SUPERBOHATERSKI TABUN (JLA: AMERYKAŃSKA LIGA SPRAWIEDLIWOŚCI. TOM 3)
A
A
A
W pierwszych zeszytach debiutującej w 1996 roku serii „JLA: Amerykańska Liga Sprawiedliwości” szkocki scenarzysta Grant Morrison udowodnił, że świetnie odnajduje się w superbohaterskiej materii. Sprawnie zaprezentował sylwetki oraz rysy psychologiczne znanych herosów pokroju Supermana czy Flasha, koncentrując się przy tym na perypetiach mniej popularnych obrońców Ziemi (Plastic Man, Huntress). W trzecim tomie cyklu autor „The Invisibles” jeszcze bardziej podnosi poprzeczkę absurdu i nieprawdopodobieństwa.
We wcześniejszych częściach „JLA” Morrison wprowadził gros fantastycznych postaci oraz potężnych artefaktów. Najlepszym tego przykładem są mściwi aniołowie na czele z późniejszym członkiem Ligi, Zaurielem. Swoistą wizytówką serii stały się kosmiczne awantury, spektakularne konfrontacje protagonistów z legionem pomniejszych złoczyńców (vide: Doktor Light, wiedźma Kirke) oraz szalone intrygi Lexa Luthora czy Jokera. Doświadczony scenarzysta dorzuca do komiksowego tygla garść niewybrednych żartów słownych i sytuacyjnych, zwłaszcza zogniskowanych wokół osoby urodzonego kawalarza, Plastic Mana. Całość sprawia piorunujące wrażenie, a rysunki Howarda Portera idealnie oddają widowiskowość wydarzeń oraz muskulaturę słynnych trykociarzy.
W recenzowanym tomie Szkot konsekwentnie rozwija pieczołowicie budowane przez siebie uniwersum, dokładając doń całą armię niestworzonych postaci oraz pozaziemskich zagrożeń. Album otwiera bowiem mocno odrealniona opowieść, w której obserwujemy nową inwazję obcych. Kosmici niepostrzeżenie atakują umysły ludzi, wprowadzając ich w stan głębokiego snu. Ocaleli członkowie JLA próbują powstrzymać oniryczną pandemię. Pomoc otrzymują z niespodziewanego źródła, a dużą rolę w owych rozdziałach odgrywa nowy władca Śnienia. Wraz z rozwojem akcji wzrasta poziom niesamowitości, podczas gdy kolejne części albumu gwarantują mnóstwo fascynujących przygód z udziałem wciąż rozrastającej się tytułowej drużyny.
Dość powiedzieć, że w komiksie znajdziemy milionowy numer „JLA”, czyli wyimek z przewrotnego crossoveru „DC One Million”. We wspomnianym dziele dochodzi do spotkania obecnej Ligi z ich odpowiednikami z dalekiej przyszłości, jak również do konfrontacji bohaterów z bezdusznym przeciwnikiem. Niestety, trzymająca w napięciu historia nazbyt szybko dobiega końca, przez co Morrison nie zdążył rozwinąć interesujących wątków dotyczących Legionu Sprawiedliwości Alfa. Najbardziej apetycznie prezentują się (chwilami mocno jarmarczni) złoczyńcy: Starro Zdobywca, oszalały generał Eiling i jego zmodyfikowani ultra-żołnierze czy niebezpieczne dżiny z piątego wymiaru. Na dodatek autor ponownie akcentuje nieufność rządu Stanów Zjednoczonych oraz amerykańskiej armii do przedstawicieli Ligi.
O ile w poprzednim tomie twórca „Doom Patrolu” spore pole do popisu pozostawił Plastic Manowi, o tyle w trzeciej części cyklu doskonale wypadają kreacje Shazama oraz Wildcata. Najmniej miejsca Morrison poświęcił Mrocznemu Rycerzowi, którego występ w recenzowanym komiksie jest zaledwie epizodyczny. Nie umniejsza to jednak wysokiej oceny albumu.
Z każdym kolejnym zeszytem „JLA” etatowy rysownik serii, Howard Porter, spisuje się coraz lepiej. Efektownie ilustruje uwielbianych herosów oraz ich ciągłe potyczki z zastępami łotrów. Gościnny występ zalicza grafik Mark Pajarillo, błyskotliwie ukazujący zacięty bój pomiędzy Ligą a przemienionym w potężne monstrum generałem Eilingiem. Kolosalną rolę odegrał w omawianym dziele doświadczony kolorysta Pat Garrahy, zaś Portera wspiera (również odpowiedzialny za tusze) John Dell. Wisienką na torcie jest kreacja władcy Krainy Snów z rodu Nieskończonych oraz dynamiczne okładki poszczególnych rozdziałów. Szkoda tylko, że następny tom będzie zarazem ostatnim sygnowanym nazwiskiem współtwórcy „Azylu Arkham”.
