MANIFESTACJE CIAŁA
A
A
A
Sztuka performance’u niejako ze swej natury karmi się dynamiką spotkań i publicznych wypowiedzi. Wydawałoby się zatem, że to właśnie imprezy festiwalowe oraz interdyscyplinarne przeglądy powinny służyć rozwojowi tej dyscypliny. Tymczasem fakt, że organizuje się je w pośpiechu i przy wielkiej kumulacji towarzyszących zdarzeń, sprawia, że niejednokrotnie wycieka z nich prawdziwa sztuka i refleksja. Poza tym w Polsce ciągle realizuje się jeszcze zbyt mało międzynarodowych imprez artystycznych, w których możemy doświadczyć nie tylko podobnego melanżu, ale także zapoznać się z pewną krytyczną ich konstatacją oraz dyskusją. Póki co, cieszmy się z tego, co mamy. Nie tak dawno temu w Poznaniu miał miejsce gigantyczny projekt „Asia – Europe Mediations”, a już jesienią w Słupsku i Ustce odbyła się Sesja „Manifestacje”. Jakkolwiek przedsięwzięcie organizowane przez Bałtycką Galerię Sztuki miało charakter zdecydowanie kameralny i trwało tylko trzy dni, była to impreza, która zgromadziła artystów zaliczających się do światowej klasyki performance’u. Ważne jest również i to, że miała ona charakter problemowy. Tegoroczne „Manifestacje” poświęcone bowiem były osobie Jerzego Beresia – w jednej osobie nestora i ikony polskiego performance’u, obchodzącego właśnie czterdziestolecie swych wystąpień. Do Ustki przyjechali z Japonii Seiji Shimoda oraz Osamu Kuroda, z Francji Ester Ferrer, a z Izraela Adva Drori. I oczywiście pojawił się Jerzy Bereś, będący ciągle w znakomitej formie. W dyskusyjnym panelu wystąpili Jerzy Hanusek, Zbigniew Warpechowski (który był kuratorem spotkań) oraz Jan Przyłuski.

Żadne z wystąpień w usteckiej galerii nie było przypadkowe i najwyraźniej bardzo przypadły one publiczności do gustu. Pokazały też, że na kondycję i współczesny wyraz performance’u składają się elementy dalece różnorodne. Nie jest to sztuka już tak klarowna i czysta, jak w swych pionierskich czasach, gdy kształtowała się sztuka ciała. Dzisiaj performance jest przede wszystkim sztuką konstruowania komunikacji międzyludzkiej, jest próbą zreinterpretowania i generowania znaczeń w kontekście współczesności, a niekiedy także komentuje sam siebie, jak miało to miejsce w wystąpieniu Seiji Shimody. Ten niezwykle zasłużony dla tej dyscypliny artysta, m.in. dyrektor międzynarodowego NIPAF festiwalu, tym razem wykonał „utwór” przede wszystkim odwołujący się właśnie do języka ciała, do jego struktur i relacji z figurami czysto wyobrażeniowymi. Była to dość niezwykła akcja pokazująca publiczności także i to, że sztuka „żywej rzeźby” wymaga nie tylko artystycznego konceptu, ale też nie lada sprawności fizycznej i umiejętności jogina.

Nie mniej niezwykły był występ innego Japończyka, Osamu Kurody. Liczący dziś ponad siedemdziesiąt lat artysta wciąż czynnie występuje i czaruje publiczność swym niepowtarzalnym stylem. Kuroda, ubrany w tradycyjny japoński strój, z plecakiem i żebraczą miską, przywraca współczesności dawne pieśni ludowe, nawiązuje też do achetypalnie utrwalonych symboli oraz zwyczajów, które funkcjonują dziś jako jedna spośród wielu klisz i ikon w kalejdoskopie globalnej wioski. Jest to performance poetycki i symboliczny, remitologizujący postać wędrownego łazika, waganta i wieśniaka w jednej osobie. Że jest ogromne zapotrzebowanie na takie właśnie realizacje, potwierdził też performance Advy Drori, która przyjechała z Tel Avivu. Artystka w galerii na gazowej kuchence przygotowała gorący posiłek, składający się m.in. z jajecznicy przyprawionej chasydzkimi gadżetami i z grzanek z wypieczoną na nich gwiazdą Dawida. W anturażu klezmerskiej muzyki i pośród sztucznych ogni sztuka kulinarna i konsumpcyjna weszła tu w odwieczny dyskurs z symbolami. Podobną tematykę eksplorował w swoim wystąpieniu Jerzy Bereś, który „zmierzył się” z ideą wolnej i zjednoczonej Europy. Oba te wystąpienia były niezwykle ważne i świetnie ilustrowały fakt, że we współczesnym świecie estetyczny i polityczny kanibalizm oddziela krótka i cienka demarkacyjna linia...

