Wioletta Grzegorzewska, Wiktor Kostrzewski, Afric McGlinchey,
WIERSZE
A
A
A
Tak jakby ratunek
Nie może już oddychać
jego słowami wielkimi jak głazy,
opada, jak ogon lisa
złapany w ulewie.
Jego wściekłość obróciła ją do góry głową,
przywołując tę drugą,
która zrywa się
jak wieloryb wyskakujący z oceanu,
podczas gdy ona znika
w nicość.
Później dochodzi do siebie, widząc,
że unosi ją kołyska z ludzkich ramion,
panika uderza jej do gardła,
kwitnące siniaki;
próbuje je zakryć, spogląda w górę
na korytarz
drzew zerkających w dół,
pochylonych zielonych twarzy.
W poprzek nieba, biały łuk
budzi pierwsze wspomnienia...
potem wielki, rozpalony wybuch;
jego uśmiechnięta maska,
palec przywołujący
od niechcenia, jakby mówił
o pogodzie czy przeprowadzce,
a przecież
oczy skupione tak znacząco
jak u pana młodego, czekającego na pannę.
Ramiona wypuszczają ją u drzwi
i znika za nimi,
a jej grające w chowanego fragmenty
wracają do niej, wpadają na miejsce
jak moneta w szczelinę.
Na łuku jej bioder ślady
odcisków kciuków.
Przełożył Wiktor Kostrzewski
Lot MH370
Nawet pęknięcie na filiżance
może być przejściem w zaświaty.
– W.H. Auden
Odwracają twarze
w stronę owalnych okien,
gdy samolot przepada
w ciszy radaru.
Chłopiec przykryty kocem
odlicza czas na paluszkach,
dziewczynka zasypia w ramionach matki,
podczas gdy mężczyzna po jej prawej
wstaje. Myśli eksplodują.
Niektórzy zadają gorączkowe pytania.
Wszyscy z telefonami: dwustu trzydziestu
dziewięciu pasażerów
wklepuje dwa najcenniejsze słowa.
Jedna z kobiet bierze za rękę nieznajomego,
sąsiada. Nie modli się.
Nadal samotna, choć w dobrych rękach.
Jego twarz blada jak ściana, wzrok życzliwy.
Uścisk przytrzymuje ich przy życiu
do ostatniej chwili,
w której ona myśli o piciu rumu z rybakami
w Kuching: gra muzyka. Wszyscy się bawią;
jej oczy zachodzą łzami.
Przełożyła Wioletta Grzegorzewska
Nie może już oddychać
jego słowami wielkimi jak głazy,
opada, jak ogon lisa
złapany w ulewie.
Jego wściekłość obróciła ją do góry głową,
przywołując tę drugą,
która zrywa się
jak wieloryb wyskakujący z oceanu,
podczas gdy ona znika
w nicość.
Później dochodzi do siebie, widząc,
że unosi ją kołyska z ludzkich ramion,
panika uderza jej do gardła,
kwitnące siniaki;
próbuje je zakryć, spogląda w górę
na korytarz
drzew zerkających w dół,
pochylonych zielonych twarzy.
W poprzek nieba, biały łuk
budzi pierwsze wspomnienia...
potem wielki, rozpalony wybuch;
jego uśmiechnięta maska,
palec przywołujący
od niechcenia, jakby mówił
o pogodzie czy przeprowadzce,
a przecież
oczy skupione tak znacząco
jak u pana młodego, czekającego na pannę.
Ramiona wypuszczają ją u drzwi
i znika za nimi,
a jej grające w chowanego fragmenty
wracają do niej, wpadają na miejsce
jak moneta w szczelinę.
Na łuku jej bioder ślady
odcisków kciuków.
Przełożył Wiktor Kostrzewski
Lot MH370
Nawet pęknięcie na filiżance
może być przejściem w zaświaty.
– W.H. Auden
Odwracają twarze
w stronę owalnych okien,
gdy samolot przepada
w ciszy radaru.
Chłopiec przykryty kocem
odlicza czas na paluszkach,
dziewczynka zasypia w ramionach matki,
podczas gdy mężczyzna po jej prawej
wstaje. Myśli eksplodują.
Niektórzy zadają gorączkowe pytania.
Wszyscy z telefonami: dwustu trzydziestu
dziewięciu pasażerów
wklepuje dwa najcenniejsze słowa.
Jedna z kobiet bierze za rękę nieznajomego,
sąsiada. Nie modli się.
Nadal samotna, choć w dobrych rękach.
Jego twarz blada jak ściana, wzrok życzliwy.
Uścisk przytrzymuje ich przy życiu
do ostatniej chwili,
w której ona myśli o piciu rumu z rybakami
w Kuching: gra muzyka. Wszyscy się bawią;
jej oczy zachodzą łzami.
Przełożyła Wioletta Grzegorzewska
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

