FPFF W GDYNI INACZEJ: TEGO (RACZEJ) JUŻ NIE ZOBACZYSZ W KINIE
A
A
A
Nie tak często się zdarza, by wśród wielu znajdujących się w programie festiwalu tytułów zapamiętać równie mocno filmy krótkometrażowe, jak i pełnometrażowe. Jednak podczas tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni wyświetlono przynajmniej kilka naprawdę świetnych krótkich metraży. I na szczęście w większości zostały one dostrzeżone przez jury. W tym roku, w ramach pięćdziesiątej pierwszej edycji festiwalu, jurorami w Konkursie Filmów Krótkometrażowych byli: scenografka, dekoratorka wnętrz i kostiumografka Ewa Braun (przewodnicząca), reżyser, scenarzysta i montażysta Bartosz M. Kowalski oraz producentka Joanna Szymańska. Do konkursu zakwalifikowało się 28 filmów, laureatów konkursu poznaliśmy podczas Młodej Gali 25 września 2026 roku. Nagroda im Lucjana Bokińca za Najlepszy Film Krótkometrażowy powędrowała do reżyserki Patrycji Polkowskiej, autorki „Sprawy nr” (nagroda finansowa w wysokości 15 tys. zł, której fundatorem jest Mecenas Festiwalu Energa S.A.). Nagrodę Specjalną wręczono zaś Aleksandrze „Sashy” Kutsen, która wyreżyserowała film „Wszystkie miały na imię Anżelika” (nagroda finansowa w wysokości 10 tys. zł oraz świadczenie w postaci licencji niewyłącznej o wartości 15 tys. zł od Wytwórni Filmów Oświatowych). Wyróżniono film „Kołtunica” w reżyserii Izabeli Zubryckiej (nagroda finansowa w wysokości 5 tys. zł), a Nagrodę dla Najlepszego autora zdjęć dano Patrykowi Romanowi za film „Długa przerwa” w reżyserii Jana Saczka (wsparcie produkcyjne o wartości 20 tys. zł w postaci wypożyczenia sprzętu – finansowane przez Heliograf).
Choć w konkursie nie zabrakło fabuł oryginalnych w formie (niektóre były utrzymane w gatunku horroru, inne komedii, dramatu czy science fiction), a wiele z nich miało także istotny przekaz, dotykało ważnych tematów społecznych, a nawet prognoz na przyszłość dla naszej cywilizacji i niektóre naprawdę grały na najczulszych emocjach, to wybór zwycięzcy wydaje się niekwestionowany. „Sprawa nr” to dzieło kompletne, przemyślane od początku do końca, z intrygującym zawiązaniem akcji, dynamicznym przebiegiem i wyrazistą puentą. Wszystko tu współtworzy atmosferę napięcia aż do poruszającego finału, który pozostaje w pamięci na długo. Świetna muzyka (Antoni Wojnar), znakomity montaż (Piasek & Wójcik), a przede wszystkim pomysł i scenariusz (reżyserka Patrycja Polkowska i Justyna Bilik). Zwraca też uwagę obsada – Alicja Wieniawa-Narkiewicz w roli Anety Gawron wypada bardzo autentycznie, podobnie Magdalena Czerwińska i Przemysław Przestrzelski w rolach na pozór układnych, zimno przestrzegających formalności członków komisji.
Historia jest prosta, ale wciągająco opowiedziana, oszczędna w wyrazie, a przy tym pełna emocji. Oto młoda menedżerka staje przed komisją powypadkową, referując okoliczności „niefortunnego incydentu” w magazynie firmy e-commerce. Nie od razu zostaje widzowi wyjaśnione, co tak naprawdę się wydarzyło. Aneta jest zdenerwowana, czuje presję nałożoną przez swoich przełożonych. Jak dotąd za wszelką cenę starała się być sumienną pracowniczką, jednak narasta w niej bunt – procedury, których jak dotąd tak starannie przestrzegała, okazują się zawodne, gdy chodzi o drugiego człowieka. Tylko dlaczego nikt nie chce słuchać prawdy, jej prawdy…? Film dotyka kwestii szalenie aktualnych, w czasach postępującej biurokratyzacji, stechnologizowania i konsumpcjonizmu wydaje się szczególnie potrzebny. Nic dziwnego, że z większości festiwali wyjeżdża z nagrodami (m.in. III nagroda w Konkursie Filmów Krótkometrażowych na Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym). W Gdyni otrzymał ich aż kilka, bo dodatkowo Nagrodę Interii „Na Fali” oraz Nagrodę miesięcznika Zwierciadło „Mocne wejście”. Cieszy, że zostało tym samym docenione kino „kobiece” (chociaż dla samego ujęcia tematu nie musi mieć to, oczywiście, większego znaczenia). Warto też nadmienić, że film został wyprodukowany przez Studio Munka przy Stowarzyszeniu Filmowców Polskich w ramach programu „30 minut”.
