CZEGO BOJĄ SIĘ MIESZCZUCHY (ZUZANA ŘIHOVA: 'ZABAWA W WILKA')
A
A
A
Moją pierwszą myślą przy czytaniu „Zabawy w wilka” Zuzany Říhovej (tłum. D. Dobrew, Wydawnictwo Afera) było to, że wydawanie czeskiej psychologicznej powieści grozy w Polsce to naprawdę odważny pomysł. Groza to chyba ostatnia rzecz, z jaką kojarzą się u nas Czechy. Śmieszność – jak najbardziej. Szwejkowa poczciwość – jeszcze jak. Ironiczny dystans, absurd, groteska – to już dla zaawansowanych, ale owszem, czemu nie. Natomiast czeska groza brzmi niemalże jak oksymoron. Tym chętniej zabrałam się za lekturę, zwłaszcza że okładka jest naprawdę przepiękna (wyrazy uznania dla graficzki, Kasi Michałkiewicz-Hansen), a i opis intrygujący. Bardzo dużo sobie obiecywałam: „gra prozy artystycznej z horrorem i baśnią; powieść sielska, którą lepiej czytać w bezpiecznych objęciach miejskiej cywilizacji” (cytat pochodzi z opisu okładkowego), a ponadto puszczanie oka do Angeli Carter. To niemalże nie mogło się nie udać.
„Zabawa w wilka” koncentruje się wokół dwóch postaci: Bohumila i Bohumili, którzy wraz ze swoim (konsekwentnie bezimiennym) synem uciekają z Pragi do Podlesí. Mają tutaj zacząć nowe życie, posklejać rodzinę, która się rozpada, spróbować być razem w innych okolicznościach. Tyle że przeprowadzka na wieś nie załatwia nic. Chłopiec jak był niepełnosprawny intelektualnie, tak wciąż jest, a Bohumila i Bohumil nadal nie mogą na siebie patrzeć. Ponadto mieszkają w domu na dnie wąwozu, a nocami coś wokół niego krąży. Říhova dobrze utrzymuje duszną atmosferę narastającego, niedookreślonego zagrożenia, tyleż wewnętrznego, co zewnętrznego. Życie na wsi jest dalekie od sielskich obrazów porzucania wielkiego miasta na rzecz bliskości natury, wolniejszego tempa, delektowania się kawą na ganku i odnajdywania spokoju i harmonii. Bohaterowie serdecznie nie znoszą samych siebie, jak i siebie nawzajem, prowadzą psychologiczną wojnę na wyniszczenie, zarazem udając, że walczą o rodzinę i adaptują się do nowego życia.
Dużą zaletą powieści są barwne, naturalistyczne opisy wiejskiego życia – zaczyna się oczywiście od krowiego porodu, na który miastowy Bohumil zdecydowanie nie był przygotowany. Jako że to powieść czeska, to kluczowa dla wiejskiego życia w Podlesí jest gospoda. Tutaj również królują spocone pachy, niedomyte szyje i nieświeże utopence. I nawet piwo jest ciepłe. Mieszkańcy wsi w zasadzie nie są wobec przyjezdnych otwarcie wrodzy, ale nie są też przesadnie mili i otwarci, co Prażanie z jednej strony czują, a z drugiej aktywnie wypierają, próbując realizować swój plan ratowania rodziny dzięki ucieczce z miasta.
Atmosfera we wsi nieustannie się zagęszcza, dzięki płynnym zmianom perspektyw narracyjnych oglądamy te same sceny oczami miejscowych i przyjezdnych. Z dnia na dzień przybywa makabrycznych incydentów, tak że trudno postawić granicę między tym, co jest normalnym życiem wiejskim, które okazuje się trudne do przyjęcia dla mieszczuchów, a realnym zagrożeniem. Říhova chętnie sięga do pieśni i zabaw ludowych, ale także nieustannie gra tropami z baśni (przede wszystkim o Czerwonym Kapturku), a inspiracje prozą Angeli Carter i pracami Brunona Bettelheima widać niemalże na każdym kroku. I chociaż ze względu na miejsce akcji można uznać „Zabawę w wilka” za folk horror, to jest to raczej dekoracja. Prawdziwa groza rozgrywa się na przestrzeni psychologicznej.
Punktem zwrotnym fabuły jest zaginięcie syna Bohumili i Bohumila – i na tym etapie czytelnik doskonale już wie, że nie ma mowy o przypadku, a to, że cała wieś włącza się w poszukiwania, wcale nie jest wyrazem solidarności i dobrosąsiedzkich stosunków. Przyjezdni zostają wciągnięci w rytualną grę, w której oczywiście nie wszyscy uczestnicy wybornie się bawią.
