ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (436) / 2022

Wojciech Śmieja,

PLAYBOY TU U NAS NIE GOŚCI (PAUL B. PRECIADO: 'PORNOTOPIA. 'PLAYBOY', ARCHITEKTURA I BIOPOLITYKA W CZASACH ZIMNEJ WOJNY')

A A A
„Pornotopia” to druga po „Testoćpunie. Seksie, narkotykach i biopolityce w dobie farmakopornografii” książka Paula B. Preciado na polskim rynku. Obie pozycje są z sobą ściśle związane, toteż najlepiej czytać je razem, jedną po drugiej. „Pornotopia”, która powstała na kanwie doktoratu Preciado (oryginalna publikacja – 2010), uszczegółowia rozważania zawarte w „Testoćpunie”. Jeśli ta ostatnia rozprawa stanowi pozycję w dużej mierze teoretyczną (Preciado uznaje się za kontynuatora zainicjowanej w „Historii seksualności” tradycji myślowej Michela Foucaulta), to „Pornotopia” stanowi uszczegółowienie tez i ich interpretacyjną adaptację do konkretnego przypadku: historia imperium „Playboya” opowiadana jest nam jako prefigurująca nadejście epoki farmakopornografii z właściwymi jej definicjami płciowości, technikami wytwarzania podmiotowości, metodami organizacji pragnienia, rozgraniczeniami prywatnego i publicznego, reżimami niematerialnej produkcji i nakazami konsumpcji.

„Dla współczesnej myśli krytycznej »Playboy« jest tym, czym dla Marksa w XIX wieku była maszyna parowa i fabryka tekstylna. Jawi się on dyskursywnym laboratorium, w którym można prześledzić produkcję dominującego modelu heteroseksualnej męskości w ramach kapitalizmu. Medialne imperium króliczka służy za model produkcji ekonomicznej i kulturowej, który pozwala zrozumieć powojenne przejście od dyscyplinującego typu produkcji seksualności ku temu, co nazywam typem farmakopornograficznym. Charakteryzuje się on wdrożeniem nowych technik chemicznych, farmakologicznych, protetycznych, medialnych oraz elektroniczno-śledczych pozwalających kontrolować płeć kulturową (gender) oraz reprodukcję. Fabryka stała się seksualna, praca w przemyśle zamieniła się w pracę biopolityczną, a jej produktem stały się płeć, pożądanie i podmiotowość jako multimedialne towary” (s. 20).

„Playboy” z króliczkami, rozkładówkami i samym Hugh Hefnerem wydaje się być postacią na antypodach ruchów emancypacyjnych, mniejszościowych czy drugiej fali feminizmu, ale przecież jest z nimi związany i nie można zaprzeczyć, że stanowi ważny element tego, co nazywamy często „rewolucją seksualną” (Preciado zapewne wolałby mówić o przejściu od reżimu biopolitycznego w reżim farmakopornograficzny). Przedsięwzięcie Hefnera ponosi równocześnie klęskę (ostatni numer „Playboya” w Polsce ukazał się w grudniu 2019 roku), jak i zwycięstwo: pornotopiczność jako późnokapitalistyczny habitat zdemokratyzowała się i upowszechniła (piszę te słowa, a Państwo je czytają w trakcie pandemii, która pozamykała nas w naszych wygodnych „medialnych celach”). Ziarno obumarło, by wydać stokrotny plon.

„Pornotopia »Playboya« była próbą wycięcia społecznych korzeni zniewolenia męskości przez heteroseksualny system dyscyplinujący i przemysłowy, lecz nie zdołała zakwestionować porządku płci, z którym była nierozerwalnie związana. (…) Zamiast obnażyć normy płciowe »Playboy« stworzył warunki do powstania nowego modelu elastycznej, pełnoetatowo-konsumenckiej, bezsennej, postfordowskiej męskości, która będzie rdzeniem bionekropolitycznych i niematerialnych form produkcji w XXI wieku” (s. 216).

Ową nową formą kształtowania męskiego genderu jest oczywiście przeciwstawiony „fordowskiemu” ojcu rodziny z przedmieścia playboy. Playboy jest indywidualistą i konsumentem. Kobiety i sprzęty domowe służą maksymalizacji jego przyjemności. Domeną produkcji playboya jest sfera niematerialna (informacja, przemysły twórcze [zob. s. 60]), architektoniczne otoczenie podlega erotyzacji (zob. s. 65). Playboy pozostaje w stanie ciągłego pobudzenia za pomocą nieprzerwanego strumienia obrazów (zob. s. 88), tę ciągłość zapewnia stymulacja farmakologiczna (zob. s. 154), preferowaną pozycją jest pozycja leżąca. Playboy pracuje z łóżka i w łóżku, przestrzeń domowa podlega maskulinizacji (zob. s. 42), świat zewnętrzny nadzorowany jest przez system kamer i ekranów. Styl życia playboya, ucieleśniony najlepiej przez samego Hugh Hefnera, „wyprzedza siedzący styl życia ery cyfrowej” (s. 161). Jego „męskość odłączona od wartości transcendentalnych staje się generycznym kodem kapitalizmu” (s. 184).

