PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO (JAN WASIEWICZ: 'WÓZ DRZYMAŁÓW POD SZWEDZKIM ZABOREM')
A
A
A
Ostatnimi czasy trudno narzekać na brak książek określanych przez ich autorów jako historie ludowe. Od recenzji, w której wymieniłem jedynie kluczowe w mojej opinii nowe pozycje z tego nurtu, minął raptem rok, a w Polsce ukazało się kilka, jeśli nie kilkanaście, kolejnych. Większość z nich to prace popularnonaukowe, co nie jest zarzutem, jednak w perspektywie osób zajmujących się problematyką wsi z terenów dawnej Polski okazują się one mało zajmujące, bowiem wielu przypadkach bezkrytycznie powielają wcześniejsze ustalenia, a jeśli tego nie robią, to często popadają w ogólniki. Wychodzą również prace niejako łączące walory naukowe i popularnonaukowe, kiedy przystępna forma nie unieważnia trafnych i inspirujących badawczo ustaleń. Wracam do tych wątków, ponieważ książka Jana Wasiewicza określana jest przez autora jako praca poświęcona historii ludowej i pomimo zastosowania naukowej aparatury ma ona wyraźnie popularne zacięcie. Połączenie to w tym przypadku nie prowadzi jednak do lekkości wywodu, ale do rozwodnienia stawianych tez oraz „przyciężkiego” stylu.
„Wóz Drzymałów pod szwedzkim zaborem” jest książką długą, a wręcz w mojej opinii za długą. Bez przypisów i bibliografii liczy niecałe 550 stron, z czego trzeba odliczyć grafiki wplecione w tekst. Na ponad 500 stron tekstu składają się dwie części, które właściwie mogłyby być osobnymi książkami. To jednak nie wszystko, bowiem autor wydał w 2021 roku pracę o podobnej objętości („Pamięć – Chłopi – Bunt”), której „Wóz…” (stanowiący „osobną, integralną i niezależną całość” [s. 11]) jest „kontynuacją (…) poświęcon[ą] problematyce (historii) pamięci chłopskiego dziedzictwa” (s. 11). Objętość pracy jako taka nie może stanowić w żadnym stopniu zarzutu – co innego jej powody, do czego wrócę poniżej. Pragnę jednak zaznaczyć, że pod tym względem mamy do czynienia z opus magnum, tak wyróżniającym się w czasach, gdy produkcja wiedzy zdominowana jest przez artykuły liczące do 40 tysięcy znaków (z biogramem i bibliografią).
Książka stanowi próbę zmapowania chłopskiego dziedzictwa w Polsce przy użyciu narzędzi teoretycznych studiów nad pamięcią kulturową. Wasiewicz okazuje się tym samym wierny zarówno wprowadzonemu we wcześniejszej książce zapleczu teoretycznemu, jak i polu badawczemu – co nie znaczy, że „Wóz Drzymałów…” jest wtórny względem „Pamięci – Chłopów – Buntu”. Wcześniej wydana praca również dzieli się na dwie części, z których pierwsza stanowi wprowadzenie narzędzi teoretycznych studiów nad pamięcią kulturową, a druga poświęcona jest wyczerpującej analizie zmian w dyskursywizacji buntu Masława na przestrzeni wieków. Napisanie „Pamięci – Chłopów – Buntu” możliwe było dzięki zastosowaniu ustaleń oraz narzędzi z różnych dyscyplin i podobnie „Wóz…” jest publikacją transdyscyplinarną. Owa transdyscyplinarność wynika bowiem z wielotorowości samej pracy, która „polega na tym, że z jednej strony opisuj[e] i rekonstruuj[e – autor] dany fenomen historyczny (np. powstanie Kostki Napierskiego, sprawa Drzymałów), z drugiej równolegle stara [się on – K.K.] odtwarzać jakie, ślady fenomen ten zostawił w tekstach kultury (…), wreszcie z trzeciej strony rekonstruuj[e] stan debaty naukowej na ten temat” (s. 21). I tak zarówno w pierwszej części książki poświęconej „chłopskie[mu] doświadczeni[u] w okresie poddańczo-pańszczyźnianym, tj. od końca XV do lat 60. XIX w.” (s. 11), jak i w drugiej, której osią jest chłopskie doświadczenie „po zniesieniu poddaństwa i pańszczyzny oraz uwłaszczeniu” (s. 11), pojawiają się analizy zarówno źródeł historycznych, opracowań naukowych, jak i wycinków prasowych oraz dzieł sztuki. Owo nagromadzenie nie przytłacza czytelnika, lecz stanowi największy atut pracy.
