WIERSZE
A
A
A
Piosenka o drugiej Irlandii
Marcie Frątczak
Ten nadmiar, ten ostry jak brzeg liścia, jak morska sól
Przesyt przywileju.
Seamus Heaney, „Ostrygi”
Heaney otwiera ostrygę. Belfast otwiera ogień.
Czytelnik otwiera książkę: powiedz, powiedz, no powiedz,
po co ci takie truchełko? Po co ci te bebechy?
Rozbijasz skórę orzecha, głos odbija się echem,
trafia pod strzechy Belfastu, który otwiera oczy.
Budzi go dym papierosów. Ciągle poci się, poci,
że nic a nic to nie mówi. Potem pali się, pali
płynący, aby ocalić, statek z gladiatorami,
zabiera od zapomnienia: ostrygi, małże, sushi.
To wszystko miało pójść z dymem, ale tylko się dusi.
To dobrze, niech będzie gęsto, niech się duszą w tym tekście
słowa jak balast Belfastu. W Peweksie. W pekaesie.
Sonet do aury
Nie pozwalasz całować dziewczyny w policzek,
a swoją matkę owszem. I to aż trzykrotnie.
Zaloty, rytuały, operacje magiczne
są zbyt wyczerpujące. Już jesteśmy głodni.
Mury ze styropianu rozpadły się, na szczęście,
jadłem wafle ryżowe w smaku morskiej soli.
Nadchodzą już przypływy, chcemy być silniejsi.
Każdy z nas swoje ziarno chowa w małej dłoni.
I sypie na polu, lecz pole jest morzem.
Niech morze muska twarze topielic, rozbitków.
Wygładzi ość w radościach. Wskaże kość i korzeń.
Poplamiłem się rybą, to jest jakiś symbol –
wyślizgnęła się z rąk, bo ręce mam tłuste.
Gdy wołam ją „Mojżesz”, bierze wodę w usta.
Łazarz
Twoja córka miała osiemnaste urodziny
na początku listopada,
więc trudno powiedzieć coś o kwitnięciu, ale są płomienie.
Chłopcy mają katar (a u nich to tak, jakby umierali od ran po wybuchu),
dziewczynki szukają sztucznego mleka w katakumbach fabryk.
Karmią, przewijają
i tak od nowa. Każdą rankę bandażują osobno,
oddzielają od ziemi jak stygmaty,
przykładają kostki lodu, plastry
z gniazda, z jaskini Łazarza. Podrażnione pszczoły
wylatują za wcześnie. Zanim zamarzną,
jeszcze żądlą. W poszukiwaniu pierwszych kwiatów
kołują jak bombowce.
Marcie Frątczak
Ten nadmiar, ten ostry jak brzeg liścia, jak morska sól
Przesyt przywileju.
Seamus Heaney, „Ostrygi”
Heaney otwiera ostrygę. Belfast otwiera ogień.
Czytelnik otwiera książkę: powiedz, powiedz, no powiedz,
po co ci takie truchełko? Po co ci te bebechy?
Rozbijasz skórę orzecha, głos odbija się echem,
trafia pod strzechy Belfastu, który otwiera oczy.
Budzi go dym papierosów. Ciągle poci się, poci,
że nic a nic to nie mówi. Potem pali się, pali
płynący, aby ocalić, statek z gladiatorami,
zabiera od zapomnienia: ostrygi, małże, sushi.
To wszystko miało pójść z dymem, ale tylko się dusi.
To dobrze, niech będzie gęsto, niech się duszą w tym tekście
słowa jak balast Belfastu. W Peweksie. W pekaesie.
Sonet do aury
Nie pozwalasz całować dziewczyny w policzek,
a swoją matkę owszem. I to aż trzykrotnie.
Zaloty, rytuały, operacje magiczne
są zbyt wyczerpujące. Już jesteśmy głodni.
Mury ze styropianu rozpadły się, na szczęście,
jadłem wafle ryżowe w smaku morskiej soli.
Nadchodzą już przypływy, chcemy być silniejsi.
Każdy z nas swoje ziarno chowa w małej dłoni.
I sypie na polu, lecz pole jest morzem.
Niech morze muska twarze topielic, rozbitków.
Wygładzi ość w radościach. Wskaże kość i korzeń.
Poplamiłem się rybą, to jest jakiś symbol –
wyślizgnęła się z rąk, bo ręce mam tłuste.
Gdy wołam ją „Mojżesz”, bierze wodę w usta.
Łazarz
Twoja córka miała osiemnaste urodziny
na początku listopada,
więc trudno powiedzieć coś o kwitnięciu, ale są płomienie.
Chłopcy mają katar (a u nich to tak, jakby umierali od ran po wybuchu),
dziewczynki szukają sztucznego mleka w katakumbach fabryk.
Karmią, przewijają
i tak od nowa. Każdą rankę bandażują osobno,
oddzielają od ziemi jak stygmaty,
przykładają kostki lodu, plastry
z gniazda, z jaskini Łazarza. Podrażnione pszczoły
wylatują za wcześnie. Zanim zamarzną,
jeszcze żądlą. W poszukiwaniu pierwszych kwiatów
kołują jak bombowce.
Wiersze pochodzą z książki „Google translator” przygotowywanej do wydania jesienią 2014 .
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

