ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 sierpnia 15-16 (471-472) / 2023

Magdalena Piekara,

RAZ DOKOŁA (JACEK TACIK: 'JAK NIE LUBIĆ ŻYDA?')

A A A
Książkę Jacka Tacika „Jak nie lubić Żyda?” przeczytałam bezpośrednio po zakończeniu pracy nad artykułem o arcybiskupie warszawskim Zbigniewie Szczęsnym Felińskim, w którym zajmowałam się konfliktem między duchownym a ludnością stolicy. Omawiane przeze mnie wydarzenia dotyczyły krótkiego okresu przed powstaniem styczniowym (zwanym wielkim zbrataniem polsko-żydowskim), gdy w czasie demonstracji krwawo tłumionych przez rosyjskich zaborców wykuwało się pojęcie narodu polskiego, rodził się jego zakres definicyjny, a także tworzyły się warunki, na podstawie których można uznać daną jednostkę za część owego narodu. W zaistniałej sytuacji wiem, że książkę Tacika czytałam nawet nie tyle z jakąś intencją, ale w pewnych określonych okolicznościach, z przeczuciem, że oto dostrzegam kolejną odsłonę dramatu, która w żaden sposób nie jest odmienna od poprzedniej. Raz dokoła.

„Tak sie męcą, pot z nich ścieko,

bladość lica przyobleko; –

jak ich zwolnić od tych mąk?” (Wyspiański 1955: 433).

Polska, podobnie jak inne kraje postkomunistyczne, po roku 1989 roku stanęła wobec, niezwykłego problemu dotyczącego rekonstrukcji własnej historii, stworzenia nowego zestawu (czy jak czytamy u Erica Hobsbawma [2008: 10] – „wynalezienia” tradycji, odcięcia się od tych wszystkich aspektów przeszłości, które były (bądź wydawały się) narzucone z zewnątrz, zrzucenia z piedestału bohaterów epoki poprzedniej, a wyniesienia – tych zapomnianych czy tych, których honorowanie było niemożliwe w poprzednim ustroju: „narody Środkowej i Wschodniej Europy stają wobec problemu zintegrowania stalinowskiej przeszłości – a w istocie całego dwudziestego wieku – w spójną narrację historyczną, która usprawiedliwiałaby fakt odrzucenia pewnych aspektów owej przeszłości, a jednocześnie podtrzymywałaby jej ciągłość” (White 2009: 64).

To niezwykły moment dziejowy, gdy wspólnota może dokonywać wyboru narracji ją tworzącej niejako na nowo, od początku – stworzyć debatę społeczną dotyczącą kwestii trudnych, niewygodnych czy nawet wstydliwych, w inny niż dotychczas sposób prowadzić proces edukacyjny, kształtować politykę historyczną, a nawet zmienić wymowę pewnych wydarzeń przez ich reinterpretację. Co ciekawe, to już w czasie tzw. „wojny na górze”, która rozpoczęła się niedługo po przejęciu władzy przez obóz solidarnościowy, w przestrzeni publicznej zaczęto mówić o roli i wpływie Żydów w obozie nowej władzy, a także niektórych członków rządu (głównie Tadeusza Mazowieckiego) oskarżano wręcz o żydowskie pochodzenie. Można więc stwierdzić, iż stworzenie spójnej narracji historycznej w nowych czasach odbyło się na już znanych i często w przeszłości wykorzystywanych zasadach. Nie wypracowano nowej narracji dotyczącej Żydów, ta zaś, która się pojawiła, była jedynie pokłosiem dawnych antyjudaistycznych i antysemickich kalk oraz stereotypów. Raz dokoła.

„A zaklęte słomiane straszydło, ująwszy w niezgrabne racie podane przez drużbę patyki – poczyna sobie jak grajek-skrzypek – i – słyszeć się daje jakby z atmosfery błękitnej idąca muzyka weselna, cicha a skoczna, swoja a pociągająca serce i duszę usypiająca, leniwa, w omdleniu a jak źródło krwi żywa, taktem w pulsach nierówna, krwawiąca jak rana świeża: – melodyjny dźwięk z polskiej gleby bólem i rozkoszą wykołysany” (Wyspiański 1955: 346).

