CZY DZISIAJ SĄ CZASY? (JUSTYNA SUCHECKA: 'POKOLENIE ZMIANY. MŁODZI O SOBIE I ŚWIECIE, KTÓRY NADEJDZIE')
A
A
A
Po zbiorze prezentacji dokonań młodych ludzi („Young Power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat”) i publikacji podkreślającej, głównie słowami samych młodych oraz ekspertów i ekspertek, wagę dbania o zdrowie psychiczne („Nie powiem ci, że wszystko będzie dobrze”) Justyna Suchecka ponownie oddaje głos pokoleniu Z. Tym razem całą książkę, „Pokolenie zmiany. Młodzi o sobie i świecie, który nadejdzie”, poświęca właśnie najmłodszej dorosłej – lub wkrótce dorosłej, wszak mówimy o sporej rozpiętości roczników, od 1995 do 2012 – generacji. Próbuje uchwycić jej specyfikę i, czy może: przede wszystkim, nawiązać międzygeneracyjne porozumienie. Książkę dzieli na części: „Jak ich widzimy?”, „Kim chcemy, żeby byli, i jak ich próbujemy do tego wychować”, „Kim sami się czują” oraz „Kim nie będą (bo świat się skończy) i w czym nas potrzebują”, przeciwstawieniem „my”–„oni” kierując publikację do czytelników i czytelniczek starszych niż pokolenie Z (sama autorka generacyjnie sytuuje się wśród milenialsów), ale bardzo wyraźnie pozwalając „onym” wypowiedzieć się we własnym imieniu oraz dążąc do tego, byśmy spojrzeli na „tę okropną dzisiejszą młodzież” inaczej. Publikację domyka bibliografia, w tym odesłanie do licznych badań opinii publicznej.
Nie dramatyzować
Suchecka, definiując zetki, ma świadomość zróżnicowania wewnętrznego pokoleń i potencjalnego sprzeciwu wobec ujednolicania ludzi tylko ze względu na wiek: „Pokolenie to nie tylko ludzie, którzy żyją w tym samym czasie i mają zbliżone doświadczenia czy perspektywy. To podobieństwo postaw, motywacji, nastawień i systemów wartości. Ale to nie oznacza, że wszyscy są tacy sami” (s. 12). Wie też, że „wśród zetek są nie tylko ci, którzy właśnie studiują, pracują umysłowo, i nie tylko ci z przywilejem” (s. 91) – wśród rozmówców/rozmówczyń stara się więc uwzględnić także osoby z innych „baniek” (świadomość „ubańkowowienia” także ma [zob. s. 113]), chociaż trudno nie odnieść wrażenia, że w książce dominuje typ młodej osoby scharakteryzowany powyżej, jaki znamy już w poprzednich publikacji Sucheckiej: aktywista/aktywistka, z postępowym zestawem poglądów, poczuciem odpowiedzialności za siebie, innych i świat, a do tego narzędziami do refleksji i autorefleksji oraz ich werbalizowania. Trudno się jednak dziwić, że przede wszystkim właśnie tacy młodzi ludzie chcą z dziennikarką rozmawiać, by obalić stereotypy mające się niestety jak najlepiej nawet w teoretycznie progresywnych kręgach starszych pokoleń. Te bowiem chętnie pokazują swój liberalny bądź lewicowy profil w różnych sprawach, ale zaskakująco łatwo łączą się z konserwatystami w chórze narzekań, że „kiedyś to były czasy, dzisiaj nie ma czasów”.
