ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (463) / 2023

Piotr Zawojski,

CUBA LIBRE LECHA MAJEWSKIEGO I RUTGERA HAUERA ('CUBA LIBRE')

A A A
Twórczość filmowa Lecha Majewskiego, różnie oceniana i komentowana, zwłaszcza w polskim piśmiennictwie krytycznym, filmoznawczym, szerzej rzecz ujmując artystycznym, ma jednak swoje, by tak rzec, „ślepe pole”. Dotyczy ono nie tylko niekomentowanych, praktycznie nieopisanych (w Polsce) wydarzeń związanych z pokazami jego filmów i dorobku artystycznego w prestiżowych instytucjach galeryjnych i muzealnych na całym świecie, ale też kilku realizacji, które całkowicie umknęły ze świadomości nie tylko krytyki, ale i, z różnych powodów, widzów.

Tekst o „Cuba Libre”, krótkometrażowym filmie zrealizowanym w roku 2014, chciałbym potraktować jako rodzaj nie tylko wypełnienia pewnej luki w znajomości dorobku tego artysty wielu mediów, ale też próbę namysłu nad swego rodzaju „akcydensem”, rzeczą poboczną wobec zasadniczego korpusu jego twórczości filmowej. By to choćby zasygnalizować, należy słów kilka powiedzieć o Rutgerze Haurze, zmarłym w roku 2019 aktorze filmowym, telewizyjnym i teatralnym. O jego karierze aktorskiej nie będę tutaj się rozwodził, muszę jednak przypomnieć o nieprzypadkowym spotkaniu, jakie miało miejsce w trakcie realizacji „Młyna i krzyża” w 2010 roku. Hauer (jako Pieter Bruegel), obok Charlotte Rampling (Maria) i Michaela Yorka (Nicolaes Jonghelinck), stanowił rodzaj gwiazdorskiego fundamentu tej produkcji, która stała się fenomenem nie tylko artystycznym, ale i (w ramach kina autorskiego) zjawiskiem niespotykanym wcześniej, jeśli chodzi o zainteresowanie na całym świecie. Film (w różny sposób) był dystrybuowany w kilkudziesięciu krajach, powstawały jego fankluby (może raczej kluby miłośników, na przykład w Japonii) oraz jego mutacje w postaci prezentacji wielokanałowych instalacji wideo zatytułowanych „Bruegel Suite”, które pokazywane były w wielu miejscach (na przykład na 54. weneckim Biennale w roku 2010).

Holenderski aktor znany jest przede wszystkim ze swoich kreacji w filmach amerykańskich. Kultowy „Łowca Androidów” (1982) Ridley’a Scotta, „Weekend Ostermana” (1983) Sama Peckinpaha, „Autostopowicz” (1986) Roberta Harmona, „Batman: Początek” (2005) Christophera Nolana, choć należy też wspomnieć o filmach europejskich: choćby głównej roli w filmie Ermanno Olmiego „Legenda o świętym pijaku” (1988) – to tylko kilka tytułów z jego udziałem. Ten dorobek rozpięty był pomiędzy filmami wybitnymi a produkcjami zdecydowanie niższych lotów. Mniej znana jest jednak jego działalność jako scenarzysty, reżysera, producenta oraz założyciela organizacji Film Factory w Rotterdamie w roku 2006, której celem było wspieranie młodych twórców filmowych, polegające na organizacji workshopów, kursów mistrzowskich, zajęć dla filmowców, w których brało udział wielu znamienitych twórców jako wykładowców (m.in. Hans de Weer, Robert Rodriguez, Paul Verhoeven) i dziesiątki młodych adeptów sztuki filmowej z całego świata. Zazwyczaj przybierały one formę dziesięciodniowych, intensywnych sesji, podczas których aspirujący do zawodu producenci, scenarzyści, reżyserzy, operatorzy, montażyści mogli spotykać się z uznanymi filmowcami, czerpać przy tym z ich doświadczeń. Hauer był również inicjatorem i prezydentem I'VE SEEN FILMS – International Film Festival (Mediolan), w trakcie którego także odbywały się szkoły mistrzowskie. Jednym z kilku wykładowców (w roku 2009) był Lech Majewski.

Spotkanie na planie filmowym „Młyna i krzyża” oraz późniejsza współpraca przy projektach edukacyjnych Hauera doprowadziły w efekcie do realizacji krótkometrażowego filmu, którego scenariusz został oparty na opowiadaniu „Dazzle” Cyrusa Frischa, a napisali go Hauer i Majewski. Film właściwie nieznany i nierozpowszechniany, taki jest zresztą los wielu krótkometrażowych realizacji powstających na całym świecie, które bardzo często wnoszą zupełnie nowe wartości do współczesnego kina, tyle że niewielu widzów może się o tym przekonać. Piszę to także jako selekcjoner i członek kapituły festiwalu Grand OFF im. Witolda Kona – Najlepsze Niezależne Krótkie Filmy Świata, który od roku 2006 konsekwentnie stara się przybliżać i promować dorobek filmowców niezależnych tworzących najczęściej filmy krótkometrażowe. Mogę tylko dodać, że w 2022 roku na festiwal zgłoszono ponad 3200 filmów ze 120 krajów; jestem przekonany, iż wiele z tych realizacji znaczy więcej niż dziesiątki, a może i setki mainstreamowych produkcji niewnoszących nic nowego do światowego kina.

