UCZCIWE TRANSAKCJE I INNE REAKCJE (PAWEŁ MAJCHERCZYK: 'TRANSAKCJA')
A
A
A
W ciągu ostatnich kilku lat Paweł Majcherczyk dał się poznać czytelnikom przynajmniej w trzech bardzo dobrze odegranych pisarskich rolach, jako poeta, krytyk literacki i eseista, a także – kiedy wychodził poza ściśle warsztatowe kompetencje pisarskie – animator kultury i bibliotekarz. Pisałem o tym wcześniej na łamach „artPAPIERu”: niektóre z powyższych wcieleń autora noszą znamiona modelowego praktykowania późnonowoczesnej, eklektycznej odmiany humanistyki; spotykają się one ze sobą, zachodzą na siebie, a czasem, choć nieczęsto, jedna „przeszkadza” drugiej. W „Czasie Morloków” Majcherczyk zamanifestował swoje poglądy przede wszystkim jako człowiek pióra przywiązany do książek, uroczo przestarzałej konwencji korzystania z bibliotek i z wolna zmierzchającej kultury pisma, z nieufnością obserwując rzeczywistość zdominowaną przez ekrany, media społecznościowe i rozmywającą siłę przekazu komunikację cyfrową. W „Transakcji”, trzecim tomie poetyckim po „Ponieważ” (2018) i „Zaburzeniach mowy” (2021), podobnie sformułowane zagadnienia wracają, tyle że tym razem zostały przepuszczone przez pryzmat modalności autobiograficznej. Nie chodzi już tylko o to, co dzieje się z kulturą czy literaturą. Chodzi także, a może przede wszystkim o to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy tak ostateczne kategorie, jak kultura, technologia, miłość, choroba, pamięć i śmierć kumulują się na osi czasu i zaczynają jednoczesne oddziaływanie na rzeczywistość.
Tytuł został doskonale pomyślany. „Transakcja” brzmi ekonomicznie, chłodno, niemal korporacyjnie, ale Majcherczyk szybko to znaczenie ogrzewa osobistymi doświadczeniami. W jednym z najkrótszych wierszy („życie składa się”) pisze tak: „życie składa się / z przychodów i rozchodów / transakcji i reakcji / powrotów i rozstrojów” (s. 26). Obok nie zawsze wprost wyrażonych nawiązań do poetyckich piewców metafizyki, na miarę: Dantego, Blake’a, Hölderlina, Novalisa, Dickinson, Baudelaire’a, Rilkego, Eliota, Celana, Miłosza, Herberta etc., autor „Transakcji”, moim zdaniem, robi też coś nie mniej wartościowego: spisuje ujmujący swoją precyzją rachunek zysków i strat codzienności. W innym miejscu („jest pięć po dwunastej”) poeta formułuje przykazanie brzmiące znacznie poważniej, jakby reinterpretując hasła egzegetów nihilizmu, Nietzschego, Heideggera, Gadamera, Vattima, Brasiera: „nie splamić się transakcją / żyć na przekór wszystkim / i wszystkiemu” (s. 44). Można chyba właśnie między tymi dwoma fragmentami wierszy relokować znaczeniowe sedno tomu. Życie, nomen omen, jest transakcją, ponieważ nieustannie coś wymieniamy: czas na pieniądze, uwagę na obrazy, uczucia na słowa, pamięć na opowieści, autobiografię na lirykę. A jednak, zdaniem podmiotu lirycznego „Transakcji”, warto próbować ocalić wszystko, co nie nosi znamion ekonomicznie (i filozoficznie!) pojmowanej wartości wymiennej.
Nieprzypadkowo tom otwiera motto z „Tłumów” Charles’a Baudelaire’a: „Kto nie umie zaludnić samotności, / nie potrafi być sam w ludzkim mrowiu”. Samotność to w „Transakcji” stan wyjściowy; nie zawsze dramatyczny, czasami zwyczajny: ktoś siedzi w barze, ktoś inny jedzie autobusem, ktoś czeka na pociąg, zagląda do telefonu, nudzi się w poczekalni… Majcherczyk należy do kręgu „poetów mobilności”. Wrocław, Katowice, Warszawa, dworce, tramwaje, autobusy, hostele, bary są punktami na mapie realnych i lirycznych doświadczeń, ale też przestrzeniami, w których można i odnaleźć siebie w otoczeniu innych ludzi, i zachować indywidualną anonimowość.
