ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (545) / 2026

Anouk Herman,

BIAŁE PLAMY (LOUISE PERRY: 'ROZPRAWA PRZECIWKO REWOLUCJI SEKSUALNEJ. NOWY PRZEWODNIK PO SEKSIE W XXI WIEKU')

A A A
„Rozprawa przeciwko rewolucji seksualnej” miejscami jest zachwycająca – oferuje świeże (albo raczej: trzeźwe) spojrzenie na kwestie związane z klasowymi aspektami seksu i odcina się grubą kreską od liberalnego hurraoptymizmu związanego z detabuizacją zachowań seksualnych, które zdroworozsądkowo można uznać za groźne albo przynajmniej niejednoznacznie pozytywne. Jednocześnie Louise Perry robi czasem o krok czy dwa za daleko, ujawniając swoje własne uprzedzenia i sympatie, które – jak czytam już poza „Rozprawą…” (zob. Wright 2025) – doprowadziły ją po publikacji książki do przejścia na chrześcijaństwo. Skoro autorka (całkowicie zresztą słusznie) nie oddziela działalności naukowej i publicystycznej od prywatnych żyć badaczy i badaczek, z którymi polemizuje, ja w tej recenzji (będącej jedynie polemiką częściową) również nie zamierzam się od tego powstrzymywać. 

Wbrew często kierowanym wobec Perry zarzutom, „Rozprawa…” nie postuluje powrotu do konserwatywnej moralności sprzed rewolucji seksualnej, choć samo pojęcie moralności jest dla tych esejów w zasadzie centralne. Bez uznania istnienia wyborów mniej i bardziej moralnych – a także przyjęcia założenia, że przynajmniej część tradycyjnych wartości, w tym pochwała instytucji monogamii czy małżeństwa, była dobra, bo chroniła społeczeństwo i umożliwiała jego bezpieczny rozwój – argumenty Perry mogą się wydać zupełnie „odjechane”. Zwłaszcza w dobie instagramowego postfeminizmu, który myli pozorną możliwość wyboru z już dokonaną emancypacją. Przy tym wszystkim autorka wymusza na nas przyjęcie jej własnego poglądu, zgodnie z którym używane przez nią określenie „feminizm liberalny”, utożsamiane tu z feminizmem intersekcjonalnym, jest w istocie zbiorem wszystkich quasifeministycznych poglądów wyrażanych przez jednostki, które nie odnoszą się do rewolucji seksualnej dostatecznie krytycznie. Trudno mi z tego powodu odsądzać Perry od czci i wiary, bo sama traktuję „liberalny” jako obelgę i lubię nią szafować, zwłaszcza kiedy się zdenerwuję. Oczekiwałabym jednak od badaczki, która przynajmniej w jakimś stopniu odwołuje się do schedy feministek radykalnych i na wstępie obszernie cytuje Andreę Dworkin, że wykaże się nieco bardziej zniuansowanym podejściem w krytyce poprzedniczek i poprzedników, którzy, jak się zdaje, uczynili akademicką dyskusję o seksualności w ogóle możliwą.

Odnoszę również wrażenie, że krzyżując Foucaulta, Perry nie sięga po żadne z narzędzi krytycznych wynalezionych przez akademików i akademiczki, których praca badawcza została ukonstytuowana na polemikach z autorem „Historii seksualności”. Chyba wiem, dlaczego – gdyby Perry zdecydowała się z nich skorzystać i dostrzec, że drzwi, które próbuje wyważyć, są już otwarte, musiałaby zgodzić się na ideologiczne pokrewieństwo z teoretykami queer: z Leo Bersanim, Lee Edelmanem albo nawet Eve Kosofsky-Sedgwick, co pociągnęłoby za sobą konieczność rewizji części poglądów autorki dotyczących między innymi instytucji małżeństwa. A queer – którego ojcem mianuje wymęczonego, pokonanego Foucaulta – postrzega Perry jako strategię z gruntu patriarchalną, odmawiającą biologii dominującej roli w kształtowaniu ról płciowych.