11 marca 1882 roku Ernst Renan wygłosił wykład „Co to jest naród?”, tekst tak istotny, wręcz fundamentalny dla naszego pojmowania tego pojęcia, nadal interpretowany i przypominany przez współczesnych przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych. Renan uważał, że istotą narodu nie jest ani zasada krwi, ani zasada dynastyczna, ale związek poszczególnych jednostek, które dostrzegają płaszczyznę, na której znajdują zbieżne cele oraz istotne dla siebie pojęcia czy doświadczenia, jednak równie ważne jest to, by „zapomniały wiele rzeczy” (Renan 2005: 137). O procesie zapominania pisał także ponad sto lat później Józef Szacki, a jeszcze później Eric Hobsbawm (interpretując Renana) w książce „On History” (zob. Hobsbawm 1998: 35). Jednak owa naiwna wiara, że można zapomnieć o przeszłości, o krzywdach, poniżeniu, lecz także o uprzedzeniach, odrzucić nietolerancję czy niechęć, już chyba nigdy nie będzie naszym udziałem. Z dzisiejszej perspektywy, gdy np. ruch „Black Lives Matter” ujawnił, że wielowiekowe uprzedzenia, poczucie krzywdy, agresja nie są w stanie pójść w niepamięć, nie można przestać o nich myśleć i przypominać, nawet gdy wydaje się, że: „We wszystkich zresztą krajach, łącznie z najbardziej demokratycznymi, potrzeba było dość długiego czasu na to, by społeczne reformy, oświata i powszechna służba wojskowa doprowadziły do urzeczywistnienia (nigdy zresztą pełnego) ideologicznego projektu narodu jako wspólnoty wszystkich mieszkańców kraju, w której obliczu przestają się liczyć dawniejsze różnice i antagonizmy miedzy nimi” (Szacki 1997: 14).

Gdyby Tacik napisał wyłącznie książkę rekonstruującą posunięcia rządów polskiego i izraelskiego w związku z ustawą o IPN-ie, a także naświetlił kontekst samego aktu prawnego, to mielibyśmy do czynienia z tekstem kompletnym, wyrazistym, skończonym i aktualnym. Jednak autor „Jak nie lubić Żyda?” wybrał inną możliwość, a tym samym nadał swej reporterskiej przecież książce wymiar znacznie szerszy, napisał o funkcjonowaniu państwa narodowego, o jego słabościach i ambicjach, co wydaje się szczególnie istotne w sytuacji, gdy duża część krajów całego świata wykorzystuje (jakże chętnie i z jakimiż sukcesami) ową ideę. Isaiah Berlin w tekście „Nacjonalizm: zlekceważona potęga” napisał: „nacjonalizm może do tego stopnia zdominować ostatnią część naszego stulecia, że żaden niemal ruch i żadna rewolucja nie będą miały szans na sukces, jeśli nie sprzymierzą się z nacjonalizmem, a tym bardziej jeśli wejdą z nim w konflikt” (Berlin 1991: 206).

Jeśli uznajemy państwo narodowe za najlepszą czy najwłaściwszą formę organizacji społecznej, to rezygnujemy z zabezpieczenia wszystkich praw jednostek czy mniejszości, uznając je za podrzędne wobec zbiorowości narodowej, jej potrzeb i oczekiwań. Często przywoływana kategoria „narodu”, najwyższego suwerena, jest jednak swoistym nadużyciem, wszak polityka dąży zawsze do realizacji celów określonej grupy, co zauważa Tacik, podsumowując rozmowę z izraelsko-polskim pisarzem, Etgarem Keretem: „Ustawę o IPN-ie uszyto na potrzeby wewnętrznych polskich rozgrywek politycznych. PiS chciał pokazać, że może mieć kontrolę nad historią i że stanie na jej straży. Gest w kierunku patriotycznego konserwatywnego wyborcy. I pewnie na tym by się skończyło, gdyby po drugiej stronie – jak to ujął Keret – nie było »izraelskiego PiS-u«, który musiał wykonać pewien gest w stronę swojego »patriotycznego konserwatywnego wyborcy«” (s. 62).

Absolutyzowany naród w takim właśnie układzie nie tylko „pochłania” jednostki i żąda od nich pełnego poświęcenia, lecz także w jego obrębie zostaje stworzona narracja o własnej wyjątkowości, o jego niezwykłym miejscu, jakie zajmuje w historii świata, oraz przekonanie, że wartości, które wewnątrz niego (czy dzięki niemu) powstały, są czymś lepszym i bardziej wartościowym niż te wytworzone w innych krajach. Raz dokoła.

„niech się po dwóch chycą w bok;

odmów pacierz, ale wspak.

Ja muzykę zacznę sam,

tęgo gram, tęgo gram:

będą tańczyć cały rok” (Wyspiański 1955: 345).

