GDY LAS KWITNIE W TRZEWIACH (C.G. DREWS: 'NIE WPUSZCZAJ LASU')
A
A
A
Dwie driady całowały się i splatały drewniane ramiona, podczas gdy drwal rozłupywał je na opał. To było piękne i pełne udręki. A w jego opowiadaniu driady były chłopcami. (s. 275)
Fabuła książki początkowo jawi się dość schematycznie, jak przystało na książkę próbującą wpisać się w konkretne, modne w przestrzeni internetowej motywy, jakimi są chociażby (pozornie) nieodwzajemnione uczucia, nietrafiona komunikacja czy trójkąt miłosny. Główny bohater, Andrew Perrault, próbuje opisać swoje uczucia do Thomasa Rye (jego rówieśnika i najlepszego przyjaciela) za pomocą zawoalowanych aluzji w makabrycznych historiach, które zwykł tworzyć, by Thomas – urzeczony jego prozą – mógł je zilustrować. Początkowo wyznanie pozostaje niezauważone przez Thomasa, a Andrew w duchu ma nadzieję, że jego fantazje jednak się spełnią. Ta nieśmiała nadzieja z czasem przybiera groteskowy i karykaturalny kształt, gdyż okazuje się, że zauroczenie Andrew zakrawa o niezdrową obsesję, przeplataną zazdrością o siostrę bliźniaczkę bohatera, Dove, w której jego zdaniem podkochuje się (z wzajemnością) Thomas. Niewysławione pragnienia zyskują formę potworów ulepionych z cierni i drzew, gdy napisane przez Andrew historie (dosłownie) ożywają i Śmierć zaczyna podążać za protagonistami krok w krok, wylewając się ze stronic notatnika do wnętrza lasu, a stamtąd wpełzając powoli do Akademii Wickwood, w której nastolatkowie próbują przetrwać ostatni rok szkoły średniej. Głodny las zaczyna zbierać swoje żniwa.
C. G. Drews, osoba autorska, spod której pióra wyszło „Nie wpuszczaj lasu”, sięga po zestaw składników, które w ostatnich latach wyjątkowo dobrze zadomowiły się w gustach czytelników literatury queerowej i horrorów (skądinąd przeżywających coś na kształt renesansu). Książka przypomina przeciętny nastoletni romans, lecz szybko okazuje się mroczną historią o niezdrowym przywiązaniu, pożądaniu, odkrywaniu własnej tożsamości i stracie, w której zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością, gdy przytłoczony swoimi uczuciami do Thomasa Andrew próbuje uporządkować sprawy związane ze swoją identyfikacją seksualną, jednocześnie szukając powodu, dla którego jego siostra nagle zaczęła się od niego i Thomasa odsuwać. Na stronie Empiku możemy znaleźć grafikę promocyjną książki, która reklamuje ją takimi hasłami jak „dark academia”, „horror botaniczny”, „body horror” czy „reprezentacja osób aseksualnych i biseksualnych”. Poza trójkątem miłosnym między bliźniętami i ich ognistowłosym (niech czytelnik zapamięta ten epitet) przyjacielem możemy odnaleźć w tej historii także pobrzmiewające echa popkulturowego, wyjętego z fanfiction motywu hanahaki – tajemniczej choroby atakującej osoby cierpiące przez nieodwzajemnione uczucia poprzez porastanie ich narządów wewnętrznych bujną roślinnością, zazwyczaj kwiatami, które w późnym stadium są wypluwane podczas ataków kaszlu lub wymiotowane. Oczywiście łączy się to z tym, co w body horrorze najważniejsze, czyli ciałem, które przestaje zachowywać się tak, jak powinno.