W tytule celowo użyłem nazwisk zarówno reżysera, jak i współscenarzysty oraz odtwórcy głównej roli w tym filmie. Wydaje się bowiem, że to, co możemy przeczytać w napisach początkowych, jak i końcowych, to tylko dopełnienie koniecznych produkcyjnych formalności. „Cuba Libre” to film Rutgera Hauera i Lecha Majewskiego – film wieloznaczny, niepokojący, niedający się łatwo interpretować, zapraszający do ponownej lektury audiowizualnej, choć, wydawałoby się przecież, tak prosty w swej fabularnej konstrukcji. Być może o to właśnie chodzi w filmie jako sztuce – by zbliżyć się do języka poezji, w niej natomiast nic nie jest oczywiste. Tak jak nic nie jest oczywiste w „Cuba Libre”…

„Can I speak the question?” – tak rozpoczyna się rozmowa telefoniczna Bruna (Hauer) z Kyrą (Urlike Grote) – nie wiemy dlaczego bohater akurat do niej zadzwonił, widzimy go w gabinecie lekarskim, ją najprawdopodobniej w swoim mieszkaniu, możemy próbować identyfikować miejsca geograficzne, w których się znajdują, ale chyba nie ma to większego sensu. Istotne są dystans, który ich dzieli, i przypadkowość „wirtualnego” spotkania. Zawiązuje się rozmowa dwojga osób najwyraźniej potrzebujących jakiejś formy kontaktu z kimś, komu można byłoby powiedzieć to, czego nie mówi się nawet, wydawałoby się, bliskim sobie osobom. Może właśnie ten rodzaj przypadkowości i fizycznego oddalenia pozwala na całkowitą szczerość, może tylko w takiej sytuacji nie tylko bohaterowie filmu, ale i my – widzowie – możemy sobie pozwolić na zrzucenie rozlicznych masek, które nakładamy w kontaktach z innymi? Bruno i Kyra nie widzą swoich twarzy, reakcji na swoje słowa, my jednak mamy ten przywilej, który wynika z bycia widzem tej psychodramy.

W pierwszej części filmu, swego rodzaju cezurę stanowi tutaj przerwanie rozmowy przez Bruna, nieco więcej jest monologów Kyry szczerze opowiadającej o swoich lękach, wynikających na przykład ze słyszenia dziwnych dźwięków dobiegających z mieszkania jej sąsiadów, zaś w drugiej części przeważają zwierzenia lekarza. Swoistym antraktem tego „spotkania” jest scena, w której Bruno w łazience wstrzykuje sobie narkotyk, by po powrocie do swojego gabinetu zadzwonić ponownie do kobiety. Teraz „towarzyszy” mu na stole ciało zmarłego mężczyzny, zapewne przygotowanego do sekcji zwłok, a zachowanie lekarza wykazuje działanie narkotyku, co w subtelny sposób oddaje aktorstwo Hauera. Dodajmy tylko, że partnerująca mu znakomicie niemiecka aktorka Urlike Grote to także scenarzystka i reżyserka, której krótkometrażowy film „The Runaway” (2004) zdobył studenckiego Oscara (2005), a w roku kolejnym był nominowany w kategorii najlepszy aktorski film krótkometrażowy. Ich rozmowa sfilmowana została w starannie zakomponowanych kadrach, którym towarzyszy niepokojący dźwięk – sound design buduje nie tylko wieloznaczny klimat całości, staje się też integralną częścią filmowej story. Ta zaś kończy się, czy też urywa, bez oczywistego dramaturgicznego rozwiązania.

Estetyczny wymiar tej realizacji – poruszające aktorstwo, synergia obrazu i dźwięku, oszczędność środków formalnych, ale też ich wyrafinowane zastosowanie, znakomity montaż – to wszystko oddziałuje niezwykle intensywnie na widza. Jednocześnie skłania do zadawania pytań – o niedopowiedziane w fabule szczegóły, enigmatyczną postać pielęgniarki dwukrotnie pojawiającej się w filmie (granej przez Geerteke van Lierop), kilka ujęć omalże abstrakcyjnych wizualnie, nieoczywiste zakończenie. Ta pewnie niezdarna próba opisu tej realizacji dowodzi tylko czegoś, co dokładnie wiemy – w werbalnym języku „krytycznym” poszukiwanie takich odpowiedzi jest (zazwyczaj) z góry skazane na porażkę. Można odnieść wrażenie, że im ta porażka wydaje się bardziej oczywista, tym bardziej zyskuje na wartości omawiane dzieło.

„Cuba Libre” – szerzej, a może w ogóle, nieznany film Lecha Majewskiego – wart jest uwagi. Jak każda realizacja wybitnego artysty, która z różnych powodów nie doczekała się do tej pory właściwie żadnego omówienia. A przecież to także o te „akcydensy” twórcze możemy i powinniśmy poszerzać wiedzę na temat ouvre artysty. W tym przypadku niezwykle bogatego i różnorodnego oraz szeroko komentowanego, ale, jak się okazuje, w pewnych swoich przejawach całkowicie nieobecnego w świadomości zarówno widzów, jak i krytyków.
„Cuba Libre”. Reżyseria: Lech Majewski. Scenariusz: Rutger Hauer, Lech Majewski. Obsada: Rutger Hauer, Urlike Grote, Geerteke van Lierop, Tony Kleij. Polska, Holandia 2015, 20:54 min.