W SŁUŻBIE PAMIĘCI (AGNIESZKA DOBKIEWICZ, MATEUSZ MYKYTYSZYN: 'ZAMEK KSIĄŻ. HISTORIA OPOWIEDZIANA GŁOSAMI SŁUŻĄCYCH')
A
A
A
Na łamach „artPAPIERu” wielokrotnie recenzowałam książki wpisujące się w zwrot ludowy lub nurt herstoryczny. Odkrywanie przeszłości z perspektywy kobiet jest dla mnie szczególnie ważne, dlatego moje zainteresowanie wzbudziła nowa propozycja Wydawnictwa Agora: „Zamek Książ. Historia opowiedziana głosami służących” Agnieszki Dobkiewicz. Kiedy pojawiła się możliwość jej zrecenzowania, wystarczył krótki opis na stronie wydawcy, bym wiedziała, że chcę po nią sięgnąć. Choć opis ten dość precyzyjnie oddaje zawartość książki, moje oczekiwania ukształtowała również jej okładka. Sugestywna fotografia przedstawiająca wyłącznie służące pozwalała mi sądzić, że autorka poświęci szczególną uwagę doświadczeniom kobiet pracujących w zamku. Dobkiewicz przygotowała publikację we współpracy z Mateuszem Mykytyszynem, regionalistą i prezesem Fundacji Księżnej Daisy von Pless, z którym konsultowała kwestie dotyczące historii Hochbergów oraz zamku Książ (zob. s. 10). Książka ma przybliżać losy „rzeszy anonimowych osób” (s. 9), które dbały o codzienne życie rodziny zarówno w Książu, jak i w innych posiadłościach rodu. Przyglądamy się zatem ludziom, dla których w podręcznikach historii zazwyczaj brakuje miejsca. To ważny gest przywracania pamięci, choć opowieść pozostawia również pytania bez odpowiedzi.
Zamek Książ
Książka składa się z dwudziestu czterech rozdziałów, z których każdy poświęcono innej osobie związanej z życiem zamku. Poznajemy kamerdynerów, ogrodników, opiekunki, nianie, pokojówki i innych pracowników dbających o codzienny komfort Hochbergów. Każdą opowieść opatrzono oznaczeniem czasu: godziną, porą roku i rokiem. Choć przedstawione wydarzenia obejmują lata 1888–1946, poszczególne historie układają się zarazem w symboliczną dobę zamkowego życia. Uważam ten zabieg kompozycyjny za udany: przechodząc przez kolejne godziny, dostrzegamy mnogość zajęć i zdarzeń wypełniających codzienność rezydencji. Taka konstrukcja pozwala również zobaczyć, że w cieniu wielkich nazwisk i historycznych wydarzeń toczyło się życie wypełnione sprawami bliskimi także nam: troską o przyszłość, pragnieniem miłości czy dumą z wykonywanej pracy. Dobkiewicz sięga po dokumenty i publikacje dotyczące Książa przede wszystkim po to, by odtworzyć indywidualne losy i ukazać codzienne dramaty na tle „wielkiej historii, jaka się tu [w Zamku Książ – E.K] rozgrywała” (s. 9). Narracja chwilami nabiera plotkarskiego tonu: bohaterowie dzielą się zasłyszanymi historiami, obok których pojawiają się ich własne wspomnienia.
Opowieść zyskuje na dynamice dzięki różnym sposobom przedstawiania zdarzeń. Fragmenty przybliżające wydarzenia historyczne i biografię księżnej Daisy przeplatają się z partiami wykorzystującymi mowę pozornie zależną, która odsłania sposób myślenia postaci. Pojawiają się również dialogi pozwalające wyobrazić sobie relacje między bohaterami. Dzięki tym zabiegom ludzie znani z historycznych przekazów nabierają życia, a czytelniczki i czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że słyszą ich głosy. Każdą opowieść zamykają fotografie przedstawiające jej bohaterów oraz przywoływane miejsca. Zdjęcia wzbogacają lekturę, pozwalając połączyć poznawane historie z konkretnymi twarzami i przestrzeniami. Może to być szczególnie cenne dla osób, które nie miały okazji odwiedzić Zamku Książ w Wałbrzychu.
