WIERSZE
Enver z siódmego piętra
Każde cześć, mogło zostać mozolnie
wywrócone na lewą stronę.
Najmniejszy gest, skinienie, grymas
drążył skałę uświęcony.
Gdy jego cień się zbliżał,
wzrokiem uciekały ściany.
Żył w sosie własnym,
będąc celem samym w sobie.
Czyż to nie wspaniałe?
Zero wahań, poczucia winy,
wątpliwości?
Jak daltonista, wie, że zielone,
choć nie rozpoznaje kolorów.
Przesuwał w górę suwak,
przy byle sposobności.
Wyprzedaż
Cztery noce temu otworzono outlet
na przedmieściach świadomości.
Punkty zbieżne rozbieżnymi
się stają za połowę ceny.
Entropia zdarzeń modlitwy układa
o nieporządku porządek.
Minęły lata świetności, z lubością
zadomowiły się w handlu z rabatem.
W hurcie taniej, fraktale chwil,
plotą post-symetryczne krajobrazy.
Na drobne - za drobne, przechodzone,
posezonowe wkupują się w łaski.
Sfilcowany, zmechacony, skołtuniony
nie oczekuję zwrotów.
Lunatyk
Od urodzenia towarzyszył mu lęk,
obawiał się wysokości, stronił od mostów.
Nie stąpał po złączeniach chodnikowych płyt,
w górę stopy tylko co drugi stopień niosły.
Wciąż w dal wpatrzony, unikał wzroku.
Nie odzywał się niepytany,
nim pozwolił sobie na odpowiedź,
układał dialog z sobą samym.
Nie szukał poklasku, nie wyróżniał się z tłumu,
przechodniów mijał niezauważony,
jakby zapadł się w nadmiarze niedostrzegalnych
spod ludzkich powiek wymiarów.
Póki nie pozwolił sobie na frywolność.
Ruszył w nieznane. Stanął na ostatnim szczeblu drabiny.
Nie runęła. Nie rozstąpiła się ziemia.
Nie odezwały się echem spadającego ciała, skały.
Nic, co zdarzyło się w głowie, się nie zadziało.
Zszedł po chwili namysłu i odszedł w nieznane.
Ukryte
Już zagruntowano mury, ściany farbą pomalowano,
tapetą w centkowane żyrafy okraszone.
(chrzęści, ćwierka, syczy)
Dżungla wrosła się w dywany, ary skrzeczą nad głowami,
lew łypie spode łba ogonem.
(skwierczy, dymi, żarzy)
Dla niepoznaki postawię regały, zawieszę obrazy,
poukładam książki popularno-naukowe.
(skrzypi, zgrzyta, pali)
W najstarszą z gier zagramy, jak wywrócić na lewo prawe,
z zer jedynkę uzbierać, czarnym nazwać białe.
(ulatnia się, puszcza ostrzegawcze sygnały)
Zatarte linie papilarne śladów niby-usunięte chlorem.
Z rozsypanej układanki, na jaw wyjdą prawdy.
(skrzętnie zatajone)
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