We wcześniejszych częściach „JLA” Morrison wprowadził gros fantastycznych postaci oraz potężnych artefaktów. Najlepszym tego przykładem są mściwi aniołowie na czele z późniejszym członkiem Ligi, Zaurielem. Swoistą wizytówką serii stały się kosmiczne awantury, spektakularne konfrontacje protagonistów z legionem pomniejszych złoczyńców (vide: Doktor Light, wiedźma Kirke) oraz szalone intrygi Lexa Luthora czy Jokera. Doświadczony scenarzysta dorzuca do komiksowego tygla garść niewybrednych żartów słownych i sytuacyjnych, zwłaszcza zogniskowanych wokół osoby urodzonego kawalarza, Plastic Mana. Całość sprawia piorunujące wrażenie, a rysunki Howarda Portera idealnie oddają widowiskowość wydarzeń oraz muskulaturę słynnych trykociarzy.
W recenzowanym tomie Szkot konsekwentnie rozwija pieczołowicie budowane przez siebie uniwersum, dokładając doń całą armię niestworzonych postaci oraz pozaziemskich zagrożeń. Album otwiera bowiem mocno odrealniona opowieść, w której obserwujemy nową inwazję obcych. Kosmici niepostrzeżenie atakują umysły ludzi, wprowadzając ich w stan głębokiego snu. Ocaleli członkowie JLA próbują powstrzymać oniryczną pandemię. Pomoc otrzymują z niespodziewanego źródła, a dużą rolę w owych rozdziałach odgrywa nowy władca Śnienia. Wraz z rozwojem akcji wzrasta poziom niesamowitości, podczas gdy kolejne części albumu gwarantują mnóstwo fascynujących przygód z udziałem wciąż rozrastającej się tytułowej drużyny.
Dość powiedzieć, że w komiksie znajdziemy milionowy numer „JLA”, czyli wyimek z przewrotnego crossoveru „DC One Million”. We wspomnianym dziele dochodzi do spotkania obecnej Ligi z ich odpowiednikami z dalekiej przyszłości, jak również do konfrontacji bohaterów z bezdusznym przeciwnikiem. Niestety, trzymająca w napięciu historia nazbyt szybko dobiega końca, przez co Morrison nie zdążył rozwinąć interesujących wątków dotyczących Legionu Sprawiedliwości Alfa. Najbardziej apetycznie prezentują się (chwilami mocno jarmarczni) złoczyńcy: Starro Zdobywca, oszalały generał Eiling i jego zmodyfikowani ultra-żołnierze czy niebezpieczne dżiny z piątego wymiaru. Na dodatek autor ponownie akcentuje nieufność rządu Stanów Zjednoczonych oraz amerykańskiej armii do przedstawicieli Ligi.
O ile w poprzednim tomie twórca „Doom Patrolu” spore pole do popisu pozostawił Plastic Manowi, o tyle w trzeciej części cyklu doskonale wypadają kreacje Shazama oraz Wildcata. Najmniej miejsca Morrison poświęcił Mrocznemu Rycerzowi, którego występ w recenzowanym komiksie jest zaledwie epizodyczny. Nie umniejsza to jednak wysokiej oceny albumu.
Z każdym kolejnym zeszytem „JLA” etatowy rysownik serii, Howard Porter, spisuje się coraz lepiej. Efektownie ilustruje uwielbianych herosów oraz ich ciągłe potyczki z zastępami łotrów. Gościnny występ zalicza grafik Mark Pajarillo, błyskotliwie ukazujący zacięty bój pomiędzy Ligą a przemienionym w potężne monstrum generałem Eilingiem. Kolosalną rolę odegrał w omawianym dziele doświadczony kolorysta Pat Garrahy, zaś Portera wspiera (również odpowiedzialny za tusze) John Dell. Wisienką na torcie jest kreacja władcy Krainy Snów z rodu Nieskończonych oraz dynamiczne okładki poszczególnych rozdziałów. Szkoda tylko, że następny tom będzie zarazem ostatnim sygnowanym nazwiskiem współtwórcy „Azylu Arkham”.
Grant Morrison, Howard Porter, John Dell i inni: „JLA: Amerykańska Liga Sprawiedliwości. Tom 3” („JLA: The Deluxe Edition, Vol. 3”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2016.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