Powracającym motywem, który spaja poszczególne historie, jest zegar. Jego bicie niekiedy otwiera opowieść o danej osobie, innym razem ją zamyka. Przypomina o obowiązkach i przywraca bohaterki i bohaterów do rzeczywistości, gdy oddają się marzeniom lub wspomnieniom. Potrafi też położyć kres rozmowie: „[w] tym momencie zegar na wieży wybił południe. Ogrodnik westchnął. Chcąc nie chcąc, musiał zakończyć rozmowę” (s. 143). Zegar zyskuje również wymiar symboliczny. Jak czytamy w prologu, „[c]hoć ich [służących – E.K.] historie rozmył upływający czas, wystarczy zamknąć oczy i posłuchać bijącego zegara. On ciągle te historie odmierza” (s. 17). Słowa te zamykają prolog, a zarazem otwierają opowieści o tytułowych służących. To sugestywna metafora pamięci: zegar, który wyznaczał rytm ich codzienności, nadal bije, jakby przechowywał ślad dawnego życia. Odczytuję ten obraz jako zachętę, by myśląc o Książu, pamiętać o ludziach, którzy pozostawali w cieniu jego właścicieli.
Z opowieści bohaterek i bohaterów wyłania się przede wszystkim obraz służby wspominanej z nostalgią. W ich biografiach pojawiają się wojna, bieda i inne trudne doświadczenia, lecz sam Książ jawi się najczęściej jako miejsce zapewniające bezpieczeństwo i stabilizację. W rezultacie trudy zamkowej codzienności schodzą na dalszy plan. Szerszego omówienia wymagałoby również życie rodzinne służby. Na jakich zasadach pracownicy zakładali rodziny i łączyli obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci? Jak rozumieć wspólne zabawy ich potomstwa z dziećmi Hochbergów w kontekście dzielących obie grupy różnic społecznych?
Jeszcze poważniejsze wątpliwości budzi dobór bohaterów. Na początku XX wieku dla Hochbergów pracowało ponad pięćset osób (zob. Szeligowska 2026). Książka przedstawia zaledwie wycinek tej społeczności, skupiając się przede wszystkim na osobach zajmujących wysokie miejsca w służbowej hierarchii. Ich pozycja wiązała się z przywilejami niedostępnymi niższemu personelowi. Dobkiewicz zaznacza zresztą we wstępie, że „[p]ozostałych służących, nisko postawionych w hierarchii, nie obejmował system emerytalny stworzony w majątku Hochbergów” (s. 9–10). To ważna informacja, która tym wyraźniej ujawnia ograniczenia prezentowanej perspektywy. Doświadczenia uprzywilejowanej części pracowników nie mogą bowiem zastąpić opowieści o całej służbie, a losy osób z najniższych szczebli hierarchii nadal pozostają na marginesie.
W rezultacie poznajemy przede wszystkim tę stronę zamkowego życia, która dobrze świadczy o pracodawcach. Wspomnienia o zapewnionym mieszkaniu, podróżach w odległe zakątki świata (zob. s. 151) czy udziale wraz z dziećmi w balu organizowanym przez księżną Daisy (zob. s. 127) wzmacniają obraz bliskości służby i rodziny książęcej. Brakuje jednak perspektywy pozwalającej zobaczyć, jak bardzo doświadczenia te różniły się od codzienności pozostałych pracowników. W książce pojawiają się również opowieści o trudnych stronach służby. O Heinrichu Kummerze czytamy, że „[p]rzez wiele lat żył w olbrzymim stresie, często z daleka od rodziny” (s. 244). Kamerdyner zostaje zwolniony po konflikcie z księciem, który oskarża go o przekazanie prasie informacji o romansie swojej drugiej żony, Clotilde, z jego synem, hrabią Bolkiem (zob. s. 242). Ostatecznie jednak czytamy, że Kummer żałował jedynie „tego wrześniowego wieczora 1937 roku, gdy zostawił swojego księcia” (s. 245). W innym miejscu okazuje zrozumienie dla wybuchów swojego pana, tłumacząc je trudnymi doświadczeniami Hansa Heinricha XV (zob. s. 242). Nawet doznane upokorzenie nie przekreśla więc jego przywiązania do pracodawcy. Opowieści o pracownikach związanych z Hansem Heinrichem XV odsłaniają również znaczenie służby dla ich poczucia tożsamości. Wyraźnie widać to w historii nadleśniczego Richarda Ludwiga. Choć, jak czytamy, „nie liczył na wdzięczność” (s. 252), to jednak miał nadzieję, że, przy okazji jego odejścia na emeryturę książę „osobiście podziękuje mu za wierną służbę” (s. 251). Tak się jednak nie stało. Przytoczone biografie pozwalają odczytywać rozstanie ze służbą również jako kryzys tożsamości. Wyłania się z nich obraz ludzi, którzy budowali poczucie własnej wartości i sensu życia wokół wykonywanych obowiązków oraz więzi z pracodawcami. Utrata dotychczasowego zajęcia oznaczała dla nich konieczność odnalezienia się poza rolą, która przez lata określała ich miejsce w świecie. I mimo że poznajemy losy służących, to ich pracodawcy zbyt często pozostają w centrum opowieści.