Sposób dowodzenia Preciado potrafi przyprawić czytelnika o zawroty głowy. Autor prowadzi do swoich tez z niebywałą swadą i błyskotliwością. „Playboy” okazuje się w nich magazynem wnętrzarskim, natomiast magazyny wnętrzarskie (czy istnieje w ogóle takie słowo?) stają się pornograficzne tout court. Striptiz, oświeceniowe projekty Domów Przyjemności, Le Corbusier i Deleuze, ewolucja wibratora i technik rejestracji obrazu, druga fala feminizmu i bomba atomowa łączą się tu w spójną opowieść o wielkiej społecznej przemianie reżimów produkcji genderu, którą zwiastował i w której udział miał Hefner.

***

Czytam „Pornotopię” z bardzo określonej peryferyjnej perspektywy. W Polsce „Playboy” wychodził przez 27 lat. Jego ukazanie się w 1992 roku było wielkim i wyczekiwanym wydarzeniem. Wystarczy powiedzieć, że zanim pojawił się „prawdziwy” „Playboy”, na dzikim rynku prasowym początku lat 90. funkcjonowała dość przaśna rodzima „podróbka” – „Playtboy” (sic!). Polski „Playboy”, choć ukazywał się, gdy w centrali jego sława już przemijała, miał Polaków nobilitować, poświadczać przynależność do świata zachodniego, legitymizować nadwiślański kapitalizm i dodawać konsumenckiej odwagi niepewnym siebie środkowoeuropejskim mężczyznom (podtytuł nie pozostawiał co do tego wątpliwości: „Męski punkt widzenia”). Trudno wyliczyć sławy ówczesnej kultury, które znalazły się w gronie współpracowników magazynu. Redaktorem naczelnym był znany szerokiej telewizyjnej publiczności Tomasz Raczek. Wśród stałych współpracowników znaleźli się: Andrzej Pągowski, Zygmunt Kałużyński, Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann, Waldemar Świerzy, Janusz Korwin-Mikke, Daniel Passent, Stanisław Lem. Z okazji ukazania się pierwszego numeru pisma zorganizowano galę w hotelu Victoria z recitalem Edyty Górniak. Pierwsza polska playmate, Malwina Rzeczkowska, i pierwszy wybrany w powszechnych wyborach prezydent III RP, Lech Wałęsa, stanowili najjaśniejsze punkty numeru (numeru, o którym czytam, ale którego nie mogę przeczytać, gdyż nie znalazłem go w zbiorach dwu największych bibliotek regionu: Śląskiej i CINiB-y, na serwisie aukcyjnym można go kupić, ale kosztuje jakieś pięćset plus, więc raczej dużo).

