POPATRZ NA JEJ DŁONIE, A DOWIESZ SIĘ, KIM JEST (JOANNA KUCIEL-FRYDRYSZAK: 'CHŁOPKI. OPOWIEŚĆ O NASZYCH BABKACH')
A
A
A
Obecnie można dostrzec na polskim rynku wydawniczym wyraźny wzrost zainteresowania tematami związanymi z ludowością, a szczególnie wyróżnia się najnowsza publikacja, „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak,. Potrzeba opowiadania o przeszłości naszych „babek” i „prababek” jest na tyle wielka, że „Chłopki” w czerwcu miały dodruk. Autorka przedstawia losy kobiet z bielonych wiejskich chat, całkowicie odrzucając kolorowe spódnice, domowe wypieki oraz ludowe zwyczaje, aby ukazać trudy codziennego życia, które skąpane są we krwi ze stóp bez obuwia oraz z ciał znoszących gwałty, pobicia, głód, wycieńczenie, katorżniczą pracę i liczne porody. Zamknięte na pastwisku, które najczęściej było „wielkim bagnem moralnym” (s. 20).
Narracja Kuciel-Frydryszak prezentuje historie kobiet, którym nigdy nie zostało przyznane prawo do posiadania własnego głosu. Odebrano im możliwość realizacji marzeń, które tliły się w zakamarkach duszy każdej z nich, oraz odrzucono, w ich wypadku, przywilej noszenia obuwia. Dla kobiet wiejskich możliwość założenia butów miała głębokie znaczenie, nie tylko dla osiągnięcia poczucia wolności, ale również, aby uznano je za pełnoprawne jednostki, a nie jedynie ciała podporządkowane poleceniom. Posiadanie butów dawało możliwość wyjazdu do miasta i próby podjęcia walki o własną niezależność – dla wielu kobiet było to marzeniem nieosiągalnym. Zdarzało się, że opuszczając wiejskie chaty, wolały znosić upokorzenia ze strony obcych ludzi, byleby nie musieć wracać do domu i każdego dnia kierować własnego ciała w stronę pasionki. Każda kobieta urodzona w wiejskiej rodzinie miała jasno wyznaczony cel, polegający na konieczności podjęcia pracy fizycznej. To właśnie na nich spoczywały wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego, „wokół inwentarza, a także zajmowanie się dziećmi” (s. 224). Choć istniał wyraźny podział na obowiązki typowo „kobiece”, a te, które przypisywano mężczyznom, to jednak najczęściej kobiety wykonywały wszystkie zadania, ponieważ one „nie dzieliły obowiązków” (s. 224) w ten sposób. Jeśli dziewczyna nie była wystarczająco „robotna” (s. 25), a więc pracowita, to uznawano ją za „nieprzydatną”. W momencie, w którym nie osiągnęła odpowiednich kryteriów, była eliminowana i marginalizowana, co skutkowało tym, że stawała się „zbędna i tak też się czuła” (s. 25).
Większość opowieści zebranych przez autorkę ukazuje historie kobiet, które od samego początku nakierowywano i wychowywano w taki sposób, aby były „posłuszne, grzeczne, pracowite i odpowiedzialne” (s. 28), przy równoczesnym nieprzywiązywaniu uwagi do zachowania ich odpowiedniej kondycji fizycznej, w wyniku czego młode dziewczyny często przypominały wyglądem swoje matki, a te z kolei – „babki”.
Poszczególne rozdziały opatrzone zostały fotografiami przedstawiającymi bohaterki tych opowieści. Odczuwa się, że obserwują one czytelnika i czytelniczkę przenikliwym, smutnym i wyczerpanym spojrzeniem. Każda z opisywanych kobiet jest wyraźnie „zaniedbana fizycznie i niedożywiona” (s. 29), ponieważ często decydują się oddać ostatni kawałek jedzenia swoim mężom lub dzieciom, podczas gdy same muszą zadowolić się „połykaniem gorzkich łez w ukryciu” (s. 204). Relacje, przedstawione przez autorkę, rzucają zatrważające światło na świadomość tych kobiet, które zdają sobie sprawę, że ich trud jest ignorowany i „traktowany jako część zwyczajnego, chłopskiego losu, czego docenić ani wynagrodzić nikt nie zamierza” (s. 204).