W wypowiedziach różnych bohaterek i bohaterów powraca przekonanie, że „Książ jest (…) bramą do innego świata” (s. 143). Mimo licznych obowiązków czują się szczęściarzami: otrzymali dobrą pracę u boku samych Hochbergów. Ich wdzięczność jest zrozumiała. Pozostaje jednak pytanie, na ile ich losy rzeczywiście znajdują się w centrum zainteresowania Dobkiewicz, a na ile służą przede wszystkim opowieści o zamku i jego właścicielach. W przedstawianych historiach również na pierwszy plan wysuwa się księżna Daisy, przedstawiana jako „serdeczna i dobra” (s. 33). Zmieniają się bohaterowie, lecz obraz ich relacji z księżną pozostaje podobny: nawet jeśli pojawia się pewien dystans, dominują podziw i przywiązanie. Można to tłumaczyć idealizacją przeszłości we wspomnieniach służby. Jak pisała Marta Winkler, „[c]złowiek reinterpretuje własną historię. (…) przekształca sposób ujmowania własnej przeszłości i rzutuje na postrzeganie przyszłości” (Winkler 2017: 5). Wdzięczność za szansę na lepsze życie mogła sprzyjać zachowaniu przede wszystkim dobrych wspomnień i zacierać wspomnienia o trudniejszych doświadczenia. Drugie, bardziej krytyczne odczytanie kieruje uwagę ku sposobowi, w jaki opowieść kształtuje sama Dobkiewicz. Odnoszę wrażenie, że kolejne historie podporządkowane są budowaniu wizerunku Książa jako miejsca niezwykłego, niemal magicznego. W niektórych fragmentach narracja przypomina wręcz baśń zmierzającą ku szczęśliwemu zakończeniu: zło ostatecznie przemija, a nawet w najtrudniejszych chwilach wspomnienie dawnego szczęścia dodaje sił i pozwala się nie poddawać (zob. s. 65, 76, 167). Taki sposób opowiadania sprawia, że również cierpienie bohaterów staje się tłem dla podkreślania wyjątkowości życia u Hochbergów.
Herstoria
Chociaż kobieca perspektywa jest obecna w książce, sposób jej przedstawienia pozostawia czytelniczki i czytelników z poczuciem niedosytu. Tym bardziej myląca wydaje mi się wspomniana okładka: fotografia służących rozbudzała nadzieję, że to właśnie doświadczenia kobiet znajdą się w centrum uwagi. Tymczasem tylko sześć spośród dwudziestu czterech rozdziałów ma w tytule imię i nazwisko kobiety. Trzeba jednak zauważyć, że podział ten nie oddaje w pełni zawartości książki. Kobiece doświadczenia pojawiają się również w rozdziałach zatytułowanych imionami i nazwiskami mężczyzn. Szczególnie interesujący jest rozdział zatytułowany „Ezechiel Zivier”: biografia książęcego archiwisty staje się w nim punktem wyjścia do opowieści o jego żonie, Johannie. Poznajemy jej osamotnienie oraz wspomnienia życia rodzinnego, z którego była zadowolona (zob. s. 375), chociaż zdarzały się chwile, gdy „zastanawiała się, czy jest szczęśliwa” (s. 375). Dobkiewicz opisuje również prześladowania Johanny, utratę majątku i deportację do Theresienstadt.
Nie wszystkie bohaterki otrzymują równie dużo uwagi. Często poznajemy je jako nianie i opiekunki, których codzienność wyznaczają potrzeby dzieci oraz ich rodziców. Innym razem pojawiają się jako towarzyszki marzące o życiu podobnym do życia Daisy (zob. s. 54 i 56). Brakuje mi w tych opowieściach głębszego wglądu w to, jak bohaterki przeżywały swoją codzienność i rozumiały własną sytuację. Samo przytoczenie wydarzeń z ich życia nie zastępuje pogłębionego portretu psychologicznego, jaki znajdujemy w części opowieści o mężczyznach. Jeszcze mniej dowiadujemy się o wielu kobietach występujących w przekazach jako „żony swoich mężów” (s. 9). Choć mężowie wspominają je ciepło, ich obecność w książce często sprowadza się do informacji, że przeniosły się wraz z nimi do Książa. Jak urządzały tam swoje życie, czym się zajmowały i czego pragnęły – o tym wiemy mało. W wielu opowieściach brakuje mi również szerszego komentarza dotyczącego ekonomicznego położenia bohaterek, ich materialnej zależności od mężów oraz sytuacji po owdowieniu. Doceniam, że Dobkiewicz dostrzega trudności związane z odtwarzaniem kobiecych biografii i zaznacza wprost, że „[s]zczególnie trudne było odtworzenie losów i opowieści kobiet” (s. 9). Uważam jednak, że książka, która ma przybliżać losy osób pozostających dotąd na marginesie historii, powinna poświęcić więcej uwagi zarówno tym kobietom, jak i przyczynom, dla których tak niewiele o nich wiemy.