Również pozostałe nagrody zdają się w pełni zasłużone. Poetycka „Kołtunica” to kino czerpiące zarówno z ludowych tradycji i podań, jak i odwołujące się do klasyki kina polskiego (nasuwają się skojarzenia z „Konopielką” [1981] w reżyserii Witolda Leszczyńskiego), a przy tym widać tu silne inspiracje nurtami feminizującymi, a może nawet trochę współczesną ekranizacją „Chłopów” (2023) Doroty Kobieli i Hugh Welchmana (w której Jagna mogła się wydać zwyczajnie niezrozumiana przez wieś w swych dążeniach i sposobie życia). Oto na podlaskiej wsi końca lat 50. Zośka dorasta naznaczona kołtunem, symbolem wstydu i ludowych lęków. Pragnąc akceptacji i uwolnienia się od piętna, jest posłuszną córką i śmiało rezygnuje z własnego szczęścia – do czasu, gdy sama rodzi córkę i przerywa milczenie… Piękna jest estetyka tej baśni/niebaśni (trochę przerażające, jak bardzo inspirowanej ówczesną rzeczywistością!). Muzyka i narracja tworzą klimat niemal mistyczny. ni na chwilę nie przestajemy być zaciekawieni, jak losy bohaterki potoczą się dalej. Film powstał w ramach konkursu „Ziemia Obiecana”.
Z kolei „Wszystkie miały na imię Anżelika” to kino dynamiczne, co zauważalne, poniekąd znów w obronie kobiet (jak to dobrze, że Gdynia niestrudzenie zwraca się na nasz głos uwagę!). Obraz świadomie operuje kiczem, czerpie z różnych technik – wszystko po to, aby oddać przytłoczenie nadmiarem informacji, bodźców, rad i „recept”, jakiego doświadcza główna bohaterka, reprezentująca tu młode pokolenie. Anżelika pracuje jako manikiurzystka w salonie kosmetycznym. Próbuje wrócić na studia prawnicze, ale zaskakuje ją nieplanowana ciąża. Ze swych rozterek zwierza się świnkom morskim, szuka porad u AI, sama zaś jest dla swych klientek niczym terapeutka (co ponoć zostało przez reżyserkę zaczerpnięte z życia – zna takie manikiurzystki). „W świecie przepełnionym cudzymi opiniami szuka własnego głosu” – piszą twórcy o bohaterce i konsekwentnie prowadzą w tym kierunku ekranową opowieść. Jest to kino świeże, nowoczesne i nieco zwariowane, lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu – animacje, gadające świnki morskie (w roli trybunału sądowego!), klimat „Barbie” zderzony z dylematami kojarzącymi się bardziej z ekranizacjami książek Annie Ernaux. Wszystko to jednak się broni i niedziwne, że film ten, wyprodukowany przez Warszawską Szkołę Filmową, został dopiero co uznany przez Magazyn Filmowy Stowarzyszenia Filmowców Polskich za short miesiąca. Reżyserka podkreśliła w wywiadzie, że chciała zrobić film „na własnych warunkach, w zgodzie sama ze sobą, bez kompromisów” (Romanowska 2026: 90).
Ostatni z nagrodzonych filmów z wieloznacznym tytułem „Długa przerwa” to obraz rzeczywiście wyśmienicie nakręcony. Na uwagę zasługuje sposób kręcenia dzieci, gdyż akcja dzieje się w szkole. Film został oparty na bardzo dobrze skonstruowanym, pomysłowym scenariuszu. W walentynki młodzi wuefista i nauczycielka angielskiego wysyłają sobie nagie zdjęcia. Jednakże jedno ze zdjęć omyłkowo trafia do ucznia, który wcześniej wysłał „ulubionej pani” anonimowego SMS-a… Od tego momentu pedagożka gorączkowo próbuje odszukać sprawcę zamieszania i zrobić wszystko, by uniknąć konsekwencji swojej niefrasobliwości. Historia jest opowiedziana z dowcipem i polotem, a przy tym mocno osadzona w rzeczywistości. Zdecydowanie daje do myślenia, a to w kinie i sztuce najważniejsze.
LITERATURA:
Romanowska D.: „Dziewczyna na rozdrożu (rozmowa z A. Kutsen)”. „Magazyn Filmowy. Pismo Stowarzyszenia Filmowców Polskich” 2026, nr 9 (181).