Powieść ta pojawiła się na rynku wydawniczym w odpowiednim dla fanów literatury i kina grozy momencie. „Nie wpuszczaj lasu” trafiło do księgarń w październiku 2024 roku (USA, Wielka Brytania), czyli po powrocie „ojca body horroru”, Davida Cronenberga, z filmem „Zbrodnie przyszłości” (2022), sukcesie „Substancji” Coralie Fargeat (2024) i premierze gry „Mouthwashing” (wrzesień 2024). Warto nadmienić, że „Mouthwashing” zostało bardzo dobrze przyjęte przez społeczność graczy i doczekało się wielu fanowskich realizacji w postaci fanfiction na Wattpadzie i Archive of Our Own, przez co książka C. G. Drews może być dodatkową gratką dla osób dobrze obeznanych z literacką kulturą internetową. Ciało ponownie staje się więc, niczym w kinie lat 70. i 80., jednym z najważniejszych elementów współczesnego horroru. Drews łączy opisy deformacji ciała z roślinnością, być może czerpiąc inspirację z dwudziestowiecznych książek i filmów, które często przedstawiały drzewa lub florę jako źródło zagrożenia (nowela „Wierzby” A. Blackwooda i „Istota z innego świata” w reżyserii C. Nyby z 1951 roku). Połączenie człowieka i roślinności było zresztą obecne już w średniowiecznej Anglii czy Niemczech, ponieważ kościoły w tamtym czasie często zdobiły rzeźby przedstawiające twarz „Zielonego człowieka” (ang. Green Man).
Łodygi, nasiona, korzenie, pnącza i ciernie przestają być w książce naturalnym elementem krajobrazu. Zyskują świadomość, poruszają się, a w końcu stwarzają realne zagrożenie, infekując wnętrze Akademii Wickwood lub przemierzając je pod postacią ostowych wróżek, Króla Poroży, Niszczyciela Snów czy pożerających się nawzajem wiedźm z roślin i kości. Roślinność przenika także w ciało jednego z bohaterów, Andrew, zacierając granicę między tym, co organiczne i obce, między wnętrzem a zewnętrzem, czy – jak określiłaby to Kristeva – naruszając granicę podtrzymującą porządek podmiotu. W tym sensie „Nie wpuszczaj lasu” wpisuje się również w rozwijający się nurt horroru botanicznego. Dawn Keetley pisał, że u jego podstaw leży lęk przed „dzikością” świata natury, jego nieposkromionym i bezcelowym nadmiarem, którego ludzka kultura nie potrafi ujarzmić. Drews pozwala temu motywowi rozkwitnąć, sadząc w trzewiach Andrew ziarnko, z którego wykiełkuje las: „Zamiast poczuć miękką, plastyczną skórę brzucha, wyczuł pnącza rosnące w jego jelitach. Przesuwały się pod jego dotykiem, wciąż rosnąc, gdy skręcały się i zaciskały wokół kolejnego organu” (s. 252).
Nie sposób odmówić opisom groteskowego charakteru, choć jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że nie zostały one zbyt starannie przemyślane. Wedle treści promocyjnych pochodzących od samej osoby autorskiej, język miał być kwiecisty, poetycki. Daleko mu jednak do prozy poetyckiej czy nawet spójnych metafor i systemów opisowych podszytych jakimś głębszym sensem, ponieważ stylistycznie jest on raczej płytki, a jego „kwiecistość” pełni co najwyżej funkcję niezbyt zręcznie wykonanych zdobień. Niektórzy czytelnicy krytycznie określają go mianem „purple prose”. Jest to termin często występujący wśród koneserów fanfiction, którzy mianem tym określają teksty cechujące się stylem na tyle przesadnym i melodramatycznym, że odciąga on uwagę od samej treści, niewiele przy tym do niej (lub nic) nie dodając. Zarzut ten wydaje się, niestety, niekoniecznie przesadzony. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę liczne, powtarzające się opisy zachwytu głównego bohatera nad jego obiektem westchnień, głównie skupione wokół jego ognistej („pocałowanej przez diabła”) czupryny.
Drugim zarzutem, jakim mógłbym wobec tej książki sformułować, jest jej wewnętrzna niespójność, czy też raczej – brak konkretnego kierunku, w jakim fabuła miałaby zmierzać, żeby wyartykułować jasno to, o czym zdaje się między zdaniami szeptać. Kłopotu przysparza określenie, co ten roślinny horror właściwie reprezentuje. Body horror, w odróżnieniu od slasherów, stara się wpisać w ciało jakieś drugie dno, nie czyniąc z niego wyłącznie szokującego za sprawą krwi i wnętrzności obrazu. Co więc symbolizują kwitnące wewnątrz Andrew rośliny? Jego społecznie nieakceptowalne uczucia do Thomasa? Zazdrość o przelotną relację Thomasa z Dove? Czy może jego rozpacz wywołaną wymierającą relacją z Dove, której powodem jest sprzeczka niejasnego pochodzenia? (Przynajmniej do momentu wielkiego zwrotu akcji, w którym okazuje się, że siostra głównego bohatera od kilku miesięcy nie żyje i nawiedza go jako widmo, reprezentując – jak się zdaje – jego wyrzuty sumienia i żałobę.)