Perry to przyczajona esencjalistka, która wierzy, że „niemal każdy mężczyzna może zabić niemal każdą kobietę gołymi rękami, ale nie odwrotnie” (s. 54), ale jednocześnie powtarza, jakby za Daphną Joel, autorką „Płci i mózgu”, że atrybuty typowo żeńskie i typowo męskie są w populacji wymieszane, że istnieją wyjątki, że „ja sama dysponuję zarówno pewnymi stereotypowo kobiecymi cechami, jak i tymi stereotypowo męskimi” (s. 55). Szybko jednak sprowadza te przykłady do poziomu dowodów anegdotycznych i rezygnuje z powoływania się na badania inne niż te, które potwierdzają istnienie różnic płciowych na poziomie układu nerwowego. Jej argumentacja balansuje więc na granicy esencjalizmu i ostrożnego antydeterminizmu: różnice biologiczne Perry traktuje jako realne i politycznie doniosłe, ale unika sprowadzania ich do prostego determinizmu, w którym biologia miałaby bezpośrednio i nieuchronnie wyznaczać zachowania oraz role płciowe – to dla niej o krok za daleko, nawet jeśli podobne wnioski wydają się logiczną konsekwencją wyprowadzonych w książce założeń.

Być może przed odważnym opowiedzeniem się po stronie esencjalizmu chroni autorkę „Rozprawy…” ucieczka w zagadnienie pedofilii – chroni dosłownie, bo Perry za każdym razem, kiedy przychodzi jej poczynić w tej kwestii jakaś deklarację, wycofuje się i zmienia temat. Doceniam, że wspomina (choć krótko) o niechlubnej petycji do francuskiego parlamentu z 1977 roku, pod którą podpisało się wiele znanych intelektualistek i intelektualistów epoki, w tym wspomniany Foucault, ale również Jacques Derrida czy Simone de Beauvoir. Być może niewiele to zmienia – list sugerował bowiem także to, że dzieci (sic!) poniżej piętnastego roku życia zdolne są do wyrażenia zgody na czynności seksualne z ich udziałem – ale jednak głównym celem petycji było prawne zrównanie wieku zgody dla stosunków heteroseksualnych i homoseksualnych, a tym samym zniesienie wyższego progu przewidzianego wówczas dla relacji homoseksualnych. Perry nie decyduje się o tym wspomnieć, a wymaga to uściślenia. Można bowiem z dużą dozą pewności założyć, że skierowanie petycji było bezpośrednim następstwem zmian społecznych, które zaszły w wyniku rewolucji seksualnej, i pokazuje niejednoznaczny charakter tych przemian.

Zgadzam się z Perry co do jej wniosków dotyczących pigułki. Farmakologiczne środki antykoncepcyjne, które pojawiły się na rynku w latach 60., zrewolucjonizowały sposób, w jaki unikamy ciąży, jednocześnie czyniąc ciała kobiet bardziej dostępnymi dla mężczyzn, a seks na pierwszej randce czymś całkowicie oczywistym. Podoba mi się, jak wykorzystując figury Hugh Hefnera – założyciela magazynu „Playboy”, który dożył późnej starości otoczony młodymi kobietami – i Marilyn Monroe – uprzedmiotowionej seksbomby, która zmarła o wiele za wcześnie, popełniwszy samobójstwo – Perry pokazuje realne koszta seksu, które ponoszą obie płcie, i to, jak nierówno są one rozdysponowane. Podważa też pozorny feminizm Hefnera, który na łamach „Playboya” zachwycał się onegdaj wolnym dostępem do aborcji i antykoncepcji – tylko zastanówmy się, tak szczerze: kto uważa Hefnera za jakikolwiek feministyczny autorytet?