W „Zabawie w wilka” najbardziej przerażające jest poczucie osaczenia – nie tylko przez wrogie otoczenie, które jest niejako pochodną tego, od czego nie sposób uciec. I można oczywiście odczytać tę powieść jako historię o bezinteresownym okrucieństwie, o grozie rozmaitych życiowych pułapek, w jakie wpadamy i jakie na siebie zastawiamy, o wrogiej rzeczywistości, wilkach w ludzkiej skórze, ale też o samotności, lękach, niemożności ucieczki od nieudanych relacji. Nie sposób też nie docenić barwnego, literackiego obrazowania, uruchamianych kontekstów, polifonicznej struktury narracyjnej i zgrabnej żonglerki perspektywami czy umiejętnie budowanego napięcia i atmosfery pełnej grozy, jednakże coś w tej ze wszech miar udanej powieści poważnie zgrzyta. Wydawca zaleca w opisie okładkowym, aby czytać tę książkę w „bezpiecznych objęciach miejskiej cywilizacji”. I jest to rada tyleż słuszna i marketingowo chwytliwa, co znacząca.
Czego boją się mieszczuchy? Czego oczekuje i czego boi się Prażanin na, wybaczą państwo dosadność, zadupiu? Prawdopodobnie tego samego, czego oczekuje się i boi na zadupiu Warszawiak (czy inny mieszkaniec dużego miasta, nawet niebędącego stolicą) – a są to ludzie ze wsi. Nie sposób stwierdzić, że Bohumil i Bohumila to wyidealizowani, niewinni i sympatyczni bohaterowie, którym przytrafiają się bardzo złe rzeczy. Jednak to mieszkańcy Podlesí tworzą zamkniętą, nieprzyjazną społeczność, która tylko czeka na zbaraniałych mieszczuchów, gotowych wpaść w ich zasadzkę. Nie wiadomo właściwie, dlaczego mieszkańcy wsi robią, to, co robią – trudno znaleźć jakąkolwiek motywację dla ich rytuałów poza tym, że nienawidzą przyjezdnych. I karmią się cudzym cierpieniem. Spostrzeżenie, że najgorszymi, bo bezinteresownymi drapieżnikami są ludzie, nie jest może specjalnie świeże i odkrywcze, ale wciąż ma spory literacki potencjał. Jednak bez dociekania, dlaczego tak jest, skąd się to bierze, całość wypada raczej płasko, a na wierzch wyłażą przede wszystkim uprzedzenia klasowe, nawet jeśli ubrane w całkiem niezłą literaturę.
Horror i weird mają ogromny literacki potencjał, bo opowiadają o tym, czego się najbardziej boimy. Mówią o lękach, które wyrażają rozmaitymi metaforami i chwytami z repertuaru grozy. I trzeba uczciwie przyznać, że Říhova chwyty i repertuar grozy ma rozpracowane i wyjątkowo sprawnie się nimi posługuje, balansując na granicy między prozą gatunkową a tzw. literaturą artystyczną. „Zabawę w wilka” świetnie się czyta, jest odpowiednio duszna, klaustrofobiczna, makabryczna i trzymająca w napięciu, literacko bardzo udana (co zapewne jest także zasługą bardzo dobrego tłumaczenia). Szkoda, że cała ta solidna literacka robota i potencjał zostały zmarnowane na lęki praskiej klasy średniej. Bo z „Zabawy w wilka” przebija przede wszystkim strach przed niedomytymi ludźmi ze wsi, bo tacy mogą mieć wyłącznie niskie pragnienia.
„Zabawa w wilka” koncentruje się wokół dwóch postaci: Bohumila i Bohumili, którzy wraz ze swoim (konsekwentnie bezimiennym) synem uciekają z Pragi do Podlesí. Mają tutaj zacząć nowe życie, posklejać rodzinę, która się rozpada, spróbować być razem w innych okolicznościach. Tyle że przeprowadzka na wieś nie załatwia nic. Chłopiec jak był niepełnosprawny intelektualnie, tak wciąż jest, a Bohumila i Bohumil nadal nie mogą na siebie patrzeć. Ponadto mieszkają w domu na dnie wąwozu, a nocami coś wokół niego krąży. Říhova dobrze utrzymuje duszną atmosferę narastającego, niedookreślonego zagrożenia, tyleż wewnętrznego, co zewnętrznego. Życie na wsi jest dalekie od sielskich obrazów porzucania wielkiego miasta na rzecz bliskości natury, wolniejszego tempa, delektowania się kawą na ganku i odnajdywania spokoju i harmonii. Bohaterowie serdecznie nie znoszą samych siebie, jak i siebie nawzajem, prowadzą psychologiczną wojnę na wyniszczenie, zarazem udając, że walczą o rodzinę i adaptują się do nowego życia.
Dużą zaletą powieści są barwne, naturalistyczne opisy wiejskiego życia – zaczyna się oczywiście od krowiego porodu, na który miastowy Bohumil zdecydowanie nie był przygotowany. Jako że to powieść czeska, to kluczowa dla wiejskiego życia w Podlesí jest gospoda. Tutaj również królują spocone pachy, niedomyte szyje i nieświeże utopence. I nawet piwo jest ciepłe. Mieszkańcy wsi w zasadzie nie są wobec przyjezdnych otwarcie wrodzy, ale nie są też przesadnie mili i otwarci, co Prażanie z jednej strony czują, a z drugiej aktywnie wypierają, próbując realizować swój plan ratowania rodziny dzięki ucieczce z miasta.