Ciekawym zabiegiem jest wplecenie między główną treść krótkich makabrycznych baśni, które mają w jakiś sposób korespondować z fabułą. Gdybym jednak miał określić, jaka dokładnie jest ich funkcja i co reprezentują, nie byłbym w stanie tego zrobić. Nie licząc oczywiście tego, że są materiałem źródłowym dla rysunków Thomasa, a także sednem większości problemów bohaterów, gdy ożywają. Drzewa, driady i ich rozłupywanie bądź palenie okazują się powtarzającym motywem, ale osoba autorska chyba nie mogła się do końca zdecydować, kogo i co mają one reprezentować. Z jednej strony zdaje się, że chłopców i ich uczucia (Dove w głowie Andrew byłaby wtedy drwalem, który stoi tej relacji na przeszkodzie ze względu na jej zainteresowanie Thomasem), czy może wyrzuty sumienia Andrew, który sądzi, że gdyby nie on, to jego siostra wciąż byłaby cała i zdrowa, bo nie weszłaby do lasu po kłótni z Thomasem (o niego) i nie spadłaby z drzewa, ginąc na miejscu?
Tego typu uwag – warsztatowych, technicznych – można by wygłosić dużo. Mimo to książkę da się szybko pochłonąć, a nawet odczuć pewną dozę przyjemności z lektury. Być może wynika to z tego, że na rynku (w porównaniu z romansami o osobach heteroseksualnych) literatury pisanej przez/z myślą o młodzieży nieheteronormatywnej nie ma zbyt wiele, więc czytelnik – nie mający w czym przebierać – zadowoli się i średnich lotów pozycją. Choć książki C. G. Drews skierowane są dla nastolatków i młodych dorosłych, nie zaszkodziłoby wymagać od czytelników nieco więcej wysiłku intelektualnego, tworząc bardziej przemyślaną czy wymagającą skupienia fabułę. W końcu romans nieczęsto łączy się w ten sposób z horrorem, szczególnie bardziej romans queerowy, jeśli mówimy o pozycjach, które trafiły na półki w księgarniach, a nie – do internetowych archiwów. Takie połączenie stwarza pole do zabawy różnymi konwencjami i symbolami.
Davey Davis w krytycznym eseju z 2017 roku, a więc przed tym, co określiłem renesansem body horroru, zatytułowanym „The Future of Body Horror: Can Our Art Keep up with Our Suffering?”, zwraca uwagę, że horror zawsze jest, w pewnym sensie, historyczny i czerpie swoją siłę z tego, co nazywa „social imaginary” – społecznego wyobrażenia o świecie, jego zagrożeniach i tym, czego zbiorowo się boimy. Zdaniem Davis klasyczny body horror bardzo często przedstawiał doświadczenie białego, heteroseksualnego, sprawnego mężczyzny jako uniwersalne: stosunkowo uprzywilejowany bohater nagle doświadcza własnego ciała tak, jakby stało się ono ciałem „Innego”. To, co dla niego było niezwykłą i odrażającą katastrofą, dla wielu grup marginalizowanych może być natomiast częścią rzeczywistego doświadczenia. Przyszłość body horroru powinna więc, według Davis, nie tylko dostarczać coraz bardziej efektownych przedstawień cielesnej deformacji, lecz także pytać o to, czyje ciało właściwie uznajemy za zagrożone i jakie społeczne mechanizmy tę podatność na zagrożenie wytwarzają.
I właśnie tutaj „Nie wpuszczaj lasu” okazuje się powieścią interesującą, ale ostatecznie niespełnioną. Drews sięga po ciało jako miejsce konfliktu, po roślinność jako figurę tego, co wymyka się kontroli, a nawet po queerowe doświadczenie pożądania i odrzucenia. Wszystkie te elementy mogłyby stworzyć opowieść o cielesności jako przestrzeni lęku, opresji i utraty kontroli. Problem w tym, że powieść nie decyduje się właściwie na żadną z tych interpretacji. Las raz wydaje się materializacją nieodwzajemnionego uczucia, raz zazdrości, raz żałoby, a raz po prostu źródłem kolejnych potworów. Zamiast wykorzystać body horror do postawienia pytania o ciało, pozostaje więc przede wszystkim przy z góry założonej estetyce, którą łatwo sprzedać.
Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że „Nie wpuszczaj lasu” chce wpisać się w zbyt wiele haseł bądź kategorii z broszur promocyjnych jednocześnie, kiedy żadna z tych konwencji nie zostaje doprowadzona do końca. Być może właśnie dlatego książka jest tak łatwa w lekturze: nie wymaga od czytelnika rozstrzygnięcia, czym właściwie są potwory, którego ogląda. Szkoda tylko, że wraz z tą łatwością znika również to, co w body horrorze najbardziej interesujące – możliwość wykorzystania przemocy wobec ciała do powiedzenia czegoś o świecie poza nim. Sądzę, że w twórczości C. G. Drews jest potencjał. Pod warstwą niedociągnięć da się wypatrzeć zdolność osoby autorskiej do wyczucia, z jakimi trudnościami mierzą się odbiorcy jej książek. Thomas i Andrew doświadczają przemocy rówieśniczej, takiej jak homofobiczne uwagi, żarty i przemoc fizyczna. Mają okazję znaleźć wśród uczniów Akademii Wickwood osoby sojuszników okazujących im wsparcie i zrozumienie. Mierzą się z opresją ze strony kadry nauczycielskiej (na szczęście pastwiący się nad chłopcami matematyk zostaje pożarty przez las). Osoby nieheteronormatywne lub doświadczające trudności w szkole z pewnością będą w stanie sympatyzować z bohaterami i poczuć, że C. G. Drews w swojej prozie przede wszystkim stara się sprawić, że zostaną zauważone. Dzięki temu mimo warsztatowych braków pozycja cieszy się niezwykle pozytywnym odbiorem.
Może warto więc zapytać, czy jako czytelnicy nie wymagamy od autorów (i siebie) zbyt mało, zadowalając się często tą samą historią w innej okładce i przymykając oko na różnego rodzaju niedociągnięcia? Zarzut ten można przecież postawić wielu książkom, które dobrze się sprzedają pod sztandarem „literatury young adult”, a mogłyby aspirować do zostania naprawdę dobrymi historiami, gdyby konstrukcja bohaterów i świata przedstawionego otrzymała więcej uwagi, niż materiały promocyjne zachęcające do ich zakupu.
Literatura:
Davis D.: „The Future of Body Horror: Can Our Art Keep up with Our Suffering?”, 26.01.2017, https://therumpus.net/2017/01/26/the-future-of-body-horror-can-our-art-keep-up-with-our-suffering/ [dostęp: 05.09.2026].
Keetley D.: „Introduction: Six Theses on Plant Horror; or, Why Are Plants Horrifying?”, w: w: „Plant Horror: Approaches to the Monstrous Vegetal in Fiction and Film”, 2016, https://doi.org/10.1057/978-1-137-57063-5_1.
Kristeva J.: „Potęga obrzydzenia. Esej o wstręcie”. Przeł. M. Falski. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2007.
Uy J., Iyer A.S.: „Hanahaki Disease”. „Environmental Humanities”, 2024, nr 3, s. 692–696, https://doi.org/10.1215/22011919-11327388.
C. G. Drews, osoba autorska, spod której pióra wyszło „Nie wpuszczaj lasu”, sięga po zestaw składników, które w ostatnich latach wyjątkowo dobrze zadomowiły się w gustach czytelników literatury queerowej i horrorów (skądinąd przeżywających coś na kształt renesansu). Książka przypomina przeciętny nastoletni romans, lecz szybko okazuje się mroczną historią o niezdrowym przywiązaniu, pożądaniu, odkrywaniu własnej tożsamości i stracie, w której zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością, gdy przytłoczony swoimi uczuciami do Thomasa Andrew próbuje uporządkować sprawy związane ze swoją identyfikacją seksualną, jednocześnie szukając powodu, dla którego jego siostra nagle zaczęła się od niego i Thomasa odsuwać. Na stronie Empiku możemy znaleźć grafikę promocyjną książki, która reklamuje ją takimi hasłami jak „dark academia”, „horror botaniczny”, „body horror” czy „reprezentacja osób aseksualnych i biseksualnych”. Poza trójkątem miłosnym między bliźniętami i ich ognistowłosym (niech czytelnik zapamięta ten epitet) przyjacielem możemy odnaleźć w tej historii także pobrzmiewające echa popkulturowego, wyjętego z fanfiction motywu hanahaki – tajemniczej choroby atakującej osoby cierpiące przez nieodwzajemnione uczucia poprzez porastanie ich narządów wewnętrznych bujną roślinnością, zazwyczaj kwiatami, które w późnym stadium są wypluwane podczas ataków kaszlu lub wymiotowane. Oczywiście łączy się to z tym, co w body horrorze najważniejsze, czyli ciałem, które przestaje zachowywać się tak, jak powinno.