Kolejne rozdziały, poświęcone m.in. świadectwom chłopskiego oporu, wspomnianemu buntowi Kostki Napierskiego czy rabacji galicyjskiej, stanowią nie tylko przejrzyście ułożone stany badań konkretnych fenomenów historycznych. W każdym z nich Wasiewicz śledzi bowiem zmiany dyskursywizacji fenomenów kulturowych, a także różnice w ich artykulacji przez różne grupy (naukowcy, dziennikarze, artyści). Co więcej, głosy wyznaczone jako kluczowe zostają przez autora skontekstualizowane, w związku z czym jako czytelnicy/czytelniczki możemy śledzić szersze przemiany w funkcjonowaniu chłopskiego dziedzictwa i jego reprezentacji. Szczególnie pierwsza część pracy wymaga w moim odczuciu wyróżnienia, ponieważ składające się na nią rozdziały zorganizowane zostały wokół węzłowych problemów, których złożoność Wasiewicz ukazuje poprzez wprowadzanie kolejnych tekstów oraz okoliczności. Druga część skupia się głównie na dwóch fenomenach – „Chłopach” Władysława Reymonta i wozie Drzymałów – które stanowią niejako soczewki pozwalające rozpoznać specyfikę pamięci kulturowej w kontekście chłopskiego dziedzictwa pouwłaszczeniowego. To zawężenie nie znaczy jednak, że druga część książki jest uboższa, bowiem dwa konkretne fenomeny stanowią w niej jedynie punkt wyjścia dla szeroko zakrojonej analizy.
Książkę Wasiewicza uznaję za ważną i potrzebną, co nie znaczy jednak, że nie ma ona swoich wad. Te w moim odczuciu wynikają z prób „odnaukawiania” tekstu i poluzowania dyscypliny wywodu względem poprzedniej książki. Porzucanie stricte naukowego dyskursu odbywa się zarówno w warstwie treściowej, jak i stylistycznej. W kontekście tej pierwszej najbardziej widocznym przykładem jest rozdział „Pod szwedzkim zaborem: ćwiczenia z pamięci kontrfaktycznej” zawarty w pierwszej części książki. Wasiewicz zgodnie z zapowiedzią z tytułu (zarówno książki, jak i rozdziału), inspirując się historiami kontrfaktycznymi, przeprowadza tu spekulację, która ma pozwolić na „rozpatrzenie” możliwych skutków szwedzkiego najazdu w trakcie drugiej wojny północnej (1655–1660) „zwłaszcza dla warstwy chłopskiej, gdyby Szwedom udało się opanować Rzeczypospolitą albo przynajmniej znaczącą jej część na jakieś, powiedzmy, 123 lata” (s. 171). Na kolejnych stronach opisana zostaje specyfika szwedzkiego systemu politycznego i daleko posuniętej aktywności politycznej chłopów na szczeblu państwowym z przedednia inwazji na Rzeczypospolitą. Prowadzi to Wasiewicza do wniosku, że gdyby szwedzcy najeźdźcy „zaczęli wprowadzić [sic!] porządki takie, jakie mieli u siebie, w Skandynawii, to, cokolwiek by nie powiedzieć, ale sytuacja chłopów zamieszkujących ziemie I RP z pewnością poprawiłaby się” (s. 181). Autor dodaje, że oczywiście możliwe byłoby również, że sytuacja chłopów w Szwecji by się pogorszyła, lecz wskazuje, że to akurat scenariusz mało prawdopodobny. Po kolejnych kilku stronach przybliżenia kontekstu politycznego w Szwecji Wasiewicz przechodzi do konkluzji: „Gdyby więc Szwedzi u nas zostali, i jak już rzekłem, po 123 latach, dzięki sprzyjającej koniunkturze geopolitycznej udałoby się nam ich pozbyć, tak jak później w rzeczywistej historii znienawidzonych Prusaków, to narodziny nowoczesnego narodu dobrze funkcjonującego równościowego, tolerancyjnego i otwartego społeczeństwa obywatelskiego oraz sprawnego państwa wrażliwego społecznie, zaczęłoby się u nas o wiele wcześniej” (s. 185).