Atmosfera we wsi nieustannie się zagęszcza, dzięki płynnym zmianom perspektyw narracyjnych oglądamy te same sceny oczami miejscowych i przyjezdnych. Z dnia na dzień przybywa makabrycznych incydentów, tak że trudno postawić granicę między tym, co jest normalnym życiem wiejskim, które okazuje się trudne do przyjęcia dla mieszczuchów, a realnym zagrożeniem. Říhova chętnie sięga do pieśni i zabaw ludowych, ale także nieustannie gra tropami z baśni (przede wszystkim o Czerwonym Kapturku), a inspiracje prozą Angeli Carter i pracami Brunona Bettelheima widać niemalże na każdym kroku. I chociaż ze względu na miejsce akcji można uznać „Zabawę w wilka” za folk horror, to jest to raczej dekoracja. Prawdziwa groza rozgrywa się na przestrzeni psychologicznej.
Punktem zwrotnym fabuły jest zaginięcie syna Bohumili i Bohumila – i na tym etapie czytelnik doskonale już wie, że nie ma mowy o przypadku, a to, że cała wieś włącza się w poszukiwania, wcale nie jest wyrazem solidarności i dobrosąsiedzkich stosunków. Przyjezdni zostają wciągnięci w rytualną grę, w której oczywiście nie wszyscy uczestnicy wybornie się bawią.
W „Zabawie w wilka” najbardziej przerażające jest poczucie osaczenia – nie tylko przez wrogie otoczenie, które jest niejako pochodną tego, od czego nie sposób uciec. I można oczywiście odczytać tę powieść jako historię o bezinteresownym okrucieństwie, o grozie rozmaitych życiowych pułapek, w jakie wpadamy i jakie na siebie zastawiamy, o wrogiej rzeczywistości, wilkach w ludzkiej skórze, ale też o samotności, lękach, niemożności ucieczki od nieudanych relacji. Nie sposób też nie docenić barwnego, literackiego obrazowania, uruchamianych kontekstów, polifonicznej struktury narracyjnej i zgrabnej żonglerki perspektywami czy umiejętnie budowanego napięcia i atmosfery pełnej grozy, jednakże coś w tej ze wszech miar udanej powieści poważnie zgrzyta. Wydawca zaleca w opisie okładkowym, aby czytać tę książkę w „bezpiecznych objęciach miejskiej cywilizacji”. I jest to rada tyleż słuszna i marketingowo chwytliwa, co znacząca.
Czego boją się mieszczuchy? Czego oczekuje i czego boi się Prażanin na, wybaczą państwo dosadność, zadupiu? Prawdopodobnie tego samego, czego oczekuje się i boi na zadupiu Warszawiak (czy inny mieszkaniec dużego miasta, nawet niebędącego stolicą) – a są to ludzie ze wsi. Nie sposób stwierdzić, że Bohumil i Bohumila to wyidealizowani, niewinni i sympatyczni bohaterowie, którym przytrafiają się bardzo złe rzeczy. Jednak to mieszkańcy Podlesí tworzą zamkniętą, nieprzyjazną społeczność, która tylko czeka na zbaraniałych mieszczuchów, gotowych wpaść w ich zasadzkę. Nie wiadomo właściwie, dlaczego mieszkańcy wsi robią, to, co robią – trudno znaleźć jakąkolwiek motywację dla ich rytuałów poza tym, że nienawidzą przyjezdnych. I karmią się cudzym cierpieniem. Spostrzeżenie, że najgorszymi, bo bezinteresownymi drapieżnikami są ludzie, nie jest może specjalnie świeże i odkrywcze, ale wciąż ma spory literacki potencjał. Jednak bez dociekania, dlaczego tak jest, skąd się to bierze, całość wypada raczej płasko, a na wierzch wyłażą przede wszystkim uprzedzenia klasowe, nawet jeśli ubrane w całkiem niezłą literaturę.
Horror i weird mają ogromny literacki potencjał, bo opowiadają o tym, czego się najbardziej boimy. Mówią o lękach, które wyrażają rozmaitymi metaforami i chwytami z repertuaru grozy. I trzeba uczciwie przyznać, że Říhova chwyty i repertuar grozy ma rozpracowane i wyjątkowo sprawnie się nimi posługuje, balansując na granicy między prozą gatunkową a tzw. literaturą artystyczną. „Zabawę w wilka” świetnie się czyta, jest odpowiednio duszna, klaustrofobiczna, makabryczna i trzymająca w napięciu, literacko bardzo udana (co zapewne jest także zasługą bardzo dobrego tłumaczenia). Szkoda, że cała ta solidna literacka robota i potencjał zostały zmarnowane na lęki praskiej klasy średniej. Bo z „Zabawy w wilka” przebija przede wszystkim strach przed niedomytymi ludźmi ze wsi, bo tacy mogą mieć wyłącznie niskie pragnienia.
Zuzana Říhova: „Zabawa w wilka”. Ttłum. Dorota Dobrew. Wydawnictwo Afera. Wrocław 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