Bardzo podoba mi się choćby podsumowanie: „A w internecie nie tylko traci się godność i czas” (s. 30), zrównoważone jednak później podważeniem innego przekonania: „(…) zetki to nie tacy cyfrowi tubylcy, jak zwykliśmy o nich myśleć” (s. 41). W cyfrowych kwestiach Suchecka mocno niuansuje różne zjawiska, nie demonizując mediów społecznościowych ani innych nowych form komunikacji, ale też sygnalizując, że jest sporo do zrobienia w edukacji na ten temat. I nie polega, ani tu, ani w innych refleksjach, wyłącznie na głosach samych zetek, tylko przywołuje zarówno dotychczasowe opracowania na temat generacji Z, jak i liczne statystyki, m.in. CBOS-u. Zaskoczyło mnie na przykład, że w 2021 roku narkotyków próbowało w ciągu dwunastu miesięcy 13% młodzieży, a w roku 2003… co czwarta osoba w szkole średniej. W 2003 zaczynałam liceum, więc statystyka zahacza o mój rocznik – i przecież, nie znając tych danych, w ciemno mówiłabym, że na pewno wtedy było „tego” mniej. No bo przecież „kiedyś to były…” etc. Inne obiegowe opinie, które Suchecka kwestionuje, to twierdzenia o mniejszej ważność w pokoleniu Z relacji międzyludzkich (zob. s. 110) i o nieumiejętności przyjmowania krytyki: zetki jawią się jako, owszem, wrażliwe na krytykę, ale ceniona jest przez nie „konstruktywna krytyka, rozumiana jako rzetelna informacja zwrotna” (s. 45). Tu akurat przydałoby się rozwinięcie, czym cechowałby rzetelny feedback i jak się w tym zakresie międzypokoleniowo porozumieć.
Miło się różnić
Co kluczowe dla tej książki, nie próbuje Suchecka wmawiać „nam” czy „im”, że różnice nie istnieją. Nie buduje argumentacji na tym, że wyolbrzymiono rzekome zmiany – wręcz sama tę zmianę podkreśla już w tytule książki. Tak, zetki mają inne podejście, niż my mieliśmy, ale też żyją w innych realiach niż te, w których nam przyszło dojrzewać i zaczynać dorosłe życie. Pisze więc autorka o najbardziej medialnych „rozłamach” – o stosunku do społeczności LGBTQ+, odchodzeniu ze struktur Kościoła katolickiego, podejściu do spuścizny Jana Pawła II. Pisze też o stosunku zetek do pracy: „To dla nich praca jest pracą, a życie poza życiem poza” (s. 17). Nie ma więc negowania zmiany w podejściu – jest za to zasadne pytanie, czy aby młodzi nie mają racji, której nie chcemy im przyznać. Wybrzmiewa i inna kwestia dotycząca rozwoju i kariery, też coraz częściej dopominająca się o uwagę: „Dziś kluczowe staje się więc nie pytanie, co warto studiować, ale czy w ogóle warto to robić” (s. 76). Szkoda, że Suchecka nie zajęła się tu mocniej zgłębianiem możliwych odpowiedzi.
Młodzi wyróżniają się też podważaniem „dogmatów”. Doskonała jest w kontekście naszego podejścia do tego sprzeciwu diagnoza: „Starsi chcieliby, żeby młodzi się buntowali, ale inaczej” (s. 117). Tymczasem to, że „tak było zawsze”, nie znaczy jeszcze, że tak było dobrze. A to, że niektóre statuty szkolne nie mają umocowania w prawie nadrzędnym, dla zetek przestaje być rzeczywistością, nad którą trzeba przejść do porządku dziennego. I nie pomyślałam wcześniej choćby o tym, że niektóre obowiązujące w szkołach reguły mogą na przykład uniemożliwić komuś ważną wizytę u lekarza celowo bez wiedzy rodziców. Gdybym natomiast nie czytała o tym wcześniej w prasie, nie mieściłoby mi się w głowie obniżanie oceny z zachowania za autoagresję. To, że nie musiałam się nad tym wcześniej zastanawiać, jest zresztą kwestią przywileju, często nieuświadomionego. I tu też mają zetki większą niż poprzednicy/poprzedniczki świadomość – świadomość niestartowania wszystkich z równych pozycji. W związku z tym śmiało negują mit „kowala własnego losu”. „Możesz się bardzo starać, robić wszystko jak należy, a rzeczy i tak mogą się nie udać” (s. 222). To coś, czego mojej generacji, wychowywanej w zachłyśnięciu „równymi szansami” bujnego kapitalizmu, bardzo brakowało, a efekty tego braku wychodzą po latach.