Świetnie wypadają te wiersze, w których poeta rozpisuje sytuację niemal reportersko. W „siąpawicy” siedzi w katowickim lokalu, obserwuje bilard, kręgle, ludzi, deszcz i miasto przypominające komiksową metropolię; czyta „Odrę”, wspomina konkurs poetycki, żeby w końcu wrócić do hostelu (s. 21–22). Wszystko to mogłoby być zupełnie przypadkowym zapisem kilku godzin z życia wziętych, gdyby nie charakterystyczna dla Majcherczyka umiejętność wychwytywania drobnych napięć między literacką materią języka a wielowymiarowymi fakturami codzienności. Czasopismo kulturalne czytane w hałaśliwym barze, rozmowy o poezji, wspomnienie konkursu i ludzie „wbijający bile” tworzą melancholijny obraz funkcjonowania literatury w świecie, który na ogół świetnie sobie bez niej radzi.
Majcherczyk przygląda się zresztą polskiemu życiu literackiemu bez przesadnego nabożeństwa. W wierszu „współczesna polska poezja” jeden z najlepszych polskich poetów siedzi w barze: milczy i skroluje Facebooka, Patronite’a, BuyCoffee, maile i Messengera (s. 13). Czy dalej może być autorytetem dla młodych? Z kolei w „za ciasne jest dla nas / małe pole literackie” (s. 43) powtarza się refren o antologiach, dyskusjach, „inbach”, przynależnościach do stadnej egzystencji na obrzeżach kultury. Gdzie indziej pojawia się ironiczny biogram człowieka literatury („legendę tworzy się / od biogramu na Wikipedii”), który „opublikował trzysta tekstów krytycznych”, „zredagował dwadzieścia książek”, „publikował w najważniejszych miesięcznikach”, był nagradzany i nominowany (s. 48); obok zaś stoi, także w sensie konkretności poetyckiego przekazu, „biblioteka”, gdzie bohater liryczny po prostu stempluje książki i udostępnia księgozbiór: „Nie tworzę legendy” (s. 49).
To są ujmujące fragmenty, ponieważ Majcherczyk potrafi krytycznie oceniać własne środowisko, a przy okazji samego siebie. Autor „Transakcji”, w sensie Bourdieurowskim, zna mechanizmy działania pola literackiego od środka i wie, że produkowanie biogramów, nagród, nominacji, publikacji i afiliacji może samo w sobie stać się rodzajem „wymiany”. Kto komu napisze blurba, kto kogo przeczyta, kto zaprosi na spotkanie, kto przyzna stypendium…? Literatura funkcjonuje przecież w obiegu ekonomicznym, choć wkręceni w jej wiry uczestnicy i uczestniczki nie zawsze chętnie o tym mówią. W „ten wiersz jest o autobusach (ten wiersz jest biedny jak poeta)” podmiot liryczny ironizuje na temat narzekania na brak honorariów i stypendiów, po czym stwierdza: „poezja nie pełni funkcji zarobkowej / ma inne mechanizmy” (s. 47). I rzeczywiście „inne mechanizmy” interesują go najbardziej.
Należy do nich pamięć. Im dalej zagłębiamy się w kolejne strony tomu, tym częściej znika ironia, a pojawia się autobiografia, momentami pozbawiona maski. Najlepszy przykład to „pamięć epizodyczna”. Zapach kremu do golenia uruchamia obraz ojca stojącego przed lustrem. Syn obserwuje golenie, dostaje pędzel i jednorazówkę, bierze udział w czymś pozornie banalnym, co po latach okazuje się ważne (s. 40). Tak działa przecież pamięć: nie przechowuje całego życia, a przypadkowe szczegóły. Zapach, gest, przedmiot. Autor nie ucieka tutaj w kierunku wyrafinowanych (czyt. pretensjonalnych) konstrukcji językowych; im bardziej ufa konkretowi, tym jego poezja staje się ciekawsza i w gruncie rzeczy formalnie mniej skomplikowana.