Powieść ta pojawiła się na rynku wydawniczym w odpowiednim dla fanów literatury i kina grozy momencie. „Nie wpuszczaj lasu” trafiło do księgarń w październiku 2024 roku (USA, Wielka Brytania), czyli po powrocie „ojca body horroru”, Davida Cronenberga, z filmem „Zbrodnie przyszłości” (2022), sukcesie „Substancji” Coralie Fargeat (2024) i premierze gry „Mouthwashing” (wrzesień 2024). Warto nadmienić, że „Mouthwashing” zostało bardzo dobrze przyjęte przez społeczność graczy i doczekało się wielu fanowskich realizacji w postaci fanfiction na Wattpadzie i Archive of Our Own, przez co książka C. G. Drews może być dodatkową gratką dla osób dobrze obeznanych z literacką kulturą internetową. Ciało ponownie staje się więc, niczym w kinie lat 70. i 80., jednym z najważniejszych elementów współczesnego horroru. Drews łączy opisy deformacji ciała z roślinnością, być może czerpiąc inspirację z dwudziestowiecznych książek i filmów, które często przedstawiały drzewa lub florę jako źródło zagrożenia (nowela „Wierzby” A. Blackwooda i „Istota z innego świata” w reżyserii C. Nyby z 1951 roku). Połączenie człowieka i roślinności było zresztą obecne już w średniowiecznej Anglii czy Niemczech, ponieważ kościoły w tamtym czasie często zdobiły rzeźby przedstawiające twarz „Zielonego człowieka” (ang. Green Man).
Łodygi, nasiona, korzenie, pnącza i ciernie przestają być w książce naturalnym elementem krajobrazu. Zyskują świadomość, poruszają się, a w końcu stwarzają realne zagrożenie, infekując wnętrze Akademii Wickwood lub przemierzając je pod postacią ostowych wróżek, Króla Poroży, Niszczyciela Snów czy pożerających się nawzajem wiedźm z roślin i kości. Roślinność przenika także w ciało jednego z bohaterów, Andrew, zacierając granicę między tym, co organiczne i obce, między wnętrzem a zewnętrzem, czy – jak określiłaby to Kristeva – naruszając granicę podtrzymującą porządek podmiotu. W tym sensie „Nie wpuszczaj lasu” wpisuje się również w rozwijający się nurt horroru botanicznego. Dawn Keetley pisał, że u jego podstaw leży lęk przed „dzikością” świata natury, jego nieposkromionym i bezcelowym nadmiarem, którego ludzka kultura nie potrafi ujarzmić. Drews pozwala temu motywowi rozkwitnąć, sadząc w trzewiach Andrew ziarnko, z którego wykiełkuje las: „Zamiast poczuć miękką, plastyczną skórę brzucha, wyczuł pnącza rosnące w jego jelitach. Przesuwały się pod jego dotykiem, wciąż rosnąc, gdy skręcały się i zaciskały wokół kolejnego organu” (s. 252).
Nie sposób odmówić opisom groteskowego charakteru, choć jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że nie zostały one zbyt starannie przemyślane. Wedle treści promocyjnych pochodzących od samej osoby autorskiej, język miał być kwiecisty, poetycki. Daleko mu jednak do prozy poetyckiej czy nawet spójnych metafor i systemów opisowych podszytych jakimś głębszym sensem, ponieważ stylistycznie jest on raczej płytki, a jego „kwiecistość” pełni co najwyżej funkcję niezbyt zręcznie wykonanych zdobień. Niektórzy czytelnicy krytycznie określają go mianem „purple prose”. Jest to termin często występujący wśród koneserów fanfiction, którzy mianem tym określają teksty cechujące się stylem na tyle przesadnym i melodramatycznym, że odciąga on uwagę od samej treści, niewiele przy tym do niej (lub nic) nie dodając. Zarzut ten wydaje się, niestety, niekoniecznie przesadzony. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę liczne, powtarzające się opisy zachwytu głównego bohatera nad jego obiektem westchnień, głównie skupione wokół jego ognistej („pocałowanej przez diabła”) czupryny.