Kuciel-Frydryszak prezentuje obszerny zbiór opowieści pozbawionych szczęśliwego zakończenia, aczkolwiek w żaden sposób nie stara się osądzać polskiego społeczeństwa XX wieku. Przeciwnie, autorka wydaje się jedynie przedstawiać zebrane historie, pozostawiając ocenę i interpretację zdarzeń osobom czytającym „Chłopki”. Ocena obejmuje wtedy nie tylko postawy i zachowania naszych przodków, ale także wzbudza nieprzyjemne wibracje w naszych własnych wnętrzach.
Współcześnie często dążymy do dewaluacji dziedzictwa naszych przodków i przodkiń pochodzących ze wsi. Mimo widocznego braku bohaterskiego wymiaru działań naszych „babek” i „prababek” mogą być one uznane za niezwykłe postacie, które bardzo często próbowały przeciwstawiać się schematom, do których je zmuszano. Niezależnie od przeszłości naznaczonej latami klęsk, wyrzeczeń, biedą i wstydem, potrafiły przekazać istotne wartości, takie jak „obowiązkowość, dotrzymanie obietnic, ogromny szacunek do pracy fizycznej i do człowieka, który tę pracę wykonuje” (s. 463).
Rzeczywiście, z łatwością możemy odwrócić głowę i odrzucić to, co dla nas nietypowe i niezrozumiałe, ale znacznie trudniej jest skonfrontować się z naszymi wewnętrznymi demonami i życzliwie spojrzeć na nasze przodkinie. Te kobiety, często nie mając pełnej świadomości narzuconych im mechanizmów społecznych, odważnie walczyły o przyszłość swoich córek i synów, podejmując ryzyko gniewu mężów, który był na ich ciele pokazem siły fizycznej.
Agnieszka Jędrzejczyk, jak przytoczyła Joanna Kuciel-Frydryszak, podkreśla, że „w przeciwieństwie do swojej mamy nie ma potrzeby ucieczki od wiejskości i wszystkiego tego, co ona wniosła do rodziny” (s. 466). Wprost przeciwnie, uznaje to za „wartość, drugą kulturę” (s. 466). Warto zastanowić się, czy może właśnie teraz, w obecnym momencie, nie potrzebujemy takiego zwrotu ku przeszłości, aby ponownie odnaleźć swoje korzenie, ponieważ trudno jest „żyć swoim kształtem” (Irigaray 2000: 113), nigdy nie zrozumiawszy zachowań, które nas ukształtowały. Musimy pozwolić, aby do naszych uszu dobiegły głosy z drewnianych chat, bo jeśli tego nie uczynimy, to nigdy nie będzie możliwe, abyśmy ruszyły naprzód, dlatego że „jedna nie ruszy bez drugiej” (Irigaray 2000: 113).
LITERATURA:
Irigaray L.: „I jedna nie ruszy bez drugiej”. Przeł. A. Araszkiewicz. „Teksty Drugie” 2000, nr 6.
Narracja Kuciel-Frydryszak prezentuje historie kobiet, którym nigdy nie zostało przyznane prawo do posiadania własnego głosu. Odebrano im możliwość realizacji marzeń, które tliły się w zakamarkach duszy każdej z nich, oraz odrzucono, w ich wypadku, przywilej noszenia obuwia. Dla kobiet wiejskich możliwość założenia butów miała głębokie znaczenie, nie tylko dla osiągnięcia poczucia wolności, ale również, aby uznano je za pełnoprawne jednostki, a nie jedynie ciała podporządkowane poleceniom. Posiadanie butów dawało możliwość wyjazdu do miasta i próby podjęcia walki o własną niezależność – dla wielu kobiet było to marzeniem nieosiągalnym. Zdarzało się, że opuszczając wiejskie chaty, wolały znosić upokorzenia ze strony obcych ludzi, byleby nie musieć wracać do domu i każdego dnia kierować własnego ciała w stronę pasionki. Każda kobieta urodzona w wiejskiej rodzinie miała jasno wyznaczony cel, polegający na konieczności podjęcia pracy fizycznej. To właśnie na nich spoczywały wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego, „wokół inwentarza, a także zajmowanie się dziećmi” (s. 224). Choć istniał wyraźny podział na obowiązki typowo „kobiece”, a te, które przypisywano mężczyznom, to jednak najczęściej kobiety wykonywały wszystkie zadania, ponieważ one „nie dzieliły obowiązków” (s. 224) w ten sposób. Jeśli dziewczyna nie była wystarczająco „robotna” (s. 25), a więc pracowita, to uznawano ją za „nieprzydatną”. W momencie, w którym nie osiągnęła odpowiednich kryteriów, była eliminowana i marginalizowana, co skutkowało tym, że stawała się „zbędna i tak też się czuła” (s. 25).