Ten właśnie aspekt książki Tacika, przedstawienie mechanizmów państwa narodowego, „wytwarzanych” przez nie narracji, potrzeb i celów, uważam za najbardziej interesujący, a przez swą uniwersalność „Jak nie lubić Żyda?” staje się czymś więcej niż reportażem. Dzieje każdej ustawy można opisać, przedstawić, zreferować, jednak nie każdemu udaje się – właśnie na przykładzie konkretnego materiału – opowiedzieć historię znacznie obszerniejszą i znacznie istotniejszą, nie tylko ukazać naród w jakimś momencie dziejowym, lecz także opowiedzieć o kwestiach fundamentalnych dla wspólnoty narodowej. Dlatego właśnie książka Tacika nie jest prosta. Nie może służyć jako elementarz dla osób, które dopiero starają się zrozumieć sytuację antysemityzmu (i jego typów opisanych przez Dominikę Bulską i Mikołaja Winiewskiego we wszystkich edycjach sondażu Centrum Badań nad Uprzedzeniami) w kraju bez Żydów. Tacik opowiada o idei państwa narodowego, które wykorzystuje narrację o historii do własnych celów. Byt ten stara się sprawować nad historią kontrolę, tworzy wyraziste podziały, ocenia i opiniuje, orzeka i sądzi. Na dodatek: „Partie prawicowe, nacjonalistyczne i ksenofobiczne potrzebują wroga. Czy to jest PiS w Polsce, czy nacjonalistyczna partia Likud w Izraelu. Więc PiS wskazuje »wrogów« Polski, bo można na tym sporo ugrać” (Łupak 2023).

Wykorzystana więc zostaje, nie po raz pierwszy w historii Polski, tzw. kwestia żydowska. W obecnej odsłonie służyć ma wzmocnieniu „polskości”, spotęgowaniu poczucia siły i dumy narodowej, a także temu, by uniemożliwić dyskusję nad niewygodnymi aspektami przeszłości, by promować dyskurs „bohaterski” jako jedyny możliwy. Tacik wskazuje na paradoksy tego układu: z jednej strony wspomina o wartości, jaką w obrębie tego dyskursu jest liczba „polskich” drzewek w Instytucie Yad Vashem, z drugiej prezentuje antysemickie listy pisane do ambasady Izraela w Polsce. Z jednej, zaangażowanie rządu polskiego w muzeum Ulmów w Marklowej, z drugiej – nadal wykorzystywanie w polityce pytań o pochodzenie danej osoby (Magda Ogórek pytająca o pochodzenie Marka Borowskiego). Ten układ sprzeczności doskonale działa, nie powoduje, choć powinien, dysonansu poznawczego, zaś ostateczna wymowa książki Tacika okazuje się zbieżna z uwagą Jerzego Szackiego, że „Siła uczuć narodowych jest wprawdzie zmienna w czasie i ogromnie zróżnicowana w przestrzeni, ale nic nie wskazuje na to, byśmy mieli gdziekolwiek do czynienia z wyraźną tendencją zniżkową (Szacki 1997: 5). Raz dokoła.

„To ich Lęk i Strach tak wzion,

posłyszeli Ducha głos:

rozpion sie nad nimi Los” (Wyspiański 1955: 344).

W pesymistycznej książce „Jak nie lubić Żyda?” Tacik nie tylko stawia pytania o przyszłość Polski, Europy, a nawet świata, w którym idea państwa narodowego ma się doskonale, jest przyswajalna przez jednostki, które pragną połączyć się w zbiorowości i podporządkować się jej bez pytań, wątpliwości i refleksji (co w kontekście nadchodzących wyborów brzmi wręcz złowieszczo), lecz także przypomina nam o państwach związanych w obrębie Unii Europejskiej, dążących do stworzenia narodu obywatelskiego, który „odnajduje swoją tożsamość nie w jedności etniczno-kulturowej, lecz w działaniu swoich członków, którzy w aktywny sposób wykorzystują swe demokratyczne prawa do udziału i komunikacji” (Habermas 1993: 7-8).

LITERATURA:

Berlin I.: „Nacjonalizm: zlekceważona potęga”. Przeł. D. Grinberg. W: tegoż: „Dwie koncepcje wolności i inne eseje”. Warszawa 1991.

Habermas J: „Obywatelstwo a tożsamość narodowa. Rozważania nad przyszłością Europy”. Przeł. B. Markiewicz. Warszawa 1993.

Hobsbawm E.: „On History”. London 1998.

Hobsbawm, E.: „Wprowadzenie. Wynajdywanie tradycji”. W: „Tradycja wynaleziona”. Red. E. Hobsbawm, T. Ranger. Przeł. M. Godyń, F. Godyń. Kraków 2008.

Łupak S. [2023]: „Jacek Tacik: »Ta władza nie lubi Żyda«”. https://ksiazki.wp.pl/jacek-tacik-ta-wladza-nie-lubi-zyda-6899309904497536a.

Renan E.: „Co to jest naród?”. Przeł. M. Warchala. „ResPublica Nowa” 2005, nr 1.

Szacki J.: „O narodzie i nacjonalizmie”. „Znak” 1997, nr 3.

White H.: „Literatura a fikcja”. W: tegoż: „Proza historyczna”. Przeł. D. Kołodziejczyk. Kraków 2009.

Wyspiański S.: „Dramaty”. Kraków 1955.
Jacek Tacik, „Jak nie lubić Żyda?”. Wydawnictwo Post Factum. Katowice 2023.