ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (480) / 2023

Magdalena Kempna-Pieniążek,

SPEKTRUM ZMIAN (DAVA SOBEL: 'SZKLANY WSZECHŚWIAT. O TYM, JAK KOBIETY Z OBSERWATORIUM HARVARDA ZMIERZYŁY GWIAZDY')

A A A
Kilkadziesiąt lat to w kosmicznym kalendarzu tyle co kilka sekund w życiu człowieka. Niemniej jednak w tak krótkim czasie sporo się dzieje: wszechświat nieustannie się rozszerza, galaktyki oddalają się od siebie, tu i ówdzie wybuchają supernowe, a gdzieś w Drodze Mlecznej, na jednej z planet okrążających prowincjonalną gwiazdę średniej wielkości, wraz z cywilizacyjnym postępem dochodzi do nieuchronnych przeobrażeń ludzkiej świadomości. Gdybym miała powiedzieć, o czym opowiada książka Davy Sobel, stwierdziłabym, że właśnie o tym: o niezmiernie powolnych (z perspektywy jednostek) i zarazem fundamentalnych (z perspektywy ludzkiego gatunku) przeobrażeniach wiedzy i świadomości. Zdaję sobie sprawę, że taka teza najprawdopodobniej pozostaje w kontrze do intencji autorki, jedną z najbardziej ujmujących cech „Szklanego wszechświata” stanowi bowiem brak zadęcia i odstręczającej górnolotności. Książka Sobel jest taka, jacy wydają się jej bohaterowie i bohaterki: skrupulatna, precyzyjna, skromna i skoncentrowana na swoim obszarze, ambitna, ale pozbawiona nadmiernych aspiracji. Mimo to – tak samo jak pozornie zwyczajne biografie Annie Jump Cannon, Henrietty Leavitt czy Edwarda Pickeringa – niesie ona znacznie więcej sensów niż te, które zostają na jej kartach eksplicytnie wyłożone.

Jej podtytuł może być trochę mylący. Wbrew temu, co zdaje się sugerować, „Szklany wszechświat” nie opowiada bowiem tylko „O tym, jak kobiety z Obserwatorium Harvarda zmierzyły gwiazdy”. Mówi też całkiem sporo o mężczyznach prowadzących badania w zakresie astronomii i spektroskopii, organizujących przestrzenie, gdzie takie badania mogłyby być prowadzone i katalogowane, inspirujących kolejne przedsięwzięcia oraz zabiegających o ich sfinansowanie. Dava Sobel upomina się co prawda o pamięć o badaczkach, które w znaczący sposób przyczyniły się do rozwoju kosmologii i astrofizyki, jednakże robi to w sposób subtelny. „Szklany wszechświat” – co jest jego kolejną zaletą – nie próbuje być feministycznym manifestem; nie okazuje się też próbą ideologicznej krytyki świata nauki zdominowanego przez mężczyzn, choć świadomość tej dominacji i jej licznych implikacji towarzyszy zarówno autorce, jak i bohaterkom (i niektórym bohaterom) książki.

Opowieść o tym, co działo się w Obserwatorium Harvarda od lat 80. XIX wieku do lat 50. XX wieku, stanowi budujący przykład współpracy i porozumienia wspierających się nawzajem osób, które – bez względu na dzielące je różnice płci, statusu społecznego i pochodzenia – wspólnie działały na rzecz rozwoju interesującego je obszaru nauki. Jednym z powodów przyjęcia takiej perspektywy mógł być wniosek wysnuty przez autorkę ze skrupulatnie przeprowadzonych badań i przedstawiony dopiero pod koniec książki w znaczących słowach: „Kiedy kobiety rachmistrzynie z Obserwatorium Harvarda pojawiają się we współczesnych dyskusjach, są często przedstawiane jako źle opłacane, niedoceniane ofiary ówczesnego systemu pracy. Pickeringa oskarża się o to, że dawał im niewdzięczną pracę, której nie raczyłby się podjąć żaden mężczyzna, jednakże jest to dalekie od prawdy. Zanim astronomia przekształciła się w astrofizykę około przełomu XIX i XX wieku, zarówno mężczyzn, jak i nieliczne kobiety zaangażowane w naukę poddawano niewolniczej rutynie” (s. 348). Dynamika płci w Obserwatorium Harvarda przynajmniej w kilku miejscach książki jawi się zresztą jako daleka od stereotypowych wyobrażeń na ten temat. W pewnych chwilach kobiety wydają się wręcz bardziej uprzywilejowane, otrzymując na przykład dostęp do stypendiów fundowanych przez inne kobiety, podczas gdy możliwości męskich astronomów w tym zakresie bywają ograniczone.

Nie jest oczywiście tak, że wątki związane z krytyką kultury patriarchalnej w ogóle w książce Sobel nie występują. Może i w Obserwatorium Harvarda, gdzie „Annie Jump Cannon potrafiła najpierw upiec porcję owsianych ciasteczek (…), a następnie wygłosić (…) autorytatywny wykład na temat swoich najnowszych odkryć” (s. 288), klimat dla równouprawnienia był dobry, jednak poza jego murami – a okazjonalnie nawet i tam – astronomki musiały się mierzyć z problemem bycia ocenianymi przez pryzmat płci. Odmawianie im zasług, pozbawianie ich możliwości aplikowania na wysokie stanowiska, a także różnicowanie ich pensji w stosunku do przychodów męskich asystentów składały się na znaną im rzeczywistość. Autorka woli jednak oddawać głos w tej sprawie bohaterkom swojej opowieści niż snuć moralitety. „Czy kiedykolwiek zastanawiał się nad tym, że mam na utrzymaniu dom i rodzinę ta samo jak mężczyźni?” – żali się na swojego pracodawcę w jednym z fragmentów dziennika Mina Fleming. – „Cóż, zakładam, że kobieta nie ma prawa do takich udogodnień. I to są czasy, które uchodzą za czasy oświecenia!” (s. 137). Nieco później ta sama badaczka otrzymuje list od Louise Whitfield Carnegie, deklarującej: „(…) wierzę w to, że kobiecy umysł jest bardziej zdolny do tego, by »zgłębiać Odwieczną Myśl«, i że to kobiece serce gnieździ się bliżej Natury oraz Natury Boga” (s. 164).