Herstoryczne wątki pojawiają się także w portrecie księżnej Daisy. Jej nieszczęśliwe małżeństwo ze znacznie starszym mężczyzną (zob. s. 27–28) i późniejszy rozwód (zob. s. 40) skłaniają do pytania o to, na ile mogła decydować o własnym życiu. Problem ten powraca w rozdziale poświęconym byłemu marszałkowi dworu Rudolfowi von dem Hagenowi, ukazującym późne lata życia księżnej. Kwestia jej wyjazdu do Pszczyny staje się przedmiotem rozgrywki, w którą angażują się członkowie rodziny i osoby z jej otoczenia (zob. s. 362–363). Ponieważ Daisy ma trudności z mówieniem, jej odpowiedzi przekazuje Hagenowi Dolly, pielęgniarka księżnej. Choć Hagen ma wątpliwości, czy wiernie oddaje ona słowa Daisy, nie próbuje ustalić, co księżna rzeczywiście powiedziała. Wystarczy mu, że „[r]ozmowa poszła dokładnie tak, jak chciał” (s. 359). Dobkiewicz pokazuje w tej scenie, jak deklarowana troska może służyć pomijaniu woli księżnej i realizowaniu interesów jej otoczenia. Inne fragmenty ukazują wrażliwość Daisy i jej niepokorny charakter. Księżna była wrażliwa na biedę innych, a podczas I wojny światowej pracowała jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża. W rozdziale poświęconym Paulowi Seidelowi czytamy, że „całe życie buntowała się przeciwko regułom” (s. 169). Wspomnienia służby odsłaniają także jej skłonność do melancholii. Thirza Smith zauważa, że księżna przesiaduje do późna, rozmyśla i zapisuje swoje myśli w notatnikach (zob. s. 56). W innym fragmencie Daisy opisuje własne doświadczenia za pomocą metafory, której sens rozmówca rozumie dopiero z czasem (zob. s. 130–131). Z tych scen wyłania się kobieta o bogatym życiu wewnętrznym, które aż chciałby się poznać lepiej. Rozumiem jednak, że pogłębiony portret księżnej wykraczałby poza założenia publikacji poświęconej służącym, a losom Daisy poświęcono już osobne opracowania biograficzne (m.in. uwzględnioną przez Dobkiewicz w bibliografii książkę Barbary Borkowy „Siostry. Daisy von Pless i Shelagh Westminster”).
Rozstrzygnięcie
Moje zastrzeżenia nie oznaczają, że „Zamek Książ” jest książką źle napisaną czy pozbawioną interesujących historii. Wiele zależy jednak od oczekiwań, z jakimi się po nią sięga. Jeśli liczymy na pogłębioną analizę stosunków społecznych i konsekwentne przesunięcie uwagi ku ludziom najmniej widocznym, to lektura może rozczarować. Poznajemy bowiem przede wszystkim doświadczenia uprzywilejowanej części służby, a relacje z pracodawcami bywają przedstawiane jako niemal rodzinne. Opowieści o upokorzeniu, utracie bezpieczeństwa materialnego i przemocy komplikują ten obraz, lecz nie rozwiewają wątpliwości dotyczących reprezentatywności wybranych biografii. Odwołania do opracowań dotyczących organizacji służby w innych posiadłościach pomogłyby ocenić, na ile warunki pracy u Hochbergów były wyjątkowe. Możliwe przecież, że dla przedstawionych osób Książ rzeczywiście był dobrym miejscem do życia i pracy. Nie ma powodu, by podważać ich ocenę wyłącznie dlatego, że nie odpowiada naszym oczekiwaniom. Pozytywne wspomnienia wybranych pracowników nie dają jednak pełnego obrazu służby. To właśnie granice tej perspektywy wymagają wyraźniejszego zaznaczenia.
Jeśli zaś potraktujemy „Zamek Książ” jako opowieść o dziejach rezydencji, możemy docenić możliwość poznania jej „od kuchni”. Daty, nazwiska i wydarzenia zostają wplecione w historie ludzi, którzy dbali o codzienne funkcjonowanie zamku. Odkładając na bok oczekiwania rozbudzone przez okładkę i opis wydawcy, uważam książkę Dobkiewicz, napisaną we współpracy z Mateuszem Mykytyszynem, za udaną próbę opowiadania o zabytkach i sławnych rodach poprzez losy związanych z nimi osób. W tej opowieści dominuje jednak pamięć o latach świetności Książa, a aurę niezwykłości zamku wzmacnia portret Daisy jako księżnej przełamującej konwenanse i bliskiej ludziom. To właśnie obraz Książa – naznaczony nostalgią i niepełny – pozostanie w pamięci czytelniczek i czytelników po lekturze.
