ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (439) / 2022

Anna Leśniewska,

GRANT NA TRZY DNI PRZED WYJAZDEM - INSTRUKCJA PRZETRWANIA DLA ANTROPOLOŻEK (FRANCES LARSON: 'PIONIERKI. MARIA CZAPLICKA I NIEZNANE BOHATERKI ANTROPOLOGII')

A A A
„Igły i nici nie trafiały do naukowych monografii, podobnie jak depresja i niepewność siebie, ciągła obecność przedstawicieli rządu i misjonarzy oraz miliony sposobów, na jakie sami antropologowie i badana przez nich ludność byli zależni od kolonialnej infrastruktury” (s. 218).

 

Kolorowa, poprzecinana białymi liniami seledynowa okładka, żółto-biały tytuł potraktowany kursywą, z tyłu zaś opis poprzedzony hasłem w pogrubieniu: „Kobiety, które rzuciły wyzwanie nieznanym lądom i swojej epoce” – książka Frances Larson wizualnie prezentuje się jako niepozorna publikacja popularnonaukowa, w której problemy mogą być (zgodnie z obawami osób przywykłych do języka o wysokim stopniu formalizacji) opisane upraszczająco, tak by raczej obdarzyć czytelniczkę_ka obietnicą nietrudnej lektury niż stawiać przed nią_nim wysokie wymagania, oczekując uprzedniej wiedzy tematycznej. Okazuje się jednak, iż „Pionierki” stają się – właśnie dzięki swej lekkości i prostocie – dobrym „prezentem” i źródłem informacji dla osób chętnych poznać realia pracy XX-wiecznych antropolożek (a poprzez nie – charakter działalności ówczesnych muzealniczek i muzealników, metody projektowania badań i sposób ich finansowania, problem wieloaspektowej dyskryminacji płciowej), nie spędzając przy tym całych dni w bibliotecznych archiwach.

Naukowy hinterland

Frances Larson jest antropolożką, wychowanką Uniwersytetu w Durham i Oxfordu; jak wspomina we wstępie, zagłębiła się w historie pierwszych naukowczyń oxfordzkich jeszcze w czasie studiów doktorskich. Temat naszedł ją w zasadzie przez przypadek, „na marginesie” – do przemyśleń skłoniły ją informacje znalezione w trakcie pracy archiwistycznej nad zbiorami sir Henry’ego Wellcome’a: „To właśnie w jego archiwum, tonąc w stosach dokumentów wygenerowanych przez zachłanność sir Henry’ego, po raz pierwszy natknęłam się na nazwisko Winifred Blackman. (…) odegrała epizodyczną rólkę w moim doktoracie i od tamtej pory nie myślałam o niej zbyt wiele, jednak przy pracy nad kolejnym projektem, dotyczącym historii zbiorów oksfordzkiego Muzeum Pitta Riversa, wpadłam na trop kilku postaci jej współczesnych” (s. 8-9).

Ostatecznie pracę „Undreamed Shores: The Hidden Heroines of British Anthropology” (tytuł polskiego wydania nieznacznie różni się od oryginału: bohaterki stają się „nieznane”, a Czaplicką wyłuszcza się spośród czterech innych badaczek) Larson zdecydowała poświęcić pięciu bohaterkom, studiującym antropologię na Uniwersytecie w Oksfordzie w latach 1907-1918: Katherine Routhledge, Barbarze Freire-Marreco, Marii Czaplickiej, Winifred Blackman i Beatrice Blackwood. Na swojej stronie internetowej (w książce niestety brak takiego opracowania) autorka umieściła tabelę znacznie ułatwiającą diachroniczne ułożenie działalności opisywanych badaczek: https://franceslarson.com/sites/franceslarson.com/files/downloads/Undreamed%20Shores%20timeline.pdf. Jak zaznacza, „bohaterki tej książki z pewnością wolałyby, by wspominano je wyłącznie z punktu widzenia ich dokonań naukowych, jednak zanim stały się podróżniczkami i pionierkami nauki, były kobietami – i jako kobiety na każdym kroku musiały stawiać czoła głęboko zakorzenionym uprzedzeniom” (s. 11). Dodaje jednak, iż dla portretowanych „antropologia nie była jedynie ścieżką kariery, lecz także szansą na wyzwolenie. Praca w terenie pozwalała im się wyrwać na chwilę ze sztywnych norm panujących w Anglii, oferowała nowe środowisko – nieznane miejsca, inne kultury – w którym mogły negocjować swoją tożsamość” (s. 14).

