WIERSZE
A
A
A
utopia stereo
amerykańscy raperzy snują opowieści
o dużych cyckach i kokainie.
o bogactwach krain mlekiem
i miodem płynących. flow
liczy się najbardziej.
z okna widzisz kosz na odpady mieszane.
śniliśmy że duch andy’ego warhola
podkrada je nocą. jaraliśmy trawę
nie mówiąc ani słowa. słuchaliśmy
czarnoskórych aniołów postmodernizmu.
nic to nie znaczyło.
nasze wykręcone ciała
nasze tabuizowane głowy
nasze opadłe ręce. wszystko
bez znaczenia.
czystym przypadkiem
wysypiesz mnie
z popielniczki.
blisko
mieszkasz przy cmentarzu żeby wszędzie
mieć blisko. już dawno pospadały lustra.
nawet do kibla chodzisz jak fakir. co kryje
się między zmarszczkami na twoim czole.
można pomyśleć że masz dobre serce jeśli
się tam nie zagląda. kochasz bawić się z
psami, nawet czasem wlecze się za tobą
widmo spasionego labradora.
czy skazujesz go celowo by obsikiwał
miejskie mury. załatwiał się na chodnik
który nie pozwoli ukryć śladów.
na jego miejscu otworzyłbyś żyły jak kiedyś
z resztą na cmentarz masz blisko. ale kto by
wtedy dolał oliwy do pieca.
potomkowie baalshema
ojciec przerzucił most przez rzekę.
czasem zatrzymywał się w połowie
i patrzył w dół tęsknym wzrokiem.
za czasów jego ojca przeskakiwano
na drugi brzeg. co trzeci wpadał.
nigdy nie poznałem dziadka.
ożenił się ponownie i do dziś mieszka
w lepszym kraju. czasem myślę o nim
spoglądając przez okno samolotu.
kreska mostu niknie w dole. kiedy
schodzimy do lądowania wygina się w łuk
jak usta ojca, zanim opowie historię.
amerykańscy raperzy snują opowieści
o dużych cyckach i kokainie.
o bogactwach krain mlekiem
i miodem płynących. flow
liczy się najbardziej.
z okna widzisz kosz na odpady mieszane.
śniliśmy że duch andy’ego warhola
podkrada je nocą. jaraliśmy trawę
nie mówiąc ani słowa. słuchaliśmy
czarnoskórych aniołów postmodernizmu.
nic to nie znaczyło.
nasze wykręcone ciała
nasze tabuizowane głowy
nasze opadłe ręce. wszystko
bez znaczenia.
czystym przypadkiem
wysypiesz mnie
z popielniczki.
blisko
mieszkasz przy cmentarzu żeby wszędzie
mieć blisko. już dawno pospadały lustra.
nawet do kibla chodzisz jak fakir. co kryje
się między zmarszczkami na twoim czole.
można pomyśleć że masz dobre serce jeśli
się tam nie zagląda. kochasz bawić się z
psami, nawet czasem wlecze się za tobą
widmo spasionego labradora.
czy skazujesz go celowo by obsikiwał
miejskie mury. załatwiał się na chodnik
który nie pozwoli ukryć śladów.
na jego miejscu otworzyłbyś żyły jak kiedyś
z resztą na cmentarz masz blisko. ale kto by
wtedy dolał oliwy do pieca.
potomkowie baalshema
ojciec przerzucił most przez rzekę.
czasem zatrzymywał się w połowie
i patrzył w dół tęsknym wzrokiem.
za czasów jego ojca przeskakiwano
na drugi brzeg. co trzeci wpadał.
nigdy nie poznałem dziadka.
ożenił się ponownie i do dziś mieszka
w lepszym kraju. czasem myślę o nim
spoglądając przez okno samolotu.
kreska mostu niknie w dole. kiedy
schodzimy do lądowania wygina się w łuk
jak usta ojca, zanim opowie historię.
Fot. A. Zmysłowska.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

