WIERSZE
A
A
A
DZIESIĘĆ ZDAŃ
[autoremix]
*
wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko
*
z czarno-białej szachownicy zlewa się tęczująco tęczujący wodospad
*
wpadł do krateru na jednej wyspie a wydostał się z krateru na innej
*
plaża przewędrowała po dnie oceanu z kontynentu na kontynent
*
góra była odwieczną nieprzerwaną lawiną
*
aby powstał wodospad należy ustawić w rzece drabinę
*
szaro-szara szachownica ma w kieszeniach przepaście
*
na swojej drodze tornado napotkało tęczę – lej wessał ją i skręcił
i przez chwilę tęczująco tęczował
*
podczas skoku spadochroniarza przypadkowo uczepiony spadochronu pająk
rozsnuł pajęczynę
*
pająk wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko
dziewiąta dziesięć
trzecia pięć
balwierz za burtą
ósma sześć
deszcz żarzy się
jak grzmi! jak mży!
jak szumi w dżungli –
żali się pszczelarz
wkurza się burmistrz:
sztafaż! szantaż!
fałszerz zżyma się:
gwiżdżmy na areszt –
pieprzmy areszt!
siedem po czwartej
balwierz waży tarczę
szalbierz-szczęściarz
szalbierz sprząta spichlerz
balwiernia
spotkajmy się w balwierni
przeczekamy deszcz
kochani mży i mży
w dżdżu grudki gradu
kołtuny cyklony grzebienie
balwierz biega z brzytwą –
brewerie w balwierni
w kręgielni marazm
balwierz czyta brewiarz
egzorcysta odprawia egzorcyzm
popijam morelówkę w morelarni
bandurzysta czeka na mnie koło bindugi
gdy susza szosa sucha
jeżynowe jeżyny i żółcie żółknące na łące – pożółkłej
wszystko żółknie bo susza więc skąd w jeżynach tyle jeżynowego soku?
wysysają wilgoć z całego wąwozu – wiążą ją kolorem
malinowojeżynowym – śliwkowojeżynowym – jeżynowojagodowym
rano zaszczekał z głębi wąwozu kojot? niedźwiedź? – odszczeknąłem
podobnym szczeknięciem i nie odezwał się więcej – długo patrzyłem
w żółknące wierzbowate krzewy ciemnobłyszczące bluszcze
lato wspinało się po jasnej skale spadało wspinało się przełamywało
sączyło brzęczeniem os – wiewiórka głośno zaszeleściła z drzewa na drzewo
zagłuszyła huk rzeki z dna wąwozu tłumiony przez chaszcze
popołudnie już pożółkłe schło aż po zmierzch – po bzyczenie komarów –
jeżynowymi palcami wyciągałem ze skóry kolce – liżąc jeżynowe palce
biały o
kiedyś
wysoko
na przełęczy
sięgnął ręką
urwał
kawałek cumulusa
zmiął
schował
do kieszeni –
dziś
wyjmuje z kieszeni
co?
biały obsydian
[autoremix]
*
wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko
*
z czarno-białej szachownicy zlewa się tęczująco tęczujący wodospad
*
wpadł do krateru na jednej wyspie a wydostał się z krateru na innej
*
plaża przewędrowała po dnie oceanu z kontynentu na kontynent
*
góra była odwieczną nieprzerwaną lawiną
*
aby powstał wodospad należy ustawić w rzece drabinę
*
szaro-szara szachownica ma w kieszeniach przepaście
*
na swojej drodze tornado napotkało tęczę – lej wessał ją i skręcił
i przez chwilę tęczująco tęczował
*
podczas skoku spadochroniarza przypadkowo uczepiony spadochronu pająk
rozsnuł pajęczynę
*
pająk wszedł na drabinę i zabłądził – krąży krąży po drabinie w kółko
dziewiąta dziesięć
trzecia pięć
balwierz za burtą
ósma sześć
deszcz żarzy się
jak grzmi! jak mży!
jak szumi w dżungli –
żali się pszczelarz
wkurza się burmistrz:
sztafaż! szantaż!
fałszerz zżyma się:
gwiżdżmy na areszt –
pieprzmy areszt!
siedem po czwartej
balwierz waży tarczę
szalbierz-szczęściarz
szalbierz sprząta spichlerz
balwiernia
spotkajmy się w balwierni
przeczekamy deszcz
kochani mży i mży
w dżdżu grudki gradu
kołtuny cyklony grzebienie
balwierz biega z brzytwą –
brewerie w balwierni
w kręgielni marazm
balwierz czyta brewiarz
egzorcysta odprawia egzorcyzm
popijam morelówkę w morelarni
bandurzysta czeka na mnie koło bindugi
gdy susza szosa sucha
jeżynowe jeżyny i żółcie żółknące na łące – pożółkłej
wszystko żółknie bo susza więc skąd w jeżynach tyle jeżynowego soku?
wysysają wilgoć z całego wąwozu – wiążą ją kolorem
malinowojeżynowym – śliwkowojeżynowym – jeżynowojagodowym
rano zaszczekał z głębi wąwozu kojot? niedźwiedź? – odszczeknąłem
podobnym szczeknięciem i nie odezwał się więcej – długo patrzyłem
w żółknące wierzbowate krzewy ciemnobłyszczące bluszcze
lato wspinało się po jasnej skale spadało wspinało się przełamywało
sączyło brzęczeniem os – wiewiórka głośno zaszeleściła z drzewa na drzewo
zagłuszyła huk rzeki z dna wąwozu tłumiony przez chaszcze
popołudnie już pożółkłe schło aż po zmierzch – po bzyczenie komarów –
jeżynowymi palcami wyciągałem ze skóry kolce – liżąc jeżynowe palce
biały o
kiedyś
wysoko
na przełęczy
sięgnął ręką
urwał
kawałek cumulusa
zmiął
schował
do kieszeni –
dziś
wyjmuje z kieszeni
co?
biały obsydian
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