Kolejny raz okazuje się więc, że pod płaszczykiem historii kontrfaktycznej kryje się życzeniowe gdybanie, które nie jest w żaden sposób otwarte na sprawczość i polityczne cele chłopów z ziemi dawnej Rzeczypospolitej, tylko zakłada, że ci byli jedynie pionkami na planszy projektowanej przez państwo. Co więcej, Wasiewicz narzuca swoje wyobrażenie o dobrej polityce zróżnicowanym chłopom – pisze tym samym z oświeceniowej (ugruntowanej w Europie od XVIII wieku) pozycji piewcy państwa, który rozmyśla o jedynej słusznej drodze ucywilizowania biednych prymitywów/prostaczków/dzikich. Kolejny raz w pracach poświęconej tzw. historii ludowej pracuje również założenie, że państwo jest nie tylko dziejową koniecznością (a nie jest [zob. Graeber, Wengrow 2022]), ale również, że jego pojawienie się w wydaniu liberalnym podnosi standard życia „prostaczków” (o tym, że tak również nie jest, zob. np. Davis 2022). Założenie to zakrywa tym samym to, co powinno być przedmiotem badań – chłopskie projekty polityczne, aspiracje i cele – a zamiast tego stanowi wstęp do przypowieści o tym, jak to nowocześni wiedzą, co dla wszystkich ludzi najlepsze. W wydaniu Wasiewicza przypowieść ta staje się szczególnie uderzająca, bo ukazuje niejako (na podstawie wypowiedzi jak ta przytoczona powyżej wnioskuję, że zgodnie z intencjami autora), jak to mogliśmy zostać ucywilizowani przez dobrych (nowoczesnych na modłę liberalną) Szwedów, a nie przez złych (nowoczesnych na modłę imperialną) Niemców.
O to, na jakiej zasadzie i z kim autor tworzy liczbę mnogą, gdy pisze o chłopskiej niedoli czy kontrfaktycznym powstaniu „ucywilizowanych” chłopów wobec Szwedów, trudno nawet pytać, bo wydaje się to jedynie zabieg retoryczny – jak argumentowałem już w innej recenzji, w takich wypadkach nieuzasadniony i wytwarzający złudzenie zbieżności zupełnie różnych perspektyw. W kontekście jednak zabiegów retorycznych muszę niejako nadmienić najtrudniejsze do czytania partie książki, w których autor na akcenty humorystyczne poświęca nawet i kilka stron. Rozumiem, że nawet jeśli żarty Wasiewicza mnie nie bawią, to nie znaczy, że innych nie mogą. Jednak zadziwia, że w książce, która wydana zostaje po dwóch recenzjach naukowców (i zakładam, że po licznych korektach), znajduje się nie tyle odwołanie do sceny „z niezapomnianego »Żywota Briana«, grupy Monty Python, w której na tajnym zebraniu Frontu wyzwolenia Judei (…) na pytanie ich przywódcy, granego przez Johna Cleese’a, co też takiego dali im Rzymianie, jeden z uczestników bąka, że akwedukty, ktoś inny, że urządzenia sanitarne” (s. 185), ale cała scena w formie scenariusza gagu (?) zostaje przepisana. W wersji Wasiewicza „ok. 1780 r. jakaś grupka polskich konspiratorów radzi, jak tu się pozbyć tych wstrętnych Szwedów” (s. 186), a cała scenka zajmuje dwie i pół strony.
To najjaskrawszy przypadek nic niewnoszących dygresji, ale nie jedyny. Trudno je zliczyć, bowiem autor nie tylko przepisuje (twórczo!) sceny z Monty Pythona, ale również chociażby komentuje sceny seksu w filmie „Janosik. Prawdziwa historia”: „Nie przekreśla to [błędy w filmie i zarzuty recenzenta – K.K.] bynajmniej paru walorów filmu, jak choćby podkreślanych przez wielu recenzentów pięknych, niezwykle sensualnych scen erotycznych, czy też bardzo dobrze wkomponowującej się w film muzyki Antoniego Łazarkiewicza” (s. 224). Swój komentarz autor opatrzył dodatkowo przypisem, w którym na ośmiu linijkach przytoczył jeszcze jeden wyimek recenzji z portalu Filmweb odwołujący się do scen erotycznych we wspomnianym filmie. Przykładów można by wymienić więcej, ale uwidacznia się już raczej, że ponad 500 stron tekstu mogłoby zostać zmniejszone – zastanawia wręcz, dlaczego na etapie recenzji lub korekty nie zdecydowano się na usunięcie wywodów niezwiązanych z tematyką książki, niespełniających wymogów tekstu naukowego ani niesprawiających, że praca staje się bardziej przystępna dla czytelnika/czki amatora/ki.