Jedną z uderzających wspólnych cech mikrobiografii przeplatających się na kartach „Szklanego wszechświata” jest cicha wszechobecność kobiet i ich umiejętność adaptacji do różnych funkcji. Właściwości te zostają skonfrontowane z konwencjonalnością męskich ścieżek zawodowej kariery. Podczas gdy oni zwykle są „po prostu” naukowcami, dyrektorami, dziekanami, asystentami czy szefami, one prezentowane są jako osobowości o zdecydowanie bardziej zawiłych losach i zmiennych rolach. Znajdują się wśród nich bogate pasjonatki zasilające Obserwatorium Harvarda hojnymi datkami, szkockie ekspokojówki o ścisłych umysłach, ekscentryczne geniuszki i skryte romantyczki potrafiące zorganizować swoim przyjaciołom ucieczkę zza żelaznej kurtyny. Choć doceniają ideę siostrzeństwa, to nie są obojętne na wsparcie otrzymywane ze strony mężczyzn. Obficie cytowana przez Sobel korespondencja Edwarda Pickeringa z Anną Draper świadczy o wzajemnym szacunku i sympatii; również zapiski rachmistrzyń z Obserwatorium Harvarda dowodzą poczucia bycia dostrzeganymi i docenianymi za swoją pracę – tę, która przez długi czas była rozpatrywana nie jako komplementarna, lecz alternatywna względem życia rodzinnego ścieżka kobiecej egzystencji. Konieczność dokonywania wyboru między zakładaniem rodzin a zawodowym samorozwojem z czasem przestaje badaczkom doskwierać – a jest to tylko jedna ze zmian zachodzących w życiu kobiet z Obserwatorium Harvada. W końcu stopniowo dokonuje się także ich awans społeczny i zawodowy: z ekscytacją przyjmują możliwość wzięcia udziału w wyborach, dostępują możliwości uzyskania profesorskiego tytułu, wreszcie – co wydaje się ukoronowaniem ich sukcesu – zezwala się im na pełnienie dziekańskiej funkcji.

Skupione na swojej mrówczej pracy, pochylone nad szklanymi płytami i olbrzymimi tabelami pełnymi danych, bez wytchnienia katalogujące i opracowujące spektroskopowe zdjęcia gwiazd, rachmistrzynie i astronomki znane jako „the Harvard Computers” stają się cichymi bohaterkami ery emancypacji kobiet. O prawa swojej płci nie walczą na politycznych wiecach; nie uprawiają publicystyki ani nie noszą sztandarów. Uczestnicząc jednak w międzynarodowych konferencjach naukowych, podpisując (nie bez wahania) swoje artykuły pełnymi żeńskimi imionami i zdobywając kolejne stopnie naukowe, przyczyniają się do zmiany postrzegania roli i możliwości kobiet. Przy okazji wpływają także na jeszcze inną przemianę: prowadzone przez nie spektograficzne obserwacje stają się jednym z fundamentów nowoczesnej astrofizyki. Ewolucja w postrzeganiu płci idzie w parze z rewolucją w postrzeganiu miejsca Ziemi w kosmosie. Okazuje się, że Układ Słoneczny znajduje się na peryferiach, a nie w centrum Drogi Mlecznej; i że większość gwiazd składa się z najbardziej prozaicznego ze wszystkich pierwiastków: wodoru; po latach zawziętych dyskusji staje się jasne, że sama Droga Mleczna jest tylko jedną z wielu galaktyk rozproszonych we wszechświecie, który bynajmniej nie jest stały i niezmienny, lecz ciągle się rozszerza od czasu Wielkiego Wybuchu. W świecie, który stopniowo godzi się ze świadomością swojego marginalnego miejsca w porządku wszech rzeczy, kobiety, które do tej pory stały na marginesie wielkiej nauki, zaczynają przesuwać się w stronę centrum. Lada moment Vera Rubin dowiedzie istnienia w komosie olbrzymiej ilości czarnej materii. I nic już nie będzie takie samo.

W świetnie napisanej książce Davy Sobel nie ma miejsca na czcze sentymenty. Życie kobiet i mężczyzn z Obserwatorium Harvarda nie jest łatwe, a ich praca – bynajmniej nie spektakularna – wymaga żelaznej dyscypliny i skupienia. Tym bardziej warto docenić kunszt, z jakim autorka przekształciła obfity materiał faktograficzny oraz niełatwe do spopularyzowania wyniki badań w niezwykle zajmującą zbiorową biografię, w której niczym w spektrografie skupiają się rozmaite linie rozwojowe tej szczególnej epoki w dziejach nauk ścisłych oraz emancypacji kobiet.
Dava Sobel: „Szklany wszechświat. O tym, jak kobiety z Obserwatorium Harvarda zmierzyły gwiazdy”. Przeł. Dominik Liszkowski. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2023.