Podobnie jest w rozpisanym na kilka obrazów „dramacie na boisku (12.06.2021)”. Punkt wyjścia to zawał Christiana Eriksena podczas meczu mistrzostw Europy, ale szybko pojawiają się Różewicz, babcia poety, wspomnienie Radomska i rodzinnej anegdoty. Babcia i Różewicz wychowali się na jednym podwórku; ona grała na fortepianie, znała hebrajski, czytała Sienkiewicza i Mickiewicza, a później zmarła na zawał w windzie (s. 33–34). Prywatne i literackie archiwa stoją obok siebie, nie wymagają specjalnego porządkowania. Różewicz to nie pomnikowy poeta, to chłopak z podwórka, który kiedyś kopnął piłkę. Literatura na chwilę wraca do życia.
Najbardziej przejmujący tekst Majcherczyk zostawia na koniec. „z tobą na plecach” rozpoczyna się od chodzenia po Warszawie „aby przez chwilę / oszukać żałobę”. W plecaku znajduje się akt zgonu bliskiej osoby. „dawno nie byliśmy tak / długo razem” (s. 56). Trudno byłoby tę scenę „poprawić” analityczno-interpretacyjnymi dociekaniami. I nie ma takiej potrzeby. Właśnie wtedy, kiedy Majcherczyk rezygnuje z konceptu, gry słów, cytatu, kulturowego mrugnięcia okiem, osiąga w poezjowaniu najwięcej.
Może tylko czasami za bardzo ufa efektownym skojarzeniom. „60 herców za 60 herców / 60 lajków i 60 uśmiechów”, skrolowanie, Siri, Facebook, Messenger, shorts – cyfrowa rzeczywistość pojawia się w tym tomie bardzo często (s. 24). Nie zawsze prowadzi to do rozpoznania złożoności świata. Zbyt długo patrzymy w ekrany smartfonów, sieci społecznościowe bywają aspołeczne, a życie częściowo przeniosło się do rzeczywistości, która już dawno przestała karmić się opozycją wirtualne/realne – doskonale to wiemy. Czy poezja powinna nam o tym przypominać? Może mimo wszystko nie o to w pisarstwie autora „Transakcji” chodzi? Nie tylko o ciągłe przypominanie o bezduszności postępu komunikacyjnej cywilizacji?
Majcherczyk jest najciekawszym poetą wtedy, kiedy w jego wierszach technologia staje się nie tyle tematem, ile nieredukowalną tkanką doświadczenia. W „robię printscreena” ekran telefonu przechowuje historię eksploatacji urządzenia, ale też, chcąc nie chcąc, biografię właściciela. Zrzut ekranu rejestruje godzinę, poziom baterii, zasięg, okładkę płyty; poeta nazywa telefon „smutną autobiografią / którą zazwyczaj usuwamy”. To już coś więcej niż krytyka smartfonowego świata; telefon staje się współczesnym nośnikiem pamięci, takim samym jak zdjęcie, pocztówka, zeszyt czy przechowywany w szufladzie list. Czy nie jest przy tym łatwiejszy do utracenia? Rozładowana bateria niespodziewanie prowadzi do konstatacji, że kiedyś i my „się rozładujemy” (s. 32).
