WIERSZE
A
A
A
Wiersz dla Paula Celana
Dzisiaj padał deszcz
i zrobiło się letnio.
Teraz jest ciemno
i mówią tylko tramwaje.
Zużyłem buty, żeby tu dotrzeć.
Wyrwałem krzew, żeby zobaczyć,
czy korzenie rośliny
krwawią jak moje.
Nic nas
nie łączy.
Maszyna pracuje,
chicho
napędza
odległość.
Wiersz linearny
Lost wisdom is a quiet echo
Mount Eerie
Nie było mnie przez sześć dni w niebie.
Musiałem ciężko pracować, by utrzymać się na dnie
i gapić na słońce z perspektywy zatopionego galeonu.
Byłem pewien, że w tym czasie wyschnie ocean
a czeluści wypełzną.
Ale nic się nie stało, wróciłem
bezpiecznie. Powoli
dociera do mnie
echo
z dna
Wewnętrzne miasto
Czy ktoś zdoła nas pokochać
po tym wszystkim? Budzimy się,
ale jest to już inne budzenie,
bardziej przejrzyste. Z dawnej
łapczywości pozostały tylko
zaschnięte usta. Nagłe poruszenie
na chwilę przywraca nas do życia
jak błędną załogę pośród
rozpłatanych skał w oczekiwaniu
na jeden ruch, pewnie fałszywy.
I jesteśmy z tobą, gdy budzisz się
we wnętrzu muszli jak pijana ostryga,
bez ubrania i pamięci, ze śluzem
na oczach. Oceany przeciekają
przez kołdrę, ryby wymykają się
spod poduszki, malutki kosmos ciem
roi się pod światłem. Pytasz o imiona,
lecz tak jak my potrafisz już tylko
poruszać ustami bezgłośnie.
Płyn sam znajduje drogę do żyły,
nad głową dynda pusty lampion.
Dzisiaj padał deszcz
i zrobiło się letnio.
Teraz jest ciemno
i mówią tylko tramwaje.
Zużyłem buty, żeby tu dotrzeć.
Wyrwałem krzew, żeby zobaczyć,
czy korzenie rośliny
krwawią jak moje.
Nic nas
nie łączy.
Maszyna pracuje,
chicho
napędza
odległość.
Wiersz linearny
Lost wisdom is a quiet echo
Mount Eerie
Nie było mnie przez sześć dni w niebie.
Musiałem ciężko pracować, by utrzymać się na dnie
i gapić na słońce z perspektywy zatopionego galeonu.
Byłem pewien, że w tym czasie wyschnie ocean
a czeluści wypełzną.
Ale nic się nie stało, wróciłem
bezpiecznie. Powoli
dociera do mnie
echo
z dna
Wewnętrzne miasto
Czy ktoś zdoła nas pokochać
po tym wszystkim? Budzimy się,
ale jest to już inne budzenie,
bardziej przejrzyste. Z dawnej
łapczywości pozostały tylko
zaschnięte usta. Nagłe poruszenie
na chwilę przywraca nas do życia
jak błędną załogę pośród
rozpłatanych skał w oczekiwaniu
na jeden ruch, pewnie fałszywy.
I jesteśmy z tobą, gdy budzisz się
we wnętrzu muszli jak pijana ostryga,
bez ubrania i pamięci, ze śluzem
na oczach. Oceany przeciekają
przez kołdrę, ryby wymykają się
spod poduszki, malutki kosmos ciem
roi się pod światłem. Pytasz o imiona,
lecz tak jak my potrafisz już tylko
poruszać ustami bezgłośnie.
Płyn sam znajduje drogę do żyły,
nad głową dynda pusty lampion.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