Drugim zarzutem, jakim mógłbym wobec tej książki sformułować, jest jej wewnętrzna niespójność, czy też raczej – brak konkretnego kierunku, w jakim fabuła miałaby zmierzać, żeby wyartykułować jasno to, o czym zdaje się między zdaniami szeptać. Kłopotu przysparza określenie, co ten roślinny horror właściwie reprezentuje. Body horror, w odróżnieniu od slasherów, stara się wpisać w ciało jakieś drugie dno, nie czyniąc z niego wyłącznie szokującego za sprawą krwi i wnętrzności obrazu. Co więc symbolizują kwitnące wewnątrz Andrew rośliny? Jego społecznie nieakceptowalne uczucia do Thomasa? Zazdrość o przelotną relację Thomasa z Dove? Czy może jego rozpacz wywołaną wymierającą relacją z Dove, której powodem jest sprzeczka niejasnego pochodzenia? (Przynajmniej do momentu wielkiego zwrotu akcji, w którym okazuje się, że siostra głównego bohatera od kilku miesięcy nie żyje i nawiedza go jako widmo, reprezentując – jak się zdaje – jego wyrzuty sumienia i żałobę.)
Ciekawym zabiegiem jest wplecenie między główną treść krótkich makabrycznych baśni, które mają w jakiś sposób korespondować z fabułą. Gdybym jednak miał określić, jaka dokładnie jest ich funkcja i co reprezentują, nie byłbym w stanie tego zrobić. Nie licząc oczywiście tego, że są materiałem źródłowym dla rysunków Thomasa, a także sednem większości problemów bohaterów, gdy ożywają. Drzewa, driady i ich rozłupywanie bądź palenie okazują się powtarzającym motywem, ale osoba autorska chyba nie mogła się do końca zdecydować, kogo i co mają one reprezentować. Z jednej strony zdaje się, że chłopców i ich uczucia (Dove w głowie Andrew byłaby wtedy drwalem, który stoi tej relacji na przeszkodzie ze względu na jej zainteresowanie Thomasem), czy może wyrzuty sumienia Andrew, który sądzi, że gdyby nie on, to jego siostra wciąż byłaby cała i zdrowa, bo nie weszłaby do lasu po kłótni z Thomasem (o niego) i nie spadłaby z drzewa, ginąc na miejscu?
Tego typu uwag – warsztatowych, technicznych – można by wygłosić dużo. Mimo to książkę da się szybko pochłonąć, a nawet odczuć pewną dozę przyjemności z lektury. Być może wynika to z tego, że na rynku (w porównaniu z romansami o osobach heteroseksualnych) literatury pisanej przez/z myślą o młodzieży nieheteronormatywnej nie ma zbyt wiele, więc czytelnik – nie mający w czym przebierać – zadowoli się i średnich lotów pozycją. Choć książki C. G. Drews skierowane są dla nastolatków i młodych dorosłych, nie zaszkodziłoby wymagać od czytelników nieco więcej wysiłku intelektualnego, tworząc bardziej przemyślaną czy wymagającą skupienia fabułę. W końcu romans nieczęsto łączy się w ten sposób z horrorem, szczególnie bardziej romans queerowy, jeśli mówimy o pozycjach, które trafiły na półki w księgarniach, a nie – do internetowych archiwów. Takie połączenie stwarza pole do zabawy różnymi konwencjami i symbolami.
Davey Davis w krytycznym eseju z 2017 roku, a więc przed tym, co określiłem renesansem body horroru, zatytułowanym „The Future of Body Horror: Can Our Art Keep up with Our Suffering?”, zwraca uwagę, że horror zawsze jest, w pewnym sensie, historyczny i czerpie swoją siłę z tego, co nazywa „social imaginary” – społecznego wyobrażenia o świecie, jego zagrożeniach i tym, czego zbiorowo się boimy. Zdaniem Davis klasyczny body horror bardzo często przedstawiał doświadczenie białego, heteroseksualnego, sprawnego mężczyzny jako uniwersalne: stosunkowo uprzywilejowany bohater nagle doświadcza własnego ciała tak, jakby stało się ono ciałem „Innego”. To, co dla niego było niezwykłą i odrażającą katastrofą, dla wielu grup marginalizowanych może być natomiast częścią rzeczywistego doświadczenia. Przyszłość body horroru powinna więc, według Davis, nie tylko dostarczać coraz bardziej efektownych przedstawień cielesnej deformacji, lecz także pytać o to, czyje ciało właściwie uznajemy za zagrożone i jakie społeczne mechanizmy tę podatność na zagrożenie wytwarzają.
