DAWID KONTRA GOLIAT
A
A
A
Rzecz krótka o niecelnej metaforze
Arkadiusz Frania puentuje swoje esencje krytyczne o sztuce pisarskiej Jacka Durskiego zdaniem: „Śląsk ma genialnego pisarza”. W „Lipton story” wszystko wskazuje na to, że jest nim właśnie Jacek Durski, prozaik, poeta, autor zbiorów wierszy: „Uderza ziemia” i „Wiersze” oraz trzech zbiorów prozatorskich: „Wśród krzywych luster”, „Rok” i „Mariacka”.
„Twórczość Jacka Durskiego (ur. 1943) nie pozwala się zbyć mniej lub bardziej udaną recenzją. Larwa tego dzieła zagnieżdża się w mózgu, daje o sobie znać jako złośliwy, natrętny motyl. Poezji i prozy tego autora trzeba się bać, bo kto raz przeczyta czy rzuci mimowolnie okiem na wyrwane z całości zdanie „Roku” lub środkowy dwuwers „Uderza ziemia”, zmieni się w innego człowieka” – ostrzega we wstępie do swojej książki Arkadiusz Frania.
Przedmiotem jego rozważań jest Durski – pisarz, „cały Durski”, „dzieło jako wszystko”. Frania odrzuca w swej pracy metodę bibliotekarskiego opisu poszczególnych książek na rzecz podążania „za tematem, za promieniem, za zapachem”. „Lipton story” nie jest więc dziełem stricte literaturoznawczym, ale staje się przykładem „pamiętnika krytycznego”, którego autor, sam przecież poeta, odrzuca autorytarne sądy krytyka literackiego i przyjmuje perspektywę czytelnika wrażliwego, gotowego podzielić się swymi impresjami lekturowymi. To, paradoksalnie, stanowi zarówno o sile jak i słabości tej książki. Bardziej jednak słabości.
Bezkrytyczna postawa wobec podmiotu rozważań czyni „Lipton story” laurką pozbawioną polemik i spięć artystycznych, choć wcale nie swoistej dramaturgii, zwłaszcza w opisach szału twórczego, jakiego doznaje Durski (dla jego zilustrowania Frania sprytnie żongluje cytatami z korespondencji majlowej i wycinkami z prasy, w których Durski przedstawia proces tworzenia, który bliski jest opętaniu). Ta swoista zależność opisującego z opisywanym znalazła wyraz w wyznaniu autora „Lipton story”: „Stąd między innymi ograniczam do minimum uwagi recepcyjne, pragnę bowiem Ja, Dawid – dysponujący niewydolnym z założenia aparatem nauk polonistycznych, wspomaganym jednak przez intuicję, żar – zmierzyć się z Nim, Goliatem pisarskim, tytanem [...]”. Jest w tym zdaniu trochę kokieterii badacza, który przy okazji – raczej nieświadomie – sugeruje, że z owej konfrontacji zamierza wyjść zwycięsko, kładąc na łopatki glinianego mocarza.
Arkadiuszowi Frani nie brakuje żarliwości i intuicji, nie do końca wiem jednak czasem, czy badacz chwali, czy gani autora „Mariackiej” i obawiam się przy tym, że taktyka, którą przyjął w konfrontacji z Goliatem, Goliatowi zaszkodzić (tutaj: na szczęście) nie może, natomiast esencjom krytycznym nie służy z pewnością. Nie bójmy się poezji i prozy Durskiego. Nie zmieni nas ta twórczość w nikogo, kim nie chcielibyśmy być. „Larwa tego dzieła” to tylko niezbyt celna metafora.
„Twórczość Jacka Durskiego (ur. 1943) nie pozwala się zbyć mniej lub bardziej udaną recenzją. Larwa tego dzieła zagnieżdża się w mózgu, daje o sobie znać jako złośliwy, natrętny motyl. Poezji i prozy tego autora trzeba się bać, bo kto raz przeczyta czy rzuci mimowolnie okiem na wyrwane z całości zdanie „Roku” lub środkowy dwuwers „Uderza ziemia”, zmieni się w innego człowieka” – ostrzega we wstępie do swojej książki Arkadiusz Frania.
Przedmiotem jego rozważań jest Durski – pisarz, „cały Durski”, „dzieło jako wszystko”. Frania odrzuca w swej pracy metodę bibliotekarskiego opisu poszczególnych książek na rzecz podążania „za tematem, za promieniem, za zapachem”. „Lipton story” nie jest więc dziełem stricte literaturoznawczym, ale staje się przykładem „pamiętnika krytycznego”, którego autor, sam przecież poeta, odrzuca autorytarne sądy krytyka literackiego i przyjmuje perspektywę czytelnika wrażliwego, gotowego podzielić się swymi impresjami lekturowymi. To, paradoksalnie, stanowi zarówno o sile jak i słabości tej książki. Bardziej jednak słabości.
Bezkrytyczna postawa wobec podmiotu rozważań czyni „Lipton story” laurką pozbawioną polemik i spięć artystycznych, choć wcale nie swoistej dramaturgii, zwłaszcza w opisach szału twórczego, jakiego doznaje Durski (dla jego zilustrowania Frania sprytnie żongluje cytatami z korespondencji majlowej i wycinkami z prasy, w których Durski przedstawia proces tworzenia, który bliski jest opętaniu). Ta swoista zależność opisującego z opisywanym znalazła wyraz w wyznaniu autora „Lipton story”: „Stąd między innymi ograniczam do minimum uwagi recepcyjne, pragnę bowiem Ja, Dawid – dysponujący niewydolnym z założenia aparatem nauk polonistycznych, wspomaganym jednak przez intuicję, żar – zmierzyć się z Nim, Goliatem pisarskim, tytanem [...]”. Jest w tym zdaniu trochę kokieterii badacza, który przy okazji – raczej nieświadomie – sugeruje, że z owej konfrontacji zamierza wyjść zwycięsko, kładąc na łopatki glinianego mocarza.
Arkadiuszowi Frani nie brakuje żarliwości i intuicji, nie do końca wiem jednak czasem, czy badacz chwali, czy gani autora „Mariackiej” i obawiam się przy tym, że taktyka, którą przyjął w konfrontacji z Goliatem, Goliatowi zaszkodzić (tutaj: na szczęście) nie może, natomiast esencjom krytycznym nie służy z pewnością. Nie bójmy się poezji i prozy Durskiego. Nie zmieni nas ta twórczość w nikogo, kim nie chcielibyśmy być. „Larwa tego dzieła” to tylko niezbyt celna metafora.
Arkadiusz Frania „Lipton story. Esencje krytyczne o sztuce pisarskiej Jacka Durskiego”. Warszawa 2009.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