Ważnym tematem „Transakcji” pozostaje ciało – podatne na ból, chorobę i rozpad. Czasami Majcherczyk sięga do języka medycznego, jak w „tonusie”, gdzie nerw błędny, układ autonomiczny czy zmienność rytmu serca wchodzą w obszar relacji matki i dziecka (s. 30). W „poczekalni imion / tzw. historii bólu” medycyna zostaje przedstawiona jako osobliwy teatr: lekarze wyczytują nazwiska, pacjenci znikają za drzwiami i recytują swoje krótsze lub dłuższe „historie bólu” (s. 41). Choroba to nie tylko metafora, ponieważ naprawdę boli ciało, boli pamięć, bolą relacje. I dlatego wiersze Majcherczyka są najbardziej przekonujące wtedy, kiedy autor nie próbuje tych doświadczeń z emfazą literaturyzować.
„Transakcja” jest książką poetycką o specyficznych wariantach wymienności zarządzanego prawami ekonomicznej rachuby świata, ale także opowiada o niepowetowanych stratach. O tym, co dostajemy od innych i co innym oddajemy. O tym, co przechodzi z rodziców na dzieci, z ciała do ciała, z pamięci do języka, z książki do książki. Może dlatego tak często pojawiają się tutaj środki transportu, dworce, poczekalnie, przystanki, ulice? Socjologowie ponowoczesności ochrzcili je mianem „przestrzeni tranzytowych”. Wszyscy jesteśmy w drodze, mijamy się, czasami siadamy obok siebie na chwilę, innym razem spotykamy kogoś po latach i okazuje się, że to wcale nie ta sama osoba, którą pamiętaliśmy. W „przemknęłaś” bohater wiersza biegnie za kobietą; bierze ją za kogoś znajomego. Dogania ją i stwierdza: „to nie ty” (s. 53). Niewiele potrzeba, żeby przeszłość wróciła. Jeszcze mniej, żeby ponownie zniknęła.
Po przeczytaniu „Transakcji” pomyślałem o Pawle Majcherczyku, poecie, inaczej niż po lekturze jego poprzednich książek – krytyki literackiej i esejów. W „Usługach zecerskich” można było dostrzec przede wszystkim uważnego czytelnika, a w „Czasie Morloków” humanistę przyglądającego się zmianom kultury. Tym razem obie te postaci ukrywają się w cieniu, a na pierwszy plan wychodzi ktoś znacznie mniej „przykryty” bezpiecznym ciężarem literatury: syn, wnuk, partner, pasażer, pacjent, człowiek przeżywający żałobę, który kogoś lub coś utracił. I chyba to wcielenie autora „Transakcji” jest najszczersze i najciekawsze. Przecież nie wszystko można zmienić w wiersz, jak głosi tytuł jednego z ostatnich utworów („nie wszystko jest poezją / [językiem naszym była muzyka]”). Całe szczęście! Inaczej poezja znaczyłaby chyba niewiele… Majcherczyk najlepiej ukazuje w „Transakcji” właśnie te chwile, kiedy zwyczajne życie na moment ociera się o konwencjonalną strukturę wiersza, ale nie przechodzi całkowitej metamorfozy między życiem a literaturą; między prawdą a fikcją. Być może na tym polega uczciwa transakcja między poetą a czytelnikiem?
Tytuł został doskonale pomyślany. „Transakcja” brzmi ekonomicznie, chłodno, niemal korporacyjnie, ale Majcherczyk szybko to znaczenie ogrzewa osobistymi doświadczeniami. W jednym z najkrótszych wierszy („życie składa się”) pisze tak: „życie składa się / z przychodów i rozchodów / transakcji i reakcji / powrotów i rozstrojów” (s. 26). Obok nie zawsze wprost wyrażonych nawiązań do poetyckich piewców metafizyki, na miarę: Dantego, Blake’a, Hölderlina, Novalisa, Dickinson, Baudelaire’a, Rilkego, Eliota, Celana, Miłosza, Herberta etc., autor „Transakcji”, moim zdaniem, robi też coś nie mniej wartościowego: spisuje ujmujący swoją precyzją rachunek zysków i strat codzienności. W innym miejscu („jest pięć po dwunastej”) poeta formułuje przykazanie brzmiące znacznie poważniej, jakby reinterpretując hasła egzegetów nihilizmu, Nietzschego, Heideggera, Gadamera, Vattima, Brasiera: „nie splamić się transakcją / żyć na przekór wszystkim / i wszystkiemu” (s. 44). Można chyba właśnie między tymi dwoma fragmentami wierszy relokować znaczeniowe sedno tomu. Życie, nomen omen, jest transakcją, ponieważ nieustannie coś wymieniamy: czas na pieniądze, uwagę na obrazy, uczucia na słowa, pamięć na opowieści, autobiografię na lirykę. A jednak, zdaniem podmiotu lirycznego „Transakcji”, warto próbować ocalić wszystko, co nie nosi znamion ekonomicznie (i filozoficznie!) pojmowanej wartości wymiennej.