Ciekawy wkład badawczy Wasiewicza ginie tym samym w „Wozie Drzymałów…” pod lawiną komentarzy, dygresji i żartów, co sprawia, że nawet czytelnik lub czytelniczka zajmujący się daną tematyką naukowo mogą mieć problem z wyraźnym wyznaczeniem tez stawianych przez autora. Co więcej, objętość książki i brak dyscypliny w prowadzeniu wywodu mogą zniechęcić badaczy/czki do sięgania po książkę. Czytelnika/czkę amatora/kę odstraszyć może nie tylko objętość publikacji, ale również niepotrzebne „przeintelektualizowanie” partii pracy, w których Wasiewicz nie prowadzi analizy lub nie żartuje – np. jak ma to miejsce w zdaniu: „Na wzór Heideggerowskiego »zwinięcia« i Vattimowskiego »przebolenia« metafizyki jako kulturowo ważnej składowej kultury europejskiej, polska kultura powinna też »zwinąć« i »przeboleć« swoją szlecheckość” (s. 320). Wasiewicz nie tylko nie tłumaczy zastosowanych pojęć, ale nie daje nawet do nich przypisu, tak że w przywołanym fragmencie sprawiają one wrażenie słów użytych w rozumieniu potocznym przyozdobionych figurującymi przy nich nazwiska i cudzysłowami, a czytelnik lub czytelniczka z nimi niezaznajomieni nie mają nawet szansy ich poznać. Tym samym „Wóz Drzymałów… jest rozpięty pomiędzy książką naukową i popularną, niejako kumulując w sobie wszystkie ich wady. A szkoda, bo gdy Wasiewicz pozostaje blisko materiału i dąży do realizacji wyznaczonych sobie celów badawczych, to nie tylko stawia inspirujące tezy, ale również zaciekawia.
LITERATURA:
Davis M.: „Późnowiktoriański Holokaust. Głód, El Nino i tworzenia trzeciego świata”. Przeł. P. Szadkowski. Sieradz 2022.
Graeber D., Wengrow D.: „Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości”. Przeł. R. Filipowski. Poznań 2022.
„Wóz Drzymałów pod szwedzkim zaborem” jest książką długą, a wręcz w mojej opinii za długą. Bez przypisów i bibliografii liczy niecałe 550 stron, z czego trzeba odliczyć grafiki wplecione w tekst. Na ponad 500 stron tekstu składają się dwie części, które właściwie mogłyby być osobnymi książkami. To jednak nie wszystko, bowiem autor wydał w 2021 roku pracę o podobnej objętości („Pamięć – Chłopi – Bunt”), której „Wóz…” (stanowiący „osobną, integralną i niezależną całość” [s. 11]) jest „kontynuacją (…) poświęcon[ą] problematyce (historii) pamięci chłopskiego dziedzictwa” (s. 11). Objętość pracy jako taka nie może stanowić w żadnym stopniu zarzutu – co innego jej powody, do czego wrócę poniżej. Pragnę jednak zaznaczyć, że pod tym względem mamy do czynienia z opus magnum, tak wyróżniającym się w czasach, gdy produkcja wiedzy zdominowana jest przez artykuły liczące do 40 tysięcy znaków (z biogramem i bibliografią).