Pokolenie Z, oczywiście z poprawką na pokoleniową generalizację, faktycznie zajmuje się mocniej aktywizmem i, bardziej niż choćby igreki, dostrzega ważność wolontariatu. Suchecka przypomina tu rzecz bardzo istotną: demonstracje i zaangażowanie to coś, w czym zetki wyrastają, siłą rzeczy różnią się więc od nas, pierwsze protesty zaliczających, i to z zaskoczeniem, że w ogóle „musimy”, w okolicach trzydziestki. Z tym łączy się też kwestia protestów klimatycznych. Zetki konfrontują się z lękiem przed katastrofą, który my od siebie odpychamy, i biorą na siebie misję przesuwania „okna Overtona” (to jedna z bardzo istotnych dziś koncepcji, nie tylko w proekologicznej działalności, co Suchecka na marginesie przybliża, wyjaśniając znaczenie radykalnych aktywistycznych akcji). Autorka podkreśla też, że młodzi słusznie mogą mieć poczucie, że to taką rzeczywistość, „świat, w którym rządzą kontrowersje i polaryzacja” (s. 27), zafundowali im starsi, którzy teraz mają pretensje, że zetki próbują sobie w takim świecie jakoś radzić. Równocześnie Suchecka próbuje nam uświadomić, że nie możemy zostawić ratowania świata przed katastrofą na barkach najmłodszych dorosłych, że to też nasza odpowiedzialność.
Bronić ich
Są w tej książce, poza kilkoma już przeze mnie sygnalizowanymi, jeszcze pojedyncze miejsca, w których prosiłoby się o więcej komentarza, o pokazanie różnych stron problemu. Na przykład gdy nazywa Suchecka zetki „ofiarami wszystkich możliwych reform edukacyjnych” (s. 85) i wśród tych krzywd wspomina posyłanie sześciolatków do szkół oraz kumulację roczników, warto by rozważyć, na ile problem wynika nie z samej, mającej sporo plusów idei obniżenia wieku szkolnego, a na ile jednak z nieprzemyślanego wprowadzenia (i jeszcze mniej przemyślanego szybkiego cofnięcia) tej zmiany oświatowej. Kiedy Suchecka kwestionuje zdania ministra Czarnka na temat braku wiedzy młodych ludzi o procesach historycznych, które doprowadziły do sytuacji współczesnej, podkreśla, że nie ma badań na temat poziomu tej wiedzy, nie rozwijając tematu. Jednak chyba każdy, kto ma do czynienia z zetkami, musi przyznać, że dla nich lata 80. to przeszłość całkiem odległa i faktycznie muszą się dopiero dowiadywać wszystkiego o tych czasach, a niekoniecznie się dowiadują. Należy oczywiście zapytać, jak powinni się dowiadywać (nie, nie tak, jak uczyłby wspomniany minister z wiadomego podręcznika do HiT-u) i na ile ta właśnie wiedza jest dla nich dziś kluczowa – ale chyba nie ma się co upierać, że jej poziom, co pewnie naturalne, nie spadł. Podobnie brakowało mi jakiegoś głębszego spojrzenia, gdy Suchecka zostawiła bez polemiki stwierdzenie studentki kierunku technicznego, że nie uczy się na studiach o państwie i społeczeństwie, za to ma filozofię i musi znać na pamięć poglądy „jakiegoś tam Tomasza z Akwinu” (s. 154). Taka zerojedynkowość, „albo-albo”, jest prawem młodości, ale czy przy całych próbach zrozumienia młodych nie warto by iść jednak w niuansowanie i nieprzekreślanie sensu poznawania Akwinaty i innych tradycji intelektualnych obok bieżącego prawa? Czasem Suchecka tak bardzo chce być sojuszniczką zetek, że nie zadaje im trudnych pytań i nie testuje ich mocnych tez, które mogłyby być punktem wyjścia ciekawej międzypokoleniowej dyskusji.
