BRATNIA DUSZA NA POŻÓŁKŁYCH KARTKACH (JANE, LIS I JA)
A
A
A
Hélène ma 11 lat i cierpi na brak dystansu do rzeczywistości. Przypadłość ta skutkuje niebotycznymi kompleksami, chronicznym brakiem pewności siebie, lekką nerwicą oraz trudnościami w budowaniu relacji z rówieśnikami. Dodajmy do tego niepewność finansową matki, dziecięce pragnienia posiadania nowych przedmiotów, presję rówieśniczą i wycieczkę szkolną. Dramat gotowy.
„Jane, lis i ja” to komiksowy debiut Fanny Britt, kanadyjskiej dramatopisarki, tłumaczki oraz dramaturżki. Jej wcześniejsze doświadczenie zawodowe pozwoliło, by z pozoru wiotka historia posłużyła za oś niezwykle przemyślanego i narracyjnie dojrzałego scenariusza. Bo chociaż problemy jedenastolatek można bez problemu ograć pretensją, sztuczną nonszalancją i budzącą śmieszność naiwnością, w historii Hélène nie pojawiają się one ani na chwilę.
Nie ma też w jej historii pensjonarskiego poczucia humoru, mimo że obecność głównej bohaterki, zaczytanej w powieściach Charlotte Brontë, mogłaby zapowiadać histeryczną nudę. Britt raczy nas na szczęście dobrze skrojoną fabułą, w ramach której w nienachalny sposób przemyca sporą dawkę progresywnej dydaktyki. Każdy, kto choć przez chwilę znalazł się w ogniu krytyki na szkolnym korytarzu, przyklaśnie opowieści o młodej Hélène, przenikliwej Jane Eyre i napotkanym na werandzie, potencjalnie wściekłym lisie.
Ilustracje z tomu „Jane, lis i ja” można określić różnym mianem: kojące, pastelowe, organiczne, dziewczyńskie, dojrzałe, kwieciste, baśniowe… Ale żadne słowo nie odda ulgi, jaką niesie zwykłe patrzenie na rysunki Isabelle Arsenault. To, co w dużej mierze zachwyca dzisiaj czytelników i budzi szczery sentyment, to właśnie wypuszczone spod ludzkiej ręki ilustracje, które ukazują to, co chciało się oddać jako dziecko, a na co nie pozwalał brak warsztatu i umiarkowany talent.
Takie właśnie są rysunki pochodzącej z Quebecu ilustratorki – tak chciałoby się rysować w dzieciństwie, gdyby się umiało. To obrazy syntetyczne, pomysłowe i kolorowe, w dodatku w bystry sposób oddające myśli kotłujące się w głowie małej dziewczynki. Zupełnie jakby Fanny Britt zapisywała za młodu swoje niepokoje, z myślą o wykorzystaniu ich za kilka dekad, a Isabelle Arsenault, korzystając z dziecięcego archiwum, rozrysowała swoje wczesnonastoletnie refleksje.
„Jane, lis i ja” to udane wydawnictwo, dorównujące pracom niedawno zmarłej Geneviève Castrée czy Jillian i Mariko Tamaki, których „Pewnego lata” (dzięki Kulturze Gniewu) zadebiutuje w polskich księgarniach jeszcze tej jesieni. To komiksy, których nie warto szufladkować jako powieści graficznych dla młodzieży. Bo choć zgarniają nominacje w tych kategoriach, są historiami znacznie bardziej uniwersalnymi, pełnymi spostrzeżeń wartych uwagi czytelników w każdym wieku.
Tymczasem najnowszy album duetu Britt/Arsenault, „Louis Undercover”, nominowany został do Nagrody Eisnera aż w trzech kategoriach: wspomnianej już „najlepszej publikacji dla młodzieży” oraz w dwóch technicznych. Pozostaje czekać na polskie tłumaczenie!
„Jane, lis i ja” to komiksowy debiut Fanny Britt, kanadyjskiej dramatopisarki, tłumaczki oraz dramaturżki. Jej wcześniejsze doświadczenie zawodowe pozwoliło, by z pozoru wiotka historia posłużyła za oś niezwykle przemyślanego i narracyjnie dojrzałego scenariusza. Bo chociaż problemy jedenastolatek można bez problemu ograć pretensją, sztuczną nonszalancją i budzącą śmieszność naiwnością, w historii Hélène nie pojawiają się one ani na chwilę.
Nie ma też w jej historii pensjonarskiego poczucia humoru, mimo że obecność głównej bohaterki, zaczytanej w powieściach Charlotte Brontë, mogłaby zapowiadać histeryczną nudę. Britt raczy nas na szczęście dobrze skrojoną fabułą, w ramach której w nienachalny sposób przemyca sporą dawkę progresywnej dydaktyki. Każdy, kto choć przez chwilę znalazł się w ogniu krytyki na szkolnym korytarzu, przyklaśnie opowieści o młodej Hélène, przenikliwej Jane Eyre i napotkanym na werandzie, potencjalnie wściekłym lisie.
Ilustracje z tomu „Jane, lis i ja” można określić różnym mianem: kojące, pastelowe, organiczne, dziewczyńskie, dojrzałe, kwieciste, baśniowe… Ale żadne słowo nie odda ulgi, jaką niesie zwykłe patrzenie na rysunki Isabelle Arsenault. To, co w dużej mierze zachwyca dzisiaj czytelników i budzi szczery sentyment, to właśnie wypuszczone spod ludzkiej ręki ilustracje, które ukazują to, co chciało się oddać jako dziecko, a na co nie pozwalał brak warsztatu i umiarkowany talent.
Takie właśnie są rysunki pochodzącej z Quebecu ilustratorki – tak chciałoby się rysować w dzieciństwie, gdyby się umiało. To obrazy syntetyczne, pomysłowe i kolorowe, w dodatku w bystry sposób oddające myśli kotłujące się w głowie małej dziewczynki. Zupełnie jakby Fanny Britt zapisywała za młodu swoje niepokoje, z myślą o wykorzystaniu ich za kilka dekad, a Isabelle Arsenault, korzystając z dziecięcego archiwum, rozrysowała swoje wczesnonastoletnie refleksje.
„Jane, lis i ja” to udane wydawnictwo, dorównujące pracom niedawno zmarłej Geneviève Castrée czy Jillian i Mariko Tamaki, których „Pewnego lata” (dzięki Kulturze Gniewu) zadebiutuje w polskich księgarniach jeszcze tej jesieni. To komiksy, których nie warto szufladkować jako powieści graficznych dla młodzieży. Bo choć zgarniają nominacje w tych kategoriach, są historiami znacznie bardziej uniwersalnymi, pełnymi spostrzeżeń wartych uwagi czytelników w każdym wieku.
Tymczasem najnowszy album duetu Britt/Arsenault, „Louis Undercover”, nominowany został do Nagrody Eisnera aż w trzech kategoriach: wspomnianej już „najlepszej publikacji dla młodzieży” oraz w dwóch technicznych. Pozostaje czekać na polskie tłumaczenie!
Fanny Britt, Isabelle Arsenault: „Jane, lis i ja”, („Jane, le renard & moi”). Tłumaczenie: Zespół. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2018.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