Większość opowieści zebranych przez autorkę ukazuje historie kobiet, które od samego początku nakierowywano i wychowywano w taki sposób, aby były „posłuszne, grzeczne, pracowite i odpowiedzialne” (s. 28), przy równoczesnym nieprzywiązywaniu uwagi do zachowania ich odpowiedniej kondycji fizycznej, w wyniku czego młode dziewczyny często przypominały wyglądem swoje matki, a te z kolei – „babki”.
Poszczególne rozdziały opatrzone zostały fotografiami przedstawiającymi bohaterki tych opowieści. Odczuwa się, że obserwują one czytelnika i czytelniczkę przenikliwym, smutnym i wyczerpanym spojrzeniem. Każda z opisywanych kobiet jest wyraźnie „zaniedbana fizycznie i niedożywiona” (s. 29), ponieważ często decydują się oddać ostatni kawałek jedzenia swoim mężom lub dzieciom, podczas gdy same muszą zadowolić się „połykaniem gorzkich łez w ukryciu” (s. 204). Relacje, przedstawione przez autorkę, rzucają zatrważające światło na świadomość tych kobiet, które zdają sobie sprawę, że ich trud jest ignorowany i „traktowany jako część zwyczajnego, chłopskiego losu, czego docenić ani wynagrodzić nikt nie zamierza” (s. 204).
Kuciel-Frydryszak prezentuje obszerny zbiór opowieści pozbawionych szczęśliwego zakończenia, aczkolwiek w żaden sposób nie stara się osądzać polskiego społeczeństwa XX wieku. Przeciwnie, autorka wydaje się jedynie przedstawiać zebrane historie, pozostawiając ocenę i interpretację zdarzeń osobom czytającym „Chłopki”. Ocena obejmuje wtedy nie tylko postawy i zachowania naszych przodków, ale także wzbudza nieprzyjemne wibracje w naszych własnych wnętrzach.
Współcześnie często dążymy do dewaluacji dziedzictwa naszych przodków i przodkiń pochodzących ze wsi. Mimo widocznego braku bohaterskiego wymiaru działań naszych „babek” i „prababek” mogą być one uznane za niezwykłe postacie, które bardzo często próbowały przeciwstawiać się schematom, do których je zmuszano. Niezależnie od przeszłości naznaczonej latami klęsk, wyrzeczeń, biedą i wstydem, potrafiły przekazać istotne wartości, takie jak „obowiązkowość, dotrzymanie obietnic, ogromny szacunek do pracy fizycznej i do człowieka, który tę pracę wykonuje” (s. 463).
Rzeczywiście, z łatwością możemy odwrócić głowę i odrzucić to, co dla nas nietypowe i niezrozumiałe, ale znacznie trudniej jest skonfrontować się z naszymi wewnętrznymi demonami i życzliwie spojrzeć na nasze przodkinie. Te kobiety, często nie mając pełnej świadomości narzuconych im mechanizmów społecznych, odważnie walczyły o przyszłość swoich córek i synów, podejmując ryzyko gniewu mężów, który był na ich ciele pokazem siły fizycznej.
Agnieszka Jędrzejczyk, jak przytoczyła Joanna Kuciel-Frydryszak, podkreśla, że „w przeciwieństwie do swojej mamy nie ma potrzeby ucieczki od wiejskości i wszystkiego tego, co ona wniosła do rodziny” (s. 466). Wprost przeciwnie, uznaje to za „wartość, drugą kulturę” (s. 466). Warto zastanowić się, czy może właśnie teraz, w obecnym momencie, nie potrzebujemy takiego zwrotu ku przeszłości, aby ponownie odnaleźć swoje korzenie, ponieważ trudno jest „żyć swoim kształtem” (Irigaray 2000: 113), nigdy nie zrozumiawszy zachowań, które nas ukształtowały. Musimy pozwolić, aby do naszych uszu dobiegły głosy z drewnianych chat, bo jeśli tego nie uczynimy, to nigdy nie będzie możliwe, abyśmy ruszyły naprzód, dlatego że „jedna nie ruszy bez drugiej” (Irigaray 2000: 113).
LITERATURA:
Irigaray L.: „I jedna nie ruszy bez drugiej”. Przeł. A. Araszkiewicz. „Teksty Drugie” 2000, nr 6.
Joanna Kuciel-Frydryszak: „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