Rozumiem wybór autorki, to jej poczucie, że zetek trzeba bronić, więc łatwo mi przychodzi przymknięcie oczu na parę budzących wątpliwości, powierzchownych argumentów. Sama jestem z rocznika Sucheckiej i wiele moich doświadczeń z pokoleniem Z w tej książce odnajduję, łącznie z odkryciem: „(…) nawet siebie, swoich wyborów i działań nigdy nie broniłam z takim zapałem, z jakim bronię młodszych ode mnie, gdy ktoś – zwykle starszy – rozwodzi się nad tym, jak to oni nie są zaangażowani” (s. 122) czy refleksją: „Przez cały czas myślałam o tym, o ile lepsze mogło być moje życie, gdybym to wszystko, co oni już wiedzą, sama wiedziała, będąc nastolatką. Ale po tym spotkaniu przyszła też gorzka myśl: wiedzą, bo kryzysy zdrowia psychicznego są dla nich codziennością. Doświadczają ich oni i ich bliscy” (s. 256). I, co autorka wyraźnie daje do zrozumienia, nie chodzi tu o udawanie, że jest się zetką ani o naśladowanie młodzieżowego języka. Nawet jeśli „»lekka kraska« momentalnie wchodzi do języka ze zwinnością milenialsowej »masakry«” (s. 63), jako przedstawicielka milenialsów mogę sobie nadal mówić „masakra” (i przy okazji złapałam się na tym, jak często to robię). Chodzi o to, żeby zrozumieć – także to, co znaczy „lekka kraska”, ale przede wszystkim to, czemu zetki są zetkami, czego się boją, czego mają prawa od nas chcieć. „Chodzi o ciekawość i starania (…)” (s. 19).
Kwestionować siebie
Justyna Suchecka ma tyle ciekawości i tak intensywnie dokłada starań, że mogłaby obdzielić tym naprawdę sporą część pokoleń „nie-Z”. I za pomocą książki właśnie to próbuje zrobić, gdy za Dorotą Marszałek z Inkubatora UW przekonuje: „Gdyby wartości wyznawane przez pokolenie Z stały się wartościami nas wszystkich, to świat byłby zdecydowanie lepszy” (s. 119) i gdy zadaje bardzo, ale to bardzo niewygodne pytanie: „Może to nasze standardy były toksyczne i nieracjonalne?” (s. 274). Pytanie, z którym się już od pewnego czasu zmagam (co książka mi wyostrzyła i wskazała jeszcze kolejne obszary tym pytaniem objęte) – i z którym zmagania wszystkim życzę, bo może to być zmaganie otwierające, chociaż nieraz bolesne. I owszem, sama też przy lekturze „Pokolenia zmiany” musiałam momentami przełamywać własny dyskomfort i „jedynie słuszne” przekonania, że wiem lepiej, bo jestem starsza.
Książka Sucheckiej, chociaż nie zrobiła na mnie chyba aż takiego wrażenia jak „Nie powiem ci…”, to ważne otwarcie pewnych tematów i refleksji. Czytajmy więc – na przykład przy „młodej” muzyce, bo Suchecka podsuwa kilka piosenek przydatnych do lepszego zrozumienia generacji Z (ja dorzuciłabym nową płytę zespołu Lor, „Panny Młode”, bo słychać tam wiele tematów podjętych w „Pokoleniu zmiany”). Nie pozwólmy, żeby w nas wygrały poczucie, że „z nami się tak nie cackano”, i chęć doczekania się „na swoją kolej” – że teraz to my będziemy mówić im, jak żyć, bo nam też mówiono. Nawet jeśli nie uda się od razu, postarajmy się chociaż, by z czasem w naszych słowach nie było już słychać „melodii dziaderskiego zaśpiewu” (s. 105).
Nie dramatyzować
Suchecka, definiując zetki, ma świadomość zróżnicowania wewnętrznego pokoleń i potencjalnego sprzeciwu wobec ujednolicania ludzi tylko ze względu na wiek: „Pokolenie to nie tylko ludzie, którzy żyją w tym samym czasie i mają zbliżone doświadczenia czy perspektywy. To podobieństwo postaw, motywacji, nastawień i systemów wartości. Ale to nie oznacza, że wszyscy są tacy sami” (s. 12). Wie też, że „wśród zetek są nie tylko ci, którzy właśnie studiują, pracują umysłowo, i nie tylko ci z przywilejem” (s. 91) – wśród rozmówców/rozmówczyń stara się więc uwzględnić także osoby z innych „baniek” (świadomość „ubańkowowienia” także ma [zob. s. 113]), chociaż trudno nie odnieść wrażenia, że w książce dominuje typ młodej osoby scharakteryzowany powyżej, jaki znamy już w poprzednich publikacji Sucheckiej: aktywista/aktywistka, z postępowym zestawem poglądów, poczuciem odpowiedzialności za siebie, innych i świat, a do tego narzędziami do refleksji i autorefleksji oraz ich werbalizowania. Trudno się jednak dziwić, że przede wszystkim właśnie tacy młodzi ludzie chcą z dziennikarką rozmawiać, by obalić stereotypy mające się niestety jak najlepiej nawet w teoretycznie progresywnych kręgach starszych pokoleń. Te bowiem chętnie pokazują swój liberalny bądź lewicowy profil w różnych sprawach, ale zaskakująco łatwo łączą się z konserwatystami w chórze narzekań, że „kiedyś to były czasy, dzisiaj nie ma czasów”.