To inny problem, który dostrzegam w esejach Perry, a który zasygnalizowałam już wcześniej, pisząc o „feministkach liberalnych” czy „feminizmie liberalnym”, określeniach niemających dla autorki jednego desygnatu, stających się określeniem parasolowym na wszystkie nie dość radykalne postawy. Liberalną feministką jest dla Perry m.in. Gayle Rubin – badaczka, dla której rozluźnianie norm seksualnych, w tym liberalizacja dostępu do pornografii czy dekryminalizacja i społeczna akceptacja sprzedaży seksu, nie stanowiły zjawisk z definicji negatywnych. Rubin sprzeciwiała się utożsamianiu seksualnej liberalizacji z reprodukowaniem męskiej dominacji, postulując jednocześnie analityczne rozdzielenie seksualności i płci. Nie oznacza to jednak, że założenia Rubin pozwalałyby bezpośrednio uznać Hugh Hefnera za feministę (tfu).

Przeciwnie, bardziej uzasadnione wydaje się założenie, że Rubin zachowałaby dystans wobec takiego utożsamienia, dostrzegając zarówno emancypacyjny potencjał seksualnej liberalizacji, jak i jej uwikłanie w istniejące relacje władzy. Jest to o tyle istotne, że samo poparcie dla zdobyczy czy konsekwencji rewolucji seksualnej nie musi oznaczać przyjęcia postfeministycznego dyskursu indywidualnego wyboru, samorealizacji i „girlboss feminizmu”. Można bowiem uznawać seksualną autonomię za wartość emancypacyjną, nie uznając jednocześnie każdej praktyki czy instytucji, która posługuje się językiem seksualnego wyzwolenia, za feministyczną. Dziwnie się czuję, musząc tu w ogóle o tym pisać, ale naprawdę uważam, że ten podstawowy punkt to coś, czego w analizie Perry zabrakło. Być może wynika to z tego, że Perry posługuje się kategorią „liberalizmu” przede wszystkim w znaczeniu wolnościowym, jako określeniem podejścia, które za wartość nadrzędną uznaje autonomię jednostki, jej prawo do dokonywania własnych wyborów i poszerzania sfery wolności, a niekoniecznie jako trzecią pozycję wobec prawicy i lewicy. Sama Perry zresztą wyraźnie przeciwstawia liberalnej etyce seksualnej bardziej konserwatywną wizję opartą na normach, cnocie i ograniczeniu, podczas gdy w jej rozumieniu liberalizm seksualny wiąże się z maksymalizowaniem przestrzeni dla indywidualnego wyboru. Mimo wszystko „feminizm liberalny” to termin tak dobrze opisany i sproblematyzowany, że jego użycie może sugerować znacznie więcej, niż wynika z samego podziału Perry.

Warto w tym miejscu powrócić do kwestii relacji władzy, którą autorka rozwija w rozdziale poświęconym zjawisku gwałtu. To jednocześnie ta część książki, w której na pierwszy plan wyłaniają się postulaty biologii i psychologii ewolucyjnej. I tu również otrzymujemy ciekawą mieszankę nietypowo (czy wybiórczo?) dobieranych cytowań. Rozdział zaczyna się od przywołania pozycji sprzed ponad dwudziestu lat, ale niewiele dowiemy się o tym, co działo się w nauce wcześniej i potem. Przydałaby się zwłaszcza wiedza tego drugiego rodzaju, ponieważ czytając, można niestety odnieść całkowicie fałszywe wrażenie, jakoby spór „natura vs wychowanie” (nature-nurture problem) trwał nadal i był kwestią nadziei po jednej stronie barykady i trzeźwego osądu po drugiej. Bynajmniej.