LITERATURA:
Szeligowska B.: „Na etacie u księcia. Premiera książki »Zamek Książ. Historia opowiedziana głosami służących«”. 29.06. 2026. https://walbrzych.wyborcza.pl/walbrzych/7,178336,32884651,na-etacie-u-ksiecia-premiera-ksiazki-zamek-ksiaz-historia.html.
Winkler M.: „Rola wspomnień i wyobrażeń w historii życia jednostki z perspektywy myśli fenomenologicznej Jeana Paula Sartre’a”. Kraków 2017.
Zamek Książ
Książka składa się z dwudziestu czterech rozdziałów, z których każdy poświęcono innej osobie związanej z życiem zamku. Poznajemy kamerdynerów, ogrodników, opiekunki, nianie, pokojówki i innych pracowników dbających o codzienny komfort Hochbergów. Każdą opowieść opatrzono oznaczeniem czasu: godziną, porą roku i rokiem. Choć przedstawione wydarzenia obejmują lata 1888–1946, poszczególne historie układają się zarazem w symboliczną dobę zamkowego życia. Uważam ten zabieg kompozycyjny za udany: przechodząc przez kolejne godziny, dostrzegamy mnogość zajęć i zdarzeń wypełniających codzienność rezydencji. Taka konstrukcja pozwala również zobaczyć, że w cieniu wielkich nazwisk i historycznych wydarzeń toczyło się życie wypełnione sprawami bliskimi także nam: troską o przyszłość, pragnieniem miłości czy dumą z wykonywanej pracy. Dobkiewicz sięga po dokumenty i publikacje dotyczące Książa przede wszystkim po to, by odtworzyć indywidualne losy i ukazać codzienne dramaty na tle „wielkiej historii, jaka się tu [w Zamku Książ – E.K] rozgrywała” (s. 9). Narracja chwilami nabiera plotkarskiego tonu: bohaterowie dzielą się zasłyszanymi historiami, obok których pojawiają się ich własne wspomnienia.
Opowieść zyskuje na dynamice dzięki różnym sposobom przedstawiania zdarzeń. Fragmenty przybliżające wydarzenia historyczne i biografię księżnej Daisy przeplatają się z partiami wykorzystującymi mowę pozornie zależną, która odsłania sposób myślenia postaci. Pojawiają się również dialogi pozwalające wyobrazić sobie relacje między bohaterami. Dzięki tym zabiegom ludzie znani z historycznych przekazów nabierają życia, a czytelniczki i czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że słyszą ich głosy. Każdą opowieść zamykają fotografie przedstawiające jej bohaterów oraz przywoływane miejsca. Zdjęcia wzbogacają lekturę, pozwalając połączyć poznawane historie z konkretnymi twarzami i przestrzeniami. Może to być szczególnie cenne dla osób, które nie miały okazji odwiedzić Zamku Książ w Wałbrzychu.
Powracającym motywem, który spaja poszczególne historie, jest zegar. Jego bicie niekiedy otwiera opowieść o danej osobie, innym razem ją zamyka. Przypomina o obowiązkach i przywraca bohaterki i bohaterów do rzeczywistości, gdy oddają się marzeniom lub wspomnieniom. Potrafi też położyć kres rozmowie: „[w] tym momencie zegar na wieży wybił południe. Ogrodnik westchnął. Chcąc nie chcąc, musiał zakończyć rozmowę” (s. 143). Zegar zyskuje również wymiar symboliczny. Jak czytamy w prologu, „[c]hoć ich [służących – E.K.] historie rozmył upływający czas, wystarczy zamknąć oczy i posłuchać bijącego zegara. On ciągle te historie odmierza” (s. 17). Słowa te zamykają prolog, a zarazem otwierają opowieści o tytułowych służących. To sugestywna metafora pamięci: zegar, który wyznaczał rytm ich codzienności, nadal bije, jakby przechowywał ślad dawnego życia. Odczytuję ten obraz jako zachętę, by myśląc o Książu, pamiętać o ludziach, którzy pozostawali w cieniu jego właścicieli.