Problematyką teorii i praktyki performance’u zajęła się Ester Ferrer. Ta intermedialna artystka, od wielu lat mieszkająca w Paryżu, jest – podobnie jak Bereś w Polsce – prekursorką ruchu performance w Hiszpanii. Jej wystąpienie, w przeciwieństwie od innych artystów, nie bazowało na metaforze i symbolu. Artystka podjęła się specyficznego wykładu o estetyce performance, przypominającego wykonanie 4’33’ Johna Cage’a. Ciszę przerywały tutaj co rusz konceptualne ozdobniki i słowa „klucze”, charakterystyczne dla metakrytycznego dyskursu tej dyscypliny. Wszystko to zamykało się zatem między milczeniem a gwarem wypowiedzi. I w tym rozumieniu była to jedyna metafora, która może być też poniekąd opisem i diagnozą współczesnego ruchu akcyjnego.
Część performatywna spotkań była uzupełniona wykładami Jerzego Hanuska oraz Zbigniewa Warpechowskiego, którzy odwołali się do historii performance’u. Na jego tle szczególnie uhonorowano dorobek artystyczny Jerzego Beresia. W spotkaniach wziął również udział Jan Przyłuski, zajmujący się historią polskiego ruchu akcyjnego. Jego książka na ten właśnie temat ma ukazać się niebawem pod auspicjami Bałtyckiej Galerii Sztuki.

Żadne z wystąpień w usteckiej galerii nie było przypadkowe i najwyraźniej bardzo przypadły one publiczności do gustu. Pokazały też, że na kondycję i współczesny wyraz performance’u składają się elementy dalece różnorodne. Nie jest to sztuka już tak klarowna i czysta, jak w swych pionierskich czasach, gdy kształtowała się sztuka ciała. Dzisiaj performance jest przede wszystkim sztuką konstruowania komunikacji międzyludzkiej, jest próbą zreinterpretowania i generowania znaczeń w kontekście współczesności, a niekiedy także komentuje sam siebie, jak miało to miejsce w wystąpieniu Seiji Shimody. Ten niezwykle zasłużony dla tej dyscypliny artysta, m.in. dyrektor międzynarodowego NIPAF festiwalu, tym razem wykonał „utwór” przede wszystkim odwołujący się właśnie do języka ciała, do jego struktur i relacji z figurami czysto wyobrażeniowymi. Była to dość niezwykła akcja pokazująca publiczności także i to, że sztuka „żywej rzeźby” wymaga nie tylko artystycznego konceptu, ale też nie lada sprawności fizycznej i umiejętności jogina.

Nie mniej niezwykły był występ innego Japończyka, Osamu Kurody. Liczący dziś ponad siedemdziesiąt lat artysta wciąż czynnie występuje i czaruje publiczność swym niepowtarzalnym stylem. Kuroda, ubrany w tradycyjny japoński strój, z plecakiem i żebraczą miską, przywraca współczesności dawne pieśni ludowe, nawiązuje też do achetypalnie utrwalonych symboli oraz zwyczajów, które funkcjonują dziś jako jedna spośród wielu klisz i ikon w kalejdoskopie globalnej wioski. Jest to performance poetycki i symboliczny, remitologizujący postać wędrownego łazika, waganta i wieśniaka w jednej osobie. Że jest ogromne zapotrzebowanie na takie właśnie realizacje, potwierdził też performance Advy Drori, która przyjechała z Tel Avivu. Artystka w galerii na gazowej kuchence przygotowała gorący posiłek, składający się m.in. z jajecznicy przyprawionej chasydzkimi gadżetami i z grzanek z wypieczoną na nich gwiazdą Dawida. W anturażu klezmerskiej muzyki i pośród sztucznych ogni sztuka kulinarna i konsumpcyjna weszła tu w odwieczny dyskurs z symbolami. Podobną tematykę eksplorował w swoim wystąpieniu Jerzy Bereś, który „zmierzył się” z ideą wolnej i zjednoczonej Europy. Oba te wystąpienia były niezwykle ważne i świetnie ilustrowały fakt, że we współczesnym świecie estetyczny i polityczny kanibalizm oddziela krótka i cienka demarkacyjna linia...

Problematyką teorii i praktyki performance’u zajęła się Ester Ferrer. Ta intermedialna artystka, od wielu lat mieszkająca w Paryżu, jest – podobnie jak Bereś w Polsce – prekursorką ruchu performance w Hiszpanii. Jej wystąpienie, w przeciwieństwie od innych artystów, nie bazowało na metaforze i symbolu. Artystka podjęła się specyficznego wykładu o estetyce performance, przypominającego wykonanie 4’33’ Johna Cage’a. Ciszę przerywały tutaj co rusz konceptualne ozdobniki i słowa „klucze”, charakterystyczne dla metakrytycznego dyskursu tej dyscypliny. Wszystko to zamykało się zatem między milczeniem a gwarem wypowiedzi. I w tym rozumieniu była to jedyna metafora, która może być też poniekąd opisem i diagnozą współczesnego ruchu akcyjnego.
Część performatywna spotkań była uzupełniona wykładami Jerzego Hanuska oraz Zbigniewa Warpechowskiego, którzy odwołali się do historii performance’u. Na jego tle szczególnie uhonorowano dorobek artystyczny Jerzego Beresia. W spotkaniach wziął również udział Jan Przyłuski, zajmujący się historią polskiego ruchu akcyjnego. Jego książka na ten właśnie temat ma ukazać się niebawem pod auspicjami Bałtyckiej Galerii Sztuki.









ISSN 2658-1086