Spór obecnie wydaje się martwy. Większość zajmujących się tymi zagadnieniami naukowców zgadza się obecnie, że istnieje pewna część zachowań wrodzonych (czy raczej takich, w przypadku których wpływy kulturowo-społeczne są pomijalne) oraz typowo kulturowych, zarazem jednak oddzielenie wpływów kultury od „natury” jest niemożliwe, ponieważ kultura to nie kapelusz nakładany i zdejmowany z „biologicznej głowy”. Jesteśmy biologicznie dostosowani do wchodzenia w głębokie interakcje ze środowiskiem w celu lepszego dostosowania do warunków otoczenia. Po pierwsze, problem nature-nurture stał się zagadnieniem jałowym, a uwaga badaczek i badaczy skupiła się na studiowaniu pętli sprzężeń zwrotnych między kulturą, społeczeństwem, mózgiem itd. Po drugie, psychologia ewolucyjna nie została zdyskredytowana przez naiwnie utopijne działaczki z megafonami. Pomijając fakt, że jest nadal uznawaną subdziedziną badań naukowych, to krytykowano ją raczej ze względu na metodologię: już w latach 80. XX wieku zauważono, że pojęciem „adaptacja” naukowcy posługiwali się zbyt swobodnie (biolodzy również, nie tylko psycholodzy). Hipotezy psychologii ewolucyjnej często okazują się też niefalsyfikowalne, ponieważ niemożliwe jest znalezienie skamielin umysłów, które stanowiłyby dowody na zmiany zachodzące w czasie. Po trzecie, badacze tego nurtu mieli tendencje do tworzenia „takich sobie bajeczek” („just so stories”) i nawet jeśli uznać je po prostu za rozbudowane hipotezy, to warto podkreślić, że w popularnonaukowych książkach poświęcano im zdecydowanie za dużo miejsca, więcej niż wynikom badań. Bajeczki te zresztą – a jakże – często wymykały się możliwości przetestowania za pomocą metody naukowej. 

O rozdziale tym można by napisać jeszcze dużo więcej, ale dość dodać, że w duchu wielu prac humanistycznych stawiane w nim tezy są ogromne, a research i zaplecze cytowań zaskakująco wybiórcze. Ale który humanista nie pragnie móc z dumą ogłosić „wiem!” zamiast „sądzę, że istnieje prawdopodobieństwo”?

Perry można także zarzucić transfobię, ale to nisko wiszący owoc, po który dzisiaj obszerniej nie sięgnę. Autorka powtarza po prostu te same argumenty, które wiele feministek jej pokroju deklarowało wcześniej, wyraża między innymi niezgodę na udział kobiet transpłciowych w kobiecych dyscyplinach sportowych. Przeciwwagę dla jej stanowiska oferuje m.in. Renata Ziemińska w „Niebinarnym i wielowarstwowym pojęciu płci” (2018), w rozdziale poświęconym zagadnieniu sportu. Pewnym chichotem losu okazuje się tu również aprobatywny stosunek Dworkin, filozofki, na którą Perry chętnie się powołuje, do sprawy osób transpłciowych.

Przymykając oczy na wymienione wcześniej potknięcia i problemy, należy uznać, że „Rozprawa…” to książka niezła, niewygodna, a przy tym doskonała, żeby wzbudzić gorącą dyskusję w kręgu znajomych. Żałuję jednak, że niektóre z tez Perry słabną pod wpływem braków merytorycznych, białych plam w przeprowadzonej przez autorkę kwerendzie.

LITERATURA:

Wright L.: „Louise Perry and the surprising turn toward Christian wisdom”. „Premier Woman Alive” 21.07.2025. https://www.womanalive.co.uk/opinion/louise-perry-and-the-surprising-turn-toward-christian-wisdom/19756.article.

Ziemińska R.: „Niebinarne i wielowarstwowe pojęcie płci. Próba inkluzji danych o osobach interpłciowych i niebinarnych”. Warszawa 2018.
Louise Perry: „Rozprawa przeciwko rewolucji seksualnej. Nowy przewodnik po seksie w XXI wieku”. Przeł. Tomasz Sikora. Wydawnictwo Ha!art. Kraków 2026.