ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (465) / 2023

Kamila Czaja,

O TESTACH MEDYCZNYCH, SONDAŻACH WYBORCZYCH ORAZ CHĘCI PRZYPODOBANIA SIĘ GRUPIE KROPEK (JANINA BĄK: 'STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC 2. CZYLI JAK ZMIERZYĆ SIŁĘ TORNADA ZA POMOCĄ GOFRA')

A A A
Janiny Bąk fanom ani fankom przedstawiać nie trzeba, a od poprzedniej książki jej medialna popularność jeszcze wzrosła w efekcie działań na rzecz mniejszości oraz aktywizmu w zakresie leczenia zaburzeń psychicznych (niestety, stała się przez to Bąk „popularniejsza” także w hejterskich kręgach). Po trzech latach od „Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla” blogerka i ekspertka od statystyki wydała tom drugi, z podtytułem „Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra”. To dla fanowskiego grona autorki oczywiście pozycja obowiązkowa, natomiast zacząć lepiej zdecydowanie od poprzedniej pozycji – chociaż to nie cykl fabularny, a Bąk stara się streszczać tamte treści potrzebne do zrozumienia nowych, to jednak sensowniej będzie skosztować czekolady przed goframi (tak, statystyczka promuje cudowne węglowodany nie tylko na kartach książek, ale już w samych tytułach).

Drugi tom siłą rzeczy nie okazuje się taką niespodzianką jak pierwszy, na dodatek ma do pokonania problem związany z kompozycją. Poprzednia książka prowadziła przez „wszystkie etapy poznania naukowego” (s. 10), ta nie ma takiej wyraźnej drogi. Pisze Bąk o sprawach różnych, powiązania między rozdziałami sygnalizując krótkimi zapowiedziami, mniej lub bardziej „na siłę”. Ponownie część treści jest już znana z bloga i „Wysokich Obcasów” (wypadałoby oznaczyć chociaż gazetowe pierwodruki). Same rozdziały mają chwytliwe i intrygujące tytuły, chociaż nie zaszkodziłoby dodanie im podtytułów, krótko sygnalizujących, o czym przeczytamy. Gdyby na przykład pytanie: „Czy warto zabrać konia na maturę z matematyki?” uzupełnić informacją, że to rozdział o zmyśle liczby, łatwiej byłoby się po książce przemieszczać.

Takie podtytuły pozwoliłyby też wydobyć na wierzch to, jak istotne są pewne tematy poruszane przez Bąk, która uczy o nich w zaczepnej, zabawnej formie, ale do każdego tematu podsuwa też specjalistyczną bibliografię i przy całej dowcipności stylu nie bagatelizuje wagi poruszanych zagadnień. Nie wszystkie wątki w „Statystycznie rzecz biorąc 2” okazują się równie newralgiczne, bo najpoważniejsze treści autorka przeplata bardziej ciekawostkowymi, ale w tej ciekawostkowości zajmującymi – jak wspomniany zmysł liczby, badania nad bliźniętami, przejście z myślenia logarytmicznego na linearne czy Waffle House Index. Jednak po tę książkę – przynajmniej w ocenie związanej z warstwą merytoryczną, nie tą dotyczącą poczucia humoru i szansy na poprawę nastroju – warto sięgnąć głównie ze względu na treści związane z równouprawnieniem, medycyną i polityką.

Pierwsze reprezentuje między innymi mocny podrozdział „Czy statystyka jest kobietą?”, obalający mity na temat mniejszych zdolności kobiet do nauk ścisłych, podkreślający wpływ socjalizacji, referujący badania polegające na „narysowaniu naukowca” (oraz zmianę wyników, gdy trzeba narysować „osobę zajmującą się nauką” [zob. s. 40-42]). Przydałaby się wzmianka choćby o efekcie zagrożenia stereotypem, czyli wypadania w zadaniach gorzej z lęku, że potwierdzi się negatywny stereotyp, któremu się podlega – ale i tak jest tu dużo treści ważnych i przekonująco podanych. Bąk zresztą stara się w całej książce przypominać, jak niedoceniana była/jest rola kobiet w nauce. Bardzo ciekawe i istotne są również fragmenty książki poświęcone kwestiom medycznym – placebo/nocebo, szczepionkom, regułom i fazom badań klinicznych, eksperymentom na ludziach i zwierzętach (rozdział „Jak świnka morska uratowała miliony kobiet?”, opatrzony ostrzeżeniem, że dla niektórych może być za drastyczny). Także rozdział o sondażach politycznych, „Dlaczego Trump wygrał, chociaż nikt na niego nie głosował?”, jest aż boleśnie potrzebny – i aktualny, bo jak nigdy przyda nam się przypomnienie, że „sondaże wyborcze nie tylko opisują rzeczywistość przedwyborczą, ale mogą ją również kształtować” (s. 230). Zdobycie wiedzy (lub jej powtórka) na temat efektu większości czy efektu rozpędu na pewno nie zaszkodzi.