Książka stanowi próbę zmapowania chłopskiego dziedzictwa w Polsce przy użyciu narzędzi teoretycznych studiów nad pamięcią kulturową. Wasiewicz okazuje się tym samym wierny zarówno wprowadzonemu we wcześniejszej książce zapleczu teoretycznemu, jak i polu badawczemu – co nie znaczy, że „Wóz Drzymałów…” jest wtórny względem „Pamięci – Chłopów – Buntu”. Wcześniej wydana praca również dzieli się na dwie części, z których pierwsza stanowi wprowadzenie narzędzi teoretycznych studiów nad pamięcią kulturową, a druga poświęcona jest wyczerpującej analizie zmian w dyskursywizacji buntu Masława na przestrzeni wieków. Napisanie „Pamięci – Chłopów – Buntu” możliwe było dzięki zastosowaniu ustaleń oraz narzędzi z różnych dyscyplin i podobnie „Wóz…” jest publikacją transdyscyplinarną. Owa transdyscyplinarność wynika bowiem z wielotorowości samej pracy, która „polega na tym, że z jednej strony opisuj[e] i rekonstruuj[e – autor] dany fenomen historyczny (np. powstanie Kostki Napierskiego, sprawa Drzymałów), z drugiej równolegle stara [się on – K.K.] odtwarzać jakie, ślady fenomen ten zostawił w tekstach kultury (…), wreszcie z trzeciej strony rekonstruuj[e] stan debaty naukowej na ten temat” (s. 21). I tak zarówno w pierwszej części książki poświęconej „chłopskie[mu] doświadczeni[u] w okresie poddańczo-pańszczyźnianym, tj. od końca XV do lat 60. XIX w.” (s. 11), jak i w drugiej, której osią jest chłopskie doświadczenie „po zniesieniu poddaństwa i pańszczyzny oraz uwłaszczeniu” (s. 11), pojawiają się analizy zarówno źródeł historycznych, opracowań naukowych, jak i wycinków prasowych oraz dzieł sztuki. Owo nagromadzenie nie przytłacza czytelnika, lecz stanowi największy atut pracy.
Kolejne rozdziały, poświęcone m.in. świadectwom chłopskiego oporu, wspomnianemu buntowi Kostki Napierskiego czy rabacji galicyjskiej, stanowią nie tylko przejrzyście ułożone stany badań konkretnych fenomenów historycznych. W każdym z nich Wasiewicz śledzi bowiem zmiany dyskursywizacji fenomenów kulturowych, a także różnice w ich artykulacji przez różne grupy (naukowcy, dziennikarze, artyści). Co więcej, głosy wyznaczone jako kluczowe zostają przez autora skontekstualizowane, w związku z czym jako czytelnicy/czytelniczki możemy śledzić szersze przemiany w funkcjonowaniu chłopskiego dziedzictwa i jego reprezentacji. Szczególnie pierwsza część pracy wymaga w moim odczuciu wyróżnienia, ponieważ składające się na nią rozdziały zorganizowane zostały wokół węzłowych problemów, których złożoność Wasiewicz ukazuje poprzez wprowadzanie kolejnych tekstów oraz okoliczności. Druga część skupia się głównie na dwóch fenomenach – „Chłopach” Władysława Reymonta i wozie Drzymałów – które stanowią niejako soczewki pozwalające rozpoznać specyfikę pamięci kulturowej w kontekście chłopskiego dziedzictwa pouwłaszczeniowego. To zawężenie nie znaczy jednak, że druga część książki jest uboższa, bowiem dwa konkretne fenomeny stanowią w niej jedynie punkt wyjścia dla szeroko zakrojonej analizy.
