ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (444) / 2022

Patryk Szaj,

CO KAŻDE ZWIERZĘ LUDZKIE WIEDZIEĆ POWINNO (TRISTRAM D. WYATT: 'ZACHOWANIE ZWIERZĄT')

A A A
Książka Tristrama D. Wyatta daje dokładnie to, co obiecują tytuł i nazwa serii, w jakiej się ukazała: krótki kurs zachowania zwierząt. Dla takich osób jak ja – humanistów i humanistek zainteresowanych światem więcej-niż-ludzkim, ale nieposiadających formalnego wykształcenia z zakresu nauk przyrodniczych – może ona służyć kapitalną pomocą. Autor przedstawia liczne pojęcia z zakresu etologii, ekologii behawioralnej czy psychologii eksperymentalnej i tłumaczy rozmaite metody badania zwierząt pozaludzkich. Przede wszystkim jednak przytacza zachowania najróżniejszych gatunków kręgowców i bezkręgowców, w których udział biorą zarówno intencjonalne sygnały, jak i niezamierzone wskazówki; zarówno neuronalne odpowiedzi na bodźce, jak i hormony; zarówno geny, jak i aktywujące je środowisko (także społeczne); zarówno cechy wrodzone, jak i nabyte; zarówno głębokie mechanizmy ewolucyjne, jak i międzypokoleniowy przekaz kulturowy.

Oczywiście specjaliści i specjalistki z zakresu kognitywistyki ewolucyjnej, zoopsychologii czy neuroetyki nie znajdą tu wiele nowego. Zgodnie z przeznaczeniem oxfordzkiej serii A Very Short Introduction Wyatt rekonstruuje po prostu obowiązujący stan wiedzy – choć stara się niuansować poszczególne zagadnienia, nie wnika w nie nazbyt głęboko, unika również kontrowersyjnych tez, a czasem jest wręcz nazbyt ostrożny (gdy np. pisze: „wydaje się [podkr. – P.S.], że ptaki i ssaki inne niż ludzie odczuwają ból” [s. 132] lub gdy podnosi wątpliwości w kwestii posiadania przez niektóre istoty pozaludzkie tzw. teorii umysłu polegającej na umiejętności rozpoznawania intencji i pragnień innych osobników).

Krótko mówiąc, nie mamy do czynienia z efektem wieloletnich oryginalnych badań samego autora, ale z publikacją popularnonaukową, i to w dość „oldschoolowym” stylu. Inaczej niż na przykład Carl Safina, Frans de Waal czy Jane Goodall Wyatt nie kłopocze się obudowywaniem warstwy merytorycznej atrakcyjną narracją. Ma to swoje plusy: każdy rozdział obfituje w skondensowane, gęste treści. Ma też minusy: trudno wróżyć „Zachowaniu zwierząt”, że stanie się kolejnym ekobestsellerem, jako że jego grupą docelową wydają się akademicy i akademiczki.

Ogólna wymowa książki właściwie powtarza dobrze znaną lekcję Karola Darwina: im dłużej przyglądamy się zwyczajom zwierząt, tym mniej z nich przypisujemy instynktowi, a tym więcej rozumowi. Siła „Zachowania zwierząt” polega więc nie na przedstawianiu rewolucyjnych odkryć, ale na rzetelnej argumentacji na rzecz neurobiologicznego pokrewieństwa wszystkich zwierząt (w tym ludzi). Wyatt przygląda się tytułowemu zagadnieniu z czterech perspektyw (tzw. cztery pytania Tinbergena): czemu służy dane zachowanie, jak rozwijało się ono w toku życia konkretnego osobnika, jakie mechanizmy je kontrolują i jak przebiegała jego międzypokoleniowa ewolucja.

Niektóre partie książki przynoszą swoistą „powtórkę” ze szkoły średniej. Przynajmniej teoretycznie powinniśmy bowiem pamiętać, że zachowania zwierząt regulowane są przez nerwy i hormony. Te pierwsze działają w ekstremalnie krótkiej skali czasowej, bezpośrednio reagując na określone bodźce zewnętrzne i wykształcając „selektywną wrażliwość”: odpowiedzi neuronalne na niektóre bodźce (np. te nieodczytywane jako zagrożenie) są osłabiane (zjawisko habituacji), na inne zaś – wzmacniane (zjawisko sensytyzacji). Te drugie mają raczej charakter wewnętrznej komunikacji organizmu, stymulując komórki do określonych reakcji. Oddziałują też wolniej – nawet w skali dni i tygodni, co wiedzą wszyscy, którzy znają pojęcie inhibitora wychwytu zwrotnego serotoniny.

Nieco ciekawiej robi się, gdy Wyatt omawia zjawiska z zakresu genetyki, a zwłaszcza epigenetyki. Jak to się dzieje, że wszystkie ssaki dzielą 20 000 wspólnych genów, zaś np. „wysoce zakonserwowane geny homeobox (lub Hox) (…) odpowiadają za oś głowa-ogon w zarodkach zwierząt tak różnych, jak musza owocowa i człowiek” (s. 40), a mimo to zachowujemy się tak różnie? Po pierwsze, wiele zależy od tego, kiedy i gdzie owe geny się „włączają”. Po drugie, na zachowania poszczególnych osobników wpływa nie tylko ekspresja odziedziczonych genów, ale także interakcja ze środowiskiem fizycznym i społecznym.