Wychodząc z takiego punktu widzenia, autorka stara się portretować badaczki przede wszystkim z uwzględnieniem zaplecza, z jakim zaczynały – rozumianego tak czysto materialnie, jak i pod kątem możliwości psychicznych i fizycznych, ilości otrzymywanego od bliskich wsparcia (bądź przeciwnie – niezrozumienia i krytyki) czy kontaktów, jakie nawiązywały z akademikami wysyłającymi je na następne wyprawy. Opisując koleje losu Katherine Routhledge, Larson zaznacza, iż spore pokłady finansowe oferowały jej bezpieczniejszy start, umożliwiając wojaże do Nairobi i spisywanie „amatorskiej antropologii”, która dzięki rekomendacji Roberta Maretta otworzyła jej drogę na studia. Z kolei Maria Czaplicka, pierwsza kobieta zatrudniona jako pełnoetatowa wykładowczyni na Oksfordzie, w zasadzie nieustanie zmagała się z problemami dotyczącymi pieniędzy, przeżywając niebywały stres, na jaki skazywała ją m.in. niepewność wypłaty grantu umożliwiającego badania na Syberii aż do trzech dni przed planowaną datą wyjazdu. Dyskryminacja płciowa, jakiej doświadczyła na Oksfordzie podczas starania się o przedłużenie kontraktu, inne krótkotrwałe, niedające żadnej psychicznej stabilności umowy, w końcu nieuzyskanie stypendium Alberta Kahna, w którym upatrywała największą nadzieję i możliwość kontynuowania pracy badawczej – doprowadziły do śmierci samobójczej. Wiele zaś notatek badawczych Czaplickiej, przechowywanych przez bliskiego jej Henry’ego Halla, z którym wspólnie stacjonowała na Syberii, zaginęło w wyniku jego niedopatrzenia.

Marginesy imperialnego kolonializmu

W opisie tego typu zależności moją uwagę zwraca kwestia możliwości – w książce niedostatecznie podkreślona, choć wynikająca z lektury określonych fragmentów – jakie badaczkom dawała potęga kolonialnego imperium, co można rozpatrywać jako wielokierunkowy proces zawłaszczania przez ów system indywidualnych pragnień i ambicji. Katherine Routhledge na Wyspie Wielkanocnej pragnęła w zasadzie zyskać poczucie większej niezależności od męża, a zirytowana „agresywnymi zachowaniami” Rapa Nui w reakcji na rozkradanie ich dóbr, z ulgą przyjęła pacyfikację przeprowadzoną przez chilijską marynarkę. Grupa badawcza wydobywała „mniejsze kamienne posągi z terenów wykopalisk i zwoziła je, wraz z haczykami z rybich ości, muszlami, paciorkami i ludzkimi kośćmi, do swojego obozu, gdzie pakowała je z myślą o zabraniu do domu” (s. 108). Celem było rzecz jasna katalogowanie, oparte na klasycznym procesie dekontekstualizacji artefaktu i późniejszej jego rekontekstualizacji w brytyjskim muzeum. Beatrice Blackwood, podporządkowana rządowemu antropologowi Ernestowi W. P. Chinneremu w Nowej Gwinei, decydującemu o tym, że kobieta nie powinna sama wybierać się do „nieodkrytych” jeszcze naukowo plemion, sama pragnęła skorzystać z możliwości „przekształcania uczonego w nieledwie proroka, kogoś, kto posiadł wgląd w inne światy” (s. 217). Stąd też tak wielką złością napawały ją nakładane na nią ograniczenia, powodujące, że do badań otrzymywała teren „wykorzystany” już przez innych badaczy i poddany działalności misyjnej. Pracując w Petats, pisała: „to w takim miejscu jak Kieta powinnam pracować, zamiast wśród tych kościółkowych typów, drepczących jak gąski za misjonarzami, zawstydzonych własną kulturą i przekonujących cię, że »teraz wiedzą lepiej« ilekroć próbujesz się czegokolwiek dowiedzieć!” (s. 221). Kolonializm formatujący relacje badacz–grupa badana do ról naukowca i informatora, zdobywcy i podporządkowanego włączał w swoje imaginarium również badaczki pragnące wyzwolić się spod krępującego ich patriarchalnego systemu. Chęć ucieczki skutkowała niejako wzmacnianiem toksycznych relacji kolonialnych, choć jednocześnie dawała możliwość zyskania głosu przez naukowy kobiecy „margines”. Larson podkreśla bowiem, że na początku XX wieku kobiety pragnące naukowej kariery pracowały głównie w muzeach, przy katalogowaniu zbiorów lub przy wystawach – składających się z tysięcy artefaktów rozkradanych z innego imperialnego „marginesu”. Dlatego też „badania w terenie były więcej niż pracą – niosły wyzwolenie. (…) Aby zostać antropolożką, każda z nich musiała stawić opór potężnej presji społecznej (…): rodzice chcieli zatrzymać je w domu lub wydać za mąż, przyjaciele po cichu potępiali pomysł, by kobieta miała na siebie zarabiać, środowisko akademickie było przeciwne dopuszczeniu kobiet do studiowania antropologii, ponieważ (…) »jest wiele rzeczy, których kobieta wiedzieć nie powinna«” (s. 316).

W pracy Larson ostatecznie zachowana zostaje trudna do utrzymania harmonia między jakością i lekkością tekstu, jak również barwne (choć momentami nieco sensacyjne) przedstawienie problemów, jakim sprostać musiały kobiety nauki na początku XX wieku. Jeśli zatem popularyzacja opisywanego tematu wysuwa się na plan główny, „Pionierki” dobrze spełniają swoją rolę, zachęcając do dalszych poszukiwań lekturowych.
Frances Larson: „Pionierki. Maria Czaplicka i nieznane bohaterki antropologii”. Przeł. Aleksandra Kamińska. Wydawnictwo Znak Literanova. Kraków 2021.