Książkę Wasiewicza uznaję za ważną i potrzebną, co nie znaczy jednak, że nie ma ona swoich wad. Te w moim odczuciu wynikają z prób „odnaukawiania” tekstu i poluzowania dyscypliny wywodu względem poprzedniej książki. Porzucanie stricte naukowego dyskursu odbywa się zarówno w warstwie treściowej, jak i stylistycznej. W kontekście tej pierwszej najbardziej widocznym przykładem jest rozdział „Pod szwedzkim zaborem: ćwiczenia z pamięci kontrfaktycznej” zawarty w pierwszej części książki. Wasiewicz zgodnie z zapowiedzią z tytułu (zarówno książki, jak i rozdziału), inspirując się historiami kontrfaktycznymi, przeprowadza tu spekulację, która ma pozwolić na „rozpatrzenie” możliwych skutków szwedzkiego najazdu w trakcie drugiej wojny północnej (1655–1660) „zwłaszcza dla warstwy chłopskiej, gdyby Szwedom udało się opanować Rzeczypospolitą albo przynajmniej znaczącą jej część na jakieś, powiedzmy, 123 lata” (s. 171). Na kolejnych stronach opisana zostaje specyfika szwedzkiego systemu politycznego i daleko posuniętej aktywności politycznej chłopów na szczeblu państwowym z przedednia inwazji na Rzeczypospolitą. Prowadzi to Wasiewicza do wniosku, że gdyby szwedzcy najeźdźcy „zaczęli wprowadzić [sic!] porządki takie, jakie mieli u siebie, w Skandynawii, to, cokolwiek by nie powiedzieć, ale sytuacja chłopów zamieszkujących ziemie I RP z pewnością poprawiłaby się” (s. 181). Autor dodaje, że oczywiście możliwe byłoby również, że sytuacja chłopów w Szwecji by się pogorszyła, lecz wskazuje, że to akurat scenariusz mało prawdopodobny. Po kolejnych kilku stronach przybliżenia kontekstu politycznego w Szwecji Wasiewicz przechodzi do konkluzji: „Gdyby więc Szwedzi u nas zostali, i jak już rzekłem, po 123 latach, dzięki sprzyjającej koniunkturze geopolitycznej udałoby się nam ich pozbyć, tak jak później w rzeczywistej historii znienawidzonych Prusaków, to narodziny nowoczesnego narodu dobrze funkcjonującego równościowego, tolerancyjnego i otwartego społeczeństwa obywatelskiego oraz sprawnego państwa wrażliwego społecznie, zaczęłoby się u nas o wiele wcześniej” (s. 185).
Kolejny raz okazuje się więc, że pod płaszczykiem historii kontrfaktycznej kryje się życzeniowe gdybanie, które nie jest w żaden sposób otwarte na sprawczość i polityczne cele chłopów z ziemi dawnej Rzeczypospolitej, tylko zakłada, że ci byli jedynie pionkami na planszy projektowanej przez państwo. Co więcej, Wasiewicz narzuca swoje wyobrażenie o dobrej polityce zróżnicowanym chłopom – pisze tym samym z oświeceniowej (ugruntowanej w Europie od XVIII wieku) pozycji piewcy państwa, który rozmyśla o jedynej słusznej drodze ucywilizowania biednych prymitywów/prostaczków/dzikich. Kolejny raz w pracach poświęconej tzw. historii ludowej pracuje również założenie, że państwo jest nie tylko dziejową koniecznością (a nie jest [zob. Graeber, Wengrow 2022]), ale również, że jego pojawienie się w wydaniu liberalnym podnosi standard życia „prostaczków” (o tym, że tak również nie jest, zob. np. Davis 2022). Założenie to zakrywa tym samym to, co powinno być przedmiotem badań – chłopskie projekty polityczne, aspiracje i cele – a zamiast tego stanowi wstęp do przypowieści o tym, jak to nowocześni wiedzą, co dla wszystkich ludzi najlepsze. W wydaniu Wasiewicza przypowieść ta staje się szczególnie uderzająca, bo ukazuje niejako (na podstawie wypowiedzi jak ta przytoczona powyżej wnioskuję, że zgodnie z intencjami autora), jak to mogliśmy zostać ucywilizowani przez dobrych (nowoczesnych na modłę liberalną) Szwedów, a nie przez złych (nowoczesnych na modłę imperialną) Niemców.
O to, na jakiej zasadzie i z kim autor tworzy liczbę mnogą, gdy pisze o chłopskiej niedoli czy kontrfaktycznym powstaniu „ucywilizowanych” chłopów wobec Szwedów, trudno nawet pytać, bo wydaje się to jedynie zabieg retoryczny – jak argumentowałem już w innej recenzji, w takich wypadkach nieuzasadniony i wytwarzający złudzenie zbieżności zupełnie różnych perspektyw. W kontekście jednak zabiegów retorycznych muszę niejako nadmienić najtrudniejsze do czytania partie książki, w których autor na akcenty humorystyczne poświęca nawet i kilka stron. Rozumiem, że nawet jeśli żarty Wasiewicza mnie nie bawią, to nie znaczy, że innych nie mogą. Jednak zadziwia, że w książce, która wydana zostaje po dwóch recenzjach naukowców (i zakładam, że po licznych korektach), znajduje się nie tyle odwołanie do sceny „z niezapomnianego »Żywota Briana«, grupy Monty Python, w której na tajnym zebraniu Frontu wyzwolenia Judei (…) na pytanie ich przywódcy, granego przez Johna Cleese’a, co też takiego dali im Rzymianie, jeden z uczestników bąka, że akwedukty, ktoś inny, że urządzenia sanitarne” (s. 185), ale cała scena w formie scenariusza gagu (?) zostaje przepisana. W wersji Wasiewicza „ok. 1780 r. jakaś grupka polskich konspiratorów radzi, jak tu się pozbyć tych wstrętnych Szwedów” (s. 186), a cała scenka zajmuje dwie i pół strony.