Z opowieści bohaterek i bohaterów wyłania się przede wszystkim obraz służby wspominanej z nostalgią. W ich biografiach pojawiają się wojna, bieda i inne trudne doświadczenia, lecz sam Książ jawi się najczęściej jako miejsce zapewniające bezpieczeństwo i stabilizację. W rezultacie trudy zamkowej codzienności schodzą na dalszy plan. Szerszego omówienia wymagałoby również życie rodzinne służby. Na jakich zasadach pracownicy zakładali rodziny i łączyli obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci? Jak rozumieć wspólne zabawy ich potomstwa z dziećmi Hochbergów w kontekście dzielących obie grupy różnic społecznych?
Jeszcze poważniejsze wątpliwości budzi dobór bohaterów. Na początku XX wieku dla Hochbergów pracowało ponad pięćset osób (zob. Szeligowska 2026). Książka przedstawia zaledwie wycinek tej społeczności, skupiając się przede wszystkim na osobach zajmujących wysokie miejsca w służbowej hierarchii. Ich pozycja wiązała się z przywilejami niedostępnymi niższemu personelowi. Dobkiewicz zaznacza zresztą we wstępie, że „[p]ozostałych służących, nisko postawionych w hierarchii, nie obejmował system emerytalny stworzony w majątku Hochbergów” (s. 9–10). To ważna informacja, która tym wyraźniej ujawnia ograniczenia prezentowanej perspektywy. Doświadczenia uprzywilejowanej części pracowników nie mogą bowiem zastąpić opowieści o całej służbie, a losy osób z najniższych szczebli hierarchii nadal pozostają na marginesie.
W rezultacie poznajemy przede wszystkim tę stronę zamkowego życia, która dobrze świadczy o pracodawcach. Wspomnienia o zapewnionym mieszkaniu, podróżach w odległe zakątki świata (zob. s. 151) czy udziale wraz z dziećmi w balu organizowanym przez księżną Daisy (zob. s. 127) wzmacniają obraz bliskości służby i rodziny książęcej. Brakuje jednak perspektywy pozwalającej zobaczyć, jak bardzo doświadczenia te różniły się od codzienności pozostałych pracowników. W książce pojawiają się również opowieści o trudnych stronach służby. O Heinrichu Kummerze czytamy, że „[p]rzez wiele lat żył w olbrzymim stresie, często z daleka od rodziny” (s. 244). Kamerdyner zostaje zwolniony po konflikcie z księciem, który oskarża go o przekazanie prasie informacji o romansie swojej drugiej żony, Clotilde, z jego synem, hrabią Bolkiem (zob. s. 242). Ostatecznie jednak czytamy, że Kummer żałował jedynie „tego wrześniowego wieczora 1937 roku, gdy zostawił swojego księcia” (s. 245). W innym miejscu okazuje zrozumienie dla wybuchów swojego pana, tłumacząc je trudnymi doświadczeniami Hansa Heinricha XV (zob. s. 242). Nawet doznane upokorzenie nie przekreśla więc jego przywiązania do pracodawcy. Opowieści o pracownikach związanych z Hansem Heinrichem XV odsłaniają również znaczenie służby dla ich poczucia tożsamości. Wyraźnie widać to w historii nadleśniczego Richarda Ludwiga. Choć, jak czytamy, „nie liczył na wdzięczność” (s. 252), to jednak miał nadzieję, że, przy okazji jego odejścia na emeryturę książę „osobiście podziękuje mu za wierną służbę” (s. 251). Tak się jednak nie stało. Przytoczone biografie pozwalają odczytywać rozstanie ze służbą również jako kryzys tożsamości. Wyłania się z nich obraz ludzi, którzy budowali poczucie własnej wartości i sensu życia wokół wykonywanych obowiązków oraz więzi z pracodawcami. Utrata dotychczasowego zajęcia oznaczała dla nich konieczność odnalezienia się poza rolą, która przez lata określała ich miejsce w świecie. I mimo że poznajemy losy służących, to ich pracodawcy zbyt często pozostają w centrum opowieści.