Bardzo podoba mi się choćby podsumowanie: „A w internecie nie tylko traci się godność i czas” (s. 30), zrównoważone jednak później podważeniem innego przekonania: „(…) zetki to nie tacy cyfrowi tubylcy, jak zwykliśmy o nich myśleć” (s. 41). W cyfrowych kwestiach Suchecka mocno niuansuje różne zjawiska, nie demonizując mediów społecznościowych ani innych nowych form komunikacji, ale też sygnalizując, że jest sporo do zrobienia w edukacji na ten temat. I nie polega, ani tu, ani w innych refleksjach, wyłącznie na głosach samych zetek, tylko przywołuje zarówno dotychczasowe opracowania na temat generacji Z, jak i liczne statystyki, m.in. CBOS-u. Zaskoczyło mnie na przykład, że w 2021 roku narkotyków próbowało w ciągu dwunastu miesięcy 13% młodzieży, a w roku 2003… co czwarta osoba w szkole średniej. W 2003 zaczynałam liceum, więc statystyka zahacza o mój rocznik – i przecież, nie znając tych danych, w ciemno mówiłabym, że na pewno wtedy było „tego” mniej. No bo przecież „kiedyś to były…” etc. Inne obiegowe opinie, które Suchecka kwestionuje, to twierdzenia o mniejszej ważność w pokoleniu Z relacji międzyludzkich (zob. s. 110) i o nieumiejętności przyjmowania krytyki: zetki jawią się jako, owszem, wrażliwe na krytykę, ale ceniona jest przez nie „konstruktywna krytyka, rozumiana jako rzetelna informacja zwrotna” (s. 45). Tu akurat przydałoby się rozwinięcie, czym cechowałby rzetelny feedback i jak się w tym zakresie międzypokoleniowo porozumieć.
Miło się różnić
Co kluczowe dla tej książki, nie próbuje Suchecka wmawiać „nam” czy „im”, że różnice nie istnieją. Nie buduje argumentacji na tym, że wyolbrzymiono rzekome zmiany – wręcz sama tę zmianę podkreśla już w tytule książki. Tak, zetki mają inne podejście, niż my mieliśmy, ale też żyją w innych realiach niż te, w których nam przyszło dojrzewać i zaczynać dorosłe życie. Pisze więc autorka o najbardziej medialnych „rozłamach” – o stosunku do społeczności LGBTQ+, odchodzeniu ze struktur Kościoła katolickiego, podejściu do spuścizny Jana Pawła II. Pisze też o stosunku zetek do pracy: „To dla nich praca jest pracą, a życie poza życiem poza” (s. 17). Nie ma więc negowania zmiany w podejściu – jest za to zasadne pytanie, czy aby młodzi nie mają racji, której nie chcemy im przyznać. Wybrzmiewa i inna kwestia dotycząca rozwoju i kariery, też coraz częściej dopominająca się o uwagę: „Dziś kluczowe staje się więc nie pytanie, co warto studiować, ale czy w ogóle warto to robić” (s. 76). Szkoda, że Suchecka nie zajęła się tu mocniej zgłębianiem możliwych odpowiedzi.