Ambitny kulturoznawca czy ambitna kulturoznwaczyni mają temat podany na tacy – historię prób ustanawiania peryferyjnej pornotopii w czasach po zakończeniu zimnej wojny. Moja wyobraźnia zaczyna pracować i myślę o tym przedziwnym sprzężeniu polityki, architektury, seksu i ekonomii, które opisuje Preciado. Polski „Playboy” legitymizował kapitalistyczne (dziś mówimy: neoliberalne) przemiany, lecz, podobnie jak Casanova z piosenki Martyny Jakubowicz, playboy tu u nas nie gościł. Trudno spotkać tę figurę wśród zmęczonych demoludów, raczej trzeba ją wymyślać, zaszczepiać, ale architektura, przestrzeń, rzeczywistość stawiają tym kulturowym przeszczepom zaciekły i niespodziewany opór. „W domach z betonu nie ma wolnej miłości, są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne” – śpiewała Jakubowicz w tym samym 1992 roku, a Anastazja Potocka (Marzena Domaros) w „Erotycznych immunitetach” (również z 1992 roku!) próbowała seksualnej dialektyki z politykami wszystkich ówczesnych obozów rozdrobnionej sceny politycznej. Pierwsze wydanie tej prawdziwej transformacyjnej epopei zaopatrzone jest w materiał ilustracyjny. Jedno ze zdjęć przedstawia skromne wnętrze hotelowe z dwoma łóżkami, niestety podpis nie pozostawia złudzeń, co do adaptacyjnych możliwości oferowanych przez tę przestrzeń: „Mieliśmy [ze Zbigniewem Siemiątkowskim – W.Ś.] mało czasu, łóżka były strasznie wąskie…”; drugie zdjęcie przedstawia kanciasty wykafelkowany brodzik, który okazuje się wanną w luksusowym (jak na PRL) hotelu: „…Leszek (Miller) poszedł do łazienki zobaczyć wannę, bo chcieliśmy się w niej kochać, ale są tam takie ostre kanty, niebezpieczne…”. Tak, architektura realnego socjalizmu trudno poddawała się „erotyzacji” w postulowanym przez Hefnera, proroka farmakopornografii, duchu; trudno oddawać się nieskrępowanej rozkoszy, ryzykując upadek z wąskiego łóżka albo otarcia o ostre kanty wanny. Sposobem odreagowywania architektonicznej kanciastości i ciasnoty nie okazał się w Polsce lat 90., jak wiemy, penthouse (i „medialna cela”), lecz neodworek z neokolumienkami i podjazdem – kto tylko w latach 90. się wzbogacił, wyprowadzał się z wielkiej płyty Ursynowa, Zaspy, Fordonu, Kozanowa, Osiedla Tysiąclecia i budował na przedmieściu albo na podmiejskiej wsi jak najokazalszą siedzibę i wyposażał je w ogromne, skórzane „zestawy wypoczynkowe”. Cóż, i to przewidziały „Erotyczne immunitety”, które ilustruje jeszcze jedno zdjęcie architektoniczne – frontonu pałacu w Walewicach, które „stały się dla rządowych elit symbolem czegoś…”.

Wracam do formuły Preciado, że „męskość odłączona od wartości transcendentalnych staje się generycznym kodem kapitalizmu”. W 1992 roku w Polsce „Erotyczne immunitety” z jednej strony i pierwszy numer „Playboya” z drugiej wyznaczają brzegowe warunki ustanawiania peryferyjnej męskości polskich mężczyzn po upadku żelaznej kurtyny. Lokalna opowieść polskiego „Playboya” nie jest, jak chciałby Preciado, pozbawiona transcendencji, gdyż sam „generyczny kod kapitalizmu” staje się dla nas, sierot po socjalizmie, zeświecczoną namiastką transcendencji, wyobrażonym przekroczeniem peryferyjnej kondycji, na którą jesteśmy skazani; prawdziwym „skokiem do królestwa wolności”. Nie bez przyczyny przecież podczas papieskiej pielgrzymki w 1991 roku to uwiedzenie kapitalizmem tak bardzo oburza Jan Pawła II, który nam wtedy wygraża palcem i pokrzykuje, by „ducha nie gasić”! Natomiast „Erotyczne immunitety”, których nakład wynosił niebotyczne 400 tysięcy egzemplarzy (!), odcinają możliwość jakiejkolwiek transcendencji, przywołują bezwzględną zasadę rzeczywistości, pozbawiają ideowych i ideologicznych złudzeń. Politycy funkcjonujący jeszcze do niedawna jako „oni”, ściśle odgrodzeni od mas (ciemne okulary Wojciecha Jaruzelskiego to ostatnia zasłona transcendentnej Władzy, jej figowy listek) i przez to wyposażeni w nadprzyrodzone moce, okazują się boleśnie zwyczajni i przeciętni: słabi i zawodni, niespecjalnie biegli w ars amandi, impotenccy, kłamliwi, wulgarni, podpici, czasem sadystyczni, dramatycznie pozbawieni seksapilu. Żadni z nich playboye… Stosunkowo najlepiej na tym tle wypadają „mili chłopcy z UOP” z ostatniego rozdziału pamiętników Potockiej, ale i ich horyzont wyobrażeń jest całkowicie parafialno-patriarchalny, duszny i wąski. Erotyczna bajka Potockiej kończy się, gdy koledzy UOP-owcy „wpadli na pomysł, jakby to było świetnie, gdyby mnie dobrze wydać za mąż” (Potocka 1992: 132).

Tak, ani Casanova, ani playboy tu u nas nie zagościli…

LITERATURA:

Anastazja Potocka (Marzena Domaros): „Erotyczne immunitety. Pamiętnik Anastazji P.”. Kraków 1992.
Paul. B. Preciado: „Pornotopia. »Playboy«, architektura i biopolityka w czasach zimnej wojny”. Przeł. Grzegorz Piątek. Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2021.