W wypowiedziach różnych bohaterek i bohaterów powraca przekonanie, że „Książ jest (…) bramą do innego świata” (s. 143). Mimo licznych obowiązków czują się szczęściarzami: otrzymali dobrą pracę u boku samych Hochbergów. Ich wdzięczność jest zrozumiała. Pozostaje jednak pytanie, na ile ich losy rzeczywiście znajdują się w centrum zainteresowania Dobkiewicz, a na ile służą przede wszystkim opowieści o zamku i jego właścicielach. W przedstawianych historiach również na pierwszy plan wysuwa się księżna Daisy, przedstawiana jako „serdeczna i dobra” (s. 33). Zmieniają się bohaterowie, lecz obraz ich relacji z księżną pozostaje podobny: nawet jeśli pojawia się pewien dystans, dominują podziw i przywiązanie. Można to tłumaczyć idealizacją przeszłości we wspomnieniach służby. Jak pisała Marta Winkler, „[c]złowiek reinterpretuje własną historię. (…) przekształca sposób ujmowania własnej przeszłości i rzutuje na postrzeganie przyszłości” (Winkler 2017: 5). Wdzięczność za szansę na lepsze życie mogła sprzyjać zachowaniu przede wszystkim dobrych wspomnień i zacierać wspomnienia o trudniejszych doświadczenia. Drugie, bardziej krytyczne odczytanie kieruje uwagę ku sposobowi, w jaki opowieść kształtuje sama Dobkiewicz. Odnoszę wrażenie, że kolejne historie podporządkowane są budowaniu wizerunku Książa jako miejsca niezwykłego, niemal magicznego. W niektórych fragmentach narracja przypomina wręcz baśń zmierzającą ku szczęśliwemu zakończeniu: zło ostatecznie przemija, a nawet w najtrudniejszych chwilach wspomnienie dawnego szczęścia dodaje sił i pozwala się nie poddawać (zob. s. 65, 76, 167). Taki sposób opowiadania sprawia, że również cierpienie bohaterów staje się tłem dla podkreślania wyjątkowości życia u Hochbergów.
Herstoria
Chociaż kobieca perspektywa jest obecna w książce, sposób jej przedstawienia pozostawia czytelniczki i czytelników z poczuciem niedosytu. Tym bardziej myląca wydaje mi się wspomniana okładka: fotografia służących rozbudzała nadzieję, że to właśnie doświadczenia kobiet znajdą się w centrum uwagi. Tymczasem tylko sześć spośród dwudziestu czterech rozdziałów ma w tytule imię i nazwisko kobiety. Trzeba jednak zauważyć, że podział ten nie oddaje w pełni zawartości książki. Kobiece doświadczenia pojawiają się również w rozdziałach zatytułowanych imionami i nazwiskami mężczyzn. Szczególnie interesujący jest rozdział zatytułowany „Ezechiel Zivier”: biografia książęcego archiwisty staje się w nim punktem wyjścia do opowieści o jego żonie, Johannie. Poznajemy jej osamotnienie oraz wspomnienia życia rodzinnego, z którego była zadowolona (zob. s. 375), chociaż zdarzały się chwile, gdy „zastanawiała się, czy jest szczęśliwa” (s. 375). Dobkiewicz opisuje również prześladowania Johanny, utratę majątku i deportację do Theresienstadt.
Nie wszystkie bohaterki otrzymują równie dużo uwagi. Często poznajemy je jako nianie i opiekunki, których codzienność wyznaczają potrzeby dzieci oraz ich rodziców. Innym razem pojawiają się jako towarzyszki marzące o życiu podobnym do życia Daisy (zob. s. 54 i 56). Brakuje mi w tych opowieściach głębszego wglądu w to, jak bohaterki przeżywały swoją codzienność i rozumiały własną sytuację. Samo przytoczenie wydarzeń z ich życia nie zastępuje pogłębionego portretu psychologicznego, jaki znajdujemy w części opowieści o mężczyznach. Jeszcze mniej dowiadujemy się o wielu kobietach występujących w przekazach jako „żony swoich mężów” (s. 9). Choć mężowie wspominają je ciepło, ich obecność w książce często sprowadza się do informacji, że przeniosły się wraz z nimi do Książa. Jak urządzały tam swoje życie, czym się zajmowały i czego pragnęły – o tym wiemy mało. W wielu opowieściach brakuje mi również szerszego komentarza dotyczącego ekonomicznego położenia bohaterek, ich materialnej zależności od mężów oraz sytuacji po owdowieniu. Doceniam, że Dobkiewicz dostrzega trudności związane z odtwarzaniem kobiecych biografii i zaznacza wprost, że „[s]zczególnie trudne było odtworzenie losów i opowieści kobiet” (s. 9). Uważam jednak, że książka, która ma przybliżać losy osób pozostających dotąd na marginesie historii, powinna poświęcić więcej uwagi zarówno tym kobietom, jak i przyczynom, dla których tak niewiele o nich wiemy.