I właśnie tutaj „Nie wpuszczaj lasu” okazuje się powieścią interesującą, ale ostatecznie niespełnioną. Drews sięga po ciało jako miejsce konfliktu, po roślinność jako figurę tego, co wymyka się kontroli, a nawet po queerowe doświadczenie pożądania i odrzucenia. Wszystkie te elementy mogłyby stworzyć opowieść o cielesności jako przestrzeni lęku, opresji i utraty kontroli. Problem w tym, że powieść nie decyduje się właściwie na żadną z tych interpretacji. Las raz wydaje się materializacją nieodwzajemnionego uczucia, raz zazdrości, raz żałoby, a raz po prostu źródłem kolejnych potworów. Zamiast wykorzystać body horror do postawienia pytania o ciało, pozostaje więc przede wszystkim przy z góry założonej estetyce, którą łatwo sprzedać.
Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że „Nie wpuszczaj lasu” chce wpisać się w zbyt wiele haseł bądź kategorii z broszur promocyjnych jednocześnie, kiedy żadna z tych konwencji nie zostaje doprowadzona do końca. Być może właśnie dlatego książka jest tak łatwa w lekturze: nie wymaga od czytelnika rozstrzygnięcia, czym właściwie są potwory, którego ogląda. Szkoda tylko, że wraz z tą łatwością znika również to, co w body horrorze najbardziej interesujące – możliwość wykorzystania przemocy wobec ciała do powiedzenia czegoś o świecie poza nim. Sądzę, że w twórczości C. G. Drews jest potencjał. Pod warstwą niedociągnięć da się wypatrzeć zdolność osoby autorskiej do wyczucia, z jakimi trudnościami mierzą się odbiorcy jej książek. Thomas i Andrew doświadczają przemocy rówieśniczej, takiej jak homofobiczne uwagi, żarty i przemoc fizyczna. Mają okazję znaleźć wśród uczniów Akademii Wickwood osoby sojuszników okazujących im wsparcie i zrozumienie. Mierzą się z opresją ze strony kadry nauczycielskiej (na szczęście pastwiący się nad chłopcami matematyk zostaje pożarty przez las). Osoby nieheteronormatywne lub doświadczające trudności w szkole z pewnością będą w stanie sympatyzować z bohaterami i poczuć, że C. G. Drews w swojej prozie przede wszystkim stara się sprawić, że zostaną zauważone. Dzięki temu mimo warsztatowych braków pozycja cieszy się niezwykle pozytywnym odbiorem.
Może warto więc zapytać, czy jako czytelnicy nie wymagamy od autorów (i siebie) zbyt mało, zadowalając się często tą samą historią w innej okładce i przymykając oko na różnego rodzaju niedociągnięcia? Zarzut ten można przecież postawić wielu książkom, które dobrze się sprzedają pod sztandarem „literatury young adult”, a mogłyby aspirować do zostania naprawdę dobrymi historiami, gdyby konstrukcja bohaterów i świata przedstawionego otrzymała więcej uwagi, niż materiały promocyjne zachęcające do ich zakupu.
Literatura:
Davis D.: „The Future of Body Horror: Can Our Art Keep up with Our Suffering?”, 26.01.2017, https://therumpus.net/2017/01/26/the-future-of-body-horror-can-our-art-keep-up-with-our-suffering/ [dostęp: 05.09.2026].
Keetley D.: „Introduction: Six Theses on Plant Horror; or, Why Are Plants Horrifying?”, w: w: „Plant Horror: Approaches to the Monstrous Vegetal in Fiction and Film”, 2016, https://doi.org/10.1057/978-1-137-57063-5_1.
Kristeva J.: „Potęga obrzydzenia. Esej o wstręcie”. Przeł. M. Falski. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2007.
Uy J., Iyer A.S.: „Hanahaki Disease”. „Environmental Humanities”, 2024, nr 3, s. 692–696, https://doi.org/10.1215/22011919-11327388.
C. G. Drews: „Nie wpuszczaj lasu”. Przeł. Iga Wiśniewska. Wydawnictwo time4YA. Wrocław 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