Młodzi wyróżniają się też podważaniem „dogmatów”. Doskonała jest w kontekście naszego podejścia do tego sprzeciwu diagnoza: „Starsi chcieliby, żeby młodzi się buntowali, ale inaczej” (s. 117). Tymczasem to, że „tak było zawsze”, nie znaczy jeszcze, że tak było dobrze. A to, że niektóre statuty szkolne nie mają umocowania w prawie nadrzędnym, dla zetek przestaje być rzeczywistością, nad którą trzeba przejść do porządku dziennego. I nie pomyślałam wcześniej choćby o tym, że niektóre obowiązujące w szkołach reguły mogą na przykład uniemożliwić komuś ważną wizytę u lekarza celowo bez wiedzy rodziców. Gdybym natomiast nie czytała o tym wcześniej w prasie, nie mieściłoby mi się w głowie obniżanie oceny z zachowania za autoagresję. To, że nie musiałam się nad tym wcześniej zastanawiać, jest zresztą kwestią przywileju, często nieuświadomionego. I tu też mają zetki większą niż poprzednicy/poprzedniczki świadomość – świadomość niestartowania wszystkich z równych pozycji. W związku z tym śmiało negują mit „kowala własnego losu”. „Możesz się bardzo starać, robić wszystko jak należy, a rzeczy i tak mogą się nie udać” (s. 222). To coś, czego mojej generacji, wychowywanej w zachłyśnięciu „równymi szansami” bujnego kapitalizmu, bardzo brakowało, a efekty tego braku wychodzą po latach.
Pokolenie Z, oczywiście z poprawką na pokoleniową generalizację, faktycznie zajmuje się mocniej aktywizmem i, bardziej niż choćby igreki, dostrzega ważność wolontariatu. Suchecka przypomina tu rzecz bardzo istotną: demonstracje i zaangażowanie to coś, w czym zetki wyrastają, siłą rzeczy różnią się więc od nas, pierwsze protesty zaliczających, i to z zaskoczeniem, że w ogóle „musimy”, w okolicach trzydziestki. Z tym łączy się też kwestia protestów klimatycznych. Zetki konfrontują się z lękiem przed katastrofą, który my od siebie odpychamy, i biorą na siebie misję przesuwania „okna Overtona” (to jedna z bardzo istotnych dziś koncepcji, nie tylko w proekologicznej działalności, co Suchecka na marginesie przybliża, wyjaśniając znaczenie radykalnych aktywistycznych akcji). Autorka podkreśla też, że młodzi słusznie mogą mieć poczucie, że to taką rzeczywistość, „świat, w którym rządzą kontrowersje i polaryzacja” (s. 27), zafundowali im starsi, którzy teraz mają pretensje, że zetki próbują sobie w takim świecie jakoś radzić. Równocześnie Suchecka próbuje nam uświadomić, że nie możemy zostawić ratowania świata przed katastrofą na barkach najmłodszych dorosłych, że to też nasza odpowiedzialność.
Bronić ich
Są w tej książce, poza kilkoma już przeze mnie sygnalizowanymi, jeszcze pojedyncze miejsca, w których prosiłoby się o więcej komentarza, o pokazanie różnych stron problemu. Na przykład gdy nazywa Suchecka zetki „ofiarami wszystkich możliwych reform edukacyjnych” (s. 85) i wśród tych krzywd wspomina posyłanie sześciolatków do szkół oraz kumulację roczników, warto by rozważyć, na ile problem wynika nie z samej, mającej sporo plusów idei obniżenia wieku szkolnego, a na ile jednak z nieprzemyślanego wprowadzenia (i jeszcze mniej przemyślanego szybkiego cofnięcia) tej zmiany oświatowej. Kiedy Suchecka kwestionuje zdania ministra Czarnka na temat braku wiedzy młodych ludzi o procesach historycznych, które doprowadziły do sytuacji współczesnej, podkreśla, że nie ma badań na temat poziomu tej wiedzy, nie rozwijając tematu. Jednak chyba każdy, kto ma do czynienia z zetkami, musi przyznać, że dla nich lata 80. to przeszłość całkiem odległa i faktycznie muszą się dopiero dowiadywać wszystkiego o tych czasach, a niekoniecznie się dowiadują. Należy oczywiście zapytać, jak powinni się dowiadywać (nie, nie tak, jak uczyłby wspomniany minister z wiadomego podręcznika do HiT-u) i na ile ta właśnie wiedza jest dla nich dziś kluczowa – ale chyba nie ma się co upierać, że jej poziom, co pewnie naturalne, nie spadł. Podobnie brakowało mi jakiegoś głębszego spojrzenia, gdy Suchecka zostawiła bez polemiki stwierdzenie studentki kierunku technicznego, że nie uczy się na studiach o państwie i społeczeństwie, za to ma filozofię i musi znać na pamięć poglądy „jakiegoś tam Tomasza z Akwinu” (s. 154). Taka zerojedynkowość, „albo-albo”, jest prawem młodości, ale czy przy całych próbach zrozumienia młodych nie warto by iść jednak w niuansowanie i nieprzekreślanie sensu poznawania Akwinaty i innych tradycji intelektualnych obok bieżącego prawa? Czasem Suchecka tak bardzo chce być sojuszniczką zetek, że nie zadaje im trudnych pytań i nie testuje ich mocnych tez, które mogłyby być punktem wyjścia ciekawej międzypokoleniowej dyskusji.