Choć w konkursie nie zabrakło fabuł oryginalnych w formie (niektóre były utrzymane w gatunku horroru, inne komedii, dramatu czy science fiction), a wiele z nich miało także istotny przekaz, dotykało ważnych tematów społecznych, a nawet prognoz na przyszłość dla naszej cywilizacji i niektóre naprawdę grały na najczulszych emocjach, to wybór zwycięzcy wydaje się niekwestionowany. „Sprawa nr” to dzieło kompletne, przemyślane od początku do końca, z intrygującym zawiązaniem akcji, dynamicznym przebiegiem i wyrazistą puentą. Wszystko tu współtworzy atmosferę napięcia aż do poruszającego finału, który pozostaje w pamięci na długo. Świetna muzyka (Antoni Wojnar), znakomity montaż (Piasek & Wójcik), a przede wszystkim pomysł i scenariusz (reżyserka Patrycja Polkowska i Justyna Bilik). Zwraca też uwagę obsada – Alicja Wieniawa-Narkiewicz w roli Anety Gawron wypada bardzo autentycznie, podobnie Magdalena Czerwińska i Przemysław Przestrzelski w rolach na pozór układnych, zimno przestrzegających formalności członków komisji.
Historia jest prosta, ale wciągająco opowiedziana, oszczędna w wyrazie, a przy tym pełna emocji. Oto młoda menedżerka staje przed komisją powypadkową, referując okoliczności „niefortunnego incydentu” w magazynie firmy e-commerce. Nie od razu zostaje widzowi wyjaśnione, co tak naprawdę się wydarzyło. Aneta jest zdenerwowana, czuje presję nałożoną przez swoich przełożonych. Jak dotąd za wszelką cenę starała się być sumienną pracowniczką, jednak narasta w niej bunt – procedury, których jak dotąd tak starannie przestrzegała, okazują się zawodne, gdy chodzi o drugiego człowieka. Tylko dlaczego nikt nie chce słuchać prawdy, jej prawdy…? Film dotyka kwestii szalenie aktualnych, w czasach postępującej biurokratyzacji, stechnologizowania i konsumpcjonizmu wydaje się szczególnie potrzebny. Nic dziwnego, że z większości festiwali wyjeżdża z nagrodami (m.in. III nagroda w Konkursie Filmów Krótkometrażowych na Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym). W Gdyni otrzymał ich aż kilka, bo dodatkowo Nagrodę Interii „Na Fali” oraz Nagrodę miesięcznika Zwierciadło „Mocne wejście”. Cieszy, że zostało tym samym docenione kino „kobiece” (chociaż dla samego ujęcia tematu nie musi mieć to, oczywiście, większego znaczenia). Warto też nadmienić, że film został wyprodukowany przez Studio Munka przy Stowarzyszeniu Filmowców Polskich w ramach programu „30 minut”.
Również pozostałe nagrody zdają się w pełni zasłużone. Poetycka „Kołtunica” to kino czerpiące zarówno z ludowych tradycji i podań, jak i odwołujące się do klasyki kina polskiego (nasuwają się skojarzenia z „Konopielką” [1981] w reżyserii Witolda Leszczyńskiego), a przy tym widać tu silne inspiracje nurtami feminizującymi, a może nawet trochę współczesną ekranizacją „Chłopów” (2023) Doroty Kobieli i Hugh Welchmana (w której Jagna mogła się wydać zwyczajnie niezrozumiana przez wieś w swych dążeniach i sposobie życia). Oto na podlaskiej wsi końca lat 50. Zośka dorasta naznaczona kołtunem, symbolem wstydu i ludowych lęków. Pragnąc akceptacji i uwolnienia się od piętna, jest posłuszną córką i śmiało rezygnuje z własnego szczęścia – do czasu, gdy sama rodzi córkę i przerywa milczenie… Piękna jest estetyka tej baśni/niebaśni (trochę przerażające, jak bardzo inspirowanej ówczesną rzeczywistością!). Muzyka i narracja tworzą klimat niemal mistyczny. ni na chwilę nie przestajemy być zaciekawieni, jak losy bohaterki potoczą się dalej. Film powstał w ramach konkursu „Ziemia Obiecana”.
