jako autorki muzyki w filmie, czuję dużą satysfakcję. Miarą artystycznego spełnienia jest fakt, że są odbiorcy, którzy chcą naszej muzyki słuchać i ją doceniają. Tworzymy dla publiczności.

M.B.: Udało Ci się zaznaczyć swoją obecność w branży filmowej. Czy to było wyzwanie?

D.Cz.-P.: Moja droga do świata kompozycji muzyki filmowej wiodła przez świat dźwięku i konsultacji muzycznych. Obecność w tym świecie jest dla mnie naturalną konsekwencją specjalności podjętej na studiach (reżyserii dźwięku w filmie i telewizji) oraz podążaniem tą drogą zawodową – w połączeniu z muzyczną i kompozytorską pasją. 

M.B.: W ostatnim czasie wydaje się, że coraz częściej dostrzega się kompozytorki muzyki filmowej. Mimo to jakby było ich nieporównanie mniej. Dlaczego?

D.Cz.-P.: Warto by spytać o to też reżyserów i producentów. Trudne i złożone zagadnienie, na które nie da się udzielić prostej odpowiedzi w kilku zdaniach. Według raportu Europejskiego Obserwatorium Audiowizualnego z 2025 roku, kobiety stanowią jedynie 10% spośród kompozytorów muzyki filmowej. Myślę, że na naszym rodzimym rynku ten procent może być jeszcze mniejszy. Mogę tylko zachęcić osoby, które o tym decydują, do większej otwartości na angażowanie kompozytorek i kompozytorów z młodego pokolenia. Kobiece spojrzenie to realna wartość artystyczna. 

M.B.: Największe inspiracje muzyczne.

D.Cz.-P.: Bardzo szerokie. Bill Evans, Jamie Cullum, Diana Krall, ale i Ólafur Arnalds czy Bonobo. Z klasycznych kompozytorów – Maurice Ravel. Bardzo lubię również crossoverowe projekty, które wychodzą poza schematy – np. The Cinematic Orchestra, Atom String Quartet. 

M.B.: Ulubione filmy?

D.Cz.-P.: „Incepcja”! O filmografii Christophera Nolana napisałam pracę magisterską. Zawsze przemawiają do mnie filmy poruszające istotne tematy społeczne w piękny artystyczny sposób – np. „Imagine” w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego z 2012 roku, czy „Śubuk” w reżyserii Jacka Lisińskiego 2022. Z polskiego kina ostatnich lat – bardzo podobały mi się też „Filip” w reżyserii Michała Kwiecińskiego (2022) czy spokojny „Klarnet” (2025) w reżyserii Toli Jasionowskiej. Z klasyków – mocno zapadł mi w serce „Amadeusz” (1984) w reżyserii Miloša Formana. Bardzo lubię również „La La Land” w reżyserii Damiena Chazelle’a, w którego to ścieżce dźwiękowej wybrzmiewają jazzowe tony. Niezwykłym przeżyciem było dla mnie zobaczenie go z muzyką na żywo podczas ostatniego Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie!

M.B.: Twój własny projekt, z którego jesteś szczególnie dumna.

D.Cz.-P.: Jestem bardzo dumna z mojego zespołu – Czajkowska & Friends. W zeszłym roku zagraliśmy koncert m.in. w Jassmine, a także trasę koncertową zorganizowaną przez Mazowiecki Instytut Kultury – osiem koncertów w ośmiu miastach Mazowsza. Mam zaszczyt współpracować z naprawdę fantastycznymi muzykami i łączą nas bardzo serdeczne relacje. Z ostatnich projektów filmowych – szczególnie cenię muzykę do filmu krótkometrażowego „We will be ghosts” w reżyserii Maxa Bommasa, swoją premierę będzie miał w tym roku. Główne role w skomponowanej przeze mnie muzyce grają przetworzony głos ludzki, skrzypce i elektronika. 

M.B.: O jakim projekcie dla siebie marzysz?

D.Cz.-P.: Jestem w trakcie tworzenia projektu, który artystycznie połączy moje zainteresowania muzyką jazzową i filmową. Mam nadzieję, podzielić się nim z publicznością jeszcze w tym roku. Chciałabym również dalej tworzyć różnorodną muzykę filmową! To, co najbardziej w niej lubię, to niezwykły konglomerat myśli i energia, jaką wnoszą wszyscy współtwórcy. Współpraca z reżyserem i producentem w produkcji filmowej jest tak naprawdę bardzo podobna do współpracy z muzykami na scenie – trzeba wsłuchiwać się w siebie nawzajem, by mogło powstać najpiękniejsze, wspólne, niepowtarzalne dzieło. Jestem otwarta na wszelkie wyzwania: może jakiś historyczny film kostiumowy? Albo kolejna część „La La Land”! 

M.B.: Czy Polska to właściwe miejsce na rozwój muzyczno-filmowych pasji? Czy jednak warto chociaż na trochę wyjechać, chcąc nadać karierze tempo?

D.Cz.-P.: Na pewno ważna jest współpraca międzynarodowa i otwartość na świat. Jednak dzięki organizacjom takim jak Stowarzyszenie Kompozytorów Audiowizualnych SPACE czy Music Export Poland – możemy nawiązywać kontakty zagraniczne, pozostając w Polsce. W 2023 roku miałam okazję doświadczyć tego uczestnicząc w Sync Camp w Zakopanem organizowanym przez ZAIKS i Music Export Poland. Utwór „Afterglow” skomponowany wtedy przeze mnie wspólnie z islandzkim kompozytorem Karlem Örvarssonem stał się częścią ścieżki dźwiękowej filmów „Listy” Do M 6 (TVN), a także meksykańskiego filmu „Hasta la Madre De La Navidad” (Amazon Prime). To ogromny zaszczyt i radość!

M.B.: I na koniec muszę zapytać. Nowe technologie – jak bardzo są obecne w Twojej sztuce? Mówi się o nich coraz więcej.

D.Cz.-P.: Nowe technologie wykorzystuję przede wszystkim w tzw. plugin-ach, które zawierają w sobie elementy sztucznej inteligencji – np. przy czyszczeniu dźwięku, w niektórych narzędziach do jego przetwarzania. Mimo to mam „starą duszę”. Lubię wykorzystywać swoją wyobraźnię oraz warsztat i współpracować z żywymi ludźmi! Może niedługo to będzie już niemodne, mniej potrzebne? Niemniej coraz bardziej wartościowe, wyjątkowe i przede wszystkim autentyczne. Ufam, że właśnie tej autentyczności odbiorcy sztuki poszukują.

M.B.: Dziękuję za rozmowę.