Herstoryczne wątki pojawiają się także w portrecie księżnej Daisy. Jej nieszczęśliwe małżeństwo ze znacznie starszym mężczyzną (zob. s. 27–28) i późniejszy rozwód (zob. s. 40) skłaniają do pytania o to, na ile mogła decydować o własnym życiu. Problem ten powraca w rozdziale poświęconym byłemu marszałkowi dworu Rudolfowi von dem Hagenowi, ukazującym późne lata życia księżnej. Kwestia jej wyjazdu do Pszczyny staje się przedmiotem rozgrywki, w którą angażują się członkowie rodziny i osoby z jej otoczenia (zob. s. 362–363). Ponieważ Daisy ma trudności z mówieniem, jej odpowiedzi przekazuje Hagenowi Dolly, pielęgniarka księżnej. Choć Hagen ma wątpliwości, czy wiernie oddaje ona słowa Daisy, nie próbuje ustalić, co księżna rzeczywiście powiedziała. Wystarczy mu, że „[r]ozmowa poszła dokładnie tak, jak chciał” (s. 359). Dobkiewicz pokazuje w tej scenie, jak deklarowana troska może służyć pomijaniu woli księżnej i realizowaniu interesów jej otoczenia. Inne fragmenty ukazują wrażliwość Daisy i jej niepokorny charakter. Księżna była wrażliwa na biedę innych, a podczas I wojny światowej pracowała jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża. W rozdziale poświęconym Paulowi Seidelowi czytamy, że „całe życie buntowała się przeciwko regułom” (s. 169). Wspomnienia służby odsłaniają także jej skłonność do melancholii. Thirza Smith zauważa, że księżna przesiaduje do późna, rozmyśla i zapisuje swoje myśli w notatnikach (zob. s. 56). W innym fragmencie Daisy opisuje własne doświadczenia za pomocą metafory, której sens rozmówca rozumie dopiero z czasem (zob. s. 130–131). Z tych scen wyłania się kobieta o bogatym życiu wewnętrznym, które aż chciałby się poznać lepiej. Rozumiem jednak, że pogłębiony portret księżnej wykraczałby poza założenia publikacji poświęconej służącym, a losom Daisy poświęcono już osobne opracowania biograficzne (m.in. uwzględnioną przez Dobkiewicz w bibliografii książkę Barbary Borkowy „Siostry. Daisy von Pless i Shelagh Westminster”).
Rozstrzygnięcie
Moje zastrzeżenia nie oznaczają, że „Zamek Książ” jest książką źle napisaną czy pozbawioną interesujących historii. Wiele zależy jednak od oczekiwań, z jakimi się po nią sięga. Jeśli liczymy na pogłębioną analizę stosunków społecznych i konsekwentne przesunięcie uwagi ku ludziom najmniej widocznym, to lektura może rozczarować. Poznajemy bowiem przede wszystkim doświadczenia uprzywilejowanej części służby, a relacje z pracodawcami bywają przedstawiane jako niemal rodzinne. Opowieści o upokorzeniu, utracie bezpieczeństwa materialnego i przemocy komplikują ten obraz, lecz nie rozwiewają wątpliwości dotyczących reprezentatywności wybranych biografii. Odwołania do opracowań dotyczących organizacji służby w innych posiadłościach pomogłyby ocenić, na ile warunki pracy u Hochbergów były wyjątkowe. Możliwe przecież, że dla przedstawionych osób Książ rzeczywiście był dobrym miejscem do życia i pracy. Nie ma powodu, by podważać ich ocenę wyłącznie dlatego, że nie odpowiada naszym oczekiwaniom. Pozytywne wspomnienia wybranych pracowników nie dają jednak pełnego obrazu służby. To właśnie granice tej perspektywy wymagają wyraźniejszego zaznaczenia.
Jeśli zaś potraktujemy „Zamek Książ” jako opowieść o dziejach rezydencji, możemy docenić możliwość poznania jej „od kuchni”. Daty, nazwiska i wydarzenia zostają wplecione w historie ludzi, którzy dbali o codzienne funkcjonowanie zamku. Odkładając na bok oczekiwania rozbudzone przez okładkę i opis wydawcy, uważam książkę Dobkiewicz, napisaną we współpracy z Mateuszem Mykytyszynem, za udaną próbę opowiadania o zabytkach i sławnych rodach poprzez losy związanych z nimi osób. W tej opowieści dominuje jednak pamięć o latach świetności Książa, a aurę niezwykłości zamku wzmacnia portret Daisy jako księżnej przełamującej konwenanse i bliskiej ludziom. To właśnie obraz Książa – naznaczony nostalgią i niepełny – pozostanie w pamięci czytelniczek i czytelników po lekturze.
LITERATURA:
Szeligowska B.: „Na etacie u księcia. Premiera książki »Zamek Książ. Historia opowiedziana głosami służących«”. 29.06. 2026. https://walbrzych.wyborcza.pl/walbrzych/7,178336,32884651,na-etacie-u-ksiecia-premiera-ksiazki-zamek-ksiaz-historia.html.
Winkler M.: „Rola wspomnień i wyobrażeń w historii życia jednostki z perspektywy myśli fenomenologicznej Jeana Paula Sartre’a”. Kraków 2017.
Agnieszka Dobkiewicz, Mateusz Mykytyszyn: „Zamek Książ. Historia opowiedziana głosami służących”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