Z kolei „Wszystkie miały na imię Anżelika” to kino dynamiczne, co zauważalne, poniekąd znów w obronie kobiet (jak to dobrze, że Gdynia niestrudzenie zwraca się na nasz głos uwagę!). Obraz świadomie operuje kiczem, czerpie z różnych technik – wszystko po to, aby oddać przytłoczenie nadmiarem informacji, bodźców, rad i „recept”, jakiego doświadcza główna bohaterka, reprezentująca tu młode pokolenie. Anżelika pracuje jako manikiurzystka w salonie kosmetycznym. Próbuje wrócić na studia prawnicze, ale zaskakuje ją nieplanowana ciąża. Ze swych rozterek zwierza się świnkom morskim, szuka porad u AI, sama zaś jest dla swych klientek niczym terapeutka (co ponoć zostało przez reżyserkę zaczerpnięte z życia – zna takie manikiurzystki). „W świecie przepełnionym cudzymi opiniami szuka własnego głosu” – piszą twórcy o bohaterce i konsekwentnie prowadzą w tym kierunku ekranową opowieść. Jest to kino świeże, nowoczesne i nieco zwariowane, lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu – animacje, gadające świnki morskie (w roli trybunału sądowego!), klimat „Barbie” zderzony z dylematami kojarzącymi się bardziej z ekranizacjami książek Annie Ernaux. Wszystko to jednak się broni i niedziwne, że film ten, wyprodukowany przez Warszawską Szkołę Filmową, został dopiero co uznany przez Magazyn Filmowy Stowarzyszenia Filmowców Polskich za short miesiąca. Reżyserka podkreśliła w wywiadzie, że chciała zrobić film „na własnych warunkach, w zgodzie sama ze sobą, bez kompromisów” (Romanowska 2026: 90).
Ostatni z nagrodzonych filmów z wieloznacznym tytułem „Długa przerwa” to obraz rzeczywiście wyśmienicie nakręcony. Na uwagę zasługuje sposób kręcenia dzieci, gdyż akcja dzieje się w szkole. Film został oparty na bardzo dobrze skonstruowanym, pomysłowym scenariuszu. W walentynki młodzi wuefista i nauczycielka angielskiego wysyłają sobie nagie zdjęcia. Jednakże jedno ze zdjęć omyłkowo trafia do ucznia, który wcześniej wysłał „ulubionej pani” anonimowego SMS-a… Od tego momentu pedagożka gorączkowo próbuje odszukać sprawcę zamieszania i zrobić wszystko, by uniknąć konsekwencji swojej niefrasobliwości. Historia jest opowiedziana z dowcipem i polotem, a przy tym mocno osadzona w rzeczywistości. Zdecydowanie daje do myślenia, a to w kinie i sztuce najważniejsze.
LITERATURA:
Romanowska D.: „Dziewczyna na rozdrożu (rozmowa z A. Kutsen)”. „Magazyn Filmowy. Pismo Stowarzyszenia Filmowców Polskich” 2026, nr 9 (181).
„Długa przerwa”. Reżyseria i scenariusz: Jan Saczek. Zdjęcia: Patryk Roman. Obsada: Aleksandra Skraba, Sebastian Dela. Polska 2025, 20 min.
„Kołtunica”. Reżyseria i scenariusz: Izabela Zubrycka. Zdjęcia: Daniel Tubylewicz. Obsada: Alicja Matusiak, Michalina Kasperska, Sebastian Stankiewicz, Wojciech Wysocki, Aleksandra Bożek, Filip Zaręba. Polska 2026, 30 min.
„Sprawa nr”. Reżyseria: Patrycja Polkowska. Scenariusz: Patrycja Polkowska, Justyna Bilik. Zdjęcia: Tomasz Wierzbicki. Obsada: Alicja Wieniawa-Narkiewicz, Magdalena Czerwińska, Przemysław Przestrzelski. Polska 2026, 20 min.
„Wszystkie miały na imię Anżelika”. Reżyseria i scenariusz: Alexandra Kutsen. Zdjęcia: Hubert Wodecki. Obsada: Emilia Kantecka, Aleksandra Rykowska, Aleksandra Pustoła. Polska 2026, 14 min.
„Kołtunica”. Reżyseria i scenariusz: Izabela Zubrycka. Zdjęcia: Daniel Tubylewicz. Obsada: Alicja Matusiak, Michalina Kasperska, Sebastian Stankiewicz, Wojciech Wysocki, Aleksandra Bożek, Filip Zaręba. Polska 2026, 30 min.
„Sprawa nr”. Reżyseria: Patrycja Polkowska. Scenariusz: Patrycja Polkowska, Justyna Bilik. Zdjęcia: Tomasz Wierzbicki. Obsada: Alicja Wieniawa-Narkiewicz, Magdalena Czerwińska, Przemysław Przestrzelski. Polska 2026, 20 min.
„Wszystkie miały na imię Anżelika”. Reżyseria i scenariusz: Alexandra Kutsen. Zdjęcia: Hubert Wodecki. Obsada: Emilia Kantecka, Aleksandra Rykowska, Aleksandra Pustoła. Polska 2026, 14 min.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |







ISSN 2658-1086