Krótko mówiąc, Wyatt poświęca również wiele uwagi społecznemu uczeniu się i przekazowi kulturowemu. Nawet jeśli korzysta z pojęcia zachowań wrodzonych, nie redukuje go do prostej ekspresji genów. Choć posługiwanie się mową jest wrodzone dla gatunku Homo sapiens, ludzkie dzieci muszą się go uczyć. Podobnie rzecz się ma w przypadku śpiewu ptaków: ptaki, „które słuchają śpiewu przedstawicieli swojego gatunku w okresie rozwoju, w okresie dorosłości śpiewają w normalny sposób (…). Odizolowane ptaki, które nie słyszą śpiewu osobników swojego gatunku w okresie wrażliwym, śpiewają w sposób nieprawidłowy” (s. 49). Innymi słowy, wszystkie zwierzęta się uczą, a nauka ta ma charakter przekazu tradycji kulturowych. Jeśli ludzie czymś się tu wyróżniają, to tylko tym, że (prawdopodobnie) jedynie nasza kultura wykazuje się wzrostem złożoności w czasie, ma więc charakter kumulatywny.

Autor zajmuje się też problemem komunikacji zwierząt, w tym komunikacji międzygatunkowej. Zastanawia się, dlaczego sygnały zwierzęce w znakomitej większości są uczciwe i co się dzieje, gdy zwierzęta z jakichś powodów (najczęściej związanych z polowaniem) nawzajem się oszukują. Dwa spektakularne przykłady tego rodzaju (uczciwej) wymiany informacji, które przytacza Wyatt, to słynne tańce pszczół rozszyfrowane przez Karla von Frischa (tańcząca pszczoła informuje resztę roju o miejscu znajdowania się pożywienia: kąt tańca względem słońca wskazuje na kierunek lotu, a czas trwania tańca – na odległość do źródła pokarmu, co czyni taniec pszczół „być może najbardziej wyrafinowanym przykładem komunikacji występującej u zwierząt innych niż ludzie” [s. 75]), a także „sojusz” między miodowodem dużym a mozambickimi bartnikami. Ten pierwszy za pomocą sygnałów dźwiękowych i ruchów ogona wskazuje tym drugim drzewa, w których znajdują się dzikie pszczoły. Bartnicy wykonując swoją pracę, zapewniają miodowodowi dostęp do plastrów miodu, do których inaczej nie mógłby się on dostać.

Wyatt stara się także wytłumaczyć zachowania altruistyczne, zwłaszcza związane z doborem krewniaczym, czyli z dość częstym zjawiskiem pomocy w wychowaniu potomstwa udzielanej rodzicom przez bezpłodnych lub niewydających własnego potomstwa krewnych. Wykorzystuje tu koncepcję Billa Hamiltona, którą posłużył się także Richard Dawkins w „Samolubnym genie”, a którą streścić można następująco: „Im wyższe pokrewieństwo, tym wyższe prawdopodobieństwo pojawienia się zachowania altruistycznego” (s. 103). Dlatego w 50-osobnikowych rodzinach surykatek, w których rozmnażają się tylko dominujący samiec i samica, w wychowaniu młodszych dzieci bierze udział starsze rodzeństwo, pośrednio potęgując własny sukces: im liczniejsza grupa, tym większa przeżywalność jej członków.

Ciekawie wypada także rozdział poświęcony „mądrości tłumu”, czyli zachowaniom grupowym, które opierają się na emergencji – zbiorowym rezultacie będącym czymś więcej niż sumą jednostkowych zachowań. Ptak lecący w kluczu bądź w kłębiącym się stadzie reaguje tylko na zachowania najbliższego osobnika, tym samym zmuszając do reakcji kolejną jednostkę, i tak dalej – dlatego stada ptaków obywają się bez „lidera”, a mogą tworzyć bardzo złożone formacje. Mrówka, odnajdując źródło pożywienia, tworzy „ścieżkę feromonową”, którą podążają kolejni członkowie grupy, wzmacniając sygnał feromonowy na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego.

Ktoś taki jak ja – humanista nieposiadający formalnego wykształcenia z zakresu nauk przyrodniczych – może wziąć dla siebie z książki Wyatta całkiem sporo. To rzetelne, choć siłą rzeczy ograniczone kompendium aktualnej wiedzy o zachowaniu zwierząt, które utwierdza w przekonaniu, że granica pomiędzy „nami” a „nimi” jest bardzo nieszczelna, by nie napisać, że po prostu nie istnieje. Znajomość różnych zachowań zwierzęcych może więc skutkować nie tylko etyczną postawą wobec tzw. zwierząt towarzyszących, hodowlanych czy laboratoryjnych, polegającą na „zapytywaniu” ich o ich preferencje, ale także odzyskaniem poczucia wspólnoty ze światem więcej-niż-ludzkim. Bez tego poczucia nie zrozumiemy chyba, że nasz szowinizm gatunkowy szkodzi także nam samym.

Wyatt uświadamia przy okazji – chyba nie do końca intencjonalnie – że wiele zachowań zwierzęcych wciąż pozostaje dla nas zagadką. Stosunkowo łatwo badać bowiem muchówki, których mózgi składają się z około 100 000 neuronów, gorzej z kręgowcami posiadającymi miliardy tych komórek. Nie wspominając o tym, że autor bardzo niewiele pisze o zwierzętach morskich, choć przecież stanowią one olbrzymią część gatunków zwierząt ziemskich. Trudno oczywiście mieć mu to za złe, ponieważ oceany należą do najmniej zbadanych ekosystemów Ziemi. Więcej niż o głębinach morskich wiemy o przestrzeni kosmicznej, co chyba mówi co nieco o priorytetach poznawczych gatunku Homo sapiens.
Tristram D. Wyatt: „Zachowanie zwierząt”. Przeł. Filip Fierek. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2022 [seria: Krótki kurs].