Rozumiem wybór autorki, to jej poczucie, że zetek trzeba bronić, więc łatwo mi przychodzi przymknięcie oczu na parę budzących wątpliwości, powierzchownych argumentów. Sama jestem z rocznika Sucheckiej i wiele moich doświadczeń z pokoleniem Z w tej książce odnajduję, łącznie z odkryciem: „(…) nawet siebie, swoich wyborów i działań nigdy nie broniłam z takim zapałem, z jakim bronię młodszych ode mnie, gdy ktoś – zwykle starszy – rozwodzi się nad tym, jak to oni nie są zaangażowani” (s. 122) czy refleksją: „Przez cały czas myślałam o tym, o ile lepsze mogło być moje życie, gdybym to wszystko, co oni już wiedzą, sama wiedziała, będąc nastolatką. Ale po tym spotkaniu przyszła też gorzka myśl: wiedzą, bo kryzysy zdrowia psychicznego są dla nich codziennością. Doświadczają ich oni i ich bliscy” (s. 256). I, co autorka wyraźnie daje do zrozumienia, nie chodzi tu o udawanie, że jest się zetką ani o naśladowanie młodzieżowego języka. Nawet jeśli „»lekka kraska« momentalnie wchodzi do języka ze zwinnością milenialsowej »masakry«” (s. 63), jako przedstawicielka milenialsów mogę sobie nadal mówić „masakra” (i przy okazji złapałam się na tym, jak często to robię). Chodzi o to, żeby zrozumieć – także to, co znaczy „lekka kraska”, ale przede wszystkim to, czemu zetki są zetkami, czego się boją, czego mają prawa od nas chcieć. „Chodzi o ciekawość i starania (…)” (s. 19).
Kwestionować siebie
Justyna Suchecka ma tyle ciekawości i tak intensywnie dokłada starań, że mogłaby obdzielić tym naprawdę sporą część pokoleń „nie-Z”. I za pomocą książki właśnie to próbuje zrobić, gdy za Dorotą Marszałek z Inkubatora UW przekonuje: „Gdyby wartości wyznawane przez pokolenie Z stały się wartościami nas wszystkich, to świat byłby zdecydowanie lepszy” (s. 119) i gdy zadaje bardzo, ale to bardzo niewygodne pytanie: „Może to nasze standardy były toksyczne i nieracjonalne?” (s. 274). Pytanie, z którym się już od pewnego czasu zmagam (co książka mi wyostrzyła i wskazała jeszcze kolejne obszary tym pytaniem objęte) – i z którym zmagania wszystkim życzę, bo może to być zmaganie otwierające, chociaż nieraz bolesne. I owszem, sama też przy lekturze „Pokolenia zmiany” musiałam momentami przełamywać własny dyskomfort i „jedynie słuszne” przekonania, że wiem lepiej, bo jestem starsza.
Książka Sucheckiej, chociaż nie zrobiła na mnie chyba aż takiego wrażenia jak „Nie powiem ci…”, to ważne otwarcie pewnych tematów i refleksji. Czytajmy więc – na przykład przy „młodej” muzyce, bo Suchecka podsuwa kilka piosenek przydatnych do lepszego zrozumienia generacji Z (ja dorzuciłabym nową płytę zespołu Lor, „Panny Młode”, bo słychać tam wiele tematów podjętych w „Pokoleniu zmiany”). Nie pozwólmy, żeby w nas wygrały poczucie, że „z nami się tak nie cackano”, i chęć doczekania się „na swoją kolej” – że teraz to my będziemy mówić im, jak żyć, bo nam też mówiono. Nawet jeśli nie uda się od razu, postarajmy się chociaż, by z czasem w naszych słowach nie było już słychać „melodii dziaderskiego zaśpiewu” (s. 105).
Justyna Suchecka: „Pokolenie zmiany. Młodzi o sobie i świecie, który nadejdzie”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