To najjaskrawszy przypadek nic niewnoszących dygresji, ale nie jedyny. Trudno je zliczyć, bowiem autor nie tylko przepisuje (twórczo!) sceny z Monty Pythona, ale również chociażby komentuje sceny seksu w filmie „Janosik. Prawdziwa historia”: „Nie przekreśla to [błędy w filmie i zarzuty recenzenta – K.K.] bynajmniej paru walorów filmu, jak choćby podkreślanych przez wielu recenzentów pięknych, niezwykle sensualnych scen erotycznych, czy też bardzo dobrze wkomponowującej się w film muzyki Antoniego Łazarkiewicza” (s. 224). Swój komentarz autor opatrzył dodatkowo przypisem, w którym na ośmiu linijkach przytoczył jeszcze jeden wyimek recenzji z portalu Filmweb odwołujący się do scen erotycznych we wspomnianym filmie. Przykładów można by wymienić więcej, ale uwidacznia się już raczej, że ponad 500 stron tekstu mogłoby zostać zmniejszone – zastanawia wręcz, dlaczego na etapie recenzji lub korekty nie zdecydowano się na usunięcie wywodów niezwiązanych z tematyką książki, niespełniających wymogów tekstu naukowego ani niesprawiających, że praca staje się bardziej przystępna dla czytelnika/czki amatora/ki.
Ciekawy wkład badawczy Wasiewicza ginie tym samym w „Wozie Drzymałów…” pod lawiną komentarzy, dygresji i żartów, co sprawia, że nawet czytelnik lub czytelniczka zajmujący się daną tematyką naukowo mogą mieć problem z wyraźnym wyznaczeniem tez stawianych przez autora. Co więcej, objętość książki i brak dyscypliny w prowadzeniu wywodu mogą zniechęcić badaczy/czki do sięgania po książkę. Czytelnika/czkę amatora/kę odstraszyć może nie tylko objętość publikacji, ale również niepotrzebne „przeintelektualizowanie” partii pracy, w których Wasiewicz nie prowadzi analizy lub nie żartuje – np. jak ma to miejsce w zdaniu: „Na wzór Heideggerowskiego »zwinięcia« i Vattimowskiego »przebolenia« metafizyki jako kulturowo ważnej składowej kultury europejskiej, polska kultura powinna też »zwinąć« i »przeboleć« swoją szlecheckość” (s. 320). Wasiewicz nie tylko nie tłumaczy zastosowanych pojęć, ale nie daje nawet do nich przypisu, tak że w przywołanym fragmencie sprawiają one wrażenie słów użytych w rozumieniu potocznym przyozdobionych figurującymi przy nich nazwiska i cudzysłowami, a czytelnik lub czytelniczka z nimi niezaznajomieni nie mają nawet szansy ich poznać. Tym samym „Wóz Drzymałów… jest rozpięty pomiędzy książką naukową i popularną, niejako kumulując w sobie wszystkie ich wady. A szkoda, bo gdy Wasiewicz pozostaje blisko materiału i dąży do realizacji wyznaczonych sobie celów badawczych, to nie tylko stawia inspirujące tezy, ale również zaciekawia.
LITERATURA:
Davis M.: „Późnowiktoriański Holokaust. Głód, El Nino i tworzenia trzeciego świata”. Przeł. P. Szadkowski. Sieradz 2022.
Graeber D., Wengrow D.: „Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości”. Przeł. R. Filipowski. Poznań 2022.
Jan Wasiewicz: „Wóz Drzymałów pod szwedzkim zaborem. Transdyscyplinarne badania pamięcioznawcze nad chłopskim dziedzictwem. Księgi wtóre”. Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”. Warszawa 2022.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