Nieprzypadkowo tom otwiera motto z „Tłumów” Charles’a Baudelaire’a: „Kto nie umie zaludnić samotności, / nie potrafi być sam w ludzkim mrowiu”. Samotność to w „Transakcji” stan wyjściowy; nie zawsze dramatyczny, czasami zwyczajny: ktoś siedzi w barze, ktoś inny jedzie autobusem, ktoś czeka na pociąg, zagląda do telefonu, nudzi się w poczekalni… Majcherczyk należy do kręgu „poetów mobilności”. Wrocław, Katowice, Warszawa, dworce, tramwaje, autobusy, hostele, bary są punktami na mapie realnych i lirycznych doświadczeń, ale też przestrzeniami, w których można i odnaleźć siebie w otoczeniu innych ludzi, i zachować indywidualną anonimowość.
Świetnie wypadają te wiersze, w których poeta rozpisuje sytuację niemal reportersko. W „siąpawicy” siedzi w katowickim lokalu, obserwuje bilard, kręgle, ludzi, deszcz i miasto przypominające komiksową metropolię; czyta „Odrę”, wspomina konkurs poetycki, żeby w końcu wrócić do hostelu (s. 21–22). Wszystko to mogłoby być zupełnie przypadkowym zapisem kilku godzin z życia wziętych, gdyby nie charakterystyczna dla Majcherczyka umiejętność wychwytywania drobnych napięć między literacką materią języka a wielowymiarowymi fakturami codzienności. Czasopismo kulturalne czytane w hałaśliwym barze, rozmowy o poezji, wspomnienie konkursu i ludzie „wbijający bile” tworzą melancholijny obraz funkcjonowania literatury w świecie, który na ogół świetnie sobie bez niej radzi.
Majcherczyk przygląda się zresztą polskiemu życiu literackiemu bez przesadnego nabożeństwa. W wierszu „współczesna polska poezja” jeden z najlepszych polskich poetów siedzi w barze: milczy i skroluje Facebooka, Patronite’a, BuyCoffee, maile i Messengera (s. 13). Czy dalej może być autorytetem dla młodych? Z kolei w „za ciasne jest dla nas / małe pole literackie” (s. 43) powtarza się refren o antologiach, dyskusjach, „inbach”, przynależnościach do stadnej egzystencji na obrzeżach kultury. Gdzie indziej pojawia się ironiczny biogram człowieka literatury („legendę tworzy się / od biogramu na Wikipedii”), który „opublikował trzysta tekstów krytycznych”, „zredagował dwadzieścia książek”, „publikował w najważniejszych miesięcznikach”, był nagradzany i nominowany (s. 48); obok zaś stoi, także w sensie konkretności poetyckiego przekazu, „biblioteka”, gdzie bohater liryczny po prostu stempluje książki i udostępnia księgozbiór: „Nie tworzę legendy” (s. 49).