„Statystycznie rzecz biorąc 2” to naprawdę całkiem pokaźna dawka nauki, niech nikogo nie zwiodą fajerwerki anegdot i dowcipów. Zasady rządzące prawdopodobieństwem (w tym zdarzenia niezależne czy prawo wielkich liczb), błędy poznawcze, zależność magiczną, rodzaje zmiennych i typy trafności, samospełniającą się przepowiednię i wiele innych zjawisk Bąk krótko definiuje i w zrozumiały sposób objaśnia w tej drugiej książkowej odsłonie walki o to, żeby ludzie przestali widzieć zależność przyczynową tam, gdzie jej nie ma, a do tego umieli chociaż w podstawowym zakresie odróżniać badania wiarygodne od statystycznej szarlatanerii. A gdy autorka sądzi, że czytelnicy i czytelniczki skorzystają na głosie osoby bliżej specjalizującej się w danym temacie, oddaje pole ekspertowi – w tomie pierwszym to, czemu ufamy szarlatanom, tłumaczył Piotr Bucki, tym razem o stylometrii opowiada Michał Choiński.

Są sprawy, które Janina Bąk traktuje poważnie i przy których żartuje mniej – stwierdza wtedy na przykład: „Pozostańmy przez chwilę w klimacie bezśmieszkowym (…)” (s. 196). Przez większość czasu jednak „Statystycznie rzecz biorąc 2”, tak jak poprzedniczka, to książka bawiąca do łez. Uwielbiam anegdoty i opinie związane z życiem na uczelni, ale nie chciałabym ich nadmiernie „spalić”, więc może tylko jeden przykład: „Przyznam się, że zawsze, gdy wchodzę na konferencyjną scenę, staję się ekstremalnie zestresowanym człowiekiem, bo co prawda ja jestem wykładowczynią akademicką, więc jestem przyzwyczajona do mówienia do dużej grupy osób, ale właśnie dlatego, że jestem wykładowczynią akademicką, to nie jestem przyzwyczajona, że ktokolwiek mnie słucha” (s. 142). Zresztą w wydaniu Bąk bawią nawet „suchary”, które radośnie promuje ona z pełną świadomością ich „sucharowatości”: „W gruncie rzeczy każdy badacz chce być jak statystyk na safari – ekstrapolować” (s. 148). Do licznych żartów sytuacyjnych i słownych dodać trzeba urocze obrazki Kseni Potępy. Moją faworytką jest kapibara kąpana we wrzątku (s. 105).

Czytałam egzemplarz recenzencki, „tekst przed korektą”, więc nie chcę przedwcześnie narzekać na niedopatrzenia w tym zakresie, ale mam nadzieję, że wersja ostateczna zawiera kilka brakujących orzeczeń, a nie zawiera literówek. I że udało się „wyłapać” nieścisłość: na s. 78, kiedy – jak wynika z fragmentu parę zdań wcześniejszego – chodzi o szanse wyższe niż 50%, że natrafi się na imprezie na dwie osoby o tej samej dacie urodzenia, pojawia się mylące, pomijające procent stwierdzenie: „oszacować minimalną liczbę gości, których musimy zaprosić, by natrafić na dwie osoby o tej samej dacie urodzenia”. Dopiero parę wersów dalej faktycznie liczy się, ile osób trzeba zebrać w jednym miejscu, by mieć niemal (99%) pewność takiej zbieżności – ale to już inny wynik. Zastanowiło mnie też, czemu za „rok pandemii COVID-19” uznano rok 2021 (zob. s. 89-90) – czy na zasadzie, że wtedy pandemia nadal trwała? Bo jednak na takie skojarzenie bardziej zasługuje chyba rok 2020 (i to on jest w innym tekście, tym o absurdach pracy zdalnej). Mylący może być tytuł rozdziału „Ile osób potrzeba, by zdemaskować spisek?” – chodzi w nim raczej o to, ile osób musi być w spisku, żeby go ktoś zdemaskował, a nie o liczbę osób demaskujących.

Janina Bąk w charakterystyczny dla siebie sposób jest wyrozumiała dla czytelników i czytelniczek, pisząc choćby: „nie czuj się źle” (s. 51), gdy ktoś popełni błąd w odpowiedzi na pytanie – grunt, żeby chciał się dowiedzieć, czemu to niepoprawna odpowiedź. Nie ma natomiast autorka litości dla ludzi krzywdzących innych: „Mam anemię. Co nie jest jakąś tragiczną chorobą, bywają gorsze, na przykład: homofobia, rasizm i pokrzywka” (s. 124). Przy okazji rozważań o matematycznych predyspozycjach pojawia się świetny argument do stosowania wobec osób niewierzących w dyskalkulię, ale przecież gotowy do użycia też wobec negowania paru innych wcale-nie-nowych zjawisk: „(…) w historii świata były też czasy, gdy nikt nie słyszał o grawitacji, co nie znaczy, że wtedy nie istniała” (s. 46).

Jeżeli ktoś szuka poważnego i światopoglądowo neutralnego referowania podręczników do statystyki, to powinien szukać dalej, ale jeśli ktoś chce się dobrze bawić, a przy tym sporo nauczyć lub powtórzyć – na przykład na temat tego, że ludziom zależy, żeby „określona grupa kropek nie myślała o nich źle” (s. 188) – oba tomy „Statystycznie rzecz biorąc” to dobry wybór.
Janina Bąk: „Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2023.