To są ujmujące fragmenty, ponieważ Majcherczyk potrafi krytycznie oceniać własne środowisko, a przy okazji samego siebie. Autor „Transakcji”, w sensie Bourdieurowskim, zna mechanizmy działania pola literackiego od środka i wie, że produkowanie biogramów, nagród, nominacji, publikacji i afiliacji może samo w sobie stać się rodzajem „wymiany”. Kto komu napisze blurba, kto kogo przeczyta, kto zaprosi na spotkanie, kto przyzna stypendium…? Literatura funkcjonuje przecież w obiegu ekonomicznym, choć wkręceni w jej wiry uczestnicy i uczestniczki nie zawsze chętnie o tym mówią. W „ten wiersz jest o autobusach (ten wiersz jest biedny jak poeta)” podmiot liryczny ironizuje na temat narzekania na brak honorariów i stypendiów, po czym stwierdza: „poezja nie pełni funkcji zarobkowej / ma inne mechanizmy” (s. 47). I rzeczywiście „inne mechanizmy” interesują go najbardziej.
Należy do nich pamięć. Im dalej zagłębiamy się w kolejne strony tomu, tym częściej znika ironia, a pojawia się autobiografia, momentami pozbawiona maski. Najlepszy przykład to „pamięć epizodyczna”. Zapach kremu do golenia uruchamia obraz ojca stojącego przed lustrem. Syn obserwuje golenie, dostaje pędzel i jednorazówkę, bierze udział w czymś pozornie banalnym, co po latach okazuje się ważne (s. 40). Tak działa przecież pamięć: nie przechowuje całego życia, a przypadkowe szczegóły. Zapach, gest, przedmiot. Autor nie ucieka tutaj w kierunku wyrafinowanych (czyt. pretensjonalnych) konstrukcji językowych; im bardziej ufa konkretowi, tym jego poezja staje się ciekawsza i w gruncie rzeczy formalnie mniej skomplikowana.
Podobnie jest w rozpisanym na kilka obrazów „dramacie na boisku (12.06.2021)”. Punkt wyjścia to zawał Christiana Eriksena podczas meczu mistrzostw Europy, ale szybko pojawiają się Różewicz, babcia poety, wspomnienie Radomska i rodzinnej anegdoty. Babcia i Różewicz wychowali się na jednym podwórku; ona grała na fortepianie, znała hebrajski, czytała Sienkiewicza i Mickiewicza, a później zmarła na zawał w windzie (s. 33–34). Prywatne i literackie archiwa stoją obok siebie, nie wymagają specjalnego porządkowania. Różewicz to nie pomnikowy poeta, to chłopak z podwórka, który kiedyś kopnął piłkę. Literatura na chwilę wraca do życia.
Najbardziej przejmujący tekst Majcherczyk zostawia na koniec. „z tobą na plecach” rozpoczyna się od chodzenia po Warszawie „aby przez chwilę / oszukać żałobę”. W plecaku znajduje się akt zgonu bliskiej osoby. „dawno nie byliśmy tak / długo razem” (s. 56). Trudno byłoby tę scenę „poprawić” analityczno-interpretacyjnymi dociekaniami. I nie ma takiej potrzeby. Właśnie wtedy, kiedy Majcherczyk rezygnuje z konceptu, gry słów, cytatu, kulturowego mrugnięcia okiem, osiąga w poezjowaniu najwięcej.
Może tylko czasami za bardzo ufa efektownym skojarzeniom. „60 herców za 60 herców / 60 lajków i 60 uśmiechów”, skrolowanie, Siri, Facebook, Messenger, shorts – cyfrowa rzeczywistość pojawia się w tym tomie bardzo często (s. 24). Nie zawsze prowadzi to do rozpoznania złożoności świata. Zbyt długo patrzymy w ekrany smartfonów, sieci społecznościowe bywają aspołeczne, a życie częściowo przeniosło się do rzeczywistości, która już dawno przestała karmić się opozycją wirtualne/realne – doskonale to wiemy. Czy poezja powinna nam o tym przypominać? Może mimo wszystko nie o to w pisarstwie autora „Transakcji” chodzi? Nie tylko o ciągłe przypominanie o bezduszności postępu komunikacyjnej cywilizacji?
Majcherczyk jest najciekawszym poetą wtedy, kiedy w jego wierszach technologia staje się nie tyle tematem, ile nieredukowalną tkanką doświadczenia. W „robię printscreena” ekran telefonu przechowuje historię eksploatacji urządzenia, ale też, chcąc nie chcąc, biografię właściciela. Zrzut ekranu rejestruje godzinę, poziom baterii, zasięg, okładkę płyty; poeta nazywa telefon „smutną autobiografią / którą zazwyczaj usuwamy”. To już coś więcej niż krytyka smartfonowego świata; telefon staje się współczesnym nośnikiem pamięci, takim samym jak zdjęcie, pocztówka, zeszyt czy przechowywany w szufladzie list. Czy nie jest przy tym łatwiejszy do utracenia? Rozładowana bateria niespodziewanie prowadzi do konstatacji, że kiedyś i my „się rozładujemy” (s. 32).
Ważnym tematem „Transakcji” pozostaje ciało – podatne na ból, chorobę i rozpad. Czasami Majcherczyk sięga do języka medycznego, jak w „tonusie”, gdzie nerw błędny, układ autonomiczny czy zmienność rytmu serca wchodzą w obszar relacji matki i dziecka (s. 30). W „poczekalni imion / tzw. historii bólu” medycyna zostaje przedstawiona jako osobliwy teatr: lekarze wyczytują nazwiska, pacjenci znikają za drzwiami i recytują swoje krótsze lub dłuższe „historie bólu” (s. 41). Choroba to nie tylko metafora, ponieważ naprawdę boli ciało, boli pamięć, bolą relacje. I dlatego wiersze Majcherczyka są najbardziej przekonujące wtedy, kiedy autor nie próbuje tych doświadczeń z emfazą literaturyzować.
„Transakcja” jest książką poetycką o specyficznych wariantach wymienności zarządzanego prawami ekonomicznej rachuby świata, ale także opowiada o niepowetowanych stratach. O tym, co dostajemy od innych i co innym oddajemy. O tym, co przechodzi z rodziców na dzieci, z ciała do ciała, z pamięci do języka, z książki do książki. Może dlatego tak często pojawiają się tutaj środki transportu, dworce, poczekalnie, przystanki, ulice? Socjologowie ponowoczesności ochrzcili je mianem „przestrzeni tranzytowych”. Wszyscy jesteśmy w drodze, mijamy się, czasami siadamy obok siebie na chwilę, innym razem spotykamy kogoś po latach i okazuje się, że to wcale nie ta sama osoba, którą pamiętaliśmy. W „przemknęłaś” bohater wiersza biegnie za kobietą; bierze ją za kogoś znajomego. Dogania ją i stwierdza: „to nie ty” (s. 53). Niewiele potrzeba, żeby przeszłość wróciła. Jeszcze mniej, żeby ponownie zniknęła.
Po przeczytaniu „Transakcji” pomyślałem o Pawle Majcherczyku, poecie, inaczej niż po lekturze jego poprzednich książek – krytyki literackiej i esejów. W „Usługach zecerskich” można było dostrzec przede wszystkim uważnego czytelnika, a w „Czasie Morloków” humanistę przyglądającego się zmianom kultury. Tym razem obie te postaci ukrywają się w cieniu, a na pierwszy plan wychodzi ktoś znacznie mniej „przykryty” bezpiecznym ciężarem literatury: syn, wnuk, partner, pasażer, pacjent, człowiek przeżywający żałobę, który kogoś lub coś utracił. I chyba to wcielenie autora „Transakcji” jest najszczersze i najciekawsze. Przecież nie wszystko można zmienić w wiersz, jak głosi tytuł jednego z ostatnich utworów („nie wszystko jest poezją / [językiem naszym była muzyka]”). Całe szczęście! Inaczej poezja znaczyłaby chyba niewiele… Majcherczyk najlepiej ukazuje w „Transakcji” właśnie te chwile, kiedy zwyczajne życie na moment ociera się o konwencjonalną strukturę wiersza, ale nie przechodzi całkowitej metamorfozy między życiem a literaturą; między prawdą a fikcją. Być może na tym polega uczciwa transakcja między poetą a czytelnikiem?
Paweł Majcherczyk: „Transakcja”. Wydawnictwo j. Wrocław 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

